22-11-27-30-wks-burkinafaso

30.11.2022 – środa - Ferkessedougou > Kajakala > Sikolo > Nassran > Park „Parc National Comoe” > Tehini > Varale > Doropo > granica WKS – Burkina Faso > Kampti – nocleg na posterunku miejscowej żandarmerii – 310km

Rano podejmujemy decyzję, spróbujemy wyjechać z WKS i dostać się do Burkina Faso, granicą położoną prawie 300km na wschód, jadąc drogą nr 12 do Tioboulounao. Pierwsze 90km idzie doskonale, gdyż jedziemy nową drogą wybudowaną przez Chińczyków i do tego prawie zupełnie pustą, poprowadzoną przez sawannę, pomiędzy nielicznymi wioskami.

Tymczasem dzwoni pani konsul i jeszcze raz prosi nas o odwrót od zamierzonego planu, rzecz jasna dziękujemy jej za opiekę, ale zawrócimy dopiero wtedy, gdy wykorzystamy wszystkie możliwości. Powiedziała: „Czyli po tym wszystkim co państwu powiedziałam, nadal chcecie tam jechać?”… odpowiedź brzmiała… TAK!

afryka-2022-23

Za Nassran kończy się asfalt i przez kolejne prawie 150km, poruszamy się nieźle utrzymaną drogą gruntową, prowadzącą północnym obrzeżem „Parku Narodowego Komoe”. Utworzony został w 1968r., jego nazwa pochodzi od przepływającej przez jego terytorium rzeki Komoe. W 1983r. wpisany został na listę UNESCO. Na trasie mijamy zaledwie kilka małych osad, natomiast co do zwierząt, to napotykamy jedynie na jaszczurkowatą odmianę ziemnych wiewiórek i dużą ilość kolorowych ptaków. Teraz usilnie próbuje się do nas dodzwonić ktoś z Warszawy, dzwoni namolnie przez kilka minut, no cóż… odbieram. Po drugiej stronie mężczyzna mówi komunikat: „niech pani nie odrzuca połączenia i wysłucha, co mam pani do powiedzenia. Dzwonię z MSZ… i znów płyną wszystkie ostrzeżenia i prośby o powrót… uprzejmie dziękujemy i… realizujemy nasz projekt. Na asfalt wjeżdżamy dopiero na 30km przed granicą w Varale. Ponieważ mamy już ostemplowane karnety, to szerokim łukiem (udajemy, że go nie widzimy), omijamy Urząd Celny w Doropo, 10km od faktycznej granicy. Tym razem nie pokazujemy żadnych zezwoleń na wjazd do WKS, jedynie paszporty z wizą. Niezwykle sympatyczni pogranicznicy, zaangażowani byli w tym czasie w mecz z Mistrzostw Świata w Katarze. Czekając, zagadujemy ich a to Lewandowskim, a to przynieśliśmy im prezenty… robiliśmy wszystko, byle tylko nie padły żadne magiczne pytania, po których nasza podróż zawróci. Bez żadnych zbędnych pytań, po pół godzinie wpisywania danych w zeszyty, jesteśmy odprawieni i jedziemy na stronę Burkina Faso… o karnety nikt nawet nie zagadnął? Odetchnęliśmy, udało się… kto próbuje, może przegrać… ale kto nie próbuje… już przegrał! Po drugiej stronie, wszystko przebiegło równie sprawnie, karnety otwieramy w biurze na wjeździe do małej osady Kampti i już przed 17.00 jesteśmy wolni i szukamy miejsca na nocleg. Ponieważ jutro mamy zamiar zwiedzić ruiny dawnych osad w Loropeni „Les Ruines de Loropeni”, w Kampti skręcamy na północ, w drogę prowadzącą do nich. Już po skręcie, podjechał do nas żołnierz na małym motorku i kazał zawrócić pod miejscowy posterunek żandarmerii. I się zaczęło! Dlaczego w ogóle? Dlaczego tędy? Czy wiemy, że Burkina Faso w obecnym czasie jest niebezpieczna, że grasują terroryści i porywacze! Zarządzono dokładne sprawdzenie aut, tak jakby to właśnie my, bylibyśmy tymi terrorystami. Zażądano jakiś specjalnych zezwoleń na przejazd tym terenem, kompletny bezsens i totalny bałagan. Po 30 minutach, przybył szef posterunku i zaczął wymyślać jakieś inne dziwactwa, łącznie z pytaniem jak się tutaj znaleźliśmy? Twierdzimy iż poprzez konsula tego kraju, wizy wyrobiliśmy w Berlinie, za które zapłaciliśmy i żadnych innych zezwoleń nie potrzebujemy. Legalnie przekroczyliśmy granicę i chcemy dalej kontynuować podróż. Cała przepychanka trwała ponad 2h, po czym powiedziano nam, że mamy jechać do najbliższego miasta Gaoua, oddalonego o 40km i tam pozostać na nocleg w hotelu. Ponieważ zrobiła się prawie ósma, nastała całkowita ciemność, zdecydowanie oświadczyliśmy, że po nocy w Afryce nie podróżujemy i siłą rzeczy oraz naszych argumentów, pozwolono nam pozostać na nocleg, na zapleczu posterunku. Rano przyjedzie umyślny i coś postanowi. Z jednej strony, cieszyliśmy się iż udało nam się wyjechać z WKS, a zarazem przerażają nas te wszystkie ceremonie bezpieczeństwa w tym kraju do którego dotarliśmy… hm… poddajemy się sytuacji.

01.12.2022 – czwartek – Kampti > Gaoua – nocleg w bazie żandarmerii w Gaoua – 40km

Rano, już o ósmej jesteśmy gotowi do drogi. Jednak szef posterunku nie zezwala nam jechać bez eskorty, toteż zwiedzanie ruin „Les Ruines de Loropeni’ całkowicie nie wchodzi w grę, a do Gaoua daje nam konwój (Toyota Land Cruiser z trzema żołnierzami). Mamy jechać bezpośrednio do bazy żandarmerii i rozmawiać z głównym komendantem. Na miejscu, ponownie pytania z palety tych zadawanych wczorajszego wieczora. Po wyjaśnieniach, już nikt nie żąda dodatkowych zezwoleń, niby wszystko jest jasne, nakazali czekać… toteż czekamy, godzinę, dwie, trzy, co chwilę pytamy co dalej mamy robić? Dlaczego nas nie puszczają? Odpowiedź jest zawsze jedna… chodzi o nasze bezpieczeństwo. Takim to sposobem, bezpiecznie przestaliśmy w cieniu drzew aż do wieczora, po czym poinformowano nas iż jutro przyjedzie szef wszystkich szefów i zadecyduje co ma się z nami dziać dalej. Żandarmi przynieśli nam dużo wody do picia (w tradycyjnych plastikowych woreczkach), a nawet zaprowadzili mnie do miejsca, gdzie możemy się umyć pod prysznicem. Kiedy już prawie cieszyła mnie wizja umycia się, a żandarm w ramach demonstracji odkręcał kran i… woda nie poleciała… skwitował to znanym wyświechtanym frazesem… „To jest Afryka!”. W takim układzie zdarzeń, poprosiliśmy ich o wodę do kanistra, by umyć się obok auta. Żandarm zadzwonił do brata i ten z miasteczka, przyjechał na motorku z dwoma kanistrami wody. Myśleliśmy, że tak duża regionalna placówka… posiada wodę w kranie (5 budynków). Miejsce całkiem wygodne i bezpieczne na pozostanie, nie opuszcza nas jednak wrażenie…że czujemy się w jakimś stopniu więźniami. Jakby na to nie patrzeć, zawsze najważniejsze jest nasze bezpieczeństwo. Burkina Faso bardzo zmieniła się w tym zakresie od ostatnich 7lat, kiedy to spokojnie po tym kraju podróżowaliśmy i zwiedziliśmy wiele interesujących miejsc.

02.12.2022 – piątek – Gaoua > Diebougou > Bobo-Dioulasso > Boromo > Ouagadougou – 580km w konwoju złożonego z trzech aut – nocleg w Hotel de la Liberte, 4km od lotniska przy Avenue de la Liberte.

Już o 8.00 jesteśmy gotowi do drogi, czekamy na komendanta jednostki. Przybył przed dziewiątą i po krótkiej rozmowie, bardzo przyjaznej, oświadczył, że za kwadrans wyjeżdżamy. Przygotował nam na drogę od stolicy obstawę w postaci trzech aut i siedmiu ochroniarzy. Jedziemy jednak dużo dłuższą drogą przez drugie co do wielkości miasto Burkina Faso, Bobo-Dioulasso, ponieważ tam jest kolejna baza żandarmerii. Pokonanie 200km do Bobo-Dioulasso zajęło nam 3,5h, jechaliśmy bardzo szybko i bez żadnych postojów na trasie. W dalszą drogę ruszyliśmy dopiero po 15.00, kiedy wszyscy z ochrony zjedli obiad i nieco odpoczęli. Nas zaprosił dowódca konwoju do restauracji ulokowanej w samym starym centrum opodal bazy żandarmerii. Pokonanie kolejnych 380km dzielących Bobo-Dioulasso od Ouagadougou zajęło nam ponad sześć godzin i na miejsce do hotelu „Hotel de la Liberte” dotarliśmy dopiero przed 22.00. Jutro musimy nieco odpocząć i dopiero pojutrze rano ruszamy na granicę z Togo, gdyż wobec takiej sytuacji, jak najszybciej chcemy opuścić granice tego kraju.

Skąd te nasze perypetie: Na przełomie września i października grupa młodych oficerów odsunęła od władzy w Burkina Faso ekipę wojskowych, którzy sami dokonali w styczniu przewrotu wojskowego. Obalona junta oskarżana była przez miejscową ludność o bliskie związki z Francją, a nowa ma kontakty z Rosją. Do pierwszych starć w stolicy Burkina Faso – Wagadugu – doszło 30 września. Strzały słychać było głównie w okolicach głównych wojskowych koszar oraz budynków administracji wojskowej. Na ulicach pojawiły się patrole i posterunki wojskowe, a państwowa telewizja na kilka godzin wstrzymała nadawanie programu. Potem w jej studio pojawiła się grupa oficerów wojskowych z kapitanem Ibrahimą Traoré na czele, która ogłosiła, że przejmuje władze w kraju. Niemal identyczne przemówienie pod koniec stycznia bieżącego roku wygłaszał dokładnie w tym samym telewizyjnym studio dotychczasowy prezydent kraju, który także przejął władzę za pomocą wojskowego puczu – podpułkownik Paul-Henri Damiba. Teraz zaś kolejni puczyści informowali o pozbawieniu go urzędu.

Oficjalnym powodem drugiego w tym roku puczu wojskowego w Burkina Faso jest rozczarowanie oficerów nieudolną walką z zajmującymi północny-wschód dżihadystami. Rząd w Wagadugu de facto sprawuje kontrolę tylko nad około 60 proc. powierzchni kraju, a 2 mln ludzi uciekło z tego powodu ze swoich domów. Tyle, że Damiba także ogłaszał w styczniu swój pucz pod hasłem zakończenia nieudanych działań przeciw islamistom i tym właśnie tłumaczył odsunięcie od władzy cywilnego i legalnie wybranego rządu pod wodzą Rocha Kaboré.

Część obserwatorów zwraca uwagę, na coraz wyraźniejszą obecność w tym kraju Rosjan. Ofertę walki z islamistami złożyła bowiem władzom Burkina Faso rosyjska tajemniczna Grupa Wagnera, która oficjalnie już zajmuje się tym (choć ze średnim skutkiem) w sąsiednim Mali. Teraz niektórzy wskazują na to, że to właśnie Wagnerowcy mieli pomóc grupie puczystów pod wodzą kapitana Traoré w obaleniu dotychczasowej junty, wobec której wysuwano oskarżenia, że jego rzekomo sterowana przez Francję.

Paryż jest od lat naturalnym partnerem takich krajów jak Burkina Faso, Czad, Niger czy Mali, ale wynika to z historii i okresu kolonialnego. To Francuzi jako pierwsi pojawili się ze swoim wojskiem w rejonie Sahelu, aby walczyć z islamistycznym powstaniem, ale rozczarowani panującą w Mali czy Burkina Faso korupcją oraz ciągłą polityczną niepewnością w związku z przewrotami wojskowymi zaczęli się z tego regionu wycofywać ograniczając się do stabilniejszych Nigru czy Czadu.

Tę przestrzeń starają się wypełniać Rosjanie, jednocześnie podgrzewając ile się da antyfrancuskie nastroje. Na ulicach Wagadugu doszło do antyfrancuskich protestów oraz obrzucenia ambasady Francji koktajlami Mołotowa. Budynku musiała bronić jego ochrona, która strzelała ze środka puszkami z gazem łzawiącym. Policji i wojska Burkina Faso pod ambasadą nie było.

To tak na szybko o sytuacji, którą zastaliśmy w tym kraju.

Na zdjęciu przedstawiamy obecną sytuację zasięgu działania JNIM oraz odłamów i grup Alkaidy, które z terenów Mali destabilizują sytuację bezpieczeństwa tego kraju.

03.12.2022 – sobota - Ouagadougou (Wagadugu stolica Burkina Faso) – dzień odpoczynku

Po wczorajszym maratonie drogowym i dniu pełnym wrażeń… dzień odpoczynku. Wracając do wczoraj, nigdy z taką prędkością nie podróżowaliśmy po Afryce i to po nocy (o 18.30 jest całkowicie ciemno). Konwojujący nas żandarmi zasuwali na trasie z prędkością ponad 100km/h nie zważając na żadne znaki, czy teren mocno zabudowanych wiosek. Ponadto, jak to na afrykańskich drogach bywa dość często natrafialiśmy na spore dziury i przełomy, których oni jakby nie zauważali…

Hotel okazał się być w miarę wygodny, jest klima i łazienka, jest nawet ciepła woda, niestety internet bardzo kulawy… W małym patio znajduje się bar, gdzie można zamówić miejscowe piwo „Sbbra”, tylko 4.2%, gdzie za butelkę 0,66l płacimy 900CFA (6,80zł), śniadaniowy omlet 1000CFA (7,50zł), ryż z wołowiną i sosem 4000CFA (duże danie 30zł) – jak na hotel, ceny są dość umiarkowane.

Niestety pod wieczór zauważamy niepokojące objawy u naszego kolegi Adama, gorączka i dreszcze, do tego brak apetytu i ból głowy, czyżby malaria. Robimy test (zakupiliśmy testy i leki na malarię przed wyjazdem), i okazuje się, że wynik jest pozytywny. Adam zaliczył komarowego „złotego strzała”. Od razu leki, do łózka, a jutro konsultacja i wizyta w szpitalu. Coś zbyt dużo tych negatywnych wydarzeń w tej podroży…

04.12.2022 – niedziela - Ouagadougou – szpital, testy, wycieczka w miasto

Rano w szpitalu uniwersyteckim Adam robi powtórne testy. Po konfrontacji z lekarzem, zaaplikowane leki są jak najbardziej prawidłowe, można czekać w hotelu na wyniki laboratoryjne i zgłosić się ponownie po 15.00.

Adam do łóżka (gorączka i osłabienie), my postanawiamy zrobić sobie małą wycieczkę po Ouaga, jak pieszczotliwie nazywane jest tu Ouagadougou, stolica Burkina Faso. Kraj ten nie ma dostępu do morza, dawna nazwa Górna Wolta, a nazwą zmienił w 1984 prezydent Thomas Sankara, która oznacza „kraj prawych ludzi”. Bierzemy zieloną taksówkę i jedziemy do National Museum of Burkina Faso. Na trasie podjeżdżamy pod pomnik Thomasa Sankary, który tutaj znany jest również jako afrykański Che Guevara. Rządził tylko cztery lata, ale dzięki swoim rewolucyjnym reformom stał się symbolem walki z neokolonializmem i na zawsze zapisał się w historii Afryki. Wielu mieszkańców kontynentu liczy, że toczący się właśnie proces pozwoli poznać prawdę o tragicznej jego śmierci.

Kto zamordował afrykańskiego Che Guevarę…? Spóźniony ponad godzinę na spotkanie Narodowej Rady Rewolucyjnej Thomas Sankara wszedł szybkim krokiem do willi, gdzie oczekiwali go już członkowie rządu. Prezydent Burkina Faso zajął miejsce u szczytu stołu. Obrady zaczęły się od sprawozdania jednego ze współpracowników Sankary z jego wizyty w Beninie. Gdy nagle w pomieszczeniu rozległ się warkot, mężczyzna przerwał referowanie… Co to za dźwięk…? zapytał zaskoczony prezydent. Przed wejściem do budynku zatrzymał się samochód, a odgłosy silnika natychmiast zastąpił dźwięk wystrzałów z karabinów. Wystraszeni członkowie Rady położyli się na ziemi, starając ukryć się za fotelami. Prezydent jako jedyny zachował spokój. Wstał i ruszył w stronę korytarza nakazując swoim podwładnym, by zostali w sali. To mnie chcą… powiedział podnosząc ręce do góry. Chwilę później otrzymał dwa śmiertelne postrzały w głowę. Razem z nim 15 października 1987 roku zamordowano jeszcze 12 osób… polityków i ochroniarzy.

Niemal co do dnia, 34 lata później w stolicy Burkina Faso rozpoczął się proces, który ma przerwać otaczające ten zamach milczenie i ustalić, kto stał za zamordowaniem człowieka wciąż będącego inspiracją dla tysięcy Afrykańczyków.

Thomas Sankara urodził się w 1949 roku w rodzinie weterana wojennego w mieście Yako, gdy Burkina Faso była francuską kolonią Górna Wolta. Jego rodzice, gorliwi katolicy, chcieli, by ich syn został księdzem, jednak życie pokazało zdecydowanie coś innego… mundur zamiast sutanny… ikona czy przekleństwo Afryki?

Wracamy na dzisiejszą trasę, stolica to ruchliwa, zakurzona plątanina dróg, z tysiącami motorowerów i ulicznych handlarzy. Muzeum znajduje się nieco poza centrum, jadąc wzdłuż Boulevard Charles de Gaulle i ulokowane jest w dość dużym kompleksie, ale tylko niewielka część to w rzeczywistości muzeum. Podczas zwiedzania towarzyszy nam przewodnik, który oprowadza po zewnętrznej ekspozycji przykładowych zagród poszczególnych plemion, wyjaśni znaczenie i zastosowanie każdego przedmiotu.

Powracamy do hotelu i od razu kierujemy zapytania do Adama, co i jak po testach i wizycie u lekarza…? Okazało się, że wynik testu na malarię w wykonaniu szpitala jest negatywny, jednak jego powodem są wzięte wcześniej leki, które bardzo pozytywnie zadziałały. Przepisano mu nieco słabszy środek i terapię… na dwa dni do łóżka…

Przymusowa przerwa w podróży… wykorzystamy ją na segregację, obróbkę zdjęć i uporządkowanie tekstu tej relacji…. tym razem, podczas obecnej wyprawy nie było na to kompletnie czasu i wszystko co czytacie jest jedynie skrótem i szkicem przyszłego reportażu…

05.12.2022 – poniedziałek – Ouagadougou > Koupela > Tenkodogo > Bitou > granica Burkina Faso – Togo > Cinkase – po przekroczeniu granicy śpimy na stacji paliw w Cinkase – 290km

O siódmej rano ktoś puka do naszego pokoju…? To Adam, który powiadamia nas, że czuje się na tyle dobrze, że chce już dzisiaj wyjechać w dalszą trasę. Jego malaria, na tyle się szybko ujawniła i została wykryta, że leki zdusiły ją w zarodku. Tak na szybko, malaria i jej zarodźce to pasożyt krwi, jeśli szybko dostanie truciznę (chinina), to szybko ginie.

Ogłaszamy szybkie pakowanie, przygotowujemy się do opuszczenia hotelu i wyruszenia na trasę w kierunku Togo. Zbyszek z Marcinem, jeszcze przed wyjazdem jadą taksówką na lotnisko, oddalone o 4km, aby sprawdzić, czy zagubiony bagaż nie doleciał wczorajszym lotem z Tunisu…? Niestety, okazało się, że nie doleciał i Zbyszek nadal będzie pozbawiony komunikacji na trasie przez CB-radio.

Tuż po 10.00 opuszczamy Hotel Liberty i wyjeżdżamy ze stolicy na wschód, główną trasą prowadzącą w kierunku Nigru. Po 135km w miejscowości Koupela odbijamy na południe i kierujemy się do granicy Togo, znajdującej się w miejscowości Cinkase. Jedziemy pomiędzy wioskami w klimacie suchej sawanny, gdzie temperatury dzisiejszego dnia dochodzą do 40ºC. O 16.30 meldujemy się na granicy po stronie Burkina Faso. Formalności zajęły nam prawie 1,5h – zamknięcie karnetu CPD, jakieś kwity, obiegówki, opłata za auta – rasem 4tys.CFA od załogi. Po stronie Togo, podobne procedury, dodatkowo musimy wyrobic wizy na granicy w cenie 25tys.CFA od os. (wiza jednokrotna, ważna na 15dni -185zł). Po trzech godzinach opuszczamy granicę i na wyjeździe z granicznej miejscowości Cinkasse, na stacji paliw dostajemy zgodę na rozbicie dzisiejszego, nocnego obozowiska.

Togo to najmniejszy kraj położony nad Zatoką Gwinejską. Sąsiaduje z Ghaną, Beninem i Burkina Faso. Stolicą kraju jest Lome. Góry i tereny wyżynne stanowią większą część kraju. Północna część kraju, do której teraz wjechaliśmy jest sucha i skromnie obdarzona w roślinnością w przeciwieństwie do zielonego i wilgotnego południa. Togo jest krajem stosunkowo bezpiecznym dla turystów w porównaniu z innymi państwami regionu. Nieco większe zagrożenie przestępczością pospolitą występuje tylko w stolicy, Lome.

06.12.2022 – wtorek – Cinkase > Dapaong > Mango > Kande > Nadoba (Koutammakou – kultura ludu Batamariba wpisana na listę UNESCO) – 220km

Miejsce na nocleg, na stacji paliw okazało się być nadzwyczaj super, jest ubikacja, spokój i dostęp do bieżącej wody, nie słyszeliśmy aby w nocy choć jedno auto zajechało do tankowania. Przed ósmą ruszamy na trasę, jesteśmy nieco dalej na wschód i już o szóstej jest teraz jasno, a o ósmej już mocno przygrzewa (nocą było 22ºC, o 8.00 już 30ºC, a temp w dzień sięga 40ºC). Naszym dzisiejszym celem jest obszar zamieszkały przez ludy Batammariba, obszar położony na wschód od miasta Kande.

Już w południe docieramy do tego miasta i dalej drogą szutrową kierujemy się w stronę przygranicznych terenów z Beninem, zwanych Koutammakou. Jest to obszar krajobrazu kulturowego w regionie administracyjnym Kara w północno-wschodnim Togo i na przyległych terenach Beninu, w 2004 roku wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Obszar Koutammakou o powierzchni 500 km² zamieszkany jest przez lud Batammariba, którego wznoszone z gliny domy (tzw. takienta) uważane są za symbol Togo. Większość budynków jest dwupiętrowa, spiżarnie na ziarno są pomieszczeniami o cylindrycznej podstawie i półkulistym zadaszeniu, niektóre domy mają stożkowe, inne płaskie sklepienia. W wioskach znajdują się również miejsca obrzędowe. My wybieramy sobie niektóre zagrody i z garścią prezentów udajemy się na zwiedzanie takich budowli, których do tej pory ponad 2tys. zachowało się w tym regionie. Po raz pierwszy mamy do czynienia z takimi budowlami, gdzie w wierze animistycznej, część przestrzeni budynku poświęcona jest dla duchów zmarłych.

Docieramy również do wioski Nadoba, gdzie ulokowane jest centrum kulturowe połączone z muzeum, gdzie na przykładzie trzech glinianych budynków takienta, możemy zapoznać się ze zwyczajami i tradycją kultywowaną przez lud Batammariba.

Przy muzeum znajduje się skromny bar, gdzie serwują w miarę zimne piwo „Pils la Bere Togolaise” i skromne posiłki. Ponieważ jutro w miejscowości odbywa się targ, postanawiamy zostać tu do jutra. Jak to bywa w takich sytuacjach, od razu znajdują się ciekawscy i opowiadacze, tym razem natrafimy na komunikatywnego mieszkańca wioski, płynnie mówiącego po angielsku (studiował w Beninie) i za jego pośrednictwem możemy się wiele dowiedzieć o specyfice regionu i mieszkających tu ludziach.

07.12.2022 – środa - Nadoba > granica Togo-Benin > Boukombe > Natitingou > Djagou > Afon > Bori – śpimy tuż przed miastem na placu prywatnej posesji – 240km

Dzisiaj nieco inny program, dotyczący poranka. W miejscowym barze obok muzeum, gdzie rozbiliśmy naszą bazę noclegową zamówiliśmy śniadanie, a po śniadaniu jesteśmy umówieni z przewodnikiem mówiącym po angielsku i idziemy na miejscowy targ, który co środę odbywa się w tej miejscowości i jest niespotykaną atrakcją tego miejsca.

Opisanie tego targu zajęłoby zapewne jedną stronę, my jedynie zapraszamy do przejrzenia zdjęć.

Kilka km za wioską Nadoba ulokowane jest przejście graniczne do Beninu, gdzie przekraczamy granicę pomiędzy Togo, a tym krajem. Posterunek graniczny, to skromna budka i dwa sznurki, rozpostarte w poprzek drogi, które pełnią funkcję szlabanów. Czas odprawy dyktuje wpisanie wszystkich danych z paszportu do zeszytu, będącego jedynym śladem, że przekroczyliśmy w tym miejscu granicę. Po stronie Beninu, posterunki rozlokowane są dopiero w pierwszej wiosce Boukombe i tylko od naszej dobrej woli zależy aby się w nich zameldować. Co ciekawe, nikt nawet nie zapytał nas o posiadanie wizy (mamy elektroniczną). Podbili paszporty pieczątką wjazdową i nawet bez wpisu w zeszyt opuściliśmy posterunek.

Dalsza nasza trasa prowadzi w kierunku Nigru. Jadąc poprzez Natitingou, Djagou, Afon, Bori, kierujemy się do głównej trasy prowadzącej do stolicy Nigru Niamey. Niestety droga znajduje się w opłakanym stanie, niby asfaltowa ale z tysiącem wyrw i jam, co powoduje, że nasza przeciętna prędkość spada do 30km/h. Przed miejscowością Bori zjeżdżamy z trasy na podwórko prywatnej posesji i tu za zgodą włąścicieli rozbijamy dzisiejszą bazę noclegowa. Oczywiście jak zawsze w takiej sytuacji, właścicieli, a raczej ich dzieci obdarowujemy prezentami.

08.12.2022 – czwartek – Bori > Ndali > Kandi > Alfakoara > Malanville > granica Benin-Niger > Gaya – nocleg nad rzeką Niger, na strzeżonym parkingu dla ciężarówek – 280km

Dzisiejsza baza noclegowa okazała się nad wyraz fajna, spokój, cisza, jedynie pianie i koncert kogutów nad ranem zwiastowało nadejście świtu. Temperatur po raz pierwszy w w tej podróży po Afryce spadła nocą do 15ºC, co powodowało, że można się było podczas snu nakryć kołdrą po uszy…

Ruszamy na trasę w kierunku granicy z Nigrem, ale po drodze chcemy jeszcze zaglądnąć do „Parc Nationaux du W”, mieszczącego się na styku granic, Beninu, Nigru i Burkina Faso, obejmujący meandrujący odcinek rzeki Niger. Nazwa parku nawiązuje do kształtu biegu rzeki, przypominającego literę W.

Pokonanie dystansu 200km dzielącego nas od parku zajęło nam prawie sześć godzin, nie dość, że droga w fatalnym stanie, to ruch starych zdezelowanych ciężarówek skutecznie ograniczał prędkość podróży. Po dotarciu do miejscowości Alfakoara, gdzie na rogatkach tego miasta mieści się wjazd do parku, okazało się, że w obecnym czasie park jest zamknięty dla turystów, gdyż właśnie ten rejon objęły swą działalnością macki Alkaidy. No cóż nic nie da się zrobić, a ponadto bezpieczeństwo jet najważniejsze. W parku znaleźć można licznych przedstawicieli dużych ssaków, m.in.: bawoły afrykańskie, gepardy, guźce zwyczajne, hipopotamy, karakale, lamparty, lwy, mrówniki, pawiany, serwale, słonie. Park Narodowy W został utworzony 4 sierpnia 1954 r. W 1996 został wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO, początkowo jako obiekt nigerski, a po rozszerzeniu w 2017 stanowi część burkińsko-benińsko-nigerskiego obiektu pod nazwą „Zespół W-Arly-Pendjari”.

W takim, to wypadku zostało nam pokonanie kolejnych 50km i dotarcie do granicy Beninu i Nigru, która ulokowana jest na rzece Niger. Odprawa po obu stronach bardzo sprawna i odbywa się w jednym budynku po stronie Beninu, jedynie otwarcie karnetu CPD w Nigrze, musieliśmy dokonać kilka km od granicy w miejscowości Gaya, gdzie mieści się posterunek Douany (Urzędu Celnego). Nieco dalej na rozległym strzeżonym parkingu dla ciężarówek, zakładamy dzisiejszą bazę noclegową. Ciężki dzień, pod względem warunków drogowych, koi widok zachodu słońca nad rzeką Niger i smak zimnego piwa

ciężaróek

22-11-30-burkinafaso-togo-benin-niger

09.12.2022 – piątek - Gaya > Dosso > Niamey – nocleg w Hotelu Sahel – 300km

Rano ruszamy z parkingu dla ciężarówek w kierunku stolicy Nigru, Niamey. Gdy wjeżdżaliśmy na bardzo rozległy, gruntowy parking, było zaledwie kilka ciężarówek, w szczególności cystern. O zmroku parking zapełnił się na ful i to samymi cysternami, których naliczyliśmy ponad pięćdziesiąt. To istny most paliwowy, pomiędzy Nigerią, Beninem i Nigrem. Po krótkiej sesji zdjęciowej na rzeką Niger, ruszamy w kierunku Niamey, stolicy tego kraju. Droga w świetnym stanie, chyba dopiero co oddana do użytku. Do Dosso mkniemy jak już od dawna nie dane nam było…

Dalej już nieco gorzej, przede wszystkim ze względu na panujący ruch. Jednak sumarycznie dystans prawie 300km pokonaliśmy bardzo sprawnie i już przed 14.00 dotarliśmy do celu. Z marszu meldujemy się w tym samym hotelu, gdzie stacjonowaliśmy w tym mieście siedem alt temu, świetna lokalizacja nad rzeką Niger i w miarę przystępna cena jak na stolicę. Dziś hotel kosztuje 33 750CFA dawniej 32tys CFA – co za stabilna waluta, po siedmiu latach przelicznik do dolara jest taki sam 1USD = 630CFA.

Dotarcie do stolicy Nigru, Niamey, to nie jedyny dzisiejszy cel, dzisiaj również zaplanowaliśmy serwis naszych aut, po 13tys. km wypadałoby wymienić olej, a właśnie tu mamy namiary na serwis Toyoty, gdzie bezpiecznie możemy tego dokonać. Po zakwaterowaniu dziewczyny zostają w hotelu, a my działamy z autami… Trzy Toyoty, trzy godziny obsługi, jesteśmy przyjęci w ekspresie, płacimy rozsądną cenę za serwis, olej z filtrem, smarowanie – 72tys CFA (550zł). Wreszcie przed siedemnastą mamy czas na relaks. Po wielu dniach mamy możliwość zawitać do prawdziwej restauracji i zaserwowaliśmy sobie prawdziwą ucztę u Chińczyka… Biff, warzywa, ryż i piwo… Jutro rozpoczynamy podróż w kierunku Czadu.

10.12.2022 – sobota – Niamey > check point na rogatkach miasta > posterunek DGPN Police Niger > nocleg ponownie w Hotelu Sahel – 50km

Tym razem rano śniadanie w hotelu i po 8.00 ruszamy w dalszą drogę. Na trasie jeszcze w centrum stolicy uzupełniamy zapasy, gdyż w tutejszej, afrykańskiej rzeczywistości, jest to o wiele bardziej skomplikowane, niż by się wydawało. Sklepy podobne naszym supersamom z szlachetniejszymi wyrobami, typu masło, sery, jogurty, alkohole znajdują się tylko w bardzo dużych miastach, a dotarcie do nich wymaga skomplikowanych wywiadów. Właśnie w jednym z takich sklepów, mocno chronionych, gdzie w większości klientami są biali, dzisiaj uzupełniamy zapasy. Tankujemy nasze pojazdy, litr oleju napędowego kosztuje 668CFA (4,90zł) i wyjeżdżamy z miasta na wschód w kierunku Dosso. Na rogatkach miasta, tuż za lotniskiem na jednym z check pointów napotykamy na rutynową kontrolę policji. Okazuje się, że nie przepuszczą nas dalej, ponieważ wszyscy europejczycy podróżujący drogami po Nigrze na tę okoliczność i na tę trasę potrzebują eskorty. Informują, gdzie o taką musimy się postarać i zawracają nas do centrum Niamey. Po dotarciu pod wskazany adres dowiedzieliśmy się od zastępcy szefa, że dzisiaj sobota, nikt do poniedziałku nic nie zdziała w naszej sprawie, a o konwój musi wystąpić dyrektor hotelu w którym stacjonowaliśmy w stolicy Nigru. Do podania o eskortę musimy dołączyć wszystkie ksera dokumentów osobistych i od samochodów, oraz kopie wiz do Nigru i Czadu wraz z ubezpieczeniem naszych pojazdów… Całą procedurę rozpoczną dopiero w poniedziałek, tak, że możemy liczyć, że najwcześniej wyjedziemy z Niamey, we wtorek, najpóźniej w środę. Ładny „gips”, na szczęście mamy zapas czasowy, gdyż w Czadzie czekają na nas dopiero 20grudnia, a do granicy mamy niespełna 1600km.

Po powrocie do hotelu w którym stacjonowaliśmy tej nocy, przedstawiamy naszą sprawę, jednak oni nie widzą potrzeby, aby pośredniczyli w załatwieniu sprawy konwoju, dadzą nam jedynie potwierdzenie pobytu, a podanie mamy złożyć sami. Przygotowujemy więc pisma po francusku do DGPN Police Niger, dołączamy wymagane ksera i idziemy złożyć dokumenty, gdyż posterunek znajduje się kilometr od naszego hotelu. Niestety nikogo kompetentnego wieczorem w sobotę nie ma, siłą rzeczy całą procedurę rozpoczniemy dopiero w poniedziałek po ósmej rano…

Tym razem na okoliczność co najmniej trzydniowego pobytu w Hotelu Sahel dostajemy 20% upust i za pokój 2os. płacimy jedynie 30500CFA za noc. Cóż robić…? wypić ziemne piwo i zjeść dobry obiad u Chińczyka w restauracji Dragon… i popatrzeć na zachód słońca nad rzeką Niger. No, można jeszcze pooglądać ciekawe maski i wyroby rękodzielnicze i odpoczywać…

11.12.2022 – niedziela – Niamey

Ponieważ dzisiaj mamy dzień totalnej laby i czekanie na poniedziałek, postanowiliśmy przedstawić ciekawy tekst, który przesłał nam, kolega Karl Kisling, podróżnik, z pochodzenia Polak, mieszkający od dziecka w Austrii, którego spotkałem w Patagonii, w 2005r., podczas mojej motocyklowej podróży wokół świata. Jak się później okazało, przez kolejne kilkanaście lat śledzi nasze dalsze podróżnicze poczynania i już raz przedstawialiśmy jego tekst, dotyczący mieszkańców Pakistanu, zamieszkujących dolinę Hunza, gdzie w 1975 roku, był kierownikiem projektu poszukiwania złota w górnym biegu rzeki Indus i Hunza, spędzając 9 miesięcy kolo miejscowości Gilgit i w dolinie Hunza. Tym razem przedstawiamy ciekawy tekst, wspomnienie sprzed 40lat, dotyczący Sierra Leone, przez które to państwo niedawno przejeżdżaliśmy, a który z pewnością warto przeczytać:

Niestrudzeni Zdobywcy Afryki ! Z wielkim zainteresowaniem czytam reportaże z Waszej obecnej wyprawy przez Afrykę i jak zwykle podziwiam Waszą odwagę i odporność na ryzyko na wszystkich kontynentach, a szczególnie w Afryce. Nasza 3 miesięczna back packerska podroż dookoła Ameryki Pd. w roku 2005/2006 była dla nas niesamowitą przygodą, ale także ryzykiem. Na przejeździe statkiem do Patagonii mieliśmy wtedy przyjemność spotkania Was i od tego czasu jestem gorliwym obserwatorem Waszych wyczynów.

Naturalnie porównując nasza wyprawę do Ameryki Południowej, do Waszych obecnych tarapatów to doznawaliśmy rzeczywiście wręcz luksusowych warunków podróży.

Odzywam się dzisiaj po przeczytaniu Waszego przejazdu przez Sierra Leone, aby dodać Wam kilka interesujących momentów tego kraju, ale ciesze się także sam mając możliwość porównania obecnych tam stosunkowa z moimi pobytami tam w latach 1980- 1985r.

Otóż w tych latach, jako główny inżynier austriackiej firmy eksploracyjnej, prowadziłem tam rehabilitacje kopalni odkrywkowej rudy żelaza w Marampie, w Sierra Leone, opuszczoną przez Anglików po uzyskaniu niepodległości tego kraju. Zakład ten stal 10 lat pod konserwacją rządu i w końcu zaproponowano nam wznowienie eksploatacji tamtejszej rudy żelaza na eksport do Europy.

W roku 1980 przejęliśmy te kopalnie w iście luksusowym, brytyjskim stanie socjalnym, gdzie dla poprzedniej, angielskiej załogi robotników, teren posiadał plac golfowy, tenisowy, osiedle dużych domo mieszkalnych, własny klub z basenem pływackim , barem i restauracją. Po 10 latach zastoju w afrykańskim buszu wszystkie te obiekty trzeba było odpowiednio odnowić i dopasować do naszych potrzeb. Niektóre stare urządzenia, które mogliśmy zastosować w nowoczesnej przeróbce rudy, własną kolej i port Pelel trzeba było także generalnie odnowić.

Mogliśmy także przejąć cześć wielotysięcznej załogi z lokalnych pracowników, doświadczonych praktyką w starym zakładzie. Jednakże do wprowadzenia nowej technologii oraz rehabilitacji starych urządzeń trzeba było zatrudnić aż 50 specjalistów z wszystkich dziedzin techniki. Nie było to łatwe, bo trudno było znaleźć odpowiednich ekspertów, którzy by chcieli podjąć pracę w afrykańskim buszu i to tylko na określony czas.

Dlatego byliśmy zmuszeni do angażu pracowników z wielu krajów Europy, także z Polski, bo rynek pracownikowi tego rodzaju z Austrii był bardzo skromny. Wybrani eksperci musieli także dysponować dobra znajomością języka angielskiego , którym posługiwała się także lokalna obsługa.

Po 5 latach przebudowy i nowych inwestycji i po załadowaniu pierwszych 60 000t na statki z koncentratem musieliśmy się jednak wycofać z Sierra Leone z powodu załamania się cen rudy żelaza na światowym rynku, ale także w związku z rozpoczęciem się wojny domowej, zaczynającą się przez demontaż szyn naszej kolei, kradzieżą setek metrów kabli, oraz sabotażem urządzeń. W dodatku lokalni pracownicy, pochodzący z 2 rożnych plemion, zaczęli się miedzy sobą masakrować, uniemożliwiając normalny ruch kopalni.

Nasza decyzja była słuszna, bo po krótkim czasie rebelianci , napadając na pobliską kopalnie diamentowa zabili znaczna ilość lokalnych pracowników oraz europejskich ekspertów.

Opisuje to jako reminiscencje na podstawie Waszego reportażu o całej wyprawie po Afryce porównując je z tamtym czasami z przed prawie 40 lat. Otóż byli kolonizatorzy pozostawili w swoich kolonialnych obszarach mnóstwo infrastruktury, jak drogi, koleje, szpitale, szkoły i górnictwo, kto re jak też widoczne w Waszych opisach raczej opadło zupełnie do obecnego stanu przez brak konserwacji, służb dozoru i regularnych napraw i remontów. Opisy stanu dróg w tych państwach przekonywują, że te stare drogi się z czasem zupełnie rozpadły.

Ale już wtedy resztki asfaltu i powstałe dziury w drogach utrudniali bardzo normalny ruch i tylko terenowe auta austriackich Puch-Mercedes wytrzymywały te obciążenia.

Ja sam w tym czasie jadąc, ciężkim Mercedesem prezydenta Stevensa z Freetown do Marampy przezywałem momenty pozwanych obaw, kiedy kierowca bez względu na stan drogi, osiedla i miejscowości pruł z szybkością prawie 100 km/godzinę, niby przelatując nad dziurami. Na moja prośbę aby zwolnił, twierdził że ma taki przykaz, aby zmniejszyć niebezpieczeństwo jakiegoś zamachu.

W czasie rozmowy z prezydentem o stanie projektu trzeba było zwyczajowo, jak sami to robiliście cukierkami i balonami, przekazać jakiś szczególny podarunek tzw. Consideration Fee. Ja pozwoliłem sobie podarować mu ładną lampę podziemnego górnika, a w zamian utrzymałem laskę z kości słoniowej. Jeszcze nie muszę jej używać, ale być możne w niedalekiej już przyszłości.

Nasi eksperci mieli prawo udawać się na weekend na plaże do Freetown i jak widzę hotel Atlantic Lumley Hotel, w którym oni nocowali, to dalej istnieje.

Czytając Wasze reportaże o Afryce dochodzę coraz to więcej do określenia tego kontynentu jako stracono obszaru świata. Jest to wprawdzie dzisiaj politycznie non correct, ale realnie biorąc nie widzę tam możliwości dalszego rozwoju. Przyczyna tego jest rozpadająca się infrastruktura, niesamowity wzrost liczby mieszkańców i brak inwestorów, którzy obawiając się braku cywilizacyjnego stanu prawa, nie zamierzają tam inwestować. Chińskie podrygi w tym kierunku są kierowane możliwością utworzenia tam chińskich kolonii, wyzyskiwanych przez kredytodawców, stwarzających ekonomiczne zależności, prowadzące w końcu do upadu niepodległości . Próbowali już to Sowieci w Angoli, Mozambiku i w innych krajach, co doprowadziło w końcu do wojen domowych i kompletnego rozpadu państwa.

Rozpisałem się już za długo, w czasie Waszej podroży i tak nie będziecie mieli czasu, aby zajmować się polityczną przyszłością tego kontynentu. Pozdrawiam wiec i życzę dalszych przekroczeń wszystkich jeszcze zaplanowanych granic. Karl Kisling

My tak na szybko od siebie dodamy… sprawa dotycząca tej części świata jest bardzo skomplikowana, a korupcja i brak wyobraźni rządzących jest przerażająca. Obrazy, które tu codziennie spotykamy, są nie do zaakceptowania w świecie cywilizowanych ludzi XXI wieku. Myślę, że większość europejczyków nie chciałaby o tym wiedzieć, a co dopiero zobaczyć na własne oczy…? Tu tak naprawdę przez kolejne sto lat, nic się radykalnie nie zmieni, a ciągłe przewroty, pucze i brak stabilizacji politycznej, oraz napór islamu i terroryzm, będą obrazem tej części Afryki.

12.12.2022 – poniedziałek – Niamey – załatwianie konwoju do granicy z Czadem

Wczorajszy, niedzielny dzień minął na uzupełnianiu wiadomości, obróbce tekstu i zdjęć, których to nagromadziło się tysiące. Jedyną atrakcją było o zachodzie słońca wypite piwko na hotelowym tarasie z widokiem na Niger i kolacja u Chińczyka w restauracji Dragon. Ulokowana jest o 700m od naszego hotelu i jest najlepszą alternatywą na spożycie przyzwoitego obiadu za rozsądną cenę (10tys. CFA na parę z piwem – 80zł). Jedyna uciążliwość, to godzina 18.00, od której kucharz przygotowuje dania.

Dzisiaj zaraz po śniadaniu jedziemy na posterunek policji, aby drążyć temat naszego konwoju do granicy z Czadem. Okazało się, że procedura jest znana taksówkarzowi, który obsługuje hotel Sahel. Kilka miesięcy temu organizował obstawę jednemu turyście z Francji, który wybrał się na wycieczkę, gdzieś dalej poza Niamey. Ponieważ zna procedury, wynajęliśmy go na dzisiejszy poranek. I rzeczywiście sprawy toczą się niespotykanie sprawnie. Z podaniem napisanym po francusku, musimy jechać najpierw na posterunek DGPN Police Niger, gdzie po akceptacji, podpisie i ostemplowaniu przez szefa, wracamy na posterunek wykonawczy i już sprawa jest załatwiona. Oczywiście jeszcze pozostaje kasa, za odcinek który wymaga bezwzględnej eskorty (140km z Niamey do Dosso). Musimy zapłacić 190tys.CFA, czyli po ok. 500zł od auta, gdyż będzie eskortował nas pojazd z sześcioma żołnierzami. Jutro o 9.00 ruszamy na trasę spod posterunku policji.

13.12.2022 – wtorek – Niamey > Dosso > Birnin-Nkonni – konwój – nocleg na posterunku policji – 420km

Wczoraj już po zakończeniu pisania relacji, podszedł do mnie taksówkarz, który razem z nami jeździł w sprawie konwoju i mówi, że muszę się zgłosić zaraz na posterunek policji, bo jet w dokumentach jakiś błąd…? Oczywiście natychmiast udaliśmy się aby wyjaśnić sprawę… Okazało się, że w naszych dokumentach widnieję prośba o konwój do Diffa (tak napisaliśmy, gdyż tak kazał nam sporządzić podanie szef nadrzędnej jednostki DGPN Police Niger), a nas będą konwojować jedynie do Dosso i trzeba to zmienić w podaniu i jeszcze raz potwierdzić… ponoć to jedynie formalność i jeśli w DGPN Police Niger, podpiszą zaraz po ósmej tę zmianę, to o 9.00, tak jak było wcześniej ustalone ruszymy w drogę w kierunku Czadu.

Tak więc, dzisiaj rano ponownie zaczynamy dzień o procedur. Po spotkaniu z szefem DGPN Police Niger, kategorycznie nie zgodził się na konwój jedynie do Dosso i kazał udać się na posterunek DPHP, który będzie wykonywał konwój, aby ten odbył się na całej trasie liczącej 1400km, a nie 140km, aż do Diffa. I tu całkowicie sprawa się zmieniła, gdyż cena konwoju wzrosła również dziesięciokrotnie, zamiast po 100$ od auta, musimy zapłacić po tysiąc USD od auta. To już nie przelewki, koszty są bardzo wysokie i trzeba się liczyć jeszcze z kosztami konwoju z Diffa do granicy z Czadem, gdzie policzono nam je przez telefon na około 500USD od auta, zo da razem półtora tysiaka dolarów. W Czadzie konwój mamy już opłacony, gdyż wymagał tego program wykupionej wycieczki, którą organizuje wyspecjalizowane czadyjskie biuro obsługi turystycznej EYTE’ s.a.r.l. https://www.eytevoyages.com Tel. Tchad : (00235) 62 77 77 60.

Po burzliwej dyskusji przyjęliśmy warunki konwoju i po wymienieniu pieniędzy (policja przyjmuje tylko CFA), opłaceniu konwoju w wysokości 2 mln CFA, o 13.00 ruszamy w drogę. Eskortują nas dwie Toyoty Land Cruiser z karabinem maszynowym na dachu i łącznie 12 żołnierzy ochrony. Dzisiejszego dnia 0 20.00 dotarliśmy w takim składzie, po pokonaniu 420km do miejscowości Birnin-Nkonni, gdzie na posesji miejscowego posterunku policji spędziliśmy noc. Szalony dzień, a co do kosztów, trudno, żyje się raz, a „trumna kieszeni nie ma”… czy mieliśmy odpuścić w połowie drogi…?

14.12.2022 – środa – Birnin-Nkonni > Maradi > Zinder > Goure – konwój – nocleg na posterunku policji – 620km

Noc spokojna, punktualnie o 6.00 z posterunku policji w Birnin-Nkonni ruszamy na trasę. Wschód słońca wita nas 5 min. przed siódmą. Cały czas, jeśli tylko stan drogi na to pozwala, w konwoju pędzimy z prędkości ponad 100km/h. Trudno w takiej sytuacji mówić o zwiedzaniu, jednak widoki zmieniają się na coraz bardziej suche, sawannę coraz częściej zastępuje pojawiający się piasek, jako dominująca przestrzeń w krajobrazie widzianym z drogi. Równiny zamieniły się na pagórkowaty teren, pojawiają się specyficzne palmy. Rosną w grupach, wysokie, na cienkich pniach.

Cały czas przemieszczamy się pośród wiosek i terenów mocno zamieszkałych, a różnice plemienne zauważalne są w charakterze i architekturze zabudowy. Raz domki okrągłe, gliniane i nakryte trzciną, dalej całe z trzciny, a jeszcze gdzieś indziej wykonane z suszonej cegły wyglądające jak gliniane kostki. Zawsze gospodarstwa są zintegrowane ze spichlerzami, zagrodą dla zwierząt i „domkami” mieszkalnymi oraz ogrodzone pewną, czasem tylko symboliczną formą płotów.

W wioskowym transporcie dominują woły, rzadziej osiołki, a jedynie czasem pojawiają się wielbłądy. Co ciekawe, mijaliśmy w okolicy Maradi zagłębie warzywne, w szczególności cebulowe, później cementowe, a produkcja suszonej cegły miała miejsce na całej trasie, wszędzie tam gdzie znajdowało się jakieś bajorko z wodą.

Co do drogi, to generalnie, poza małymi fragmentami była w niezłym stanie, co spowodowało, że dzisiejszego dnia pokonaliśmy, aż 620km i na jutrzejszy dzień zostało nam tylko niespełna 300km aby dotrzeć do celu, czyli do Diffa.

15.12.2022 – czwartek – Goure > Matne-Sorba > Diffa konwój – nocleg w Hotel Univers – 300km

Mieliśmy wyjechać o szóstej, ale dzisiaj była nieco dłuższa odprawa dla załóg dwóch konwojujących Toyot. Było sprawdzenie amunicji i broni, wraz z załadowaniem magazynków. Szef konwoju przekazał nam dodatkowo instrukcję, że wjeżdżamy w teren, gdzie można spodziewać się jakiegoś ataku i jak on rozkaże, to mamy jechać i się pod żadnym pozorem nie zatrzymywać. Ponadto chcieli wyjechać o brzasku, tak aby było coś widać wokół drogi.

Pokonanie 300km odcinka dzielącego nas od Deffa poszło całkiem sprawnie, żadnych problemów, jakość drogi nie najgorsza, po pięciu godzinach jazdy jesteśmy na miejscu, na miejscowym posterunku policji. Od razu umawiamy się na rozmową z szefem, aby dograć szczegóły dalszego konwoju na granicę z Czadem oddaloną o 200km. Komendant chciałby abyśmy pojechali tam już jutro, my z kolei umówieni jesteśmy z przewodnikami i konwojem po stronie Czadu dopiero na 19 grudnia. Po przedyskutowaniu sprawy, stanęło, że konwój odbędzie się 18.12, a jutro podadzą nam koszty i uregulujemy płatność… Za obopólną zgodą, mamy te trzy dni spędzić we wskazanym przez szefa policji hotelu – Hotel Univers. Tam też ostatecznie odtransportował nas konwój, gdzie pożegnaliśmy się i dziękowaliśmy jego uczestnikom za bezpieczne dotarcie z Niamey do Diffa – trzy dni w drodze,1400km.

Okazało się, że kompleks hotelowy dysponuje murowanym bungalowami, gdzie wynajęliśmy pokoje – 15tys. CFA za pokój 2os. z klimą i łazienką. Jest tu również restauracja, sprawdziliśmy, podają smaczne i nie drogie dania – stek z frytkami 4tys.CFA (30zł), jest też dobre piwo z Beninu 0,66l 1300 CFA. Przyjdzie nam w tych warunkach pobyć cała trzy dni.

22.12.13-15-Niamey-Diffa

16.12.2022 – piątek – Diffa – posterunek policji – Hotel Univers

Generalnie mamy szczęście, że w tym prowincjonalnym miasteczku, jakim jest Diffa znalazł się w miarę rozsądny hotel. Oczywiście wszystko w jego infrastrukturze jest zrobione po „afrykańsku”, połamane, krzywe, instalacja elektryczna to istne druciarstwo, do starej lampy dołączona kolejna, o wykończeniu wnętrz i łazienki nawet nie wspomnę.

Wczoraj sam musiałem zająć się instalacją elektryczną w gniazdkach, gdyż kiedy zgłosiłem brak prądu, przybyły pracownik miał jedynie śrubokręt i kompletny brak wiedzy co może być tego przyczyną. Potrafił jednak wskazać gdzie są bezpieczniki. Okazało się, że w jednym z gniazdek, które pełniło zarazem funkcję puszki rozdzielczej wypaliły się wszystkie styki i kable. Zastosowawszy przysłowiowa skrętkę, spowodowałem, że w kolejnym gniazdu pojawił się prąd. Pracownik był mocno zdziwiony, że potrafiłem to naprawić, jednak forma mojej naprawy musiała być z braku odpowiednich narzędzi i elementów (nowe gniazdko), wykonana w stylu afrykańskim, czyli zwykłe druciarstwo… Jednak suma summarum da się żyć i nawet czasem uda się połączyć z internetem, oczywiście w zasięgu rutera, tuż przy recepcji.

Zaraz po hotelowym śniadaniu (omlet), jedziemy na posterunek policji ulokowany w centrum Diffa, o 10.00 mamy umówioną wizytę z szefem, ma nam podać kwotę, jaką musimy zapłacić za konwój do granicy z Czadem. Spod hotelu bierzemy „tuk-tuka” (tylko takie taksówki tu funkcjonują) i punktualnie o czasie meldujemy się u komendanta. Przygotował wyliczenie, musimy zapłacić 480tys. CFA, lecz kwota ta obejmuje jedynie konwój czterema Toyotami z drużyną 24 żołnierzy do N’Guigmi, oddalonego o 140km. Wychodzi po 240USD od auta. Kolejny konwój z N’Guigmi do samej granicy (65km) w Daboua, musimy jeszcze opłacić, dokładnej kwoty nam nie przekazali, ale będzie to około połowy tego co płacimy tutaj. Mamy jedynie wiadomość, że możemy tę kwotę zapłacić w dolarach. Dzisiaj musimy jedynie wymienić pieniądze, gdyż konwój mamy opłacić jutro.

Dalsza część dnia to zwyczajna laba, pogoda wspaniała temp w dzień ok 34ºC, nocą spada do 16ºC.

17.12.2022 – sobota – Diffa – posterunek policji – Hotel Univers

Jedyna czynność, którą musieliśmy dzisiaj dokonać, to pojechać „tuk-tukiem” na posterunek policji i u jego szefa opłacić nasz jutrzejszy konwój do N’Guigmi. Kwity za oba konwoje załączylismy w postaci zdjęć…

Pisząc te relację w hotelowej restauracji oglądamy właśnie mecz o trzecie miejsce w tegorocznych MŚ w Katarze pomiędzy Chorwacją, a Marokiem. Aktualnie wynik 2:1 dla Chorwacji…

Jutro o 6.45 mamy stawić się z pojazdami i o siódmej ruszamy w kierunku granicy z Czadem…

18.12.2022 – niedziela – Diffa > Nguigmi – konwój – nocleg na posterunku policji w Nguigmi – 140km

Punktualnie o 6.40 wyjeżdżamy rano z hotelu, który okazał się być jako całość bardzo przyjazny… miły i uczynny właściciel, który mieszka w jednym z bungalow – 140kmów od 10lat, a cała jego rodzina w stolicy, obsługa kuchni z kucharzem przygotowującym super smaczne dania, paniami z baru serwującymi zimne piwko, i ochroną w postaci drużyny żołnierzy…

Przed siódmą zaczyna się zbiórka żołnierzy uczestniczących w konwoju. Aż trudno uwieżyć, że jedzie z nami aż 32żołnieży, cztery auta, po sześciu na pace każdej Toyoty Land Cruiser pick-up, kierowca i dowódca drużyny w szoferce.

O 8.30 wyjeżdżamy z bazy policji w Diffa, w drogę do Nguigmi. Pierwsze 70km super asfalt, dalej kolejne 20km resztki starej drogi, natomiast ostatnie 50km to regularna pustynia. Konieczne jest upuszczenie ciśnienia w oponach do 1,2at., włączenie napędów i użycie reduktora. Teraz w takich warunkach przemieszamy się z prędkością 40km/h mieląc pod kołami piach.

Niestety nasz konwój utkną dwukrotnie w piachu i konieczna była pomoc ręcznego wypychania. Jedni pchali inni rozstawieni wokół obserwowali teren. Po dojeździe do Nguigmi uzupełniamy paliwo do pełna i przed południem doprowadzeni jesteśmy przez konwój na miejscowy posterunek policji.

Po przyjeździe jesteśmy od razu przyprowadzeni przed oblicze szefa i ustalamy dalszy plan dojazdu do granicy z Czadem, oddalony o tego miejsca o 67km. Na posterunku musimy pozostać do następnego dnia, nie wolno nam go opuszczać, jutro o 7.00 wyjedzie kolejny konwój, który doprowadzi nas na granicę. Pozostało jedynie dograć sprawę kosztów. Tym razem pojadą tylko trzy auta i 18żołnierzy, dystans jest krótszy, ale cała droga po piachu, więc inny przelicznik spalania… Suma summarum cała kwota do zapłacenia przez nas to 272tys. CFA, po ok 140USD na auto. Ponieważ nie mamy już tyla CFA, część jesteśmy zapłacić w dolarach, po nieco gorszym kursie. Reszta dnia to totalna laba, na szczęście wczoraj zabraliśmy obiadowe porcje na drogę, tak, że o wikt nie musimy się martwic, a jakieś piwo jeszcze pozostało w lodówce…

19.12.2022 – poniedziałek - Nguigmi > Granica Niger-Czad > Daboa > Rig-Rig > 140km od granicy, gdzieś na pustyni obok wioski Blablini – 200km

Zgodnie z wczorajszą umową, już przed siódmą zbiera się załoga trzech aut do konwoju i punktualnie wyjeżdżamy na trasę do granicy z Czadem. Ochrona to trzy Toyoty Land Cruiser z karabinem maszynowym na dachu i 18żołnierzy. Na rogatkach Nguigmi, na przydrożnym posterunku, którego bazą jest trzcinowy szałas, przystawiają nam pieczątki wyjazdowe z Nigru i zamykamy karnety CPD na auta. Kolejne 15km to regularna pustynia, brniemy w kopnym piachu, gdybyśmy nie upuścili powietrza w kołach do 1,2at, to w ogóle nie byłaby ta trasa do przejechania przez tak ciężkie auta jak nasze. Na szczęście po tym pierwszym bardzo trudnym odcinku, dalsza trasa przebiega nowo budowaną drogą, która przyszłościowo ma połączyć stolice Nigru i Czadu. Na 5 km przed faktyczną granicą stajemy na posterunku chronionym przez wojsko. Tu nawet nasz konwój nie może przejechać dalej, czekamy na posiłki wojskowe. Po 15 min dołącza do nas kolejna Toyota Land Cruiser z działkiem na dachu wypakowana do pełna żołnierzami i w takiej obstawie pokonujemy ostatnie kilometry dzielące nas od terytorium Czadu. Tu też żołnierze nas zostawiają i dalej aż do czadyjskiego posterunku granicznego, ulokowanego 10km za faktyczną granicą konwojuje nas jeszcze nigerska żandarmeria wynajęta w Nguigmi. Takim to sposobem dotarliśmy szczęśliwie do Czadu. Pod posterunkiem granicznym, który okazał się być całkiem przyzwoitym budynkiem zbiorowe pożegnalne zdjęcia z nigerską żandarmerią i czadyjskimi pogranicznikami.

Od razu przystępujemy do odprawy. Po kolejnej godzinie przybywa na granicę auto z biura podroży „Eyte” wraz z kierowcą i jednym z pracowników mówiących po angielsku, którzy mają nas konwojować z granicy do stolicy Czadu, N’Djameny. Dodatkowo miał być konwój, jednak teraz okazuje się, że pojedziemy ten dystans bez obstawy…? Podobno jest bezpiecznie i niczego nie musimy się obawiać. Pracownicy biura przywieźli stosowne „permity” i zezwolenia na nasz przejazd i poruszanie się naszymi autami po terenie Czadu.

Odprawa nieco się przedłuża, gdyż zgodę na nasz wyjazd z posterunku granicznego musi skontrolować komendant posterunku czadyjskiego po konsultacji z Ministerstwem Spraw Wewnętrznych w N’Djamenie. Przed południem przychodzi odpowiedź ze stolicy, wszystko jest Ok!, pogranicznicy przekazują nam ostemplowane paszporty i ruszamy w drogę. Dystans dzielący nas od stolicy to ok. 600km, gdzie prawie połowa trasy to totalne pustynne, bezdroża ciągnące się po północno-wschodniej stronie jeziora Czad.

Pierwszy odcinek, ok 50km do miejscowości Rig-Rig poruszamy się wzdłuż nowo budowanej drogi mającej w przyszłości połączyć stolicę z granicą z Nigrem. Udał się nam nawet przejechać prawie 20km po nowo położonym asfalcie. W Rig-Rig droga się kończy i wjeżdżamy w stepy okalające jezioro Czad. Teraz przejazd przypomina nieco jazdę po mongolskich stepach, jedyna różnica, to to, że wokół piasek. Jeszcze tego dnia udało się pokonać prawie 90km takiej drogi i gdzieś na środku pustkowia obok wioski Blablini (info z naszego GPS-a) pozostajemy na nocleg. My w autach, nasi przewodnicy śpią na materacach obok swojego Land Cruisera. Cisza, totalna pustka i niesamowity zachód słońca nad pustynią.

Dotarliśmy do Czadu, więc kilka podstawowych informacji… Czad jest państwem położonym w środkowej Afryce, w Sahelu saharyjskim. Graniczy z Libią, Sudanem, Republiką środkowoafrykańską, Kamerunem, Nigeria i Nigrem. Jest krajem cztery razy większym od Polski, i zamieszkuje go niespełna jedenaście milionów mieszkańców. Do 1960 roku Czad pozostawał w zależności politycznej od Francji i tegoż roku uzyska niepodległość. Głową państwa był wówczas François Tombalbaye, prezydent w latach 1962–1973. Nietolerancyjna i krótkowzroczna jego polityka względem zamieszkujących północną część kraju muzułmanów doprowadziła w 1965 roku do wybuchu długotrwałej wojny domowej. W 1979 roku rebelianci zdobyli stolicę, kładąc kres hegemonii południa w życiu politycznym kraju. Rozpoczęły się jednak walki między dowódcami zwycięskich ugrupowań rebelianckich, które doprowadziły w końcu do zwycięstwa Hissène Habré. Rządził on do 1990 roku, kiedy został obalony w wyniku zamachu stanu kierowanego przez Idrissa Déby’ego. Déby pozostawał u władzy przez kolejne 30 lat, stając się jednym z najdłużej rządzących przywódców państwowych w Afryce i na świecie. Po jego śmierci 20 kwietnia 2021, władzę w kraju na okres 18 miesięcy przejęła junta wojskowa pod przewodnictwem Mahamata Déby’ego Itno – syna zmarłego prezydenta.

Czad jest jednym z najbiedniejszych i najbardziej skorumpowanych państw na świecie. Większość Czadyjczyków żyje w ubóstwie, utrzymując się z pasterstwa i rolnictwa. W XXI wieku głównym źródłem dochodów do budżetu państwa stał się eksport ropy naftowej, zaś dotychczas dominujący przemysł bawełniany spadł pod tym względem na drugie miejsce.

nguigmi-ndjamena

<<<< POPRZEDNIA ——– NASTĘPNA >>>>