Pomysł ponownego wyjazdu do Ameryki Południowej mieliśmy gdzieś z tyłu głowy już od dawna. Powodów z tym związanych było wiele, pierwszy podstawowy, to że po siedmiu latach od ostatniej bytności, mocno już tęsknimy za klimatami tego kontynentu, w szczególności za andyjskimi krajobrazami… po wtóre, to zrealizowanie zaległej podroży na Antarktydę, która z powodu mojego zachorowania na malarię nie doszła do skutku w czasie ostatniego pobytu w 2017r. , kiedy spotkaliśmy się ze słynnym rajdem „Dakar 2017”… kolejny powód, to zamknięcie afrykańskich szlaków poprzez toczące się wojny, a przecież w jakiś cieplejszych klimatach należałoby spędzić turystyczno-off roadowo obecną zimę… przecież właśnie do takich podróży stworzyliśmy naszą wyprawową Toyotę Hilux 4×4. Co do transportu naszego auta wykorzystaliśmy stare, sprawdzone kontakty i już w listopadzie poprzez firmę, koleżanki motocyklistki Oli Trzaskowskiej z MotoBirds wysłaliśmy go do chilijskiego portu Valparaiso. Trasa będzie przebiegać wzdłuż andyjskiego pasma górskiego, od Uyuni po Ushuaia, gdzie będziemy szukać jeszcze nie odkrytych przez nas tras, oczywiście nie pomijając tych starych, które gdzieś swym pięknem pozostają ciągle w naszej pamięci… Podczas poprzednich podróży spaliśmy w namiocie dachowym, teraz mamy komfort, gdyż tym razem będziemy jeździć Hiluxem, gdzie śpimy w środku – poprzednio był problem z niuansami pogodowymi i często musieliśmy korzystać z noclegów w pensjonatach i hotelach. Poniżej przedstawiamy pobieżny plan nasze wyprawy…

ameryka-pd-2024

12.01.2024 – piątek – przejazd do Balic pod lotnisko – nocleg w AirSpot Balice, Cholerzyn 359, 32-060 Cholerzyn, Polska, Cholerzyn, 32-060, Polska +48 570 573 515

13.01.2024 – sobota – Lotnisko w Balicach lot do Helsinek – Wylot: 08:50, 13 sty 2024 (sob.) Kraków, Balice, Polska, (KRK), Przylot: 11:40, 13 sty 2024 (sob.) Helsinki, Vantaa, Finlandia, (HEL)

Przesiadka na lotnisku w Helsinkach – Wylot: 16:50, 13 sty 2024 (sob.) Helsinki, Vantaa, Finlandia, (HEL), Przylot: 20:15, 13 sty 2024 (sob.) Madryt, Barajas, Hiszpania, (MAD)

Przesiadka na lotnisku w Madrycie – Wylot: 23:35, 13 sty 2024 (sob.) Madryt, Barajas, Hiszpania, (MAD), Przylot: 09:10, 14 sty 2024 (niedz.) Santiago de Chile, Arturo Merino Benitez, Chile, (SCL)

Lot z Madrytu do Santiago de Cile już na starcie był opuźniony o 5 godzin, po locie trawjącym 14h 30min, zamiast być na lotnisku w Cile o 9:10 byliśmy dopiero o 14:30

14.01.2024 – niedziela – po wylądowaniu wynajmujemy auto w wypożyczalni, gdyż już na starcie mamy „zonga”, statek na którym przypływa nasza wyprawowa Toyota Hilux 4×4 ma trzytygodniowe opóźnienie… My dalismy rezerwy dwa tygodnie, lecz okazało się, że tak długa rezerwa tym razem nie wystarczyła…

Oto ostatnia e-mailowa wiadomość otrzymana od Oli z MotoBirds: „Cześć Wojtku, jestem po licznych kontaktach i rozmowach (niezbyt przyjemnych) z Maerskiem i w końcu mam informacje na czym stoimy. Od feralnego 3 stycznia, kiedy to falowanie w porcie w Valparaiso było zbyt wysokie żeby rozpakować kontener i statek, popłynął dalej z całym ładunkiem na pokładzie, bookingi dla naszego kontenera zostały zmienione dwa razy przez armatora: pierwsza zmiana terminu na powrót do Valparaiso była na 10 stycznia, druga na 17 stycznia (załączam te zmiany). Ostatecznie jest to 17 stycznia i niestety nie ma opcji, żeby było wcześniej. Realnie rozpakowanie statku i przewiezienie wszystkiego do magazynu trwa od 2 do 3 dni. Tylko, że akurat wtedy wypada weekend… Także przy dobrych wiatrach odbiór mógłby nastąpić 19 stycznia, ale bardziej prawdopodobny jest poniedziałek 22 stycznia i na to bym się nastawiała. Jeszcze raz bardzo przepraszamy i przykro nam z powodu komplikacji, ale to są tematy, na które niestety nie mamy wpływu. Uściski i pozdrawiam Ola”

Witamy już z Chile…

A teraz wracamy do tu i teraz i do faktycznego przebiegu zdarzeń podczas obecnej wyprawy…

Po długiej samolotowej podróży trwającej prawie pełne dwa dni szczęśliwie dotarliśmy do stolicy Chile. Oczywiście po drodze mieliśmy kolejnego „zonga”, gdyż nasz międzykontynentalny lot z Madrytu do Santiago de Chile, już na starcie miał 5godz. opóźnienia. Suma-summarum późno, bo późno ale dotarliśmy do celu, na lotnisku odebraliśmy zamówione autko (Hyundai i10 – 820zł za 8dni) i ulokowaliśmy się w zarezerwowanym pensjonacie Casa Ryan Adres: Ricardo Matte Pérez 0310, Santiago, tel: +56 9 9218 0769 (42$ pokój 2os. Z łazienką + 10$ za parking na zamkniętym podwórku). Skonani padliśmy w objęcia Morfeusza w kilka chwil.

15.01.2024 – poniedziałek – Santiago de Chile > Cajón del Maipo > Termas Del Plomo > San José de Maipo > Santago – 230km

Kolejnego dnia rankiem, już rześcy ruszyliśmy na trasę po Ameryce pd., na razie wynajętym autkiem i nie wg założonego wcześniej planu, ale z programem na zagospodarowanie czasu jednego tygodnia, kiedy mamy nadzieję, że odbierzemy z portu w Valparaiso naszą wyprawowa Toyotę 4×4. Takim to sposobem, dzisiaj na tapetę weszła wycieczka do „Cajon del Maipo with Hot Springs Plomo”. Z Hot Springs, okazało się niestety, że musimy zrezygnować, gdyż topniejące lodowce w Andach odcięły nam drogę do tej niebywałej atrakcji. Nie spowodowało to zbytniej ujmy, gdyż andyjskie krajobrazy na trasie wynagrodziły z nawiązką tę niedogodność…

Zdjęcia na razie na Facebooku – kliknij na poniższy link:

https://www.facebook.com/WojtekTravel/posts/pfbid045JrcvbadhWyUvNvfXZyyuhBt6GTPVA1rUKEyKKybSmdM8vQdRnsE8xy9SP8BV7Cl

16.01.2024 – wtorek – Santiago de Chile – zwiedzanie miasta – 15km pieszo

Ponieważ nasz pensjonat znajduje się jedynie dwa kilometry od starego centrum, dziś auto pozostawiamy na podwórku, a sami udajemy się pieszo na podbój stolicy Chile. Wynotowawszy z grubsza cele zaraz po śniadaniu (mamy go w cenie) ruszmy na trasę marszruty. Pierwszym celem jest jak zwykle „Plaza de Armas”, gdzie znajduje się m.i. informacja turystyczna. Zaopatrzeni w mapy i „większą wiedzę” na placu zaglądamy do okazałej Katedry Metropolitalnej. Kolejno odwiedzamy: Muzeum Sztuki Prekolumbijskiej (mumie sprzed 8tys. lat – wstęp 10tys. Peso), Plac Konstytucji i Palacio de la Moneda (obecnie Pałac Prezydencki), dzielnica Barrio Paris-Londres (Londres Nr.38 – miejsce kaźni podczas prześladowań za czasów Pinocheta – obecnie muzeum – wstęp wolny), Wzgórze Santa Lucia i Zamek Hi Dalgo (zamek zamknięty z baszty roztacza się panoramiczny widok na miasto), Mercado Central (klimatyczne miejsce gdzie można posmakować owoców morza. We wnętrzu mieści się również targ rybny, gdzie można dosłownie poczuć specyficzny klimat tego miejsca. Potężna hala, dawniejszy budynek dworca kolejowego, wewnątrz na jej obrzeżach stragany rybne, w środku różnego rodzaju restauracje oferujące morskie specjały tutejszej kuchni! Jedna z nich przyjmowała w swych podwojach kilkunastu prezydentów państw, co uwiecznione jest na fotografiach zdobiących klimatyczny lokal… my zamówiliśmy solidne porcje camarones), dzielnica Bella Vista (bary, puby, sklepiki z rękodziełem, klimatyczne restauracje i mnóstwo murali na ścianach budynków), dzielnica artystów Lastarria (centralnym miejscem jest Gam). Cały obchód zajął prawie osiem godzin…

Na trasie dokonaliśmy wymiany walut 100$ = 910 000 ARS (peso) 100€ =990 000 ARS (peso) aby się lepiej liczyło to 100peso = 0,45zł

24-01-16-map

Zdjęcia na razie na Facebooku – kliknij na poniższy link:

https://www.facebook.com/WojtekTravel/posts/pfbid023RjruDi3gamUfhEmkVZz3vg2BWC21iMEvvJxNZCs8NjrbDv1LBQ7uvCtwxmaUejal

17.01.2024 r. – środa – Santiago i okolice – Teleferico (kolejka szynowa na wzgórze San Cristobal – bilet 4300peso od os.) > Sky Costanera (300m wysokości, najwyższy budynek Ameryki Pd. – bilet na poziom 62pietra, na taras widokowy, to koszt 16tys.peso od os.) > winnica Concha y Toro (adres: Av. Virginia Subercaseaux 210, Pirque, Región Metropolitana – zwiedzanie z degustacją – 22 tys.peso od os.) > winnica Santa Rita (adres: Cam. Padre Hurtado 0695, Alto Jahuel, Buin, Región Metropolitana – zwiedzanie z degustacją 21 tys.peso od os.) > Santiago de Chile – 110km – 10h zwiedzania…

Otrzymaliśmy też dzisiaj pozytywne wieści od Ronny Tesch ronny.tesch.a@gmail.com , odprawiającego naszą Toyotę w porcie Valparaiso: Hi Wojciech, dla potwierdzenia, udało się i kontener zostanie rozładowany jutro 18.01. po południu. Wszystko gotowe do odbioru w piątek 19.01.24. Prosimy o stawienie się na miejscu spotkania Stacja Metrotren ESTACION PUERTO, wyjście na Plaza Sotomayor w Valparaiso o godzinie 9:00, aby wspólnie pojechać do terminalu, zorganizować odprawę celną i odbiór.

24-01-17-map

18.01.2024 r. – czwartek – Santiago de Chile > Parque Nacional la Compana > Vina del Mar > Valparaiso – 200km

Po przejechaniu 110 km od Valparaiso odwiedzamy „Parque Nacional la Compana”. Trudno uwierzyć, ale oddalony tylko o 20 km od La Cruz i od trasy nr 5 park narodowy oferuje widoki i klimat rodem gdzieś z Maroka lub innego państwa afrykańskiego leżącego nad morzem śródziemnym. Palmy olbrzymy, sylwetką z daleka przypominają potężne araukarie. Kaktusy rodem z pogranicza Arizony i Meksyku, agawy i wiele bardzo egzotycznych roślin. Jesteśmy zdumieni, że tak niedaleko od Santiago może istnieć tak egzotyczne miejsce. Obszar ten stanowi jeden z najbardziej reprezentatywnych przyrodniczo obszarów flory i fauny środkowej strefy kraju . Ponadto UNESCO uznało ten park wraz z obszarem jeziora Peñuelas za rezerwat biosfery, ponieważ prawie 20% gatunków roślin występujących w całym Chile jest naturalnie reprezentowanych w tym parku. Wyróżnia się przede wszystkim „Palmar de Ocoa”, jednym z ostatnich naturalnych lasów palmy chilijskiej (Jubaea chilensis). Wjazd do parku to koszt 8500 peso od os. Zafundowaliśmy sobie 2 godz. (6,5km) trasę pieszą w widokowe miejsce, do wielkiego lasu palmowego. Rośliny te mają wielusetletnią historię, najstarsze palmy sięgają historią 800lat wstecz.

W dalszej drodze do Valparaiso jedziemy brzegiem Pacyfiku wzdłuż plaż Vina del Mar. Tłumy wczasowiczów i plażowiczów w tym słynnym kurorcie w pełni tutejszego, letniego sezonu… Teoretycznie…? pięknie, lecz to mrowisko za duże pieniądze, nie mieści się w naszej mentalności aktywnego wypoczynku i czulibyśmy się tu jak w luksusowym więzieniu! Kwaterujemy się na zboczu starej, portowej dzielnicy – Hostel Don Poncho Obiekt B&B, 236 Bernardo Ramos, 2381556 Valparaiso, Chile (40USD pokój 2os. – łazienka wspólna)

Mamy jeszcze nieco czasu na pospacerowanie po najbliższej okolicy i posmakowanie tutejszego piwa – smaczne ale nadzwyczaj drogie – byle jaki bar 25zł za kufel 05l.

24-01-18-map

Zdjęcia na razie na Facebooku – kliknij na poniższy link:

https://www.facebook.com/WojtekTravel/posts/pfbid02Q57syGd4KwE3tsHo5hj13UpMcg8wDrVBwoEJ7dpBpSCXVGqhYNb9VTZyHrC7LPEUl

19.01.2024 r. – piątek – Valparaiso

Rano meldujemy się na punkcie zbornym, gdzie spotykamy się Ronnym odprawiającym w porcie naszą Toyotę. Oprócz nas spotykamy kilkunastu motocyklistów, którzy tak jak my czekają na swoje sprzęty do podróżowania. Okazuje się, że miejsce odprawy celnej znajduje się 15km od portu na południe os portu w Valparaiso na nowym terminalu kontenerowym. Wszystkie sprzęty już wyjęte z kontenera czekają na swoich właścicieli. Odprawa idzie niezwykle sprawnie i już przed 13:00 jesteśmy po kontroli oraz odprawie celnej. Na najbliższej stacji Shella tankujemy auto (diesel – 1025peso litr – 4,50zł) i uzupełniamy wodę… Ponieważ mamy dwa auta, naszą Toyotę pozostawiliśmy pod posterunkiem miejscowych Carabineros… Jutro na trasie podjedziemy na lotnisko w Santiago i zdamy wypożyczonego Hyundaia i10.

Dalszą część dnia poświęcamy spacerom po uliczkach i zakamarkach starego Valparaiso. To jedno z największych i najbardziej interesujących miast Chile, przez miejscowych zwane „Valpo”, słynie ze skomplikowanej topografii miasta, wzgórz, labiryntu wąskich uliczek oraz bazy marynarki wojennej. Miasto położone na zboczach górzystego brzegu, porośniętego kolorowymi domkami. Kolory jak z bajki, ciekawe murale na elewacjach, a czas jakby zatrzymał się tu jeden wiek wcześniej. Kolejki szynowe (teleferico), jak na Gubałówkę, które liczą już sobie150 lat, wywożą nas na wzgórza i cofają czas, jak w kalejdoskopie o jedną epokę! Snujemy się po kameralnych uliczkach i podglądamy życie tutejszych mieszkańców. Co raz aparat sam „składa się” do robienia zdjęć! Przepięknie i niezwykle kolorowo, zwłaszcza przy wspaniałej pogodzie, słońcu i lazurze nieba. Od zawsze było też miastem artystów, dzisiaj prym wiedzie tu „street art”. Co rusz można natrafić na większe i mniejsze murale oraz graffiti, przedstawiające rdzennych mieszkańców, abstrakcyjne formy, aż po ambitniejsze artystyczne przesłania nawiązujące do lokalnej kultury i problemów rybaków. „Valpo” jest miastem kontrastów, gdyż z jednej strony stoją tu piękne odremontowane kolorowe budynki, wpisane na Listę Dziedzictwa Kulturowego UNESCO, zaś kilka kroków dalej pną się pod górę piętrami sypiące się domy. Dawniej, gdy nie miano z czego budować, domy stawiało się z gliny przemieszanej ze słomą. Jednak taki budulec był bardzo podatny na rozmywanie, wykombinowano więc, że należy go umocnić. W przypadku miasta portowego na obicie idealnie nadawała się blacha wykorzystywana do budowy statków. Tak więc „otynkowano” budynki, a że jedyne dostępne farby były tymi, którymi malowano poszycia okrętów, także i ich używano do pomalowania domów. Jaki kolor był akurat dostępny, taki wykorzystywano, stąd do dziś kolorowe blaszane elewacje. Po mieście wciąż kursują stare, zabytkowe trolejbusy, a ewenementem w skali światowej jest szesnaście „ascensores”, które liczą już sobie grubo ponad 100 lat i wywożą mieszkańców, a obecnie również turystów do dzielnic położonych na wzgórzach. Obecnie czynnych jest tylko osiem z nich, nie są to jednak linowe kabinki, a leciwe szynowe wagony pnące się ze zgrzytem stromo pod górę, ale to i tak nie lada gratka, by pojechać choć raz tam i z powrotem (100 ch.peso od os).

Zdjęcia na razie na Facebooku – kliknij na poniższy link:

https://www.facebook.com/WojtekTravel/posts/pfbid02GaF9eFGVZJP7knSvuSsrFmC1gKhMkKWZn85iTHMxhkSCE8mG57XwvmD71AxA1TX7l

20.01.2024 r. – sobota – Valparaiso > Santiago de Chile lotnisko (zdajemy wypożyczone auto) > Droga Nr 5 > La Calera > Coquimbo > La Serena > droga Nr 41 > „18,8km – Camping Puerta del Sol” – nocleg – 620km

Rano opuszczamy nasze lokum Hostel Don Poncho, mimo swej prymitywności spełnił nasze potrzeby. W tym miejscu należy podzielić się kilkoma spostrzeżeniami… Chile na przestrzeni ostatniego dziesięciolecia zastygło w rozwoju, przybysz z Europy, tej zachodniej od razu zauważą, że wszystko wokół „trąci myszką” i to co jeszcze wcześniej wydawało się w miarę nowoczesne dzisiaj stało się jakby skansenem minionej epoki… tak naprawdę mało się inwestuje, wyznając teorię, że skoro jeszcze coś funkcjonuje, to po co remontować, ulepszać czy wymieniać na nowe… Tak też wyglądało nasze obecne lokum, właściwie to ten stary drewniany budynek nie warto remontować, tylko postawić od nowa… na razie wszystko się jeszce trzyma kupy, ale pod 10-cioma warstwami łuszczącej się farby pozostało jedynie próchno, połączone z brudem…

Zaraz po śniadaniu ruszamy na trasę w stronę Santiago de Chile, Wiola Hiluxem, ja przodem, jak pilot wynajętym Hyundaiem. Na lotnisku sprawnie zdajemy auto i kierujemy się na północ, drogą nr.5 („Panamericana”), wzdłuż brzegów Pacyfiku. Nie dawno rozpoczęły się wakacje, więc na plażach tłumy. Zaglądamy po drodze do małych kurortów, gdzie wypoczywa biedniejsza część społeczeństwa, ci bogatsi pojechali do Valparaiso. Już wiemy, że obecne Chile stało się bardzo drogie, o cenach sprzed siedmiu lat, kiedy byliśmy tu ostatnio można zapomnieć. Szczególnie widoczne jest to dla nas w kosztach zakupu artykułów spożywczych, korzystania z usług restauracji i zakwaterowania. Za autostrady (ok.600km) zapłaciliśmy łącznie 24.250ch.peso (120zł). Dzisiejszą trasę po przebyciu 600km kończymy 18km za La Sereną jadąc w kierunku na Vicunię i lokujemy się na kempingu „18,8km – Camping Puerta del Sol” – 10tys.peso (45zł)

24-01-20-map

21.01.2024 r. – niedziela - „18,8km – Camping Puerta del Sol” > Vicuna > Jantas del Torro (odprawa celno-imigracyjna po stronie Chile) > Passo del Aqua Negra (4770m.n.p.m) > Guardia Vieja (odprawa celno-imigracyjna po stronie Argentyny) > Guardia Vieja (nocleg przy stacji paliw YPF na specjalnie przygotowanych miejscach kempingowych) – 300km

Dzisiaj przed nami przejazd na drugą stronę Andów, do Argentyny przez przełęcz Paso Agua Negro (4780 m n.p.m). Jedziemy drogą nr R 41, prowadzącą doliną Elqui, w której to wije się życiodajna rzeka o tej samej nazwie. Ludzie zamieszkujący ten rejon, przede wszystkim żyją z uprawy plantacji winogron, a my naocznie przekonujemy się, że zamiana wody w wino, to nie żaden cud. Wystarczy w kamienistym, surowym terenie posadzić winorośl, dostarczyć wężykami wodę i po kilku miesiącach, po przetworzeniu mamy wino, a jeśli robimy to na dużą skalę, to mamy… chroniczną Kanę Galilejską. Tutaj, w lokalnych gorzelniach, wytwarzany jest również narodowy trunek, czyli mocna chilijska brandy zwana pisco. Chilijski posterunek usytuowany jest 85 km przed faktyczną granicą, a do posterunku argentyńskiego jest aż 185 km. Przejazd możliwy jest jedynie pomiędzy godziną 6.00, a 17.00 i trwa około pięciu godzin. Mozolnie wspinamy się tą wąską, gruntową, karkołomną drogą na przełęcz. Wrażenia widokowe?… zbyt trudne do opisania… to zdumiewająca feeria.

Ponieważ w trzy godziny przemieściliśmy się z 700 na 4.780 m n.p.m, czujemy mocny ścisk w skroniach, a po opuszczeniu samochodu, odczuwamy specyficzne zawroty głowy, powodujące lekkie problemy z poruszaniem się.

Rozkoszujemy się widokami, jesteśmy już tylko 4km od przełęczy na wysokości 4500m n.p.m. i nagle zauważam, że temperatura płynu chłodniczego błyskawicznie pnie się w górę, tak jak i my się pniemy… moment i już wchodzi na czerwone pole, momentalnie włączam ogrzewanie (jego włączenie chłodzi silnik) i obserwuję wskaźnik dalej… chwilowe ostudzenie ale po kilkuset metrach ponownie szybko podnosi się w górę… stajemy na poboczu… na tej wysokości kręci się nieco w głowie, a do tego nerwy, co jest grane…? Patrzę na przednie, lewe koło, a one całe zachlapane płynem chłodzącym…? W lewym nadkolu z przodu, pod zderzakiem mieści się Webasto, czyżby ta sama usterka co w Albanii…? Czy ponownie spadł wąż z jego króćca…? Odkręcam śrubki, odchylam plastikowe nadkole i widzę, że ponownie spadł wąż…! K..wa przecież dopiero co zostały wszystkie opaski i węże (wg mechaników od Szymona) zostały wymienione…? Co jest grane…? Ściągam opaskę z węża i oczom swoim nie wieżę… stara opaski i ktoś założył ją o nie tej średnicy co należy, skończył się zakres gwintu i ni jak nie można jej mocniej zacisnąć… W tym momencie wyjaśniła się cała przyczyna poprzedniej awarii, która w efekcie doprowadziła do zatarcia silnika… Kiedy dałem auto na wymianę węży chłodniczych przed wyjazdem do Afryki mechanik założył nową opaskę ale o rozmiar większą, dociągnął do końca i tak zaciśnięta opaska wytrzymała około 20tys. km, po czym po raz pierwszy doszło do awarii w albańskich górach, czego konsekwencją było zatarcie silnika…

Mechanicy podczas wymiany silnika nie sprawdzili feralej opaski, po założeniu węża ponownie zacisnęli ją do oporu nie sprawdziwszy, że to opaska większego rozmiaru i wypuścili z warsztatu tak naprawione auto… Podczas podjazdu pod przełęcz, na dużej wysokości (4500m n.p.m.) ciśnienie w układzie chłodniczym mocno wzrosło i wąż ponownie zsunęło z króćca… a, przecież pytałem specjalnie Szczepana, czy aby wymienił opaski i może założył nawet dwie…? Stwierdził, że tak, wszystko jest jak najbardziej OK! Ponieważ wszelakie opaski wożę w częściach naprawczych, na tyle ile było to możliwe i w takich warunkach wymieniłem opaskę na właściwą, mozolnie odpowietrzyłem układ zalewając go wodą i po godzinie ruszyliśmy dalej… Kto wie gdyby ta awaria nastąpiła na przełęczy, cztery km dalej, to zjeżdżając z góry nie zauważyłbym wycieku płynu chłodniczego, wyciekł by całkowicie przy zjeździe, pracujący bez obciążania silnik nie pokazałby wzrostu temperatury (czujnik nie pokazuje wzrostu temperatury gdy nie ma czynnika chłodzącego) i ponownie doszło by w efekcie do zatarcia silnika jak to się stało w Albanii – tam awaria musiała wystąpić dokładnie na szczycie przełęczy, po czym na dystansie 15km zjazdu wyciekł całkowicie płyn, a nie obciążony silnik nie pokazał wzrostu temperatury i dopiero na kolejnym podjeździe doszło do bezobjawowego zatarcia silnika…

A ja miałem cały czas wyżyty sumienia, że jako stary mechanik, o wyuczonym, technicznym wykształceniu „budowa silników spalinowych”, sam doprowadziłem do zatarcia silnika… Z powodu nieprofesjonalnej obsługi w dwóch warsztatach doszło raz do zatarcia silnika i tylko zbiegiem okoliczności nie doszło do kolejnego…

Suma stresu w tych wszystkich sytuacjach dotyczących tylko tej jednej małej metalowej opaski o wartości 5zł, jest nie do opisania, nie wspominając o kosztach…

A co po drodze?… czasem pryszczate góry, czasem pogniecione, czasem pagórki z kolczastymi wyrostkami, a czasem przesuszonymi krzakami, potem to już giganty umazane pastelami, trochę nastroszonych śnieżnych sztyletów… zuchwałe piękno. Jesteśmy zaskoczeni panującą tu temperaturą, na przełęczy jest 20 ºC, połacie leżącego śniegu nie rozpływają się, lecz sublimują, tworząc niezwykłe figury lodowe, przypominające nastroszonego jeża.

Zjeżdżamy z przełączy w dół, już po argentyńskiej stronie, jadąc na wschód drogą nr Rp 150. Po około 90km docieramy do punktu odprawy celno-imigracyjnej po stronie Argentyny, odprawa zajęła 10min i tuż za przejściem w małej miejscowości Guardia Vieja pozostajemy na nocleg obok stacji paliw YPF, gdzie znajdują się bezpłatne miejsca kempingowe dla turystów w drodze. Tankujemy do pełna nasze zbiorniki płacąc kartą, gdyż w tej osadzie nie ma możliwości wymiany waluty, olej napędowy kosztuje 853peso argentyńskie co daje super wynik 3,15zł za litr.. 100USD = 110tys. ARS (peso argentyńskie).

24-01-21-map

Zdjęcia na razie na Facebooku – kliknij na poniższy link:

https://www.facebook.com/WojtekTravel/posts/pfbid026X4a2mLtE6gi8FugpGVcCHS2tMY1p4XHVVwSMhufztndFJqeDcAb15toTyHbeX62l

22.01.2024 r. – poniedziałek – Guardia Vieja > San Jose de Jachal > Villa Union (tu w informacji turystycznej dowiadujemy się, że przejście graniczne oddalone o 260km, na przełęczy Paso de Pircas Negras jest zamknięte od czasu covida) – całkowita zmiana planów, musimy kontynuować podróż drogą R40, po argentyńskiej stronie > Nonogosta > Apasinable > Cerro Negro – nocleg w zagajniku opodal drogi - 450km

Nocleg całkiem przyjemny, jedynie ruch panujący na stacji paliw nieco utrudniał zasypianie. Na trasę ruszamy po 9:00 i kierujemy się do nieco większej miejscowości San Jose de Jachal. Wg GPS-a jest tam kilka banków i bankomaty… Po dotarciu na miejsce okazało się, że owszem ale w żadnym banku nie wymieniają $ i €, oraz honorują tylko miejscowe karty, nie Visa i MasterCard…? Za podpowiedzią obsługi banku waluty możemy wymienić w miejscowej aptece…? I rzeczywiście udało się tam wymienić 100$ na 110tys.peso Możemy zrobić zakupy i napić się kawy… Ceny w porównaniu z Chile wydają się bardzo niskie, przynajmniej o połowę…

Jedziemy dalej na północ R40 do Villa Union, gdzie zamierzamy zboczyć w stronę Chile. Przy skrzyżowaniu z drogą Nr76 odchodzącą w kierunku granicy znajdującej się 261km dalej, mieści się stylowa restauracja, sklep z pamiątkami i informacja turystyczna, gdzie uzyskujemy info, że przejście graniczne od 2022r jest zamknięte – chyba nadaj działa covid… W restauracji jemy wspaniałe steki (15tys.peso – ok 53zł) i przy mapie całkowicie musimy przeorganizować dalszą naszą podróż. Nie ma wyjścia jedziemy dalej na północ po argentyńskiej stronie kultową drogą R40 i to jakieś 1000km. Tego dnia dojeżdżamy do Cerro Negro i na poboczu drogi za wzniesieniem urządzamy dzisiejsze obozowisko.

24-01-22-map

Zdjęcia na razie na Facebooku – kliknij na poniższy link:

https://www.facebook.com/WojtekTravel/posts/pfbid0F23Av4kpAAueoQWpvyP69VHiULboysDs8vwukrL9jPpwYPJVuuDKnQmwVbaQq2p8l

23.01.2024 r. – wtorek – Cerro Negro > Belen > Santa Maria > Cafayate > San Carlos (koniec asfaltu) > Angastaco > Angostura – nocleg w kanionie opodal trasy RN40 – 420km

Noc całkiem spokojna, a dzień jak zwykle przywitał nas wspaniałą pogodą. Jedziemy dalej przed nami długie proste odcinki drogi, kończące się gdzieś na horyzoncie. Rozległe monotonne krajobrazy szerokiej doliny, w pustynnym klimacie przeciągającego się przez drogę piasku, ciągną się aż do Belen. Cały czas, poruszamy się w rejonie mocno zasiedlonym przez argentyńskich Indian, czyli rdzennych mieszkańców tych ziem. Funkcjonuje tutaj powiedzenie, a jednocześnie kwintesencja filozofii życia… „dla tego, kto patrzy, nie widząc… ziemia jest ziemią… niczym więcej”.

Kolejno zjeżdżamy do Santa Maria, małej zapyziałej mieściny, w której to, tak naprawdę nie ma na czym oka zawiesić, zwykła przeciętność. Jak to nie przystało na Argentynę… wszędzie pieką się kurczaki z grilla.

Docieramy do Cafayate, gdzie najbardziej interesująca nas „Bodegas Etchart”, znajdująca się na 4338 km Ruta Nacionale 40. Chociaż w Cafayate jest kilka winiarni z tradycjami sięgającymi połowy XIX wieku, bodega „Etchart” zajmuje wśród nich szczególne miejsce. To tutaj wytwarza się najlepsze i bardzo popularne w całej Argentynie wino „Torrontes” i „Etchart Privado”. Najważniejszym jest fakt zapoczątkowania przez założycieli winiarni uprawy odmiany torrontes, która półtora wieku później rozsławiła ten skrawek Argentyny w świecie. Przełomowy zarówno dla samego gatunku torrontes, jak i całej winiarni był rok 1938, w którym Arnoldo Etchart nabył liczącą zaledwie 65 ha posiadłość o nazwie „La Florida” z winnicami posadzonymi jeszcze w połowie XIX stulecia. Miał już wtedy jasno wytyczony cel, rozpoczął dynamiczny rozwój bodegi, a na efekty działań nie trzeba było długo czekać. Kontynuował zainteresowanie torrontesem, co wyraźnie widać nawet dziś… bodega „Etchart” jest najważniejszym w Argentynie producentem win z tej odmiany. I nie chodzi tutaj o prymat ilościowy, ale przede wszystkim o jakość. Podajemy te dane, bo naprawdę wina warte są swojej wysokiej pozycji smakowo-zapachowej. Niezbyt wysoka cena sklepowa, czyni z niego bardzo popularny trunek. Mijamy kolejne bodegi z zabudową pamiętającą kolonialne czasy.

Dalej jadąc na północ docieramy do Quilmes, (5 km od Rn 40), gdzie odwiedzamy największy zabytek kultury miejscowych Indian „Ruinas de Quilmes”. Ostatnia osada rdzennych mieszkańców Argentyny, miejscowi byli rolnikami i mieli imponująco zorganizowaną gospodarkę i strukturę społeczną. To najlepiej zachowany kompleks indiańskich fortyfikacji, które oparło się podbojowi Inków, ale nie było w stanie przeciwstawić się Hiszpanom. Ruiny zostały w roku 2007 przekształcone w muzeum-skansen.

Kontynuując jazdę drogą R40 docieramy do San Carlos gdzie kończy się asfalt i wkraczamy w świat przedziwnych tworów skalnych… wjeżdżamy w obszar „Corte el Canion” i „Monumento Natural Angastaco” – zadziwiają swą formą, to tak jakby skorupa Ziemi, chciała stanąć w pionie… a nie mogła, czasem udają składowisko drewna z kaktusa, a czasem jak warstwy zbitych płytek, oparte o siebie pod skosem.

Jedziemy dalej na północ a na trasie stają ciekawe zabudowania kolonialne „Finca el Carmen”. Oprócz atrialnej haciendy, na zapleczu znajduje się stary, gliniany kościół (Capilla Historica) z 1780r. oraz małe gospodarstwo i zabudowa starego młyna wodnego.

Za osadą Angostura zjeżdżamy nieco z trasy w przyległy kaktusowy kanion i w zaroślach pomiędzy krzaczkami ukwieconymi żółtymi kwiatkami urządzamy dzisiejsze obozowisko…

24-01-23-map

Zdjęcia na razie na Facebooku – kliknij na poniższy link:

https://www.facebook.com/WojtekTravel/posts/pfbid0Bj2gPbizSNGW1aGkGGo3AevTxmfuBHKVgK4UsjGJXtMXqRbPk5rA9p9C2KmzsTaVl

24.01.2024 r. – środa – Angostura > R40 (ripio – szuter) > 20km za Angosturta skręcamy w prawo w R42 (ripio – szuter) > po kolejnych 32km skręcamy w prawo w R33 (asfalt) > na trasie wjeżdżamy do Parque Nacional Los Cardones > Passo de Fauna (3457m n.p.m.) > R68 > Salta (obiad – steki de choriso, wymiana waluty 100$=1200tys.peso, Museo Historic del Norte, katedra, Plaza de Armas > R9 > General Guemes > R34 > San Pedro > San Martin – kilkanaście km za miastem zjeżdżamy z trasy w pola upraw trzciny cukrowej i w takim klimacie rozbijamy nasze obozowisko Toyota In. W oddali majestatycznie lśnią w zachodzącym słońcu góry Parque Nacional Calilegua – 350km

Noc przebiegła nad wyraz spokojnie, będąc na wysokości około 2200m n.p.m temperatura nie spada poniżej 16ºC. Ranek jak zwykle w tym rejonie przywitał nas słoneczną pogodą. Ponieważ mocno namieszało nam w planach zamknięcie granicy z Chile na przełęczy Paso de Pircas Negras, postanowiliśmy zmienić plany i tym razem najpierw pojedziemy do Boliwii w jej pd.-wsch. obszary, a później przez Cochabamba, Sucre, Potosi, Uyuni, N.Park Eduardo dotrzemy do San Pedro de Atacama, czyli wszystko zrobimy na odwrót… Takim to sposobem dzisiaj mamy plan aby przez Saltę podjechać jak najbliżej granicy z Boliwią w Aquas Blancas.

Naszą dzisiejsza trasę rozpoczynamy kontynuując jazdę kultowa drogą R40 na północ. Po około 20km zbaczamy z trasy w drogę R42 prowadząca w kierunku Salty poprzez Parque Nacional Los Cardones. Na przestrzeni 30km nie napotykamy na żadne inne auto, a po wjeździe na teren parku rozpościerają się iście bajeczne widoki. Różnorodność barw i ich odcieni nasuwają pytanie, jak natura może kształtować krajobrazy… Po dotarciu na przełęcz Passo de Fauna (3457m n.p.m.) i po drugiej stronie gór, całkowita zmiana klimatu, z suczej kaktusowej przestrzeni wkraczamy w zielone łąki, gdzie chmury wręcz słaniają się po ziemi. Tereny przypominają bardziej alpejskie doliny, a nie andyjskie krajobrazy… Mozolnie zjeżdżamy w dół w kierunku Salty. Przy samym Plaza de Armas pozostawimy naszą Toyotę i idziemy w miasto. Zwiedzamy kolonialne centrum tego ciekawego miasta, odwiedzając dwa obiekty sakralne: kościół św. Franciszka i katedrę usytuowaną przy Plaza 9 de Julio – oba wspaniałe! Sporo czasu poświęcamy na Museo Historic del Norte – wstęp wolny. Później obiad (steki de choriso), wymiana waluty (100$=1200tys.peso) i w trasę. Po ponad dwugodzinnym pobycie ruszamy dalej w kierunku granicy z Boliwią. Kilkanaście km za miastem San Martin, zjeżdżamy z trasy w pola upraw trzciny cukrowej i w takim klimacie rozbijamy nasze obozowisko Toyota In. W oddali majestatycznie lśnią w zachodzącym słońcu góry Parque Nacional Calilegua.

24-01-24-map

Zdjęcia na razie na Facebooku – kliknij na poniższy link:

https://www.facebook.com/WojtekTravel/posts/pfbid02RhhG3YanTGiupPy8vZNX5cj2R5uKoLp2ThVU37J1bY8RAsbf2Mu8L4ypaxwn8prJl

25.01.2024 r. – czwartek – San Martin > R34 > Pichanal > R50 > Aquas Blancas > granica Argentyna – Boliwia na rzece Grande de Tanja > Bermejo > droga Nr1. > Padcaya (wymiana waluty, tankowanie) > Tarija (obiad – stek de chorizo, zwiedzamy – Plaza Principale, Museo Casa Dorada -wstep 15boliwar od os., Castillo Azul – UNESCO) > San Lorenzo > 10km dalej, po wjeździe w góry na bocznej ścieżce zakładamy dzisiejszą bazę noclegową Toyota In - 320km

Ranek pomiędzy trzciną cukrową budzi skwarem i dźwiękami wydawanymi przez owady. Szybko zbijamy obozowisko i ruszamy na trasę aby się nieco przewietrzyć – bardzo wilgotno, a o 9:00 już 33ºC. Płasko i zielono, mały ruch, droga wspaniała… szybko docieramy do Pinchali, gdzie zbaczamy na pn. w kierunku granicy z Boliwią. Nadal wspaniała droga, w San Ramon de Ja Nueva Orion uzupełniamy zapasy… lecz niby sprawa prosta, ale nie w Argentynie, gdyż znaleźć „mercado spożywcze” to nie lada wezwanie… aptek, sklepów z ciuchami, butami i innych technicznych mnóstwo, spożywczych jak na lekarstwo.

Na granicy bardzo mały ruch, jednak czynności celne dotyczące auta, wypisywanie kwitów zajęło sumarycznie godzinę. Mamy też zmianę czasu i z 11:30, robi się 10:30… mamy dzisiaj jedną godzinę więcej do dyspozycji…

Droga Nr1. w Boliwii wita nas super asfaltem i prawie zerowym ruchem, natomiast jest tak kręta, że mozolnie przesuwamy się do przodu w tempie 50km/h. Na dystansie ponad 100km nie napotkaliśmy żadnej większej miejscowości, pierwszą gdzie znalazła się stacja paliw była mała mieścina Padcaya. Zajeżdżamy do tankowania mając wiedzę, że w Boliwii olej napędowy kosztuje jedynie 0,54 USD. Niby wszystko Ok, lecz nie przyjmują płatności kartą… instruują, że w miasteczku jest bank i tam wymienimy kasę. I rzeczywiście przy Plaza de Armas mieści się mała siedziba boliwijskiego banku. Czynności wymiany trwały nieco dłużej, gdyż procedura wymiany 300$ wymagała autoryzacji jednostki nadrzędnej… Po 20min. mamy już boliwijską kasę za 100USD dostaliśmy 687BOB (bolivianos), co dale przelicznik 1bs = 0,58zł – wszystko zgadza się z wcześniejszym wywiadem internetowym. Tym razem podjeżdżamy na stację paliw z gotówka, na dystrybutorze cena za litr oleju napędowego 3,72bs – dokładnie 0,54USD. Gdy stajemy przed dystrybutorem pan nalewakowy instruuje nas, że jeśli mamy zagraniczną rejestrację, to płacimy za litr 8,80bs… szok… Po negocjacji, doszliśmy do porozumienia, że jeśli nie potrzebujemy faktury, to może nam sprzedać paliwo po 6,00bs. Przeliczamy, skoro nie może być za 2,20zł, to 3,50zł za litr to też dobra cena i dokonujemy transakcji na wartość opowiadającą 130 litrom oleju napędowego… gość zarobił na czysto w pięć min. 35$…

Po kolejnych 70km docieramy do stolicy okręgu Tarija. Stare kolonialne miasto słynne z uprawy winogron i boliwijskiego wina. Meldujemy się na Plaza Principale, szczęśliwie znajdujemy miejsce do parkowania i ruszamy w miasto… Najpierw obiad w knajpce przy placu – świetne steki de chorizo (360gram) w wyśmienitej cenie 35zł z sałatką i ziemniakami… pycha. Później zwiedzamy budynek niegdysiejszego magnata Moisesa Navajas, obecnie Museo Casa Dorada – wstęp 15bs od os. Na koniec zwiedzania podjeżdżamy pod kolejny budynek owego kupca Moisesa Navajas – Castillo Azul. Niestety obecnie nie udostępniony do zwiedzania, choć wpisamy na listę UNESCO. Juz pod wieczór wyjeżdżamy z miasta kierując się do pobliskiej miejscowości San Lonenzo z klimatyczną i dobrze zachowana kolonialna zabudową, którą obserwujemy podczas przejazdu. Po wyjeździe z miasteczka dojeżdżamy do trasy Nr1. prowadzącej do Sucre i po wjeździe w góry na bocznej ścieżce zakładamy dzisiejszą bazę noclegową Toyota In. To był bardzo długi dzień, który po zmianie czasu kończymy dopiero po 20:00…

24-01-25-map

26.01.2024 r. – piątek – San Lorenzo > droga Nr1. > Trez Cruz > Cruce Chaqui > droga Nr5. > Sucre - 470km

Ranek przywitał nas super pogodą i panoramicznymi widokami na kotlinę wokół miasta Tarija. Ruszamy na trasę w kierunku konstytucyjnej stolicy Boliwii – Sucre (siedziba rządu mieści się w La Paz).

Była to piękna widokowa i niezwykle krajobrazowa trasa na dystansie 470 km. Super asfaltową drogą nr1, później od Trez Cruz nr5 przez góry, gdzie poruszaliśmy się średnio na poziomie 3500 m n.p.m., tak, aby w efekcie zjechać na poziom 2850 m n.p.m. i zobaczyć pięknie położone pomiędzy niewysokimi górami kolonialne miasto, niegdysiejszą stolica regionu Charcas i najważniejszy ośrodek kolonialnych posiadłości Hiszpani. Jedną z atrakcji 50km przed Sucre był zabytkowy, wspaniale odrestaurowany linowy most w Puente Mendez, na rzece Rio Pilcomayo, który łączył prowincje Potosi i Sucre.

Historia miasta Sucre sięgająca czasów jego założenia w 1538 r., kiedy nosiło nazwę La Plata. Tu 6 sierpnia 1825 r. ogłoszono nową republikę i nazwano ją na cześć Simona Bolivara – Boliwia. Kilka lat później nazwę miasta zmieniono na Sucre, dla uczczenia generała Antonia Sucre, bohatera walk o niepodległość. Dziś śpimy w cudownym hotelu „Grand Hotel” na ulicy przyległej do głównego „Plaza 25 de Mayo”- calle Aniceto Arce nr 61, tel. (591)64-52461, e-mail grandhotel_sucre@entelnet.bo – 200 bs. za pok.2-os. z łazienką i śniadaniem w cudownej kolonialnej kamienicy z atrialnym dziedzińcem opływającym w kwiaty.

24-01-26-map

Zdjęcia na razie na Facebooku – kliknij na poniższy link:

https://www.facebook.com/wojtek.ilkiewicz/posts/pfbid02pn4iKErqdDGDeaL5w28CSa1kvCpf3Xmmb8HbeqDztvvWj3SkjmYU9LG8ojN6eDxRl

27.01.2024 r. – sobota – zwiedzamy Sucre, białe miasto czterech imion…

Przed pojawieniem się Hiszpanów w Charcas (obecnie Sucre)obywatele osady byli konkurentami Inków. Hiszpańskie miasto zostało tu założone najprawdopodobniej przez konkwistadora Pedro Anzuresa 16 kwietnia 1540 r., chociaż niektórzy historycy opowiadają się za datą wcześniejszą, rokiem 1538. Do 1776 roku cały teren posiadał nazwę Audiencia de Charcas jako część Wicekrólestwa Peru (zamorskiego terytorium Hiszpanii), następnie kolonia została włączona do nowo powstałego Wicekrólestwa La Platy.

25 maja 1809 roku uderzeniem dzwonu bazyliki św. Franciszka zapoczątkowano ruch niepodległościowy w Boliwii. W 1825 r. w Casa de la Libertad („Domu Wolności”) podpisano akt założycielski Republiki Boliwii, a rok później miasto wyznaczono na stolicę kraju. W 1839 r. stołeczny status miasta potwierdził ustawą prezydent José Miguel de Velasco. Ustawa zmieniała także nazwę miasta na Sucre. W Sucre swoją siedzibę miały wszystkie organy władzy aż do czasów boliwijskiej wojny domowej (1898–1899). Kiedy Partia Liberalna i Partia Konserwatywna Boliwii starły się w walce o władzę polityczną, właściciele kopalń i majątków ziemskich z La Paz opowiedzieli się za tymi pierwszymi, zaś właściciele z Sucre za tymi drugimi. Liberałowie obalili konserwatystów i natychmiast zaproponowali przeniesienie siedziby rządu do La Paz. Nastąpiło jednak w tej kwestii porozumienie – La Paz stało się siedzibą władzy wykonawczej i ustawodawczej rządu Boliwii, a władza sądownicza pozostała w Sucre. Sucre pozostało jednak oficjalną stolicą.

Sucre uważa się za najładniejsze miasto w Boliwii, ze względu na malowniczą, zadbaną starówkę. Sucre jest położone w malowniczej dolinie otoczonej górami. Określa się je często jako „miasto czterech imion”, ponieważ w przeszłości nosiło nazwy Charcas, La Plata i Chuquisaca. Starówka Sucre w 1991roku w całości wpisana została na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Znajdują się tam piękne budynki, których ściany są w większości białe, dlatego Sucre nazywa się często białym miastem. Reprezentatywne kamienice, okazałe pałace i kościoły były budowane przez bogatych Hiszpanów, którzy czerpali ogromne zyski z pobliskiej kopalni srebra w Potosi. Ze względu na charakterystyczną architekturę, wąskie, brukowane uliczki Sucre jest przykładem kolonialnej osady znacznie przypominającej andaluzyjskie miasta.

Od rana spacerujemy po mieście i zwiedzamy po kolei… rozpoczynamy od spaceru na centralny plac miasta, Plaza 25 de Mayo, gdzie znajduje się tam pomnik Antonio José de Sucre. oraz wiele budynków zbudowanych w czasach kolonialnych, w tym ratusz i barokowo-renesansową katedrę z XVI wieku, Iglesia San Francisco de Asis (kawa na dachu kościoła), Mercado Central, Museo USFXCH Dr. Alfredo Gutiérrez Valenzuela, XP2R+G7M, Pl. 25 de Mayo (wstęp 20bs od os.), Iglesia Santa Clara (wejście na taras widokowy 5bs od os.), Museo de Tesoro (wstęp 30bs od os.). W tym momencie okazało się, że większość kościołów włącznie z katedrą w sobotę do południa są pozamykane i otwierają dopiero po 15:00.

Po przerwie na lancz ruszamy dalej i zwiedzamy… Iglesia de Santo Domingo Guzman (wstęp wolny) i dwie perełki Sucre… Convento de San Felipe de Neri – neoklasycystyczny klasztor i kościół, budowę datuje się na rok 1779 (wstęp 17bs od os.) oraz Catedral Basilica de Nuestra Senora de Guadelupe Sucre wraz z muzeum ulokowanym w budynkach klasztornych, zbudowana w latach 1559-1712 (wstęp 30ds od os.)

Z tarasów klasztoru San Felipe Neri roztacza się wspaniały, panoramiczny widok na miasto, natomiast katedralne muzeum zachwyca jakością i ilością zbiorów sakralnych… coś wspaniałego…

Zdjęcia na razie na Facebooku – kliknij na poniższy link:

https://www.facebook.com/wojtek.ilkiewicz/posts/pfbid034QradzY1nmy5J9DxvEQZ85EkoJjeNVugxDog9VKHmNT2h8JLwsjVzXHNSgVew9nnl

28.01.2024 r. – niedziela – Sucre > Potosi - 160km

Drogą nr 5 pokonujemy odległość 160 km, dzielącą nas od Potosi. Dosłownie 7km za Sucre podjeżdżamy pod niezwykły pałac Castillo de La Glorieta. Była to siedziba rodowa księstwa La Glorieta, utworzonego przez Clotilde Urioste i Francisco Argandoña Revilla , obu książąt La Glorieta. Cała ta rodzina była związana z eksploatacją górnictwa srebra, biznesmenami, bankierami i dyplomatami, którzy zajmowali się także działalnością filantropijną w mieście Sucre. Nabyli 40ha działkę na obrzeżach miasta Sucre, aby tam zamieszkać. Zatrudnili jednego z najważniejszych architektów pracujących wówczas w Boliwii, Szwajcara, Antonio Camponovo, który odpowiadał za projektowanie tego pałacu, może wręcz zamku. Budowę ukończono w 1897r. Konstrukcja miała wyrażać bogactwo i wyrafinowanie pary królewskiej, jednak dla wielu było nieco śmieszne, kiczowate i źle dopasowane. Fuzja ta abstrahuje cechy stylu mauretańskiego po chiński, od rosyjskiego po bizantyjski i od romańskiego po gotycki. Obecnie Zamek La Glorieta jest atrakcją turystyczną miasta Sucre, która stale wymaga opieki i działań mających na celu odzyskanie mebli oraz rekonstrukcję obiektów wchodzących w skład ogrodów. Dla nas, z bliska przedstawia żałosny widok, można by powiedzieć, że pomimo tych starań popada w ruinę.

Jeszcze raz na trasie podjeżdżamy w Puente Mendez, pod zabytkowy most na rzece Rio Pilcomayo, tym razem od strony prowincji Sucre. Od tej strony gdzie prowadzi do niego jedynie wąska szutrowa droga można, gdzie wręcz można wjechać na ten niezwykły most… Most Antonio José de Sucre, powszechnie znany jako Puente Sucre ma na obu końcach dwie duże fortece, każda złożona z dwóch wież podtrzymujących długie, mocne podpory, na których na długości 208m rozciąga się konstrukcja wiszącego mostu. Został zbudowany pod koniec XIX wieku w celu lepszego połączenia miast Sucre i Potosí i jest uważany za jedno z charakterystycznych dzieł inżynierii w Boliwii. Most został zaprojektowany przez francuskiego inżyniera Louisa Soux, a jego inauguracja odbyła się 10 sierpnia 1910 r. W 1971 roku otwarto most Méndez, 600 metrów w dół rzeki, pozostawiając most Sucre praktycznie opuszczony.

Do Potosi docieramy po południu i od razu zadziwia nas niezwykły ruch panujący w tym mieście. Okazuje się, że trafiliśmy na karnawałową fiestę, Carnaval Minero, którą z racji górniczego miasta zdominowały parady górników… główne ulice zamknięte, a centralny plac Plaza 10 de Noviembre stał się centralnym miejscem uroczystości. Znajdujemy szczerzony parking i od razu ruszamy w miasto, pozostawiając sprawę zakwaterowania na później. Korowodów karnawałowych nie sposób opisać, natomiast to co było w największym użyciu, to mydlana pianka w sprayu, która tryskał zewsząd i wszędzie… Jesteśmy w tym miejscu po raz kolejny więc mniej skupiamy się na zwiedzaniu, poświęcając cały wolny czas na uczestnictwie w karnawałowym święcie… Ponieważ miasto położone jest na stromym zboczu, chodzenie na tej wysokości sprawia nieco trudności, pokonując nawet niewielki odcinek.

Trochę historii – miasto Potosi położone 4070 m n.p.m. to najwyżej położone miasto na świecie. Zostało założone przez Hiszpanów w 1545 r. po odkryciu tu niezwykle bogatych złóż srebra. Ma ono niechlubną sławę w związku z wykorzystywaniem miejscowych Indian i czarnych niewolników sprowadzonych z Afryki do wydobywania tego kruszcu. Na przestrzeni pierwszych trzech wieków eksploatacji złóż liczba ofiar sięgnęła ośmiu milionów…?! Pod koniec XVIII w. było największym i najbogatszym miastem kontynentu. Położone na zboczu górskim, ma niezwykle ciekawą zabudowę kolonialną. Mieszkańcy są serdeczni i bardzo przyjaźnie nastawieni do turystów, których jest bardzo mało, pomimo, że jest to tak ciekawe miejsce. Wiele ciekawych kościołów, katedra, a główną atrakcją jest mennica królewska, wzniesiona w latach 1753-73, która tłoczyła w czasach kolonialnych srebrne monety dla królestwa Hiszpanii. Obecnie jest to narodowe muzeum, gdzie można podziwiać drewniane maszyny napędzane siłą mułów do tłoczenia monet, technologie produkcji, zabezpieczenia i transportu do Europy.

Zdjęcia na razie na Facebooku – kliknij na poniższy link:

https://www.facebook.com/wojtek.ilkiewicz/posts/pfbid02LVHwvq13UoBCQ5nnq1g2ajQe3FaqF3CHGVjjCFtuzH6LaDYYPtrkYwXAnZTafy5Wl

29.01.2024 r. – poniedziałek – Potosi (zwiedzamy kopalnię srebra) > Pulacayo (zwiedzamy „Museo de Locomotoras 1890”) > Uyuni > Colchani – 240km

Rano jedziemy zwiedzać kopalnię srebra, na którą to wykupiliśmy wczoraj wycieczkę za 120bs od os. Decydujemy się na odwiedzenie kopalni w towarzystwie przewodnika, ex-górnika. Zaczyna się od górniczego targu gdzie można kupić wszystko czego potrzebuje górnik: dynamit i zapalniki, liście koki, łopaty, kilofy i taczki, napoje, spirytus i papierosy. Tutejsi górnicy pracują na własne ryzyko i rachunek więc we wszystko zaopatrują się sami… Dziś praca wre dalej. Wprawdzie niemal całkowicie wyeksploatowano już srebro ale wydobywa się inne metale – głównie cynk. W podziurawionej niczym ser górze znajduje się niemal 200 czynnych kopalni gdzie w warunkach niezbyt odległych od tych sprzed kilkuset lat, ciężko pracują górnicy. U nas zamiast kopalnia raczej powiedziałoby się biedaszyb. W kopalni faktycznie jest prymitywnie. Chodniki wąskie, błotniste, trochę zagruzowane, nisko, niewiele stempli. Praktycznie żadnych urządzeń, żadnej mechanizacji. Pneumatyczny świder i elektryczna winda do wciągania urobku to jedyne zdobycze cywilizacji jakie tu dotarły. Większość górników jest jednak zbyt biedna by ich używać, lub używają na zmianę… każdego dnia inna ekipa. W pozostałe dni kują ręcznie. Tory dla wagoników pchanych siłą mięśni znajdują się tylko na głównym poziomie. Pchają po dwóch… pusty pół tony, a pełny półtorej. Na innych pokładach, do których prowadzą byle jak sklecone drewniane drabiny i mostki, urobek transportuje się na taczkach lub w mocnych workach. Same młode twarze, policzki wypełnione liśćmi koki. Warunki pracy sprawiają że większość z nich za piętnaście lat wykaszle swoje płuca. Mało który z nich dożyje pięćdziesiątki… Wyciągamy siatkę z koką, fajkami i czymś do picia. Chłopy zadowolone, klepią po plecach, podają rękę.. Przyda się bo do fajrantu jeszcze cztery godziny. Mimo że większość z nich to zadeklarowani chrześcijanie, to andyjski synkretyzm pozwala górnikom mieć własnego bożka. Pan podziemi, to Tío (wujek) to nic innego niż diabli posążek któremu składają podarki. Liście koki, papieros do ust, parę kropli alkoholu pod nogi lub na wydatnego penisa. Wierzą że będzie łaskawy, że to przyniesie szczęście, że znajdą czystą żyłę, że przeżyją kolejny tydzień. Nie wszystkim się udaje… rocznie ginie tu w różnych wypadkach 30 do 40 osób. Po co więc na to patrzyć? Po co zwiedzać kopalnie srebra w Potosi? Choćby po to by zamiast wiecznie narzekać móc docenić pewne rzeczy we własnym życiu. To na pewno lepsze niż odwracanie głowy. A zwiedzając hiszpańskie kościoły i oglądając srebrną zastawę na ołtarzach pomyślcie chwilę o górnikach z Potosi.

Jak widać zwiedzanie tych kopalni, jakkolwiek turystycznie popularne, niesie mieszane uczucia. Można by powiedzieć, że to nieetyczne gdy patrzy się na ludzkie cierpienie, przystawiając obiektyw aparatu do twarzy zmęczonego górnika. Że to ludzkie zoo, że tak nie można. Że wyrzutów sumienia nie da się łagodzić wręczając górnikowi torebkę koki albo paczkę papierosów. Owszem temat nie jest lekki ale nie zgadzamy się z takim podejściem. Nie patrzyć i odwracać głowę? Lepiej nie wiedzieć? Udawać że nie ma? Tak samo trzeba by nie patrzyć na dzieci w Afryce idące do zatęchłej studni z bańką po oleju, hindusa suszącego krowie łajno na opał i polskiego emeryta w kolejce po leki. Niepatrzenie nic nie zmieni.

Historia miasta Potosi to właściwie historia góry, która znajduje się tuż obok. Góry w której odkryto takie pokłady srebra, że w czasach kolonialnych miejsce to determinowało wprost stan gospodarki imperium hiszpańskiego. Kopalnie srebra w Potosi produkowały urobek który stanowił niemal 50% światowego wydobycia rudy tego metalu. Metalu wydobywanego rękami Indian i niewolników sprowadzanych z Afryki, dorosłych i dzieci. Katorżnicza praca, wysokość nad poziomem morza, pozostawanie miesiącami pod ziemią, trujące pyły i gazy uczyniły z tego miejsca obóz koncentracyjny. Historycy szacują że straciło tu życie 8-9 milionów ludzi! A skoro można pomylić się o milion to chyba staje się jasne ile warte było tu ludzkie istnienie…

W południe opuszczamy to miejsce, tak mocno związane z kolonialną potęgą Hiszpanii, gdzie przez około 300 lat wydobywano srebro, a nawet tłoczono monety, które statkami wywożone były do kraju okupanta.

Na trasie, kilkanaście km przed Uyuni w Pulacayo zwiedzamy „Museo de Locomotoras 1890”. Niesamowite zbiory lokomotyw, które nie sposób zobaczyć w Polsce…

Na dzisiejszy nocleg podjeżdżamy pod Salar de Uyuni z myślą, że na jego terenie rozbijemy dzisiejsze obozowisko Toyota In. Zrobiło się jednak na tyle ciemno, że zanocowaliśmy na rogatkach wioski Colchani, tuż przy solnisku, 20km od Uyuni.

24-01-28-29-map

Zdjęcia na razie na Facebooku – kliknij na poniższy link:

https://www.facebook.com/wojtek.ilkiewicz/posts/pfbid025rBivnrcva5JesA2ur7dPVhR54Jn3hxZxCA2UzkwNVzfZQD5xBs1QWJBdKFqpRM1l

30.01.2024 r. – wtorek – Colchani > Salar de Uyuni > Uyuni – 60km

Całe dzisiejsze przedpołudnie zaplanowaliśmy spędzić na „Salarze Uyuni”, położonym 25km od Uyuni. Ogromne solnisko umiejscowione na wys. 3.653 m n.p.m. o pow. 12 tys km ², 110 km długości. Po pokaźnych ulewach, w chwili obecnej, pokryte jest częściowo wodą, a raczej mocno stężoną solanką. Lustrzana tafla wody o kolorze nieba, czyli lazurowa, a na horyzoncie wszystko zlewa się w jedną całość! Dno, czyli salar jest śnieżno-białą, twardą i równą jak stół solną taflą. Brak jednoznacznej linii horyzontu powoduje, że czujemy się jakbyśmy byli w jednej, sferycznej przestrzeni nieba, która zaczyna się pod kołami naszej toyoty, a kończy gdzieś nad nami… efektowne zjawisko i takie unikatowe… surrealistyczne słone lustro. Wiola brodząc boso w wodzie pstryka fotki. Niepowtarzalna atmosfera, spaceruje się w tej stosunkowo ciepłej wodzie (ok. 15°C), a wizualne wrażenie jest takie, jakby brodziło się po warstwie lodu pokrytego wodą. Dookoła bezkres, nie wiadomo czy chmury leżą na wodzie, czy solnisko to nie lodowisko, czy spadł śnieg, a może wpadliśmy do solniczki?… gdzie nie spojrzeć… sól, sól i jeszcze trochę soli ;-) Wykorzystując walory naszego auta brodzimy w poprzek tego bezkresu wody i przestrzeni jak amfibia! Dno, czyli salar jest śnieżno-białą, twardą i równą jak stół solną taflą. Brak jednoznacznej linii horyzontu powoduje, że czujemy się jakbyśmy byli w jednej, sferycznej przestrzeni nieba, która zaczyna się pod kołami naszej Toyoty i kończy gdzieś nad nami – coś nie do wyobrażenia… Po przejechaniu naszą Toyotą ok.15 km docieramy do maleńkiej solnej wysepki, na której usytuowany jest solny hotel. Jak sama nazwa wskazuje wszystko wykonane jest z soli (budynek, meble, ozdoby). Zewsząd podążają w to miejsce terenowe Toyoty z turystami. Niepowtarzalna atmosfera, spacerujemy w tej stosunkowo ciepłej wodzie (ok. 15°C), a wizualne wrażenie tak jakby brodziło się po warstwie lodu pokrytego wodą. Powierzchnia wyspy do złudzenia przypomina natomiast śnieg o gruboziarnistej konsystencji, taki, jak widzimy podczas marcowych roztopów w promieniach słońca. Rozkoszujemy się tymi widokami, mamy szczęście bo wyschnięta na kamień powierzchnia salaru nie wygląda tak niesamowicie jak zalana wodą. Trudno opuścić to miejsce, lecz trzeba jechać dalej.

Kilka km za Uyuni zajeżdżamy na cmentarzysko parowozów „Cementerio De Trenes”. Całe mnóstwo lokomotyw, na różnym etapie rozpadu, porozrzucane, poprzewracane, połamane szkielety lokomotyw i wagonów stanowią przedziwny widok. Wyglądają jakby długo wlokły się przez pustynię, dotarły tu ostatkiem sił, sapnęły ostatni raz i właśnie tutaj, znalazły miejsce swojego spoczynku! Mamy wrażenie, że poza turystami pociągi nikogo nie obchodzą, miejsce nie jest ogrodzone, a na zardzewiałych elementach, pojawia się coraz więcej graffiti, części są rozkradane, a pociągi… narażone na ostre słońce i słone wiatry znad salaru, coraz bardziej poddają się rdzy.

Myjemy nasze autko z grubej warstwy soli, smarujemy wały i wieszaki resorów (w mieście Uyuni znajdują się wyspecjalizowane warsztaty wykonujące te usługi rutynowo – 60 bolivianos), tankujemy bez faktury (1l oleju napędowego 5bs – jak pisaliśmy wcześniej dla obcokrajowców cena 8,80bs, dla Boliwijczyków 3,72bs). Załatwiamy jeszcze w miejscowym biurze podroży „Cordilera Traveller” przewodnictwo w przejeździe na trasie z Uyuni do San Pedro de Atacama (Chile). Za przewodnictwo na trzydniowej trasie płacimy 100$. Jest to obszar Parque Nacional Eduardo Avora, gdzie nie ma oznakowanych dróg i bez przewodnika trudno by nam było pokonać tę trasę licząca prawie 600km, gdyż to totalne bezdroża…

Dzisiaj przed tą długą podróżą do Chile zafundowaliśmy sobie nocleg w hotelu w samym centrum Uyuni, Hotel Julia (250bs lux pok. 2os z łazienką, śniadaniem i zamkniętym parkingiem).

Od wczoraj raczymy się kulinarnie potrawami z lamy, były steki i grillowane żeberka… smakowały wybornie…

Zdjęcia na razie na Facebooku – kliknij na poniższy link:

https://www.facebook.com/wojtek.ilkiewicz/posts/pfbid059foNpkPw3XFCqGrcsNUeJbjUYPmt1Pf51k4DHfQ5BwUnCCNyEU2UjUfcyfcwvzil

31.01.2024 r. – środa – Uyuni > droga Nr5 > Rio Grande > Julaca > Colchaka > Atulcha – 180km

Rano o 10:30 pod biurem turystycznym „Cordilera Traveller” spotykamy się z naszym kierowcą, który będzie nas eskortował na jutrzejszej trasie z Atulcha do San Pedro de Atacama. Dzisiaj jedzie przez Salar de Ujuni z turystami i na wieczór dotrze również do Atulcha, gdzie się spotkamy pod hotelem. My objeżdżamy salar wokół, gdyż byliśmy tam wczoraj i po kąpieli solankowej dokładnie umyliśmy naszą Toyotę. Gdybyśmy jechali od dzisiaj razem nie mielibyśmy możliwości umycia podwozia, gdyż takowe wyspecjalizowane firmy znajdują się tylko w Uyuni, a my przecież jedziemy dalej do Chile i nie chcemy aby nasze autko zżarła sól… Trochę to skomplikowane, lecz to było jedyne rozsądne wyjście… Objazd salaru od południa prowadzi szutrowymi drogami, gdzie najbardziej dokuczliwym elementem jest tzw. pralka o amplitudzie ponad 10cm, trzęsie niemożebnie… plomby wypadają z zębów, dopiero kiedy wejdzie się na prędkość ponad 70km/h da się jakoś przyzwoicie jechać…

O 19:30 na ustalonym miejscu, pod pensjonatem Nuevo Amanecer spotykamy się z Rubenem, kierowcą i zarazem naszym przewodnikiem. Po przebyciu Salaru de Ujuni dotarł wraz turystami z Brazylii, oni mają tu nocleg, my śpimy pod pensjonatem w naszej Toyocie, jutro razem ruszamy w kierunku San Pedro de Atacama przez Parque Nacional Eduardo Avora.

24-01-31-trasa

Zdjęcia na razie na Facebooku – kliknij na poniższy link:

https://www.facebook.com/wojtek.ilkiewicz/posts/pfbid02HWkL4Nkk62wNbWwL3MjSk2uE17MyK7fySFfW7EStLo347M7o9srSV4bjXwFCUjiYl

01.02.2024 r. – czwartek – przejazd przez tzw.Tybet Ameryki Pd. – najwyższy punk naszej trasy to 4930m n.p.m. > Atulcha > Laguna Flamenco > Laguna Cahape > Laguna Chiar Khota > Laguna Honda > Laguna Ramaditas > Arbol de Piedra > Laguna Colorata, gejzery Sol de Manana > Laguna Salada – 310km

Rankiem wita nas cudowna kryształowa pogoda, na tej wysokości kolory są niezwykle intensywne i ostre. Przemierzamy tereny boliwijskich Andów jadąc tym razem południe. Odwiedzamy po drodze takie miejsca jak: Laguna Flamenco, Laguna Cahape, Laguna Chiar Khota, Laguna Honda, Laguna Ramaditas i na koniec dzisiejszego przejazdu ”Arbol de Piedra”(skała wydrążona przez erozję w kształcie płomienia olimpijskiego), Laguna Colorata, gejzery Sol de Manana… laguny, każda inna o niecodziennej kolorystyce, jedno co je łączy, to brodzące po płytkiej wodzie różowe flamingi. Tereny niesamowitych bezkresów, w końcu jesteśmy na terenie tzw. „Tybetu Ameryki Pd.” My na poziomie grubo ponad 4500 m n.p.m., najwyższą przełecz pokonujemy na wysokości 4930m n.p.m., a wokół szczyty wulkaniczne sięgające prawie 6000 m n.p.m. Dzisiejszą bazę noclegową mamy nad Laguną Salada w bazie noclegowej, nasi kompani podróży w pensjonacie, my w naszej Toyotce… Generalnie wspaniały dzień, lecz po przejechaniu 310km bezdrożami, po raz pierwszy czujemy się nieco zmęczeni, zapewne ma na to również wpływ to, że cały czas przebywamy na wysokości pow. 4300 m n.p.m. Tu trzeba dodać, że walory naszej tuningowanej Toyoty doceniają nawet kierowcy obwożący turystów po tych terenach, dosiadają wyłącznie benzynowe, sześciocylindrowe „Land Cruisery”. Bez przewodnictwa naszego pilota, dosiadającego już bardzo starego egzemplarza tego pojazdu, nie przejechalibyśmy tej trasy. Tu nie ma żadnych dróg, tu jedzie się na pamięć po jakichś śladach, których są setki lub więcej. Dla wyobrażenia sobie tego tematu powiem tyle: wjeżdżasz na płaski jak stół teren rozpostarty pomiędzy górami o wymiarach 20 km na 10 km i musisz trafić pomiędzy odpowiednie z nich tak, aby wspiąć się na przełęcz i dotrzeć do następnej takiej niesamowitej przestrzeni itd. O widokach nie będę już wspominał, bo tego się naprawdę nie da opisać… to, co zobaczyliśmy przez te dotychczasowe trzy tygodnie pobytu w Ameryce Pd. przerosło naszą wyobraźnię…

Zdjęcia na razie na Facebooku – kliknij na poniższy link:

https://www.facebook.com/wojtek.ilkiewicz/posts/pfbid0aXF4y4Y1eCPaMqT8jWBEECbjb4iiBQZoddZhVZ1LoqcszcdmnrgtNwVNCWMXyXSnl

02.02.2024 r. – piątek – c.d. przejazdu przez Tybet Ameryki Pd. – Laguna Salada > Rocas de S.Dali > Laguna Verde > granica Boliwia – Chile > San Pedro de Atacama > Geizery El Tatio - 180km

Rano mamy niemiła informację, jednemu z Brazylijczyków jadących w naszym timie, rankiem, skradziono telefon komórkowy podczas ładowania i to nie byle jaki, bo iphphone. Pal sześć telefon, ale wszystkie zdjęcia z wycieczki przepadły. Z tego powodu wyjeżdżamy nieco później i po kolei podjeżdżamy pod kolejne atrakcje boliwijskiego Parku Narodowego „Reserva Nacional Eduardo”…

„Rocas de S.Dali”, „Laguna Blanca” i „ Laguna Verde”, czyli białą i zieloną lagunę. Surowe klarowne, ostre powietrze, wysokość powoduje lekki zawrót głowy. Obok wspaniały, można by powiedzieć wzorcowy stożek wulkaniczny „Volcan Licancabur” (5.930 m n.p.m.). Obie laguny usytuowane są na wys. 4350 m n.p.m., zasiedlają je flamingi, dostojne brodzą w płytkiej, seledynowej wodzie, a wokół ośnieżone szczyty Andów. Niebiańskie widoki.

Kończymy wspólny przejazd, żegnamy się z Rubenem oraz grupą młodych turystów z Brazylii (kończą studia medyczne w San Paulo), oni wracają do Uyuni, a my ruszamy na przejście graniczne Boliwia Chile usytuowane 10km dalej. Odprawa sprawna i jeszcze przed południem docieramy do San Pedro de Atacama oddalonego o dalsze 50km. Mamy jakieś szczęście bo kolejny raz trafiamy na miejscową fiestę. Stroje niezwykle wyszukane i te niezwykłe maski i przebrania…

Późnym popołudniem opuszczamy stolicę Atakamy i jedziemy kolejne 90 km na pn. pod gejzery El Tatio. Nieco się tu zmieniło od ostatniej naszej bytności 14lat temu… kiedyś było dziko, teraz skomercjalizowane, musimy pozostać na parkingu przy administracji… mili pracownicy wpuszczają nas za szlaban i udostępniają cały węzeł sanitarny, czujemy się jak na luksusowym kempingu…

24-02-01-02-map

Zdjęcia na razie na Facebooku – kliknij na poniższy link:

https://www.facebook.com/wojtek.ilkiewicz/posts/pfbid0mgRUuJjYzwjZ526douKfRfLbLQqKkt9auhijZAoGwyiNAbGNtG2NLRs4M6uq4ZS3l

03.02.2024 r. – sobota – El Tatio > Calama > droga Nr23 > droga Nr B-246 > z pn na pd. przez Salar de Atacama > Pan de Azucar > droga Nr B-55 > Monturaqui – nocleg w wyschniętym korycie okresowej rzeki 40km przed przełęczą Socompa (granica Chile-Argentyna) - 380km

Pobudka o 5.00, płacimy po 150tys.peso od os. i pół godziny później jesteśmy przy gejzerach „Geiser del Tatio”. Oddalone o 90 km na północ od San Pedro de Atacame, najwyżej na świecie położony zespół gejzerów – 4300 m n.p.m. Należy być tu tak wcześnie, kiedy o świcie poranne słońce nadaje wspaniałego kolorytu temu miejscu. Widoki i doznania podczas tego porannego spektaklu, jaki zaserwowała nam natura należą do tych, których się nie zapomni do końca życia… Do godz. 6.00 byliśmy tutaj tylko my i wrzące gejzery, później to istny najazd turystów, którzy jeszcze przed wschodem słońca przyjechali je również oglądać . Zgiełk, gwar jak na miejskim deptaku, to była dobra decyzja, aby przyjechać tu już wczoraj i w spokoju, samotnie napawać się pięknem tego miejsca.

Później zjazd na zachód do miejscowości Calame i dalej przez Salar de Atacama w kierunku granicy z Chile położonej na przełęczy Sacompa.

Zdjęcia na razie na Facebooku – kliknij na poniższy link:

https://www.facebook.com/wojtek.ilkiewicz/posts/pfbid0AtSPSQjzb7C4LwZofgWGeANgQ3B1zRa28PsRhK7eWJPH7Qb2xFyJkpccAXvGCf33l

04.02.2024 r. – niedziela - Monturaqui > Socompa – granica Chile-Argentyna (zamknięta od czasu Covida) > odwrót > droga B-55 > Pan de Azucar > droga B-246 > + droga B-367 > Paine > droga B-355 > Toconao > San Pedro de Atacama – 310km

Ranek przywitał nas piękną pogodą i względnym spokojem, już tak nie wieje jak wczoraj wieczorem. Będąc na wys 3300m n.p.m. po zachodzie różnice temperatur panujące na Atacamie powodują mocne wiatry niosące pył i drobne kryształy piasku. Intryguje nas kompletny brak ruchu…? Na dojeździe do przełęczy wspaniałe widoki i cudowne, kolorowe krajobrazy… Po dotarciu do przejścia granicznego, jesteśmy mocno zdziwieni, że na dworcu kolejowym, który jest również posterunkiem granicznym pusto, głucho, szyby powybijane, kompletna dewastacja…? Żywej duszy brak… Co robić…? Przecież mamy informację z punktu informacyjnego w Villa Union, gdzie sprawdzaliśmy czynne przejścia graniczne i to miało być otwarte… Droga do przełęczy Sacompa (3800m n.p.m.) prowadzi wzdłuż starej linii kolejowej prowadzącej z Salty w Argentynie na chilijskie wybrzeże Pacyfiku. Jak na andyjskie warunki jest położona niezbyt wysoko, stąd były warunki aby ją tędy przeprowadzić. Postanawiamy przejechać na drugą stronę dworca gdzie powiewa argentyńska flaga. Okazuje się, że tu nas witają argentyńscy pogranicznicy i tłumaczą, że w po chilijskiej stronie w baraku, musi ktoś być, ale od razu zaznaczają, że Chilijczycy nas nie przepuszczą, gdyż od czasu Covida zamknęli to przejście dla turystów. Jednak gdyby nas jednak przepuścili, to oni nas odprawią po argentyńskiej stronie. Wracamy na drugi koniec dworca i stukamy do drzwi baraku… Otworzył nam chilijski żołnierz straży granicznej i od razu prowadzi nas do mapy i pokazuje, że wszystkie przejścia po stronie Chile są obecnie zamknięte, jedyne otwarte jest na drodze Nr27 przez Paso Jama ok 450km stąd. Teraz wszystko rozumiemy, argentyńskie biuro informacyjne ma info tylko ze strony argentyńskiej, gdzie placówki są czynne, jednak gdy po stronie Chile są pozamykane to taka informacja jest dezinformacją… przecież pozostałe przejścia od granicy z Boliwią po to miejsce miały być też czynne, czyli przejezdne, a tak nie jest. Covid skutecznie pozamykał te małe przejścia, domniemam, że już na zawsze… No cóż, ogłaszamy odwrót… Musimy wrócic ponad 300km do San Pedro de Atacama i jutro zaatakować granice z Argentyna na przejściu Paso Jama. Tą samą drogą wracamy przez Pustynię Atacama do jej centrum, aby tam odbić w drogę B-367 i przez Paine, Toconao dotrzeć do San Pedro de Atacama. Tym razem kwaterujemy się w sympatycznym pensjonacie Katarpe Hostal (65tys.peso), mamy strzeżony parking, zacienione podwórko i spokój… do tego sympatycznych sąsiadów, motocyklistów z Brazylii. Wiola ma dzisiaj urodziny, więc miejsce super aby uczcić to święto kolacją w restauracji – wybraliśmy te najbardziej polecaną „Adobe” – wyśmienite smaki podawanych potraw… polecamy…

24-02-03-04-map

Zdjęcia na razie na Facebooku – kliknij na poniższy link:

https://www.facebook.com/wojtek.ilkiewicz/posts/pfbid0PExz27ZKczUn3f7rJaeQazHZDA1cjW9VnKDoja4wpau8ktckFVbhVSyetRLR5otwl

05.02.2024 r. – poniedziałek – San Pedro de Atacama > droga Nr.27 > Paso Hitocajon (4656m n.p.m) > granica Chile-Argentyna – Paso Jama (4100m n.p.m.) > droga Nr 52 > + droga Nr 70 > Salar de Otaroz > + droga Nr 51 > Viaduct Polvorilla > San Antonio de los Cobres – 370km

Rano żegnamy się z motocyklistami z Brazylii, oni do Antofagasty nad Pacyfik, my na granice z Argentyną na przełęczy Paso Jama. Tym razem już bez komplikacji, mozolnie pokonujemy pierwsze przepiętrzenie z wysokości San Pedro de Atacama (2450m n.p.m.) na wysokość przełęczy Paso Hitocajon (4656m n.p.m), gdzie można odbić na północ w stronę Boliwii (cztery dni temu stamtąd przyjechaliśmy). Dalej na płaskowyżu leży śnieg. Przed południem jesteś my na granicy Chile-Argentyna, spory ruch gdyż inne przejścia są nieczynne. Po godzinie jesteśmy odprawieni. Ponieważ w poprzednich podróżach przekraczaliśmy wszystkie przejścia graniczne do Argentyny na północy Chile, trochę żałujemy że nie udało się przekroczyć wczoraj tego w Socompa. Nie odpuszczamy jednak tego tematu i już po 60km odbijamy w jego stronę już po stronie argentyńskiej, w drogę Rp70, prowadzącą poprzez Salar de Otaroz aby dotrzeć do linii kolejowej z Salty na wybrzeże chilijskie. Bajkowe krajobrazy i nadal bardzo wysoko, cały czas ponad 3500 m n.p.m. Na tej szutrowej trasie widać skutki niedawnych ulew i powodzi, co raz pokonujemy wyryte w poprzek drogi rowy, przepływy i rozlewiska okresowych rzek. Przed San Antonio de los Cobres zbaczamy nieco z trasy aby podziwiać kunszt sztuki inżynieryjnej, czyli stalowy kratownicowy most rozpostarty nad wąwozem o szer. 224m i wys. na 63m o nazwie „ La Polvorilla” – 4197 m n.p.m.. Po dotarciu do smutnego, górniczego miasteczka San Antonio de los Cobres, na stacji paliw przyjemny mieszkaniec tej miejscowości zaoferował nam lokum w swojej agroturystyce. Pada deszcz, wszędzie błoto dlaczego nie skorzystać, skoro nocleg kosztuje jedynie 20tys. peso (70zł). Gospodarze okazali się nad wyraz mili i serdeczni, a zakwaterowanie na przyzwoitym poziomie argentyńskiej prowincji. Kolejnymi gośćmi była para motocyklistów z odległej części Argentyny.

24-02-05-map

Zdjęcia na razie na Facebooku – kliknij na poniższy link:

https://www.facebook.com/wojtek.ilkiewicz/posts/pfbid0YUrqSc3R8TxScvPugnznzWaEXsGPmTDQL1oZ9saxbZn9VcvXFXX8tqmbg5JzmgiNl

06.02.2024 r. -wtorek – San Antonio de los Cobres > droga Nr RN51 (ruta 40 zamknięta) > Campo Cuijano > droga Rp36 > Rosario de Lerma > droga RN68 > El Carril > droga Nr RN33 > Payogasta > droga Nr RN40 > Cachi > (tu zaczyna się szutrówka – „ripio”) > Molinos > Angostura > nocleg w korycie wyschniętej rzeki – 320km

Naszym pierwotnym zamiarem było, aby kontynuować nadal jazdę po RN40 na południe, lecz jakiś traf spowodował że wczoraj zapytałem w miejscowej inf. turystycznej o materiały reklamowe, gdzie miły pan przy okazji poinformował mnie, że na tym odcinku gdzie chcemy dalej jechać droga jest nieprzejezdna! Mamy w związku z tym małego „zonga”, gdyż odcinek do pokonania miał długość 130 km, a teraz musimy objechać wokół na dystansie prawie 300km. Jedziemy więc drogą nr RN51 wzdłuż torów kolejki do Salty, tej która prowadzi również przez feralną przełęcz Socompa i żelazny most „ La Polvorilla”. Niegdyś, przed pandemią dla tej trasy i przejażdżki tym specyficznym pociągiem przyjeżdżało tu wielu turystów, szczególnie z Europy. Trasa prowadzi bowiem wąwozem”Quebrada del Toro”, a pociąg ma do pokonania różnicę wzniesień prawie 3tys.m, na odcinku 136 km. Cała wyprawa trwała 14 godz. tam i z powrotem (łącznie 272 km). Linia kolejowa na tym odcinku nosi nazwę „El Tren a las Nubes” (pociąg do nieba). My pokonujemy tą trasę w trzy godziny, a widoki są naprawdę warte tego aby tu przyjechać, aż z innego kontynentu i odbyć taką fascynującą podróż. Niestety obecnie po paru latach nieesploatacji, tory gdzieniegdzie zasypane, gdzieniegdzie podmyte, myślę, że już nigdy nie dojdzie do ponownego uruchomienia tej niebywałej trasy kolejowej. Kolorystyka gór zmieniająca się za każdym zakrętem, zmienność form skalnych i do tego ilość i wielkość kaktusów, jako jedynych roślin jakie je porasta, szokują i są uosobieniem najwyższego piękna…

Tym razem omijamy Saltę i kierujemy się w kolejną sceniczna drogę Nr RN33. Pokonujemy przestrzeń Parque Nacional los Cardones. Zupełnie inny charakter gór i krajobrazów. Skończyły się kolorowe skały, wkroczyliśmy w obszar soczystej zieleni. Dopiero za przełęczą Paso las Goteras ponownie wkraczamy w kaktusowe, suche krajobrazy. W małej mieścinie Payogasta docieramy ponownie do drogi RN40 ulokowanej wzdłuż wąwozu Calchaqui. Natomiast zdecydowaną perełką tego regionu jest położone kilkanaście km dalej, małe, kameralne miasteczko Cachi, które do tej pory zachowało kolonialny charakter. Na szczególną uwagę, zasługuje bardzo stary kościół z sufitem i konfesjonałem wykonanym z desek kaktusa, jednego z niewielu dostępnych w okolicy materiałów budowlanych. Jest też muzeum archeologiczne, mnóstwo sklepów i przytulnych restauracji.

Następną miejscowością na trasie było Molinos (molino znaczy młyn). Tu szczególnie, poza masywnym kościołem, starym młynem i kolonialnymi uliczkami, wyróżnia się XVII w. kolonialny dom, w którym obecnie urządzono ekskluzywny hotel „Hacienda de Isasmendi”. Odrestaurowany, z dużym patio, łukami i wewnętrznym dziedzińcem z potężnym drzewem na środku, ma swój unikalny klimat… cenę też 180$ za pok. 2os. Kilkanaście km dalej w okolicy osady Angostura zbaczamy w koryto wyschniętej rzeki i w zaciszu rozbijamy dzisiejsza bazę „Toyota In”.

24-02-06-map

Zdjęcia na razie na Facebooku – kliknij na poniższy link:

https://www.facebook.com/wojtek.ilkiewicz/posts/pfbid02kftKggwHoZajB8D5BrEgDDiYTvGny4MiTzdtd2vs8WdxXJDkLMKbPMy34AStpr3sl

07.02.2024 r. – środa – Angostura > droga Nr RN40 > San Carlos > (asfalt) > Cafayate > Belen > Alpasinabe – nocleg za wzgórzem obok drogi RN40 na 4000km od Ushuaia – 430km

Od rana kontynuujemy jazdę drogą o nazwie „ Ruta del Vino”. To wielki obszar uprawy winorośli i produkcji wspaniałych argentyńskich win, takich jak „Torrontes”. To najlepsze i bardzo popularne w całej Argentynie to: „Etchart Privado” Torrontes, Bodegas Etchart de P.R. Argentina S.A. znajdująca się na 4338 km Ruta Nacionale 40, Cafayate-Salta. – podaję te dane, bo naprawdę warte jest swojej wysokiej pozycji smakowo-zapachowej co czyni z niego bardzo popularny i zarazem szlachetny trunek. Niestety będąc pod ową bodega dowiedzieliśmy się, że nie ma w swej ofercie zwiedzania i degustacji, nie ma nawet sklepu, gdzie można by było zakupić ten trunek…? Na trasie mijamy kolejne „bodegi” z zabudową pamiętającą kolonialne czasy. Ostatni odcinek dzisiejszej trasy to ponownie góry i wspaniałe widoki na ich kolorystykę i ukształtowanie! Okazało się, że 40-stka w tej części, gdzie miała być szutrowa, jest już sukcesywnie asfaltowana, jednak udało nam się jeszcze pokonać w bród parę dużych rzek poprzez szerokie rozlewiska i pobyć z naturą „sam na sam”.

08.02.2024 r. – czwartek – Alpasinabe > droga Nr Rn40 > Chilecito > Nonogasta > Villa Union (obiad – steki Bifo ce Chorizo) > Pampa del Chanar > droga Nr Rp150 > Las Flores > droga Nr Rp149 – nocleg w oddali od szosy na technicznym placu pozostałym po budowie drogi – 510km

Dzisiejszy dzień to dalszy przejazd wzdłuż Andów na południe w kierunku najwyższej góry tego pasma górskiego, Aconcagua – 6962mn.p.m. W okolicy Chilecito mijamy następny okręg produkcji win i zaraz za tym miastem rozpoczyna się najciekawszy odcinek dzisiejszej trasy, przejazd przez przełęcz, fragmentem szutrowej górskiej RN40 do Villa Union. Wspaniałe formacje skalne o zabarwieniu mocnej czerwieni w połączeniu z niesamowitą ilością ogromnych, kwitnących kaktusów, daje niezwykłe doznania widokowe. Dalej to pokonanie sporej odległości nowo położonym asfaltem. Jednak rozległe równiny rozpostarte pomiędzy górami są poprzecinane setkami cieków wodnych, a że na 40-stce nie buduje się mostów, więc droga poprzecinana jest w poprzek wielkimi wybetonowanymi rynnami z obniżeniem terenu o parę metrów tak, aby wody okresowych rzek powstające w czasie opadów mogły swobodnie spłynąć w dół. To powoduje, że trzeba być bardzo czujnym i wypatrywać, co znajduje się na dnie tych przepływów, czasem czyściutko i posprzątane, czasem sporo naniesionego żwiru, piachu i sporych kamieni, czasem rozległe rozlewisko wartko przepływającej wody… Dzisiaj pokonaliśmy chyba kilkaset szt. takich przepływów, nowy asfalt prowokuje do szybszej jazdy, dna obniżeń są widoczne dopiero w ostatniej chwili i nieraz ostre hamowanie ratowało przed wjechanie w taką przeszkodę, a i tak kilka razy wylatywaliśmy na kupie kupie żwiru w powietrze.

Za Las Flores kierujemy się drogą Rp149 w stronę Uspallata, która leży już przy trasie RN7 prowadzącej pod Punta del Inca i Aconcaguę. Około 60km dalej, w oddali od szosy na technicznym placu pozostałym po budowie drogi rozbijamy dzisiejsze obozowisko Toyota In.

24-02-07-08-map

Zdjęcia na razie na Facebooku – kliknij na poniższy link:

https://www.facebook.com/wojtek.ilkiewicz/posts/pfbid0WFmrQHaudrhAsyoK4rF32SzUdx1qvJzhBBseSV4fAkzBZT3e3YMwSojjqPkT37Eil

09.02.2024 r. – piątek - droga Nr Rp149 > Calingosta > Barreal > Uspallata > Punta del Inca > Mendoza – 520km

Ruszamy dzisiejszego ranka na „widokowy” podbój największego szczytu obu Ameryk, czyli Co. Aconcagua 6960 m n.p.m. Kontynuujemy jazdę drogą Rp149. Przed Barreal otwiera się nam zielona dolina rozpostarta pomiędzy surowymi górami. Jest to wielki okręg sadowniczy. Z Barreal kierujemy się szutrową drogą w kierunku przełęczy Uspallata i małej osady o tej samej nazwie. Tam też wpadamy na wspaniałą asfaltową drogę nr 7 , biegnącą z Mendozy do granicy z Chile i łączącą zarazem stolice obu państw, Buenos Aires z Santiago de Chile. Teraz szerokim wąwozem pniemy się dalej pod szczyt, na zachód, wzdłuż rzeki Rio Mendoza, aby po 70 km zatrzymać się w miejscu, gdzie roztacza się zwykle panoramiczny widok na Co. Aconcagua. Niestety dzisiaj chmury zasnuły niebo i z widoków na szczyt „nici”, musimy się zadowolić widokówkowym obrazem i odrobiną wspomnieniowej wyobraźni… przecież w 2010r. było nam ten obraz zobaczyć na żywo… Zwiedzamy za to inkaski most „Puente del Inca”. Przełęcz Uspallata, jak i ów most już za inkaskich czasów miał strategiczne znaczenie! Dalsza część trasy to przejazd drogą nr 7 do Mendozy. Na miejscu jedną przecznicę od Plaza Independencja wynajmujemy pokój w Hotel Castillo, który zaoferował również zamykany parking (30tys.peso pok.2os z klimą i śniadaniem + 3,5tys.peso parking). Zostajemy w Mendozie dwa dni.

Zdjęcia na razie na Facebooku – kliknij na poniższy link:

https://www.facebook.com/wojtek.ilkiewicz/posts/pfbid0WEMsxBNMAJXrha8vZLLTLP9soSseTcBP8Y6zatX7EcoUBvYLgvQ8Ko81dXst15txl

10.02.2024 r. – sobota – Mendoza -zwiedzanie

Od rana zwiedzamy zielone miasto Mendozę, stolicę argentyńskiego winiarstwa. Przyjemne place, parki, zacienione platanami ulice i aleje. Plan miasta wygląda jak plansza szachownicy. Główny plac Plaza Independencja, a w każdym z jego rogów oddalone o jedną przecznicę cztery place: Plaza Italia, Espana, Chile i San Martin. Od ostatniej naszej bytności w tym mieście, wydaję się nam jakby wszystko mocno zaniedbane Całe przedpołudnie pochłania nam obejście wszystkich ciekawych miejsc. Przyjemna pogoda i klimat panujący w tym mieście czyni zwiedzanie przyjemnym spacerem!

Rano wykupiliśmy w miejscowym biurze podroży wycieczkę do dwóch bodeg i do tłoczni oliwy z oliwek (pięciogodzinna wycieczka 15tys.peso od os.). O 14:00 meldujemy się pod biurem i ruszamy małym busem z przewodniczka na trasę w kierunku doliny Maipu. Najpierw odwiedzamy bodegę Vistandes. Wydaje się, że ta nowa i nowoczesna winnica zatraca wyobrażenie o tradycyjnych, nam znanych standardach produkcji wina. Tu produkcja wina jest wielkomasowa, zachowująca jednak wszelkie standardy najwyższej jakości! W żaden sposób nie można porównać produkcji win w tym rejonie z popularną naszą wyobraźnią dotyczącą tego jak produkuje się wina w Austrii, lub Włoszech w małych rodzinnych winnicach. Tu słońce świeci okrągłe lato, woda dostarczana jest systemem nawadniającym do każdego krzaczka winorośli, a plantacje są wielohektarowe i usytuowane na płaskiej powierzchni. Zwiedzanie kończy się degustacją, która jest wliczona w cenę tej wycieczki.

Kolejno jedziemy do tłoczni oleju „Pasrai”. Drzewka oliwne prawdopodobnie przywędrowały tu z Hiszpanii lub Włoch. Ponownie mechanizacja procesu produkcji, zatraca charakter produktu… ponadto produkowane tu oliwy są co najmniej trzykrotnie droższe i jakby nieco snobistycznym produktem z którego wytwarza się również kosmetyki… Najprzyjemniejszym elementem pobytu w tym miejscu było smakowanie kolejnych odmian oliwy w połączeniu z pieczywem i innymi dodatkami… smakowała wybornie.

Na koniec dzisiejszej wycieczki zajeżdżamy do rodzinnej bodegi Cechin. Wg przewodniczki produkcja wina odbywa się w sposób organiczny, bez użycia środków chemicznych. Tu wyczuwa się zdecydowanie inny nastrój i że produkcja wina jest elementem pasji właścicieli. Zwiedzanie kończymy dość szeroką gatunkowo degustacją, od białych torontes, chardonnay po czerwone cabernet sauvignon i malbec. Po 19:00 jesteśmy z powrotem pod naszym hotelem.

Zdjęcia na razie na Facebooku – kliknij na poniższy link:

https://www.facebook.com/wojtek.ilkiewicz/posts/pfbid02Xi6BRHaNLYZcrvjRpN4nVsF3jShRh2H8PewrB5ADXsJPqLhhhnzgxAhTjM6eUnREl

11.02.2024 r. – niedziela – Mendoza > droga RN40 > Piereditas > droga RN40 – (50% ripio) > Malargue > Bardas Blancas > droga RN40 – 50% ripio > Chos Malal – nocleg w rozlewisku rzeki Neuquen na Camping Municipial – 660km

Mieliśmy nieco inny plan przejazdu, jednak spóźnienie w stosunku do planu wynoszące trzy dni (późniejszy odbiór naszej Toyoty w Valparaiso) spowodowało, że nieco spłaszczyliśmy zygzak przez Andy i raz nie wjedziemy do Chile… jest to najmniej ciekawy odcinek, więc niezbyt tracimy na tym małym skrócie.

Piękny krajobrazowo odcinek drogi Rn 40. Jedziemy cały czas wschodnim brzegiem Andów, pokonując wiele przełęczy i rozległych płaskowyżów rozpostartych pomiędzy górami. Cała trasa jak torcik, raz piękny nowy asfalt, raz kiepska szutrowa (ripio). W tym miejscu wspomnę o ciekawostce występującej przy drogach w całej Argentynie i Chile. Jest tu usytuowanych wiele specyficznych kapliczek oznakowanych czerwonymi flagami przy których znajdują się setki butelek napełnionych wodą. Do tej pory nie wiedzieliśmy, tak do końca, o co chodzi z tymi specyficznymi kapliczkami, teraz już mamy więcej informacji na ten temat – jest to kult związany z podróżowaniem, mocno czczony przez kierowców tirów i miejscowych gauczo – przekazujemy to jako ciekawostkę i zarazem wyjaśnienie tego niezwykłego obyczaju, nie uznawanego przez kościół katolicki, choć krzyż i wizerunki świętych są częścią wystroju tych miejsc.

Oto historia, w 1841 r Deolinda Correa, po śmierci męża musiała opuścić San Juan i wyruszyła przez pustynię wraz ze swoim synkiem do miasta La Rioja. Z powodu wycieńczenia i braku wody umiera, lecz dziecko przeżyło pijąc mleko z piersi swej zmarłej matki. Wiele lat później ponownie w tym samym miejscu pasterz natknęli się na jej grób, a że poszukiwali zaginionego stada bydła pomodlili się do niej o pomoc. O dziwo rano stado się znalazło na pobliskim wzgórzu. Tak narodził się kult Deolindy Correi i stała się ona patronką gauczo, podróżujących i kierowców ciężarówek. Tradycyjnie pozostawia się przy tych kapliczkach butelki wypełnione wodą, tak aby nikomu nie zabrakło jej w podróży i nie podzielił losu patronki. W Chos Malal na nocleg zajeżdżamy na miejscowy Camping Municipial. Mieści się w widłach rozlewiska rzek, cały wieczór spędzamy w rytmach muzyki docierającej z miasteczkowego bulwaru prowadzącego wzdłuż rzeki do baszty na wzgórzu.

24-02-11-map

12.02.2024 r. – poniedziałek – Chos Malal – droga Nr RN40 (asfalt) > Las Lajas > droga Nr Rp242 (asfalt) > + droga Nr Rp23 (ripio) > + droga Nr Rp11 (ripio) > Moquehue > + droga Nr Rp23 (asfalt) > Alumine > Parc Nationale Lanin (ripio) > Rahue (ripio) – nocleg 20km dalej nad rzeką Rio Alumine – 410km

24-02-12-map

13.02.2024 r. – wtorek – Rio Alumine > droga NrRp23 > Pilolil > Maliao > droga Nr Rp60 (asfalt) > Vulcano Lanin (ripio) > granica Argentyna-Chile (Paso Tromen Ó Mamuil Malal, Araucanía) > droga Nr 199 (asfalt) > Curatrehue > droga Nr T-941-S (ripio) > P.N.Villarica (ripio) > droga Nr 199 (asfalt) > Pucon > Villarica > droga Nr S-95-T (asfalt) > Lican Ray > droga Nr T-243-S > Conaripe > droga Nr T-941-S (ripio) > P.N.Villarica – nocleg na wyjeździe z parku na polance w lesie – 280km

Jesteśmy otoczeni zewsząd wulkanicznymi szczytami Andów. Do granicy z Chile jedziemy w towarzystwie wulkanu Lanin (3776 m n.p.m.). To wygasły stratowulkan znajdujący się na granicy między Argentyną i Chile. Po stronie argentyńskiej znajduje się Park Narodowy Lanín, a po stronie chilijskiej Park Narodowy Villarrica. Po przekroczeniu granicy na 20km przed miejscowością Pucon wybieramy trasę przejazdu pomiędzy wulkanami: Villarrica (2840 m n.p.m.) i Quetrupillan (2360 m n.p.m.) Trasa biegnie przez „Parque Nacional Villarrica”, jest dostępna tylko dla aut terenowych 4×4 i ma charakter przeprawowy. Kończąc pisanie tej wiadomości nadal jestem pod wrażeniem widoków jakie mieliśmy dzisiaj podczas przejazdu pomiędzy wulkanami i w żaden sposób nie jestem w stanie tych odczuć przekazać formą opisową – jeśli ktoś będzie w tych okolicach powinien bezwzględnie przejechać tą trasą prowadzącą przez park…

24-02-13-map

Zdjęcia na razie na Facebooku – kliknij na poniższy link:

https://www.facebook.com/wojtek.ilkiewicz/posts/pfbid0XF7fuDR6d532zkf49CpMgnF6fx4Yq4AZABfMURaFDwbvSNxULpWEzpzh4nWgC8Ahl

14.02.2024 r. – środa – P.N.Villarica > droga NrT941S > Conaripe > Calafquen > Panguipulli > Los Lagos > droga Nr5 > Porto Mont > Caleta la Arena > prom (45min) > Caleta Puelche – 350km

24-02-14-map

15.02.2024 r. – czwartek - Caleta Puelche > Hornopiren > prom z Hornopiren do Leptepu (opłata jest za dwa promy na łącznej trasie z Hornopiren do Caleta Gonzales 44tys.peso od auta i po 7tys od osoby) (3h20min) > Leptepu > Flordo Largo > prom do Caleta Gonzalo (40min) > Chaiten – nocleg na plaży w Chaiten - 120km

Rankiem opuszczamy piękne miejsce noclegowe i dość szybko docieramy do małej, portowej miejscowości Hornopiren. Gps prowadzi nas dokładnie do przystani promowej. Za zakrętem ukazuje się porcik i prom, gdzie obsługa portowa przygotowuje się do zamykania pokładu. Błyskawicznie podjeżdżamy i w tym momencie pada pytanie, czy mamy bilety…? odpowiadamy, że nie… pada kolejne pytanie, czy chcemy płynąc tym promem…? chórem odpowiadamy, że tak… to wjeżdżajcie bilety kupicie na promie… Dosłownie za tyłem naszej toyoty zamykają wjazd i po 30sekundach prom odbija od brzegu… coś niesamowitego jakiego mieliśmy farta… przed nami ponad trzy godziny płynięcia. A co na trasie promu… wspaniała słoneczna pogoda i piękne widoki na zatokę, wysepki strzeliście wyrastające z wody, porośnięte bujnym, zielonym lasem, na fiordy i ośnieżone szczyty Andów. Rejs jest tak skonstruowany, że płaci się za bilet do portu Caleta Gonzalo, ale w całej przeprawie musimy płynąć dwoma promami, pierwszy przypływa do przystani Leptepu, gdzie po wyładunku przejeżdżamy 10km na kolach do przystani Flordo Largo i pakujemy się na kolejny prom tych samych gabarytów, gdyż załoga obsługi czuwa aby wszyscy załadowali się na niego. Ostatnim jest rowerzysta, który przez ową dowieziony został pick-upem aby nie było zbytniego opóźnienia… Po pięciu godzinach jesteśmy na stałym lądzie w Caleta Gonzalo i kontynuujemy jazdę do serca tego regionu, jakim jest mała, portowa miejscowość Chaiten. Spacerkiem w kilkanaście minut można obejść całą osadę. Znajdujemy nawet restauracje, gdzie zamawiamy steki… Później lokujemy się na pobliskiej plaży i rozbijamy nasze obozowisko na dzisiejszą noc. O 20:00 przyjechała miejscowa żandarmeria i kazała nam się przenieść na parking, twierdząc, że miejsce jakim jest plaża jest niebezpiecznym terenem… pytam, może będzie tsunami…? nie uśmiechnęli się grzecznie, pozostając przy swoim… jakiś nonsens… nie ma żadnych informacji, że nie można kempingować… Sytuacja ta dotknęła wielu współkempingowiczów, a w szczególności było nam żal grupy młodych turystów, którzy rozbili swoje namioty niedaleko nas i po ciemku musieli przenieść swoje obozowisko…

24-02-15-map

Zdjęcia na razie na Facebooku – kliknij na poniższy link:

https://www.facebook.com/wojtek.ilkiewicz/posts/pfbid0vgzz251rX9yQQgBQqFfJoJY7HN6MpedGHpAxzPEiSCx6JzTjZS2PGpwkgK8wJuFWl

16.02.2024 r. – piątek - Chaiten > droga Nr7 > Villa Santa Lucia > droga Nr235 (ripio) > Puerto Ramirez > > Futaleeufu > granica Chile-Argentyna (1h) > droga Nr Rp259 > Trevelin > Parkque Nacional Los Alerces (cz.pd.) > Trevelin droga Nr72 – nocleg na dojeździe do Parkque Nacional Los Alerces cz. centralna – 10km od Travelin – 250km

24-02-16-map

Zdjęcia na razie na Facebooku – kliknij na poniższy link:

https://www.facebook.com/wojtek.ilkiewicz/posts/pfbid02U89tZQZUisuPHmFJyHJmwzApw7xYSvaKEsHmwBGWCyozJKzMe9xU9BiVFWb2LkLwl

17.02.2024 r. – sobota – Parkque Nacional Los Alerces cz. centralna > droga Nr72 > Puerto Limonao > Caskada Irigoyen > LagoVerde > Lahuan Solitario (trzystuletnie drzewo z gatunku Fitzroya) > Esquel > droga Nr Rp259 > droga Nr RN40 > Tacka > Cabana Cristina > droga Nr Rp19 > Rio Pico > jezioro Nr1 – nocleg w krainie jezior Rio Pico – nocleg nad brzegiem jeziora nr1. - 380km

24-02-17-map

Zdjęcia na razie na Facebooku – kliknij na poniższy link:

https://www.facebook.com/wojtek.ilkiewicz/posts/pfbid02qmCMkTyVYjCMJXDqBpxtz9CvX9RdRa2iLgnuVZsCLauEPhz7Kn3nWvN2enBTrHrPl

18.02.2024 r. – niedziela - Rio Pico – jezioro Nr1 > droga Nr Rp19 (ripio)> jezioro Nr 3 > dojeżdżamy do końca drogi i okazuje się, że nie prowadzi ona do granicy ( na szczęście na końcowym odcinku jechali za nami gospodarze ostatniej posesji i przekazali nam właściwe namiary na drogę do granicy… równoległa trasa nieco na pn.) > powrót 27km do Rio Pico > droga Nr Rp44 (ripio) > +Nr Rp19 (ripio) > Las Pampas > dojazd poprzez prywatne posesje do argentyńskiego punktu granicznego (nie wierzymy, że to przejście może być czynne…?) > wjeżdżając na punkt graniczny musimy otworzyć sami bramkę > drzwi do małego domku straży granicznej zamknięte, pukamy… ktoś otwiera… pytamy czy przejście graniczne jest otwarte…? pada odpowiedź, że tak… Nie wierzymy własnym oczom, ale biorą paszporty i bez komputera na jakiś kartkach dokonują odprawy. Patrzymy na wykaz, a tu w tym roku przekroczyło granicę jedynie ok.20aut. Pytają czy auto ma napęd 4×4 i instruują, że mamy do pokonania dwie rzeki na których nie ma mostów i że chilijski punkt graniczny znajduje się w miejscowości Rio Verde 15km dalej. Jedziemy otwierając bramy kolejnych prywatnych posesji (zabezpieczenia przed migracją bydła). Jest pierwsza rzeka, niezbyt rozległa z widocznym wyjazdem po drugiej stronie > Pod dojeździe do drugiej rzeki nie jest już tak przejrzyście, nurt podzielony jest na dwa duże i rozległe cieki, bez wyraźnego wyjazdu. Pokonanie głębokiej wody to jedno, jednak jak jechać dalej…? Po rozpoznaniu okazało się, że wyjazd znajduje się jakieś 500m wyżej i prowadzi wprost do jakiś zabudowań gospodarczych. Tu też dostajemy info od gospodarza, że jesteśmy na właściwej drodze. Po kolejnych 10km i kilku bramkach, które musimy otworzyć aby dalej przejechać docieramy do chilijskiego punktu granicznego. > Tu ponownie cała odprawa odbywa się na kartkach zapisywanych długopisem w zeszycie ale po 40min jesteśmy odprawieni i jedziemy po stronie chilijskiej nad jezioro Lago Verde, gdzie urządzamy sobie przerwę na obiad. > droga Nr X-13 (ripio) > La Junta > droga Nr7 (asfalt) > Puyuhuapi > Vila Amengual > N.P. De Lastarria – nocleg nad jeziorem Las Torres (Reserva Nacional Lago Las Torres) – 300km

24-02-18-map

Zdjęcia na razie na Facebooku – kliknij na poniższy link:

https://www.facebook.com/wojtek.ilkiewicz/posts/pfbid02FfjFJkzKZQMgytVYf3ij5j7J1×4iupXxRRZcRsCSD9xmGtm5kshLPdgsvRW21M7yl

19.02.2024 r. – poniedziałek – jezioro Las Torres > droga Nr7 (asfalt) > Puerto Aysen > Coyhaique > El Blanco > droga Nr7 (ripio) > Vila Cerro Castillo > 30km przed Puerto Murta – nocleg w rozlewisku rzeki Rio Murta - 330km

Kierujemy się dalej drogą nr 7 na pd. w kierunku stolicy XI regionu Chile, Coihaique. Po drodze zbaczamy nico z trasy do Puerto Aysen. Coihaique to czyste i zadbane 34 tys. miasto, które zostało założone w 1929r. Rozwinęło się w latach 80. XX wieku, kiedy doprowadzono tutaj drogę Carretera Austral. Obecnie jest ważnym ośrodkiem handlowym i turystycznym regionu. Tu po wywiadzie w informacji turystycznej okazało się, że nie wszystkie niegdyś czynne przejścia graniczne do Argentyny są nadal czynne… Mieliśmy zrobić jeszcze dwa zygzaki przez Andy powyżej P.N. Torres del Paine (nie ma drogi lądowej przez Chile do tego parku), zrobimy tylko jeden, gdyż ostatnie przejście do Argentyny na Passo Rrodolfa Roballos jest zamknięte. Ponoć można załatwić jakieś zezwolenie na które czeka się 5dni ale my na takie rozwiązanie nie mamy anin czasu, ani cierpliwości. Już raz ćwiczyliśmy taką sytuację na Passo Socompa i nie chcemy nadrabiać kolejnych 300km po ripio (szutrówka). Takim to sposobem wyznaczyliśmy sobie trasę prowadzącą brzegiem jeziora „Lago General Carrera”. Siódemka do El Blanco już wyasfaltowana, dalej jak przed 14-stu laty… kiepskie ripio. Dzień niepowtarzalnych widoków, szokujących kolorów i niesamowitych krajobrazów… Jedynie drogi bardzo kiepskie, wyrwy, skały, pralka, trzepaczka. Na nocleg udaje nam się podjechać w zakole rzeki Rio Murta, gdzie tym razem nie ma płotków zabezpieczających prywatne posesje, gdyż jest to jedno wielkie żwirowisko – spokój, cisza, przestrzeń i te krajobrazy…

24-02-19-map

Zdjęcia na razie na Facebooku – kliknij na poniższy link:

https://www.facebook.com/wojtek.ilkiewicz/posts/pfbid0vjQLSXctwtnBKsQy9brrTAve6mva2T68Lvr95g7wwXowmcnDxvuPLLVteofCAJ98l

20.02.2024 r. – wtorek – droga Nr7 (ripio) > Puerto Murta > Puerte Tranquilo (rejs po jeziorze Lago General Carrera – 2,5h, 30tys.peso od os. – Santuario de la Naturaleza – Capilla de Marmol) > Puerto Guadal > droga Nr CH-265 (ripio) > Chile Chico > granica Chile-Argentyna (20min.) > droga Nr RN43 (asfalt) > Los Antiguos > jezioro Lago Buenos Aires – nocleg nad jeziorem – 280km

Widoki dzisiejszego dnia raz za razem szokują, przypominając czasem Nową Zelandię czasem Alaskę. W małej osadzie Puerte Tranquilo rozeznajemy możliwość płynięcia łodzią do Santuario de la Naturaleza. Mamy niezwykłe szczęście gdyż właśnie kompletują jedną z łodzi i brakuje im dwóch osób… dosłownie z marszu załapaliśmy się na 2,5h rejs (30tys.peso od os.). Zespół Marmurowych Jaskiń ulokowany jest na polodowcowym jeziorze General Carrera, przez które przebiega granica argentyńsko-chilijska. Z biegiem lat wody jeziora (drugiego co do wielkości w Ameryce Południowej i zarazem najgłębsze na tym kontynencie – 590m) spowodowały erozję przybrzeżnych skarp, tworząc formacje, które obejmują jaskinie i wysepki. Najbardziej znane z nich to Capillas de Mármol (Marmurowa Kaplica) i Catedral de Mármol (Marmurowa Katedra). Jaskinie o niezwykle kolorowym ubarwieniu powstały przez erozję wodną marmuru. Mają ponad 6000 lat i znajdują się w rejonie, który jest największym na świecie złożem tego minerału. Początkowo nie byliśmy zbyt mocno przekonani co do tej wycieczki, jednak to co zobaczyliśmy, szczególnie kolorystyka i kryształy, przerosło naszą wyobraźnię…

Po zakończonym rejsie kontujemy jazdę siódemką do miejscowości Aldana, gdzie odbijamy na wsch. w drogę Nr 265 prowadzącą do Chile Chico. To najciekawszy odcinek trasy prowadzący południowym, klifowym brzegiem jeziora Lago General Carrera. Przepiękne skaliste brzegi jeziora wpołączeniu z tonią wody tworzą nieprawdopodobne krajobrazy. Po 250km mozolnej jazdy wąską wyboistą i krętą szutrową drogą, pod wieczór docieramy do miejscowości Chile Chico. Jeszcze tego dnia przekraczamy granice z Argentyną (20min) i w Los Antiguos już po drugiej stronie uzupełniamy zapasy. Po pierwsze, że w Argentynie jest wszystko o połowę tańsze jak w Chile, po drugie, że bzdurne przepisy celno-graniczne zabraniają przewożenia takich produktów spożywczych jak: mięso, sery, owoce, warzywa, miód… szczególnie mocno jest to kontrolowane po stronie chilijskiej, gdzie podpisuje się odpowiednie deklaracje i poddaje kontroli przez specjalne służby graniczne, w Argentynie w zależności jak się trafi…? ale mieliśmy z tym też czasem przeprawy… 25km dalej nad brzegami tego samego jeziora, lecz po stronie argentyńskiej noszącego nazwę Lago Buenos Aires zakładamy dzisiejszą bazę noclegową. To był niezwykły dzień…

24-02-20-map

Zdjęcia na razie na Facebooku – kliknij na poniższy link:

https://www.facebook.com/wojtek.ilkiewicz/posts/pfbid024KjoLvMHyGw4giiM3ZN5BF9zgqKPRgZeLbpCYnZUwMyJHmtwvAVo5dySMS3bMkwbl

21.02.2024 r. – środa – Lago Buenos Aires > droga RN43 (asfalt) > Perito Moreno > droga RN40 (asfalt) > Bajo Caracoles > Estancia la Verde > droga RN40 (ripio) > Tres Lagos > droga RN40 (asfalt) > + droga Rp23 (asfalt) > El Schalten – 630km

W Perito Moreno wpadamy na drogę RN40 i kontujemy jazdę na południe. To najdzikszy i najbardziej monotonny odcinek tej trasy. Pustkowie niesamowite, kompletny brak życia, jedynie guanako (odmiana lamy o krótkim włosiu) i nandu (tutejsza nazwa strusi zasiedlających te tereny) spotykamy po drodze. Porównując to z syberyjskimi bezkresami, możemy stwierdzić że tu chyba jest większe odludzie… odcinek ponad 500 km pozbawiony w zasadzie możliwości tankowania, na jednej ze stacji nie było paliwa. Byłby zapewne wyzwaniem gdybyśmy jechali tu na motocyklu. W porównaniu 14lat wstecz część trasy ma już nawierzchnię asfaltową, ale duża część dalej to szuter, pralka i trzęsawka w dodatku czasem gruby, sypki i zalegający grubą warstwą, co jest nie lada wezwaniem dla motocyklistów. To parę uwag i informacji dla tych którzy chcieliby pokonywać tą trasę motocyklem. W okresie tutejszego lata uciążliwością są również wysoka temperatura i porywisty wiatr. Trasa jest mało uczęszczana, a głównymi użytkownikami są motocykliści na małych (250cm³) motocyklach… z tych większych to w zasadzie jedynie BMW i jeźdźcy z Brazylii, których tu jest najwięcej. Na trasie na wysokości Bajo Caracoles mogliśmy podjechać do Cueva de las Manos, gdzie znajdują się malowidła naskalne sprzed 7-10 tys. lat p.n.e wykonane przez miejscowych Indian. Jednak będąc tam poprzednim razem nie widzimy obecnie takiej potrzeby, osobiście byłem tam już dwa razy i oczywiście każdego, kto tu będzie po raz pierwszy namawiam do odwiedzenia tego miejsca… $0 km za osadą Tres Lagos zbaczamy z cterdziestki na zach. w drogę Nr Rp23 i po 75km docieramy do miasteczka El Chalten, położonego u podnóża masywu górskiego Fitz Roy (3441 m.n.p.m). Ostatnie 90 km to spektakl w wykonaniu natury, przed nami w pełnej krasie, choć w chmurach Fitz Roy. Ostatnio oglądaliśmy go w słońcu, tym razem w odmiennej scenerii. Myśleliśmy, że wynajmiemy pokój w pensjonacie, lecz tutejsze ceny dosłownie zabijają, ca byle co liczą sobie ponad 200$, twierdząc, że przecież to jest El Schalten…? Lokujemy się więc na parkingu obok informacji turystycznej, gdzie wszyscy kamperowicze i inni zmotoryzowani 4×4 z własnym spaniem kempingują… nawet jest sławojka. Pomni panujących tu cen, podczas obiadu, kiedy mieliśmy dostęp do internetu, zamówiliśmy przez Booking zakwaterowanie w El Calafate (100$ za dwie noce), w końcu po dwóch tygodniach od ostatniego spania w hotelu należy się nieco oprać i odświeżyć… (42 dzień podroży)

24-02-21-map

22.02.2024 r. – czwartek - El Schalten > Chorrillo del Salto, El Chalten > Puerto Bahía Tunel > droga Rp23 > +droga RN40 (asfalt) > El Calafate – nocleg Alojamiento Los Guanacos - 230km

Niestety od rana pogoda nie rozpieszcza, nie dość, że zimno to jeszcze mży. Ponieważ jesteśmy tu kolejny raz, zasięgamy informacji co byłoby jeszcze możliwe do zobaczenia podczas takiej aury, o wejściu na Fitz Royoa nawet nie marzymy, gdyż od rana zakryty grubą warstwą chmur…:) Jedyną atrakcją pozostaje zobaczenie wodospadu Chorrillo del Salto, co też czynimy… Na dalszej trasie zajeżdżamy jeszcze do Puerto Bahía Tunel położonego nad jeziorem Lago Viedma, lecz obecnie miejsce to opustoszało, gdyż lodowiec do którego można było kiedyś dopłynąć stateczkiem z tego porciku, nie spływa już swym jęzorem do wód jeziora, tylko cofnął się mocno w ląd… atrakcja umarła śmiercią naturalną… ocieplenie klimatu…

Wczesnym popołudniem jesteśmy w El Calafate i realizujemy dzisiejszy program techniczny… jest pralnia, uzbierało się 18kg (18tys peso – ok 70zł)… jest supermarket z prawdziwego zdarzenia, wino (ok4tys peso), rum Havana Club (1litr 8tys.peso), jogurt (tysiąc peso), sery, pieczywo i inne artykuły w przeliczeniu w podobnej cenie jak w Polsce… owoce i warzywa dużo tańsze, dorodne i smaczne czereśnie kupowaliśmy po 1800peso, około 7zł kilogram. Po codzienny jedzeniu steków przyszedł wreszcie czas na pizzę, gdyż parille otwierają późnym wieczorem, zza szyby możemy teraz oglądać jak pieką się baranie półtusze.

Po krótkim spacerze lokujemy się w naszym pensjonacie, raczej agroturystyce położonej na nowo powstałych peryferiach tego kurortu (Alojamiento Los Guanacos, 100$ za dwie noce).

24-02-22-map

Zdjęcia na razie na Facebooku – kliknij na poniższy link:

https://www.facebook.com/wojtek.ilkiewicz/posts/pfbid0jLuCg2d41KeFwf1VNsmoVtojop5quRxdgyxNe7HMpiVMbbUTvoFHnJDbggnurGsQl

23.02.2024 r. – piątek - El Schalten

Dzień totalnego odpoczynku, jedyna działalność to obiad w centrum i zwiedzenie, o dziwo muzeum zabawek… to chyba jakieś zboczenie zawodowe aby zwiedzać takie miejsce w moim przypadku… (wstęp 10tys. Peso od os.). Odwiedziliśmy też parę sklepów z pamiątkowymi gadżetami, gdzie okazało się, że wszystko jest cholernie drogie, tak 100% do cen w pozostałych miejscach w Argentynie… nawet kurs dolara się jakby umocnił, gdyż płacą jedynie 1000peso za dolara…? (w Salcie było 1200). Prawda jest taka, że nadmiar turystów powoduje taką sytuację w końcu jesteśmy tuż obok największego lodowca świata, Perito Moreno…

Zdjęcia na razie na Facebooku – kliknij na poniższy link:

https://www.facebook.com/wojtek.ilkiewicz/posts/pfbid0ZLLfgeT8nwJRk2qaGV2HzDnEvYFX4vmZNKokbdKUk8zCeTgMSrXkbTChhkLSYxdml

24.02.2024 r. – sobota - El Schalten > droga Rp11 (asfalt) > Glaciar Perito Moreno (Parque Nacional Los Glacieres) (wstęp/wjazd 12tys.peso od os. – ok.50zł) > Punta bandera > droga Rp11 (asfalt) > El Calafate > droga Rp11 (asfalt|) > +droga RN40 (asfalt) – 10km od wjazdu na czterdziestkę nocleg przy małym potoczku, tuż obok drogi - 210km

Dziś cały dzień postanowiliśmy przeznaczyć na zwiedzanie Parku Narodowego Los Glaciares i podziwianie jednego z najwspanialszych lodowców świata Perito Moreno. Ponownie jesteśmy w tym miejscu po 14-stu latach, a ja osobiście podziwiam to cudo natury już czwarty raz (2005, 2008, 2010, 2024). I tym razem, ponownie mamy nieprawdopodobną pogodę, bezwietrznie, pełny lazur nieba i temp. 20ºC – cudownie… Wstęp do parku 12tys. ar.peso. Fundujemy sobie również godzinny rejs stateczkiem spacerowym pod czoło lodowego masywu. Impreza taka kosztuje obecnie 45tys.peso od osoby. Podziwiamy wspaniałe widoki na 70-cio metrowe czoło lodowca i obserwujemy jak raz za razem lodowiec się „cieli”, czyli odrywają się potężne bryły lodu, które z niesamowitym hukiem wpadają do wody. Odwiedzam to miejsce już czwarty raz i za każdym razem lodowiec Perito Moreno ukazuje całkowicie inne swoje oblicze. Zdarza się, że o tej porze roku czoło lodowca opiera się o przeciwległy brzeg jeziora Lago Argentino tworząc naturalną tamę lodową, rozdzielając go na dwie części. Obecnie woda przepływa przez wąską cieśninę gdzie mieszają się wody dwóch części jeziora, brunatna do południa i błękitna od północy. Oświetlające czoło lodowca słońce wyzwala pomiędzy szczelinami intensywny odcień błękitu. Obserwując z tarasów widokowych ten cud natury, co kilka minut słyszymy jak trzeszczy i zachowuje się wybuchowo, gdy odpada mu jakaś ściana lub jej fragment. My doczekaliśmy się takiego spektaklu, gdyż nie zawsze jest taka szansa. Wrażenie niesamowite, gdy jest się świadkiem kiedy lodowiec „cieli się” i do wody spada z hukiem mająca ponad pięćdziesiąt metrów ściana lodu. To niezwykły spektakl światła i dźwięku w wykonaniu natury. W tej atmosferze przebywamy jeszcze kilka godzin sycąc swoje zmysły. Wspaniała symfonia dźwięków, tego nie da się opisać to trzeba zobaczyć, słyszeć i czuć… Dla tej całej gamy doznań przyjeżdżają tu ludzie z całego Świata. Obecnie mocno rozbudowano system ścieżek i tarasów, można spacerować wokół czoła lodowca na dystansie kilku km, aż do poru Perito Moreno, skąd wypływają wycieczkowe stateczki.

Zdjęcia na razie na Facebooku – kliknij na poniższy link:

https://www.facebook.com/wojtek.ilkiewicz/posts/pfbid0DwodFUs6tc76bSfqhRd6JDKFgpaBogsNX63v6tuE1zgJPEaEDYvAAm3bvf9aTb13l

25.02.2024 r. – niedziela – 20km za El Chalten > droga RN40 (asfalt) > El centro > droga Nr Rp7 (ripio) > Estancja Tapi Aike > droga RN40 (asfalt) > Canha Carrera > granica Argentyne – Chile (40min – trafiliśmy na dwa autobusy z turystami) > droga Nr Y-205 > Cero Castillo > droga Nr Y-150 > Lago Amarga > Amarga (wstęp do N.P. Torres del Paine – na 3dni 32tys.peso od os.) > Lago Nordenskiold > wodospad Salto Grande > Lago Pehoe > nocleg – Camping Lago Pehoe, Torres del Painé (16tys.peso od os.) - 260km

Jadąc dalej na południe drogą Nr40, granicę przekraczamy na małym przejściu oddalonym 10 km od tej drogi. Wjeżdżając do Chile najwięcej czasu zajmuje skrupulatna kontrola sanitarna, gdyż zakazane jest przewożenie mięsa i jego przetworów oraz owoców i warzyw w wersji naturalnej. Po pokonaniu 40 km wjeżdżamy do Torres del Paine (wstęp 32.000 chilijskich peso od osoby, przypominamy 1 dolar USD – 900 peso). Największe wrażenie powodują góry w kształcie wież oraz kaskadowo położone jeziora, gdzie każde z nich ma inną barwę. Drzewa wyglądają specyficznie, jakby poprzyczepiały się do nich inne rośliny, a ponieważ każda z nich ma inny kolor i strukturę, wygląda to jakby drzewa były specjalnie na przyjazd turystów poprzystrajane, a to po prostu tylko pasożyty(u nas tą rolę pełni jemioła). Ponownie 260km wspaniałych widoków przy wspaniałej pogodzie… Nie będę opisywał wszystkich wrażeń i krajobrazów, ale powiem jedynie, że mamy ponownie szczęście i widzimy obrazy tych miejsc w niesamowitej kolorystyce i pogodzie jaka zaszczyciła nas dzisiejszego dnia… Ponowne stwierdzamy że jest to jeden z cudów natury otaczającego nas Świata. Kolejno objeżdżamy szereg jeziorek o nieprawdopodobnej toni. Może się wydawać, że zdjęcia masywu górskiego Torrez del Paine robimy z jednego miejsca, lecz to tylko złudzenie, każde ujęcie jest wykonane znad kolejnego jeziora, a przy tej pogodzie, to aż zal nie zrobić następnego ujęcia. Na koniec dzisiejszego dnia objeżdżamy jezioro „Lago Pehoe” o wspaniałej szmaragdowej toni i podziwiamy wspaniale wkomponowany w wulkaniczne skały wodospad, przez który przelewają się wody z następnego, kaskadowo umieszczonego jeziora „Lago Nordenskjold”. Cały czas towarzyszy nam kryształowa, lazurowa pogoda i widok na wspaniały masyw górski „Torres del Paine” i „Cerro Paine Grande” z największym szczytem „Cumbre Principal” (3050 m n.p.m.). W parku w symbiozie z turystami żyje mnóstwo zwierząt: guanako (odmiana lam), strusie nandu, lisy, pumy, orły Traro, dzikie gęsi i mnóstwo innych egzotycznych ptaków których nazw nie znamy. Nocleg, jak to w parku, musimy spędzić na wyznaczonym kempingu (nie można nocować byle gdzie), my zatrzymaliśmy się na tym samym, co 14lat wstecz Camping Lago Pehoe, Torres del Painé (16tys.peso od os.). Musimy w tym miejscu podkreślić jedną sprawę, taką pogodę jaką zafundowała nam aura dzisiaj, można potraktować jak wielką wygraną, gdyż w większości wypadków rejon ten słynie z pochmurnej i deszczowej pogody. Jestem tu na przestrzeni 18-stu lat, już czwarty raz i chyba dopiero dzisiaj zasłużyłem na taką nagrodę…

24-02-24-25-map

Zdjęcia na razie na Facebooku – kliknij na poniższy link:

https://www.facebook.com/wojtek.ilkiewicz/posts/pfbid0hM94e9AMHs86Knqc6PWtLgoarDNur5jg8VzBci42WbNu6xAowKtVkx9A6sb78kUJl

26.02.2024 r. – poniedziałek – N.P. Torres del Paine > Camping Lago Pehoe > Lago Pehoe > Lago Grey > treking 6km -2h do Mirador Lago Grey > Torres de Paine > Cascada Rio Paine > Lago Azul > nocleg – Camping Laguna Azul (30tys.peso od kampera) – 120km

Dalsze zwiedzanie Parku Narodowego Torres del Paine. Park Narodowy Torres del Paine położony jest na skrajnym południu Chile, w regionie Magallanes i chilijskiej Antarktydzie . Został uznany przez UNESCO za Rezerwat Biosfery w 1978 roku i jest uważany za najważniejszy park narodowy w Chile. Największą atrakcją jest spektakularna przyroda rzeźby, gór, lodowców, jezior oraz flory i fauny, która czyni go idealnym miejscem do uprawiania ekoturystyki. Krajobraz Parku Narodowego Torres del Paine został ukształtowany przez ruchy ziemi, które miały miejsce 12 milionów lat temu, w wyniku czego powstały imponujące szczyty, takie jak Monte Paine Grande, Los Cuernos del Paine, Torres del Paine, Fortaleza, Escudo, gdzie w niektórych z nich pozostały jeszcze lodowce. Ze względu na bliskość Południowego Pola Lodowego, w Parku Narodowym Torres del Paine znajdują się niezliczone rzeki, laguny i jeziora, które powstały w wyniku topnienia lodowców. Wśród jezior wyróżniają się Sarmiento, Nordenskjold, Pehoé, de Grey, Paine i Dickson, a także laguny różnej wielkości: m.in. Verde, Azul i Honda. Największe rzeki to Pingo, Paine, Serrano i Gray. Najważniejszym z nich jest Paine, którego początek bierze się z jeziora Dickson, które graniczy z masywem od wschodu, przecinając kilka jezior i wpadając do jeziora Toro. Na swojej trasie rzeka tworzy trzy spektakularne wodospady: Paine, Salto Grande i Salto Chico.

Z naszej dzisiejszej bazy wyruszamy nad jezioro „Lago Grey”. Roztacza się z niego wspaniały widok na lodowiec „Glaciar Grey”, którego cielące się potężne bryły lodowe, tworzą pływające góry po powierzchni jeziora. Aby zobaczyć nieco z bliższa lodowiec Glaciar Grey wybraliśmy się na dwugodzinny treking w otoczeniu niesamowitej ilości przyrodniczych cudów. Lodowiec dużo mniejszy od Perito Moreno i nie ma możliwości zobaczyć go z bliska, rejs do czoła lodowca to 3h płynięcia stateczkiem.

Po dzisiejszym przejeździe po parku na nocleg zatrzymujemy się ponownie w parku nad jeziorem Lago Azul, na kempingu Camping Laguna Azul (30tys.peso od kampera). Pogoda nadal wspaniała więc wykorzystujemy okazję aby rozkoszować się widokami…

24-02-26-map

Zdjęcia na razie na Facebooku – kliknij na poniższy link:

https://www.facebook.com/wojtek.ilkiewicz/posts/pfbid02Czepu9TrUNQPvMkBuoK13HhUtfAvfhh8zZQGKnWTf8wRRn51eqPmbQMZkt4ypcdol

Dalszy plan:

18-elchalten-torres-del-paine-porto-natales

27/28/29.02.2024 – poniedziałek/wtorek/środa/czwartek – Torres de Paine, Magallanes, Chile > Puerto Natales, Natales, Magallanes, Chile – 600km

0102/03/04.03.2024 – piątek/sobota/niedziela/poniedziałek – Puerto Natales > Punta Arenas, Magallanes, Chile > Cieśnina Magellana – Campo Cerro Manantiales, Primavera, Magallanes, Chile > Ushuaia, Ziemia Ognista, Argentyna – 900km

19-porto-natales-punta-arenas-puertoprogresomagelana-ushuaia

05/06.03.2024 – wtorek/środa – Ushuaia – pobyt

07/08.03.2024 – czwartek/piątek Dni zapasowe…

09.03.2024 ÷ 19.03.2024 – Wyprawa na Antarktydę

Miejsce wypłynięcia: Ushuaia, statek Arctic Endeavour

Trasa: Ushuaia, kanał Beagle, Cieśnina Drake’a, Południowe Szetlandy, Antarktyda, Ushuaia,

Zakwaterowanie: Ushuaia, 1 nocleg w hotel turystyczny 3*, podczas rejsu kajuta 2os. na statku

Posiłki:1 x śniadanie w Ushuaia; podczas rejsu pełne wyżywienie oferowane na statku

rejs-antarktyda

Szczegółowy program wyprawy:

Dzień 1 – 09.03.2024 sobota - Ushuaia – nocleg w Ushuaia

Dzień 2 – 10.03.2024 niedziela – Ushuaia kanał Beagle. Dzień wolny w Ushuaia na aklimatyzację. Wieczorem zakwaterowanie na statku i kolacja powitalna. Żegnając ostatnie światła Ushuaia wpływamy do kanału Beagle by z pokładu statku zobaczyć pierwsze kolonie lwów morskich, pingwinów Magellana, skalnych kormoranów, petreli i albatrosów czarnobrewych.

Dzień 3 i 4 – 11/12.03.2024 poniedziałek/wtorek - Rejs na Antarktydę, Cieśnina Drake’a

Przepłynięcie przez niesławną Cieśninę Drake’a, położoną pomiędzy zachodnią Antarktydą, a Ziemią Ognistą. Bądźmy przygotowani na wszystko, pogoda czasem bywa nieprzewidywalna. Czasem ocean jest spokojny jak tafla jeziora, ale czasem przypomina wysokimi falami o swej złej sławie. Czuć powiew chłodniejszego powietrza. Dwa dni na statku to czas na lekturę, prezentacje badań naukowców, naukę o geologii i hihisstorii kontynentu ale również czas cieszenia się udogodnieniami na pokładzie jak jacuzzi, siłownia czy joga, rozmowy w barze lub po prostu pobycie ze sobą wpatrując się w bezkres oceanu i szum wysokich fal. Z każdą godziną jesteśmy coraz bliżej celu wyprawyy, na południowym krańcu świata. Przenikamy powoli do wód Oceanu Antarktycznego przez strefę konwergencji antarktycznej, wąski pas gdzie zimne wody z południa wślizgują się pod cieplejsze wody płynące z równika. Można już wypatrywać albatrosy, wieloryby i zarys zimnego lądu na horyzoncie.

Dzień 5, 6, 7 i 8 – 13/14/15/16.03.2024 środa/czwartek/piątek/sobota – Południowe Szetlandy, Antarktyda

Jesteśmy u celu wyprawy. To spełnienie marzeń wielu, by postawić stopę na Antarktydzie. Podpłynięcie zodiakami na ląd, na trasie zwiedzania są Szetlandy Południowe, a także Deception Island, gdzie w wygasłym kraterze znajdują się zabudowania dawnych baz wielorybniczych. Możliwa wizyta w bazie antarktycznej i poznanie życia polarników. Podziwianie surowych krajobrazów, gór lodowych i pięknej przyrody w nieskazitelnej ciszy. Wisienką na torcie jest obserwacja zwierząt przystosowanych do życia w trudnych warunkach jak jak lamparty morskie, pingwiny Adeli, foki Rossa, słoni morskich. To dni pełne niezapomnianych wrażeń.

rejs-na-polwysep-antarktyczny-i-szetlandy-poludniowe-mapa

Dzień 9 i 10 – 17/18.03.2024 niedziela/poniedziałek - Rejs powrotny do Ushuaia

Rejs powrotny przez Cieśninnę Drake’a, której burzliwe wody stanowiły szereg opowieści żeglarzy, którym udało się ją przepłynąć. Pożegnanie z lodowym krajobrazem Antarktydy. Ostatnie pokładowe rozmowy, zajęcia, czas na lekturę.

antarktyda

Dzień 11 – 19.03.2024 wtorek – Ushuaia

Poranne wpłynięcie do kanału Beagle i wyokrętowanie w Ushuaia. Koniec wyprawy na Antarktydę.

20/21/22.03.2024 – środa/czwartek/piątek – Ushuaia > Río Gallegos, Santa Cruz, Argentyna > Puerto San Julián, Santa Cruz, Argentyna > Bosques Petrificados de Jaramillo National Park (NP Skamieniały Las), Santa Cruz, Argentyna – 1200km

20-ushuaia-skamienialylas

23/24/25.03.2024 – sobota/niedziela/poniedziałek – Bosques Petrificados de Jaramillo National Park (NP Skamieniały Las), Santa Cruz, Argentyna > Punta Tombo, Chubut, Argentyna > Puerto Pirámides, Chubut, Argentyna > Punta Delgada, Chubut, Argentyna > Estancia Punta Nte., Chubut, Argentyna > Puerto Pirámides – 1200km

21-skamienialylas-puntatombo-puertopiramidas

26/27.03.2024 – wtorek/środa – Puerto Pirámides > Buenos Aires – 1400km

22-puertopiramides-buenosaires

28.03.2024 – czwartek – Buenos Aires Wylot: 13:00 28 mar 2024 (czw.) Buenos Aires, Ezeiza, Argentyna, (EZE) > Barcelona Przylot: 05:30 29 mar 2024 (pt.) Barcelona, El Prat, Hiszpania, (BCN) Linia lotnicza: Vueling, Lot: 9782

29.03.2024 – piątek – Barcelona – transfer autobusem do centrum i kolejno autobusem na lotnisko Girona – Costa Brava. (2x One way: Barcelona to Girona Airport (4+)) – bilet zakupiony

Wylot: 15:30, 29 mar 2024 (pt.) Barcelona, Girona – Costa Brava, Hiszpania, (GRO)

Przylot: 18:10, 29 mar 2024 (pt.) Kraków, Balice, Polska, (KRK) Linia lotnicza: Ryanair Lot: 8673

Wieczorem przyjazd do naszej „Chałupy na Górce”