Witamy serdecznie!

„ podróżuje się nie po to, aby dotrzeć do celu, ale po to, żeby być w podróży”

Johan Wolfgang von Goethe

„Dla nas… nuda… jest zbyt nudna… aby się nudzić…”

Ostatnia aktualizacja dokonana 1 grudnia 2014r, a naszą aktualną pozycję można obserwować w systemie SPOT, aktywnym tylko w trakcie wypraw, klikając na: TU JESTEŚMY!

Nasza afrykańska przygoda dobiegła końca 27.11.2014r  i choć ciut zmęczeni, to chcielibyśmy zaprosić do przejrzenia ostatniego jej etapu, jak i do poprzednich, tych bardziej czarnych, ciekawych, egzotycznych i ciepłych.

Reasumując całość… ten kontynent ma w sobie jakąś niewidzialną magię, która sprawia, że… chciałoby się jeszcze raz… poprzez jeden z licznych geograficznych końców świata, gdzie „tęczowi mieszkańcy” żyją dookoła „stołu”(Cape Town)… upaść w fantastyczne, rozpalone słońcem piaski, rewiry welwiczji przedziwnej i nie mniej osobliwego plemienia Himba (Namibia)… wsłuchać się huk widowiska Wodospadów Wiktorii (Zimbabwe)… bezradnie zatrzymać się w bezruchu, kiedy stada słoni demonstrują swoje prawa na drodze (Zambia)… stanąć tuż obok Masaja i spojrzeć w oczy wielu dzikich zwierząt (Kenia, Tanzania)… zagubić się w uliczkach Kamiennego Miasta, wąchać przyprawy, a oszałamiający błękit wody, obserwować poprzez trójkątne żagle łodzi dhow (Zanzibar)… wejść pomiędzy uzbrojone plemię Mursi, z całym ceremoniałem, napić się prawdziwej kawy, zobaczyć „Grand Canyon” i poczuć oddech hieny na szyi (Etiopia)… wpłynąć na suchy ocean piasku, zobaczyć bezmiar jego przestrzeni i pojeździć torami (Sudan)… z podniesioną głową patrzeć na piramidy i kolosy, choć na chwilę dosiąść wielbłąda i doświadczyć braku przepisów ruchu drogowego (Egipt)… zagłębić się w ruiny miasta Nabatejczyków, pokrążyć niczym sęp pomiędzy zdumiewającymi formacjami nieco różowej pustyni (Jordania)… dotknąć Ziemi Świętej, poczuć życie w zorganizowanym wojskowym państwie i najeść się pasty z cieciorki (Izrael)… a na koniec przedostać się do krainy bogów i herosów, spojrzeć na najwyższe starożytne osiedle i kupić oliwki (Grecja)… i dobrnąć do domu… ale to tylko fragmenty, tego co można zobaczyć, doświadczyć i poznać… słowo pisane, fotografie i opowiadania… nigdy nie oddadzą rzeczywistości… jaka by ona nie była i ile by nie trwała… zostanie w naszej pamięci na długo… tej osobistej i tej elektronicznej… oby tylko poprawnie działały.

Relacja z cz.II obejmująca: Kenię, Etiopię, Sudan, Egipt, Jordanię i Izrael (kliknij tutaj)

afryka_cz-ii-map

Ostatnie dwa tygodnie przed wyruszeniem na trasę IIetapu podróży po Afryce (8.10.2014r) były dla nas niezwykle pracowite i podporządkowane temu wyzwaniu, a przecież właśnie w tym czasie zakończyliśmy motocyklową podróż po Bałkanach – relacja: (kliknij tutaj) , jak również realizowaliśmy zadania związane z organizacją spotkania p.t. Zakończenie Sezonu Podróżników Motocyklowych „Tajemnice Gór Sowich 2014”, przekazując iż przeszło ono już do historii, a do Wójtowic przybyło 112 motocyklistów na 80 maszynach – relacja: (kliknij tutaj)

Dla nas sezon motocyklowy, zakończył się już całkowicie, trwał od kwietnia aż do naszej imprezy kończącej sezon, przebyliśmy w tym czasie ponad 20 tys. km i zawierał również przejazd po Irlandi i Szkocji – mamy przyjemność również zaprezentować Wam reportaż z tej podróży: (kliknij tutaj)

Powiadamiamy iż Otwarcie Sezonu Podróżników Motocyklowych „Kalety-Zielona 2015” odbędzie się w dniach 24 ÷ 26 kwietnia 2015r, Kalety Zielona, Ośrodek Wypoczynkowy„Zielona”, k. Miasteczka Śląskiego – zaproszenie

Ponadto stało się – zostałem dziadkiem – na imię ma Emi !

emi

Nasza nowa książka: Kurs… Ameryka Północna

Minęło niespełna pięć miesiące, od zakończenia naszej czteroletniej podróży po obu kontynentach amerykańskich. Po wytężonej pracy udało nam się sfinalizować wydanie następnej książki – przewodnika pt. „Kurs…Ameryka Północna”. Obejmuje on zakres wyprawy od Buenos Aires, aż po Cartagenę, która to była alternatywnym wariantem do Panamericany i poprzedniego przejazdu, pokonania terytorium Ameryki Południowej oraz nasze przemieszczanie się poprzez Amerykę Środkową, Karaiby i całą Amerykę Północną.

okladka-kurs-ampn-in

W związku z tym zapraszamy wszystkich zainteresowanych, do zakupu tej pozycji księgarskiej liczącej 520 str. (poprzednia miała 360 str.), wydanej na kredowym papierze z mnóstwem zdjęć, w twardej oprawie, tworzącej serię opisującą nasze trasy i przygody w trwającej nadal podróży wokół świata. Jedyne czego po cichu oczekujemy to, by ta włóczęga zapisana w czasie podróży na tak wielu stronach, przypadła Wam do gustu, zainspirowała, w pewnym stopniu poszerzyła wiedzę, i co najistotniejsze… choć na chwilę oderwała od codzienności… w trakcie jej czytania… lub choćby oglądania obrazków…

Cena promocyjna 45 zł +koszty wysyłki (wysyłka kurierem za pobraniem 15zł, przy wpłacie na konto 10zł).

Zamówienia prosimy składać e-mailowo na adres: irex-sc@oem.pl do pani Eweliny Muzyka, podając dokładny adres z kodem pocztowym i nr tel. kontaktowego dla ewentualnego ustalenia szczegółów dostawy.

1. wpłata na konto firmy IREX Sp.J. nr 74 1030 1087 0000 0000 5034 3201 i wysyłka firmą kurierską; łączna cena z dostawą na wskazany adres 55 zł

2. wysyłka pocztą kurierską za pobraniem przy odbiorze 60 zł

– jeśli ktoś wybierze tę opcję zamówienia można składać również na masz adres e-mailowy: wojtekbmw@op.pl lub telefonicznie +48 602 224897

3. Zawsze można ją również nabyć w siedzibie firmy IREX pod adresem; 43-300 Bielsko Biała, ul.Konwaliowa 21

Dotyczy to również poprzedniej książki pt. „Drogami i Bezdrożami Ameryki Południowej – Dziennik Podróży” (twarda oprawa, 362 str, 600zdjęć, kredowy papier, format 22cm x 16cm) – Cena promocyjna 40 zł

okladka_wojtektravel

Zamówienia prosimy składać  j.w.

A teraz wracamy do naszej trwającej od grudnia 2009r Podróży Wokół Świata:

Afryka – relacja z cz.I (zima 2014r) podzielonej na sześć etapów - (kliknij tutaj)

afryka_trasa-do-20-03-2014-map

Minęło dziewięć tygodni naszej podroży po Afryce, przebyliśmy w tym czasie dystans 20 600km, przejeżdżając przez dziesięć krajów tego kontynentu. W mojej opinii, to co najbardziej zaskoczyło, to całkowite rozjechanie się wyobraźni o tym rejonie, z realną rzeczywistością, oczywiście zdecydowanie na plus. Moje obawy i wątpliwości, okazały się zupełnie niepotwierdzone i ponownie okazało się, że Ci co tu nie byli, a dużo o tym kontynencie mają do powiedzenia, przekazują zafałszowany wizerunek tej części świata. Teraz z pozycji doświadczenia i porównań, śmiem twierdzić, że dużo trudniej podróżuje się po Ameryce Południowej, a w szczególności po Brazylii, Wenezueli i Ameryce Środkowej. Nie spotkaliśmy się z najmniejszym aktem zagrożenia ( jedyny, to w Botswanie stada słoni w N.P. Chobe), a każde spotkanie z miejscowa ludnością, których to było całe mnóstwo, to wspaniała atmosfera, uprzejmość, radość i gościnność, a najbardziej w tym temacie wyróżnia się bardzo biedna ludność Malawi.

I jeszcze trochę osobistych refleksji, które nasuwają się po przebyciu sporej części czarnej Afryki. Najtrudniejszą sprawą jest struktura społeczna, podzielona nie na plemiona, a na kraje, które kiedyś przykładając linijkę do mapy, wytyczono przez kolonizatorów na tym kontynencie. Do tego dochodzą waśnie religijne, ale to co stanowi największy problem w tym biednym regionie, to nierówność społeczna i obecnie wyzysk czarnego przez czarnego, poniżanie, a niejednokrotnie rękoczyny. Biały daje pracę, jest uprzejmy, płaci na czas, nie bije, nie poniża, rozdaje prezenty, daje datki i napiwki. Biały obecnie jest przyjacielem. Większość ludzi zapytanych kim, albo skąd są, podaje nazwę plemienia, a nie kraju w którym zamieszkuje. Trzeba jeszcze na długo zapomnieć, aby demokracja w pojęciu jak to my rozumiemy, zawitała na tym kontynencie, kiedy bezrobocie sięga 60÷70%, a pomimo dostępności leków, z braku środków na leczenie, zastępczo stosuje się zabobonne metody, HIV i malaria zbiera swoje żniwo, a przeciętna długość życia waha się na poziomie 40÷45lat. Bezwzględny kapitalizm w tej biedzie, coraz bardziej rozwarstwia społecznie wraz z rozwojem, im bogatsze państwo, tym większe piramidy, jedni używają hinduskiego roweru, a inni japońskiej Toyoty, tej z najwyższej półki. My tego nie zmienimy, my to jedynie zauważamy i próbujemy rozumieć, choć wiemy, że daleka jest droga, aby w tej części świata, zagościł ogólny, stabilny spokój i dobrobyt.

… a gdyby tak, ze wszystkich widzianych krajów Afryki… stworzyć jeden… zgromadzić w nim wszystko co wartościowe i niezbędne… i mianować się samozwańczym prezydentem… to co?… mój kraj będzie nazywał się SKARB (Samowystarczalna Konkurencyjna Afrykańska Republika Bananowa)… ze względu na samą nazwę, domniemam iż chętnych do wejścia będzie wielu… otwieram bramę… cóż widzę?… to będzie zawiła i mozolna selekcja… wpuszczam cały naród Malawi (pracowici, uprzejmi i zdecydowanie przyjaźni)… panoramiczne przestrzenie Namibii (łącznie z fatamorganami)… miasteczka typu Hermanus z RPA (architektonicznie, będą doskonałą wizytówką kraju)… Stone Town z Zanzibaru (zabytki należy posiadać)… kozy angorskie z Lesotho (przydadzą się do produkcji moherowych beretów)… ze Swazilandu wzięłabym tylko dewizę (jesteśmy twierdzą)… wszystkie parki narodowe (piękno fauny i flory, a zarazem nieskromny dochód kraju )… Wodospady Victorii (ale tylko te od strony Zimbabwe)… złoża złota i diamentów z RPA (z czegoś trzeba będzie żyć)… uroczych Masajów z Tanzanii i Kenii (z wszystkimi ich krowami)… wino z RPA (łącznie z winnicami)… kenijski Fort Jesus z Mombasy (to tak na wszelki wypadek, gdyby ktoś przejawiał złowrogie zamiary)… plantacje kawy z Burundi (to tak dla mojej adoracji i kultu wywaru)… kenijskie Lamu (z całym szokiem kulturowym)… rowery z Malawi (a niech naród dba o kondycję)… z Zambii mogę wziąć tylko rzekę Zambezi (taki duży raj dla wędkarzy)… wszystkie pola herbaciane Ugandy (coś trzeba pić oprócz wina i kawy)… stanowczo namibijską społeczność Himba (dla ozdoby i zachęty turystycznej)… wielofunkcyjne stadiony z RPA (włącznie z zawodnikami)… wojsko i policję (wszystko mi jedno z którego kraju, w każdym kontrole odbywały się na jednakowo wysokim poziomie)… kenijski Mt Kenya i tanzański Kilimandżaro (niewątpliwie dla uroku i urobku)… bielutkie plaże Zanzibaru (leniwy turysta też swoje prawa ma) … tanzańskie złoża rzadkiego i wyjątkowego tanzanitu ( nazywanego „szafirem Meru”, a znanego dzięki Elizabeth Taylor)… jako język urzędowy wybrałam swahili (bo jest zabawny)… oj!… w kolejce wybuchła jakaś awantura… do bramy z użyciem siły przepychają się somalijscy piraci… muszę podjąć jakieś zdecydowane kroki… może rwandyjska armia pomoże?… przecież są najlepsi!… no tak, ale w zamian będą chcieli wejść… co robić?… przecież w moim kraju nie ma jeszcze procesu myślenia, a przed bramą nie stał… hm… chyba wbrew założeniom samowystarczalności… to jedyna rzecz, którą będę musiała importować, by kraj prawidłowo funkcjonował i się rozwijał… muszę za trochę złota, diamentów i tanzanitu… sprowadzić z Europy rzesze mzungu… bo bez tego, mój SKARB niewiele będzie wart…

…Wiola…

Aby ta podróż obejmująca Afrykę i Azję mogła zaistnieć odbyła się całkowita przebudowa i tuning, wyprawowej Toyoty Hilux 4×4 (kliknij tutaj)

Wyprawa motocyklowa na BMW R1200GS Adventure przez Azję Centralną nad Bajkał (lato 2011r): Relacja: (kliknij tutaj)

Uporawszy się z wszystkimi wielkimi!!! problemami wizowymi dotyczącymi naszej planowanej wyprawy przez Azję Centralną, Syberię i Bajkał ruszyliśmy z tygodniowym opóźnieniem w niedzielę, 3 lipca 2011 na trasę (siedem wiz: Azerbejdżan, Turkmenistan, Uzbekistan, Tadżykistan, Kirgistan, Kazachstan, Rosja). 6 lipca ładowaliśmy się w Ilichevsku koło Odessy wraz z naszym BMW na prom płynący przez Morze Czarne do Batumi w Gruzji. Dalej Azerbejdżan i przez Morze Kaspijskie z Baku do Aktau w Kazachstanie, następnie Uzbekistan, Tadżykistan, Kirgistan, ponownie Kazachstan i Rosja. Powrót koleją Transsyberyjską do Moskwy i na kółkach do Polski. 29 sierpnia 2013r, o 18.00, po 58 dniach, po pokonaniu łącznie 22.450km przebytej trasy – (15.850km na motocyklu, 1.600km promami przez Morze Czarne i Kaspijskie, 5.150km Koleją Transsyberyjską), dotarliśmy w domu. Cali i zdrowi powróciliśmy do miejsca z którego wyjechaliśmy w tą wielką podróż, lekko okaleczone nasze BMW, bezpiecznie przewiozło nas przez azjatyckie szlaki – średni przejazd dzienny to ok. 370km.

przez-azje-nad-bajkal-trasa

Była to jedna z najtrudniejszych wypraw jakie odbyłem w swoim życiu, podróż dała nam nieco w kość i nauczyła pokory wobec sytuacji które mogą przytrafiać się na trasie, tak jak również i w życiu codziennym! Pokora ta jest kolejnym podróżniczym doświadczeniem, które można ująć w ramy następującym stwierdzeniem: tej wiedzy nie da się kupić, to trzeba samemu przeżyć, zapełniając własne życiowe „memory”!

Piąty etap. Ameryka Północna (lato 2012r) – Podczas następnego etapu podróży wokół świata rozpoczętego w San Antonio w Teksasie, poprzez zachodnie stany USA, północno-zachodnią Kanadę,  Alaskę, ponownie Kanadę i USA dotarliśmy do Chicago i tam, u przyjaciół  pozostawiliśmy nasz pojazd na następną przerwę w podróży, która potrwa do lata następnego roku.

trasa-ameryka_polnocna

Szósty etap. USA -Kanada ( lato 2013r) – 26czerwca 2013r ruszyliśmy ponownie na kontynent północnoamerykański, aby kontynuować podróż wokół świata, tym razem po wschodnich jego rubieżach, czyli po północno-wschodniej Kanadzie z możliwością zahaczenia o Grenlandię, oraz po wschodnich stanach USA. Wyprawę tę realizowaliśmy poruszając się naszą Toyotą Hilux 4×4 pozostawioną od jesieni poprzedniego roku w Chicago.

Planowana trasa przejazdu (linia czerwona) rzeczywista przebyta trasa (żółta):

amerykapn-trasa-plan_real

Ruszyliśmy więc w kolejną podróż z naszym hasłem na ustach:

„Dla nas… nuda… jest zbyt nudna… aby się nudzić…”

Tym razem zarys trasy był do końca niesprecyzowany, życie i miejscowy wywiad, podpowiadały nam najciekawsze warianty przejazdu i zobaczenie w podróży, niezwykłych i nieszablonowych miejsc. Jednym z nich był dziewiczy Labrador:

…Subarktyczne jałowe pustkowie… przeklęta niegościnna ziemia… pożary odbierające kolor życia lasom… zapory i kopalnie zakłócające równowagę ekologiczną… wszechobecne insektarium… tumany podnoszonego kurzu… poligony wojsk powietrznych bombardujące pustkowia… jestem w stanie uwierzyć, że tę ziemię Bóg podarował Kainowi… a gdyby tak odrzucić to wszystko co napisałam?… zobaczymy magię dzikiej przyrody, potężnych gór, nienaruszonej głuszy, zimnych czystych rzek… zardzewiałych jezior… świat ukryty przed szponami cywilizacji białego człowieka… jeśli chcesz spróbować świata którego nie rozumiesz… przyjedź do Labradoru i dotknij piękna… ale i grozy przyrody…

…Wiola…

15sierpnia 2013r powróciliśmy bezpiecznie do kraju, kończąc prawie czteroletni okres penetracji i objazdu obu kontynentów amerykańskich, który był podzielony na sześć etapów.

Trochę statystyk…13500km na liczniku VI ostatniego odcinka, oraz 107500km łącznego przejazdu po kontynentach obu Ameryk, nie wliczając w to Kuby (4200km) i Karaibów (8000km).

Nie zrealizowaliśmy podczas ostatniego etapu planu dotarcia, choćby na parę dni na Grenlandię, którą to podróż myśleliśmy odbyć z Labradoru. Po wywiadzie i bezpośrednim tam przybyciu, okazało się, że Kanada nie ma żadnych bliższych powiązań i kontaktów z tym autonomicznym terytorium zależnym od Danii i co za tym idzie, nie ma żadnych połączeń lotniczych, czy promowych z tą największą na świecie wyspą. Okazuje się, że najlepiej można to zrealizować poprzez dolot np. z Kopenhagi i Reykjaviku, w którym to byliśmy podczas wyprawy motocyklowej w 2010r na Islandię.

Naszą Toyotę Hilux 4×4 zdaliśmy do portu w Newark, pod adresem firmy TRT, 250 Port St. Newark NJ 07114, a odebrał ją i będzie załatwiał wszelkie czynności wywozowe Zdzisław Dulak, właściciel firmy Koala Import Export Trade, 1Grey Rock Ave, Little Falls, NJ 07424 – tel: USA (001) 973-280-3727 tel: PL 694-079-635 zdulak@hotmail.com www.moto-koala.com . Auto będzie płynąć w kontenerze 20-sto stopowym do Gdyni za cenę 1200$, czas dostawy, ok. 5÷6 tygodni. Prawie przez cztery lata naszej podróży po obu kontynentach amerykańskich woziła nas bezpiecznie i nigdy nas nie zawiodła na trasie, pokonując niewiarygodnie trudne i ciężkie odcinki dróg.

Siódmy etap. Karaiby z plecakiem (zima 2013r):

Karaiby z plecakiem 2013 – ( Trynidad&Tobago > Barbados > Grenada > St.Vincent > St.Lucia > Martynika > Dominika > Gwadelupa > St.Martin > St.Kitts & Nevis > Antigua > Portoryko > Dominikana > Haiti > Jamajka > Floryda – 27.01.÷ 26.03.2013r. ) A oto wizualizacja przebytej trasy:

karaiby-przebyta-trasa-int

Tym razem pozostawiliśmy naszą Toyotę, która zimowała spokojnie w Chicago i końcem stycznia (27 styczeń do 27 marzec 2013r) wybraliśmy się jedynie z plecakami na podbój Karaibów. Staraliśmy  się przebyć trasą wzdłuż archipelagu zaczynając od wyspy Trynidad, położonej u granic Ameryki Pd, opodal delty rzeki Orinoko, po której to pływaliśmy wśród miejscowych Indian dwa lata temu, a kończąc na Florydzie. Pobyt w tym rejonie był dopełnieniem podróżniczej penetracji obu amerykańskich kontynentów.

…chciałabym napisać o Wyspach Karaibskich, że to raj na ziemi…chciałabym też napisać, że to nieskalana dziewicza przyroda…że to idealne miejsce najczęściej kojarzące się z imprezami, pina coladą i popołudniowym lenistwem w hamaku…że to najpiękniejsze plaże z białym piaskiem…że mieszkańcy to szczęśliwi i zadowoleni z życia ludzie…ale nie mogę tego napisać…bo byłoby to zakłamywanie rzeczywistości…i jak to zwykle bywa…punkt widzenia zależy od punktu patrzenia…zapewne gdybym pisała z pozycji plaży i drinka z palemką…byłaby to jedyna i niepodważalna prawda…ale piszę z pozycji historii i zupełnie zwyczajnego życia i bycia w drodze…faktem jest iż przygoda z Karaibami to nieprzeciętne przeżycie i niezwykle pouczające…wiele nieprawdopodobnych sytuacji przemieszanych z brutalną historią…urzekające kolorami obrazy przechodzące z wolna w strefę skraju rozpaczy…wspaniała kuchnia i ta z rodzaju podtrzymywania funkcji życiowych…jeśli szukasz przygody…dobrowolnie godzisz się na to wszystko co przyniesie dzień…jeśli chcesz rajskich wakacji…to all inclusive zrobi wszystko, by właśnie takie były…tak więc…każdy znajdzie coś dla siebie…bo Karaiby są tak różnorodne…że starczy ich tutaj dla wszystkich…opinia zależy od tego, czego się szuka, czego oczekuje, co chce zapamiętać, a co zapomnieć na zawsze…a ja?…biorę wszystko…bo to moja krótka chwila w czasie…replay’u nie będzie…

Ja natomiast podpisując się pod powyższymi słowami, podkreślę iż była to jedna z najtrudniejszych logistycznie do ogarnięcia podróży i dołączę do tego trochę statystyki:

Pomiędzy wyspami archipelagu karaibskiego, podczas ośmiu tygodni naszej podróży, odbyliśmy 14 lotów rożnego rodzaju liniami lotniczymi. Odwiedziliśmy na trasie 13 nowych państw i 3 departamenty zamorskie należące do Francji i Holandii. 10 dni płynęliśmy jachtem pomiędzy wyspami na dystansie prawie 300mil morskich, a 5 razy przepływaliśmy promami pokonując 300km. 12 razy wynajęliśmy samochód na potrzeby podróży po wyspach, a cztery razy korzystaliśmy z publicznych środków transportu lub wynajmowaliśmy auto z kierowcą, pokonując drogowy dystans 8 tys. km. Z pewnością, łącznie podczas tego odcinka podróży, przebyliśmy drogę liczącą ponad połowę długości równika.

…zaczynaj wszystko co możesz zrobić…lub o czym marzysz…zuchwałość mieści w sobie geniusz…siłę i czary…nie zwlekaj!…

Johan Wolfgang von Goethe

Jako, że nasz pobyt letnią porą w Polsce, w sytuacji kiedy po Ameryce Północnej również przypada nam poruszać się z przyczyn klimatycznych w tym samym okresie, jest obecnie mocno ograniczony, jeszcze przed wyjazdem, postanowiliśmy zrobić mały rekonesans po północnych terenach naszego, jakże pięknego kraju, odwiedzić starych znajomych uczestnicząc w kilku imprezach i spotkaniach. Natomiast mocno naciskani przez odbiorców naszych wiadomości, szczególnie tych którzy z przyczyn losowych przebywają poza naszą ojczyzną, aby pokazywać nie tylko relacje ze świata, ale również pokazywać zakątki Polski, tak więc czynimy to tym skromnym reportażem: (kliknij tutaj).

Ponadto chcemy zainspirować malkontentów i tych którzy siedzą zbyt wiele przed TV, że aby coś zaistniało, coś wydarzyło się, a życie miało ponad przeciętny obraz, należy dać mu szansę, choćby na chwilę oderwać się od codzienności, bo tylko wtedy poznamy wymiar piękna naszego kraju, jak i świata który nas otacza, zakiełkują nowe sytuacje, poznamy nowych ludzi, a scenariusz jaki będzie pisać życie, niejednokrotnie będzie zaskakujący, a czasem nawet niesamowity.

…piękna nasza Polska cała…

Dysponując samochodem i wolnym czasem, choćby najbardziej okrojoną wersją (od piątkowego popołudnia do niedzieli) można przejechać i pół Polski, by znaleźć się w ładnej, jeszcze nieznanej okolicy. A Polska jest interesująca. Mówimy nawet nieco nieskromnie… znamy ją doskonale. A oto jej zimowa wersja  z przełomu 2012/13r (kliknij tutaj)

Często znajomi pytają nas? -  macie taki wspaniały dom, ogród, mieszkacie na wsi, żyjecie jakby na ,,wczasach pod gruszą” i dlaczego tak często opuszczacie to sielskie miejsce? Odpowiadamy: ano z bardzo prozaicznych przyczyn, czyli… aby coś przytrafiło się nam… aby poznawać i doznawać tego, o czym pisaliśmy w powyższym tekście… oraz zespół chorobowy, nowoczesność nazywa go ADHD… z wyłączeniem deficytu uwagi:-)

A tak wszystko rozpoczęło się pięć lat temu, czyli historia naszej Podróży Wokół Świata:

To już trzecia, choć tym razem nie w pełni motocyklowa, Wyprawa Wokół Świata (relacje z poprzednich na www.wimdookolaswiata.pl). Jest ona ukoronowaniem wielu miesięcy przygotowań, oraz wykorzystaniem nabytego doświadczenia z poprzednich podróży. Wyjazd ten jest efektem załatwiania wielu pozwoleń, wiz, wykonania szczepień, opracowania trasy, logistyki i wielu przeróbek i udoskonaleń naszego pojazdu który wysłaliśmy z Polski. Jest to Toyota Hilux mocno tuningowana i dostosowana do pokonywania długodystansowych tras w trudnym, surowym terenie. Odpowiednio wzmocnione zawieszania australijskiej firmy ARB, dodatkowe 150 l paliwa, 80 l wody, specjalna zabudowa i rozkładany namiot na dachu auta, plus wiele dodatkowych usprawnień i przeróbek to pokrótce obraz sprzętu którym się przemieszczamy. Ponieważ większość poprzednich wypraw była dokonywana na motocyklu i tym razem myślimy że gdzieś na trasie będzie okazja do wypożyczenia motocykla i będziemy pewne obszary penetrować właśnie na takim sprzęcie, może gdzieś kupimy jakieś „moto”? Wszystko przed nami! O tym właśnie tutaj możecie i będziecie mogli przeczytać, oraz prześledzić galerie zdjęciowe z pokonywanych etapów podróży. Wyprawa ta, będzie w etapach przestrzenno czasowych trwała parę lat. Przebieg trasy, oraz scenariusz wydarzeń nie planujemy nazbyt precyzyjnie, bo jak zwykle  samo życie dopisze te treści!

Pierwszy etap obejmujący Argentynę, Chile, Boliwię, Peru i Ekwador dobiegł końca wiosną 2010r  w Quito.

am-pd_-pierwszy_etap

Drugi etap rozpoczęliśmy wizytą na Galapagos, a następnie przez Ekwador, Kolumbię, Wenezuelę, Brazylię, Gujanę Brytyjską, Surinam, zakończylismy w Gujanie Francuskiej końcem września 2010r

am-pd_-drugi_etap

Trzeci etap wyprawy po Ameryce Południowej, obejmujący tym razem Gujanę Francuską, Brazylię, Paragwaj, Urugwaj i Argentynę zakończył się 15 marca 2011r, kiedy to opuściliśmy kontynent południowoamerykański.

am-pd_-trzeci_etap

Zakończyliśmy trzeci etap podróży, 15.500km na kołach, oraz 600km wraz z naszą Toyotą, barką przemierzając rozległą deltę Amazonki z Macapa do Belhem, jak również zamknęliśmy krąg wokół kontynentu południowoamerykańskiego, dotarliśmy ponownie do miejsca z którego wyruszyliśmy w tą długą podróż. Przemierzyliśmy podczas  tych trzech etapów 47 tysięcy km, przejeżdżając przez wszystkie państwa kontynentu Ameryki Południowej , wraz z ich stolicami. W dzielnicy Buenos Aires, Maciaszkowie, korzystając z gościnności ojców franciszkanów pozostawiliśmy tymczasowo nasz jeżdżący domek na kółkach, na okres przerwy, która potrwa do listopada 2011r – na tyle bowiem dano nam możność pozostawienia naszego pojazdu w Argentynie przez tutejszy Urząd Celny.

Dało to nam obraz  Ameryki Południowej widziany na przestrzeni ponad 85 tyś km. Pokochałem ten kontynent i stąd taki sentyment, aby tam kolejny raz, po jakimś czasie powracać.  Każdy pobyt na tym kontynencie dostarcza nowych i to wspaniałych doznań, pogłębiając wiedzę na temat wszystkiego co jest związane z tak różnorodnym życiem jego mieszkańców, z ich historią, oraz z pięknymi i niepowtarzalnymi, nigdzie indziej na świecie nie występującymi widokami i krajobrazami. Takie zróżnicowania tworzy tu również klimat i położenie geograficzne, od arktycznych terenów poprzez pustynie, po wielkie i wysokie góry do dżungli i tropików, a wszystko to czasem łącznie w zakresie niespełna paruset kilometrów. Mój pierwszy motocyklowy przejazd jedynie wyzwolił niedosyt tych sytuacji, że będąc w jakiś sposób uzależniony od czasu i pojazdu nie odwiedziłem wielu miejsc o których wiedziałem, lub też dowiedziałem się już po niewczasie, natomiast te następne dwa przejazdy to już drobiazgowe rozwijanie, uzupełnianie i pogłębianie wiedzy na temat wszystkiego, co może i mogło być na trasie naszego przejazdu. To co zobaczyłem i przeżyłem przerosło wszelkie moje oczekiwania i nadal, choć trudno to objąć jedną myślą mam przed oczami wszystkie te niezwykłe miejsca i zdarzenia które podczas tych podróży zaistniały. Tylu wspaniałych i uczynnych ludzi było mi dane poznać na swej południowoamerykańskiej drodze, to niezapomniane wrażenia i nie raz z powodu tych zdarzeń, zakręciła mi się łza szczęścia w oczach i przeszedł dreszcz emocji. O trudnych chwilach i niedogodnościach już zapomnieliśmy.

Czwarty etap pierwszego listopada 2011r powróciliśmy na trasę  podróży wokół świata naszą Toyotą Hilux 4×4, kontynuując jazdę przez obie Ameryki. Rozpoczęliśmy ją w Buenos Aires spotkaniem z naszymi rodakami na pokazie i prezentacji książki w Domu Polskim, a następnie ruszyliśmy w szybkim tempie do granicy z Paragwajem, gdyż do 5 listopada nasz pojazd musiał opuścić Argentynę – kończy się jego ośmiomiesięczne zezwolenie celne na wjazd do tego kraju. Ponownie na wysokości Salty wjechaliśmy do Argentyny, a  na drodze „Ruta 40” przekroczyliśmy granicę z Boliwią i przez Uyuni, La Paz dotarliśmy ponownie nad jezioro Titicaca, gdzie jadąc wzdłuż jego brzegów przekroczyliśmy granicę z Peru. Dalej nasza trasa prowadziła przez Cusco i peruwiańską Amazonię do Ekwadoru, następnie Kolumbia aż do Cartageny, skąd przeprawiliśmy nasz pojazd drogą morską do Panamy.

trasa-ameryka-poludniowa

Kolejną częścią tego etapu było pokonanie całej Ameryki Środkowej, czyli po kolei; Kostaryki, Nikaragui, Hondurasu, Salwadoru, Gwatemali, Belize. Przekroczyliśmy granicę z Meksykiem i przez dwa tygodnie przemierzaliśmy ten piękny i wspaniały kraj. 12 stycznia przekroczyliśmy granicę z USA. Dotarliśmy do San Antonio w Teksasie w progi gościnnego domu Iwonki i Andrzeja , gdzie pozostawimy naszą Toyotę na kolejną przerwę w podróży, która potrwa do końca czerwca 2012r.

mapa-2

Odkąd wyruszyliśmy z Polski na trasę tego etapu minęło dwanaście tygodni, a w ciągu tych dni, naszą Toyotą Hilux 4×4, pokonaliśmy dystans 19tys. km, dzielący  Buenos Aires od San Antonio w Teksasie. Następnie wynajętym autem objechaliśmy wokół Kubę (4tys.km).

…słowo pisane może być pośrednim i niekoniecznie pełnym odzwierciedleniem emocji autora , więc postaram się przekazać w formie wiersza, oblicze świata który ujrzałam pierwszy raz i zapadł w mojej duszy na zawsze, gdyż jest w nim wiele czarów i magii, prostoty i bylejakości, bogactwa, dziwów i nierealnych historii, miejscem gdzie wiara tłumi lęk, a święte słowa budzą strach, tak więc jeśli rasa ludzka łączy w sobie miłość, nienawiść, ból, tragedię, wiarę, czary i wszelkie objawy człowieczeństwa i jeśli w jednym miejscu i jednym czasie można tych wszystkich ludzi spotkać, to tylko w Ameryce Łacińskiej…tygiel który wypełnia serca miast i wsi, zakamarki ludzkich pragnień i słabości, namiętności i pruderia przyprawiona pikantnym sosem i świadomość, że to wszystko co nam się przytrafiło, to dopiero prolog do hipotetycznej odysei, gdzie za odwagę trzeba płacić, bo strach jest za darmo…

…tam doliny są bezdenne, tam urwiska są kamienne, tam są głazy fantastyczne, letargiczne, magnetyczne i otchłanie i pieczary i olbrzymich lądów jary, niepojętych kształtów mary, wiekuistych mgieł opary, niebotyczne dzikie góry i bezbrzeżnych mórz lazury i jeziora nieskończone i salary zasolone, zaczajone błędne twarze, gdy wędrowiec się ukaże, nagle jawią się jak cienie, dreszcz w nich budzą i westchnienie, ląd ten jest jak El Dorado, bo wędrowiec co tu zboczy, przez zamknięte widzi oczy, świat ten wielką tajemnicą co przeraża i zachwyca…

…Wiola…

…i nadszedł ten czas, kiedy coś się kończy, by mogło nadejść nowe, tak więc aby oddać to w formie ody,  posłużę się jednym z ulubionych poetów E.A.Poe i jego wierszem „El Dorado”.

„El Dorado” (didascalia w nawiasach)

…Rycerz na schwał…(to Wojtek…ja pełnię funkcję jego wiernego giermka)

…na koniu w cwał…(swoim autkiem…bez wahania…zawsze do przodu)

…w dzień jasny i noc bladą…(bez ograniczeń czasowych)

…śpiewając rad…(to raczej ja próbuję nieudolnie naśladować swoich ulubionych artystów)

…wędrował w świat…(nieustannie goniąc horyzont)

…i szukał El Dorado…(niewymiernych korzyści z całej palety zmysłowych doznań)

…przeminął wiek…(no…może dopiero połowa…Allan przegiął)

…osiwiał człek…(eh…te kilka siwych włosów…to nic takiego)

…duch troską drżał mu bladą…(tylko kiedy w Brazylii złodzieje ukradli mu aparat fotograficzny)

…bo nigdzie mu…(nie tak do końca)

…nie błysł kraj snu…(jeżeli gdzieś skończy się Ziemia…zawsze istnieje możliwość lotów w kosmos)

…rojone El Dorado…(chwila zadumy…bo przecież dla każdego jest ono zupełnie czymś innym)

…a gdy już był bez sił…bez żył…(czasem zdarzają się chwile słabości)

…napotkał marę bladą…(czyli mnie…na czczo…tak chwilę po przebudzeniu)

…o cieniu mów…(moje neurony śpią dłużej ode mnie…więc nie mówię nic)

…gdzie kraj mych snów…(sama nie umiem sprecyzować)

…mów…gdzie jest El Dorado?…(myślę…że wszędzie tam…gdzie istnieje pewność bez powodu)

…za szczyty gór…(a będzie ich jeszcze wiele)

…za kresy chmur…(w zależności od wyboru linii lotniczych)

…w dolinę cieniów bladą…(należy ustalić pożądany kierunek)

…śpiesz noc i dzień…(w zależności od wytrzymałości organizmu)

…odrzecze cień…(to mówię ja)

…tam znajdziesz El Dorado!…(nie daję żadnych gwarancji…ale próbować trzeba…ten kto próbuje…może przegrać…ale ten kto nie próbuje…już przegrał…taka gra…życie rozdaje karty…my tylko gramy…).

wojtektravel

Naszą pozycję można obserwować  w systemie SPOT: TU JESTEŚMY! - aktywnym w trakcie wyprawy

Ostatnia aktualizacja dokonana 1 grudnia 2014r

A co do samej podróży, to przychylam się na podstawie moich osobistych odczuć ponownie do słów Johana Wolfganga von Goethego

„ podróżuje się nie po to, aby dotrzeć do celu, ale po to, żeby być w podróży”

I tak właśnie skwitowałbym moje przejazdy po naszym globie!

…Wojtek…