13.01.2023 – piątek – Krim-Krim > Moundou > Baikoro – nocleg u sióstr Franciszkanek od Cierpiących – 110km

Rankiem szybciutko docieramy do Moundou, droga wspaniała, rześki poranek, prawie zero ruchu. Na trasie patrzę na zegarek i zaintrygowała mnie data 13 i piątek, ale cóż nigdy nie byłem przesądny… Ponieważ wiemy, że na południu Czadu są jakieś problemy z dostawami paliw, uzupełniamy do pełna zbiorniki, przekraczamy rzekę Occid i kierujemy się w stronę granicy z Republiką Środkowej Afryki. Trzydzieści km z Moundou w wiosce Baikoro zjeżdżamy z głównej trasy prowadzącej do Doba i kontynujemy jazdę gruntowym szlakiem w stronę Gore, ostatniego większego miasta przed granicą. Po niespełna trzech km, przy przejeździe przez poprzeczną, ostrą dziurę, słyszę metaliczny dźwięk, jakbym przejechał po jakiejś blasze, które wypadła spod kół i uderzyła w podwozie. Co to, dziwne, gdyż żadnej blachy na drodze nie widziałem. Wszystko się jednak szybko wyjaśnia, lewy przód auta jakby zapadł się kilkanaście cm. Po zatrzymaniu szybkie sprawdzenie stanu zawieszenia i już wiemy, że pękł przedni amortyzator na wysokości połączenia z wahaczem, a że jest to zarazem część nośna przedniego zawieszenia, dalsza jazda z takim uszkodzeniem jest niemożliwa. Szybka nawrotka i bardzo wolno wracamy do małej wioski Baikoro, może tam znajdzie się jakiś kowal, czy warsztat posiadający spawarkę, aby był możliwość naprawy uszkodzenia…? I rzeczywiście, tuż przy skrzyżowaniu mieści się małą kuźnia, gdzie znajduje się spawarka napędzana przez archaiczny silnik diesla. Jednak aby zespawać pęknięte elementy należy wymontować z auta całą kolumnę z amortyzatorem i sprężyną. To nie lada wyzwanie w warunkach kiedy ma się do dyspozycji kawałek pobocza drogi… Jednak z pomocą współtowarzyszy podróży i moim doświadczenie w zakresie mechaniki, operacja się udała i po zamontowaniu w siermiężnym imadle przystąpiliśmy do zespawania pękniętych elementów. Dla bardziej wtajemniczonych technicznie, powiem jedynie, że wzmocnione amortyzatory australijskiej firmy „Peders”, wydawały się być niezniszczalne i, aż dziw bierze, że część która nie jest narażona na zginanie pękła w takim miejscu…? Dalsza praca poszła już szybciutko, solidne spawanie i zamontowanie na powrót części do auta zajęło niespełna godzinkę. A co się dzieje wokół, kiedy ja walczę z naprawą… Słyszę jakąś rozmowę po polsku, ale głosy jakby nie z naszego timu…? Podnoszę wzrok, a tu przedstawiają mi polskiego księdza, Zdziska, który od kilkunastu lat pełni misję na południu Czadu i w RŚA. Prawie trzy miesiące jedziemy przez Afrykę, a dopiero tu, i w takich okolicznościach mamy okazję spotkać i poznać krajana… Zdzisiek powiadamia nas, że 800m dalej stacjonują tu siostry Franciszkanki od Cierpiących i jak skończymy naprawę, to powinniśmy je odwiedzić… Niesamowite… Jeszcze do końca nie poskręcaliśmy zawieszenia naszej Toyoty, kiedy widzimy przed nami rezolutną białą kobietę, która przybyła na miejsce naprawy, przed kuźnię. Oczywiście wszystko się błyskawicznie wyjaśniło… Zdzisiek zadzwonił do sióstr, a one czym prędzej przybyły aby zobaczyć, czy aby, to na pewno Polacy dotarli do tego miejsca w Czadzie i do tego własnymi autami…?

Cóż za spotkanie, siostra Basia, mimo że jest w końcowej fazie leczenia kolejnej malarii, pomogła nam rozliczyć naprawę, a raczej usługę pospawania i zamiast zapłacić 20tys. CFA płacimy jedynie 10tys. Ok 80zł. Auto naprawione, więc należy nieco ochłonąć, a siostrzyczki zapraszają nas do siebie na skromny obiad… Oczywiście padają pytania z obu stron i trudno by było wszystko opisać…? Kwintesencją tej konwersacji jest, to, że siostry prowadzą w tej wiosce przychodnię lekarską, przedszkole i szkołę, a my otrzymujemy wiadomość, że absolutnie nie powinniśmy jechać do RŚA przez Gore, to szaleństwo, a jedyną drogą jest przejazd do tego państwa przez Kamerun. Takim to sposobem, pęknięty amortyzator, 13 i piątek ustrzegł nas od niefortunnego przejazdu, drogą która jest bardzo niebezpieczna i do tego fragmentarycznie zaminowana. Oczywiści poprzez wiele konsultacji z misjonarzami, któży stacjonują w RŚA dostajemy kompendium wiedzy, jak i jaką drogą możemy bezpiecznie dotrzeć do tego kraju. Jest tak miło i radośnie, że postanowiliśmy u cudownych siostrzyczek (jest jeszcze Kasia i Ewa) zostać do jutrzejszego dnia. Jak spotkanie, to znalazła się od razu skrzynka piwa i w atmosferze przyjaznej rozmowy biesiada trwała do wieczora. Był również czas na zaśpiewanie kolęd. Co za niezwykły i niespotykany dzień…

14.01.2023 – sobota – Baikoro > Moundou > kilometr przed przejściem granicznym z Czadu do Kamerunu – 140km

Zaraz po śniadaniu mieliśmy wyjechać w stronę granicy z Kamerunem, jednak za namową siostry Basi, postanowiliśmy jeszcze podjechać w Baikoro pod szkolę, którą zawiadują i prowadzą w ramach swej misji siostry Franciszkanki od Cierpienia. Trudno sobie wyobrazić jak wiele trudu należało włożyć, aby uruchomić tego typu działalność dla prawie półtorej setki uczniów, gdzie państwo nic nie dokłada do jej prowadzenia, a rodzice uiszczają jedynie skromną opłatę w wysokości ok. 160zł rocznie. Podczas wizyty otrzymaliśmy wiadomość od Kasi i Konstantego (pisaliśmy o nich w N’Djamenie – od roku podróżują Nisanem Patrolem do RPA), którzy jeszcze wczoraj, mimo naszych informacji, że nie powinni tego uczynić, chcieli dziś rano przekroczyć granicę do RŚA koło Gore. Widocznie było to niemożliwe, gdyż dostajemy informację od nich, że jednak jadą do Baikoro i razem z nami chcą do RŚA pojechać przez Kamerun. Jedynym problemem jest jednak to, że mają jednokrotną wizę do Kamerunu, która rozpoczyna się dopiero od końca Stycznia…?

Takim to sposobem po po wizycie w szkole wracamy na podwórko do siostrzyczek i tam czekamy na ich przyjazd, który potrwa co najmniej trzy godziny. Jak tylko ulokowaliśmy się w cieniu pod drzewem na posesję przybywa ksiądz Zenek, ten który wczoraj nas wyhaczył przed kuźnią podczas naprawy amortyzatora i czekając wspólnie na obiad mieliśmy sporo czasu aby porozmawiać o wszystkim co dotyczy miejsca i specyfiki misji, jaką przyszło tu im wszystkim pełnić.

Po obiedzie przybywa Kasia z Konstantym. Po konsultacji postanawiamy, że my ze Zbyszkiem jedziemy jeszcze dzisiaj do Kamerunu, natomiast Adam z Beatą pojadą wspólnie z Kasią i Konstantym, gdyż razem planują odwiedzenie Parku Narodowego Dzanga Sanga w RŚA, do którego my nie zamierzamy jechać. To dodatkowa wyprawa na co najmniej tydzień, dodatkowy tysiąc km przez bliżej nieznany teren i dodatkowa wyprawa której nigdy nie planowaliśmy. Ponadto zbyt mało informacji na temat działania parku, abyśmy ryzykowali taki przejazd, tym bardziej, że dotyczy to odległych rejonów w RŚA…?

Takim to sposobem w tym miejscu po dwóch i pół miesiąca wspólnej podróży rozstajemy się z Adamem i Beatą, może jeszcze spotkamy się u księdza Darka w sierocińcu w Jaunde, w stolicy Kamerunu.

Szybko docieramy przez Moundou pod granicę z Kamerunem i tuż przed przejściem, obok rozległego parkingu dla ciężarówek rozbiliśmy obozowisko na dzisiejszą noc.

15.01.2023 – niedziela – Granica Czad-Kamerun > Touboro > Mgaoundere > nocleg w buszu przy trasie 50km przed Melganga – 380km

Już przed ósmą stajemy do odprawy granicznej. Po stronie Czadu wszystko idzie dość sprawnie, płacimy w biurze imigracyjnym jedynie po 5tys.CFA od osoby. Jednak ostatni etap odprawy, czyli kontrola auta doprowadziła nas do stanu wielkiego zdenerwowania… Przewrócili nam wnętrze auto „do góry nagami”, robiąc to z furią i wielkim niesmakiem… Nie taki chcieliśmy na sam koniec pobytu w tym kraju, zachować wizerunek Czadu…

Po kameruńskiej stronie odprawa poszła zdecydowanie szybciej, opłaty wyniosły również 5tys. CFA od os. i bez zbędnych kontroli.

Dalsza trasa to długi przejazd górzystymi terenami północnego Kamerunu, porośniętymi wysoką sawanną. Droga generalnie w bardzo dobrym stanie, jedynie od czasu do czasu niespodziewanie napotykamy na olbrzymie wyrwy… Klimat nieco chłodniejszy, gdyż poruszamy się po wyżynnym obszarze ulokowanym średnio na wysokości 1500m.n.p.m.

Na nocleg zostajemy na szerokim skraju drogi obok wioski Louggol, gdzieś w połowie trasy pomiędzy miejscowościami Mgaoundere i Melganga.

16.01.2023 – poniedziałek – Melganga > Garoua Boula > Granica Kamerun-Republika Centralnej Afryki > Baboua > Bouar – nocleg w Domu Pielgrzyma przy katedrze w Bouar, prowadzonym przez polskie siostry Pasterzanki – 290km

Rano szybki dojazd do granicy Kamerun-RŚA (150km) ulokowanej w miejscowości Garoua Boula. Odprawa po kameruńskiej stronie nieco się przedłużyła, gdyż w Urzędzie Celnym zabrakło kompetentnej osoby, która by zamknęła karnet CPD. Tym razem obyło się bez żadnych dodatkowych opłat… Po stronie RŚA wszystko przebiegło jeszcze sprawniej, pieczątki wjazdowe otrzymaliśmy na komisariacie oddalonym dwa kilometry w głąb tego kraju, a opłata wjazdowa wyniosła 5tys. CFA od osoby. Na wyjazdowej drodze jeszcze dwie dodatkowe kontrole, jednak po okazaniu pieczątek wjazdowych puszczono nas dalej życząc szerokiej drogi. Droga którą jedziemy, jest trasą łączącą stolicę Kamerunu, Yaounde ze stolicą Republiki Centralnej Afryki, Bangui. Tuż po przekroczeniu granicy droga świetnym stanie i prawie pozbawiona ruchu. Dopiero 50km dalej, na rogatkach Baboua mamy kolejną kontrolę, za tysiaka CFA wpisują nas w kajet i prowadzeni przez policjanta na małym skuterku jesteśmy doprowadzeni przed oblicze miejscowego naczelnika komisariatu. Kilka pytań, gdzie i dlaczego oraz nasze stwierdzenie, że jesteśmy turystami mu wystarcza i po kilku minutach jedziemy dalej…

Przed 15.00 docieramy do Bouar. Na pierwszym skrzyżowaniu pytamy o katolicką katedrę, gdzie grupa napotkanych przechodniów od razu ruchem ręki wskazują na wielkie wzgórze. Dalej już nie musieliśmy pytać, gdyż z oddali na dominującej nad miastem górce, było widać wielki krzyż na szczycie piramidalnej budowli, jaką architektonicznie przypomina katedra. Po paru minutach staliśmy naszymi autami pod jej budynkiem.

Szybko zostaliśmy doprowadzeni do tutejszego proboszcza, księdza Krzysztofa, a później po kolei do sióstr Pasterzanek, Beaty i Basi, oraz księdza Marka zawiadujących miejscowym Domem Pielgrzyma. Szybciutko, również o naszym przyjeździe zawiadomiony został Dominikanin, brat Benek, prowadzący w tym mieście, jedyną w RŚA, Afrykańską Szkołę Muzyczną… Jakby prosto z marszy jesteśmy porwani na koncert jazzowy, gdyż właśnie dzisiaj o 16.00 odbywają się próby. Usadzono nas w vipowskiej loży na trzech plastikowych krzesłach, Benek przedstawił młodzieży całą nasza trasę przybycia do RŚA, a później uczniowie zaczęli dla nas grać… Przeżycia nie do opisania i nie do zapomnienia… Aż trudno sobie wyobrazić ile czasu i pracy należało włożyć ze strony inicjatora pomysłu, Benka dla stworzenia czegoś takiego w Afryce…? Wielki „szacun”…

Oczywiście wieczorem, odbyliśmy jeszcze wiele spotkań i niezwykle ciekawych rozmów z księżmi Markiem, Jackiem i Krzysztofem… Trudno poruszone tematy opisać w paru zdaniach, z pewnością przekażemy główne tematy w dalszym czasie i nieco uporządkowane w konkretne wątki tematyczne…

Jedno jest pewne, że dotarliśmy do miejsca, gdzie ulokowana jest największa polska grupa misjonarzy pracujących w Afryce… Nigdy tego sobie w taki sposób nie wyobrażaliśmy i nie mieliśmy wiedzy na ten temat…

17.01.2023 – wtorek – Bouar – pobyt w misji katolickiej, Szkole muzycznej i u sióstr Pasterzanek

Od wczoraj najdujemy się w 40tys. mieście Bouar, stolicy prefektury Nana-Mambéré. Historia jego powstania związana jest z utworzeniem dawnej bazy armii francuskiej.

Nasz dzisiejszy dzień zapowiada się bardzo intensywnie… Zaraz po wspólnym śniadaniu u sióstr Pasterzanek, porywa nas br.Benek, ten od jazzu i jedziemy do jego Afrykańskiej Szkoły Muzycznej. Podczas wizyty i oprowadzania po trzykondygnacyjnym obiekcie opowiada o swej już misji. Kiedy przyjeżdżałem tu jako sekretarz misyjny, spotykałem ludzi, którzy śpiewają i tańczą. Wiedziałem też, że nigdzie nie pobierają nauk i że cały ten zapał do muzyki pochodzi jedynie z panujących tu tradycji. Wtedy postanowiłem, że jeśli przyjadę tu jako misjonarz, założę szkołę muzyczną z prawdziwego zdarzenia, mówi br. Benedykt Pączka OFMCap, który od ponad 9 lat pełni swą misję w Republice Środkowej Afryki.

Kiedy w 2013 r. tu dotarł trwała wojna domowa. Zbrojne napady, pogromy i tortury były na porządku dziennym, a widok 13-latków ganiających z bronią, był niczym nadzwyczajnym. W sercu Afryki, gdzie tysiące małych żołnierzy giną w puczach i rebeliach, polski zakonnik dał dzieciom instrumenty zamiast broni i uczy je muzyki. Porządna gitara kosztuje jakieś 120 tys. franków, zaś kałasznikowa można dostać już za 50 tys. franków.

Zainteresowanie projektem jest ogromne, a część osób gotowa jest rezygnować ze swoich prac, by w tym czasie wziąć udział w zajęciach muzycznych. Tym bardziej że dla mieszkańców RŚA muzyka jest ważnym elementem codziennego życia i wyrażania emocji. „Tu każda kaplica i każdy kościół ma swój chór. W programie zajęć szkoły muzycznej znajdą się m.in. lekcje gry na perkusji, gitarze, pianinie, nauka emisji, kształcenie słuchu i rytmika. Edukacja muzyczna to nie jedyny cel powstającej placówki. Kolejnymi są pomoc dzieciom i młodzieży z terenów dotkniętych wojną i konfliktami na tle etniczno-religijnym, a także promowanie w lokalnym społeczeństwie wartości chrześcijańskich. Szkoła muzyczna oferuje również wsparcie psychologiczne dla dzieci będących ofiarami konfliktu, dba o integrację dzieci i promowanie pokoju. Dzieci i nauczyciele otrzymają całodniowe wyżywienie, dostęp do instrumentów i materiałów szkoleniowych. Pomysłodawca projektu br.Benek podkreśla, że duże znaczenie miało wsparcia, jakie projekt otrzymał z Polski, i że jest pierwszą szkołę muzyczną w RŚA, którą stworzyli Polacy. Zaprasza też do współpracy chętnych, którzy chcieliby wesprzeć powstającą placówkę oraz edukację dzieci i młodzieży w tej części Afryki.

Po wizytacji przejeżdżamy do klasztoru kapucynów zwanym „Saint Laurent” i odwiedzamy niezwykłe muzeum „Da ti a kotara”. Zawiera prawdziwe skarby, które są warte zobaczenia przez każdego, kto odwiedza Bouar. Muzeum znajduje się około 3 km od centrum miasta, na samym wzgórzu z widokiem na miasto. W regionie zachowały się pozostałości kultury z megalitami, zgłoszonej w 2006 r. do wpisania na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Strefa megalityczna obejmuje 130 km długości i 30 km szerokości. Starożytne kręgi menhirów o wysokości od 2 do 3 metrów wyznaczają miejsce starożytnych pochówków (zostały one wzniesione w I tysiącleciu pne). Jeden z nich znajduje się przed budynkiem muzeum.

Natomiast muzeum zawiera niespotykana kolekcję przedmiotów (broń, narzędzia, ozdoby, biżuteria, rzeczy codziennego użytku itp.) plemion zamieszkujących wszystkie regiony Republiki Centralnej Afryki, zebrane i pozyskane przez jednego z braci. Wszystkie eksponaty są pięknie uporządkowane i opisane, oraz przypisane na mapach do poszczególnych rejonów. Byliśmy w wielu afrykańskich muzeach, lecz to zachwyca tą niewiarygodnie bogatą kolekcją. Przechodząc się pomiędzy eksponatami, zastanawiałem się…? ile wypraw w odległe regiony tego kraju musiano przeprowadzić i ile trudu wymagało pozyskanie takiej gamy przedmiotów…? niesamowite…

Po solidnym zwiedzaniu brat Benek zaprosił nas ponownie do szkoły muzycznej na wystawny jak na afrykańskie realia obiad, po którym uczniowie jeszcze raz wykonali dla nas koncert jazzowy, połączony ze śpiewami i występami. My natomiast zrewanżowaliśmy się dziecion obdarowując je prezentami, szczególnie cieszyły wszelakie piłki…

Dzień zakończyliśmy wspólną kolacją w naszej bazie u sióstr Pasterzanek. Tu też dowiedzieliśmy się, że rezyduje w Bouar polski biskup, Mirosław Gucwa, który od 1992 r. świadczy posługę misyjną w Afryce.

Pobyt w Bouar był dla nas niezwykłym przeżyciem, gdzie spotkaliśmy tylko wspaniałych ludzi, którzy poświęcili swe życie dla służby innym… To niezwykłe poświęcenie, szczególnie w takim miejscu jakim jest Afryka i nękane przez konflikty i rebelie RŚA .

Szczegółowe opowieści napotykanych w tym miejscu misjonarzy, dały by materiał dla długich reportaży lecz nie sposób teraz wszystko na szybko opisać.

18.01.2023 – środa – Bouar > Baboua (polscy księża z katolickiej parafii) > granica RŚA – Kamerun > Garoua Boula > Bartoua > Doume – nocleg Toyota In przy kościele katolickim w Doume – 440km

Wczesnym rankiem, zaraz po śniadaniu, tuż po siódmej ruszamy w drogę powrotną do Kamerunu. Tym razem nie jedziemy sami, towarzyszą nam jadący Hiluxem, ks. Marek i siostra Beata. Jadą na zakupy do Kamerunu, szczególnie po paliwo i produkty spożywcze, które tu na miejscu są dwukrotnie droższe, lub niedostępne… Dla nas to ponadto wielkie ułatwienie, gdyż unikniemy kontroli na każdym szlabanie, a jest ich na trasie sporo. Po drodze zajeżdżamy jeszcze pod parafię katolicką w Baboa, gdzie dosiada się kolejny polski ksiądz jadący w podobnej sprawie do Kamerunu. I rzeczywiście taka forpoczta otwiera wszystkie szlabany, łącznie z tym, gdzie w pięć minut na posterunku policji podbijają nam paszporty stemplem wyjazdowym. Po pokonaniu 150km, tuż po dziewiątej stajemy do odprawy po kameruńskiej stronie. Tu też żegnamy się z naszymi cudownymi misjonarzami i misjonarkami i już sami stajemy do dalszej odprawy. Ta też idzie bardzo szybko i po kwadransie jedziemy już w stronę stolicy Kamerunu, Yaounde. Dalsza trasa z Garoua Boula do Bartoua prowadzi najpierw przez wysoką sawannę, później przez lasy deszczowe i regularną dżunglę. Za Bartoua nasz GPS skierował nas na drogę Nr.1 przez Nanga-Eboko, jednak na posterunku policji, na rogatkach miasta stanowczo odradzono nam tę trasę i skierowano nas na równoległą drogę Nr.10 przez Abong Mbang. Szybka nawrotka, na szczęście wracamy się tylko 4km i kontyn ujemy jazdę w kierunku stolicy.

Robi się późno, a my jedziemy przez regularną dżunglę, nie ma żadnej możliwości zjechania z trasy aby znaleźć lokum na dzisiejszą noc. Na trasie w małym miasteczku Doume zauważamy na wielkim placu kościół katolicki, podjeżdżamy wiec aby zapytać, czy aby nie moglibyśmy tu rozbić obozowiska na dzisiejszą noc. Oczywiście otrzymaliśmy zezwolenie, nawet chcieli nas zaprosić gdzieś w bardziej luksusowe miejsce pod dom sióstr zakonnych, jednak nam takie warunki i tak były wystarczające i pozostaliśmy pod kościołem do rana.

19.01.2023 – czwartek – Doume > Ayos > Yaounde – na nocleg zawitaliśmy do misji katolickiej u ojca Darka – 270km

Już przed ósmą jesteśmy na trasie. Mamy zamiar podjechać dzisiaj aż pod granicę z Gwineą Równikową. Droga prowadzi poprzez bujną dżunglę. Na trasie wiele ciężarówek wyładowanych solidnymi balami ze ściętych drzew. Nieco zmieniła się architektura wioskowych domków, gdzie glinę i trzcinę zastąpiły solidne drewniane deski. Droga generalnie w nie najgorszym stanie, należy jednak uważać na niespodzianki w postaci wielkich jam, które przy dużej prędkości są czasem trudne do ominięcia. Takim to sposobem na jednej z takich wyrw, tuż przed miejscowością Ayos odpadła końcówka rury wydechowej, pękła tuż przy wylocie z tłumika. Dwa km dalej w centrum miasteczka, tuż przy drodze w pół godziny usunięta została usterka, sprytny spawacz bez podnoszenia auta połączył uszkodzone elementy, wzmacniając konstrukcję kawałkami stalowego pręta. Naprawa kosztowała 5tys. CFA, ok 35zł.

Czym bliżej stolicy, Yuande, tym większy ruch. Ostanie trzydzieści km wleczemy się w korku za wielkimi ciężarówkami. Robi się na tyle późno, że zmieniamy nieco plany i w drodze do Gwinei Równikowej zajedziemy dzisiaj na nocleg do ojca Darka, którego to znamy jeszcze z poprzedniej bytności w Kamerunie siedem lat temu. Tu robiliśmy przerwę w tamtejszej podróży, tam też pozostawiliśmy auta na ten czas.

Mocno kluczymy aby dotrzeć do celu, tak mocno zmieniła się okolica…? Niegdyś peryferie i obrzeża stolicy, teraz centrum kolejnej dzielnicy Yaounde.

Oczywiście jak takie spotkanie po latach, to musiało być zimne piwko na powitanie, a później Polaków rozmowy w Świecie… Siedem lat temu była tu jeszcze wielka budowa, teraz wszystko skończone i uporządkowane. Ojciec Darek mieszka już w normalnym domu, przybył też kolejny budynek dla dzieci, gdzie na parterze mieści się kaplica i świetlica. Podwórko jest wybrukowane kostką, więc wszędzie czyściutko i schludnie.

Misja-Kamerun ma już przeszło 26 lat. W ramach działalności charytatywnej ojciec Darek, założył w 2001r. „Foyer St. Dominique”, spełniające rolę Domu Dziecka w Bertoua i od 2009 również w Yaounde. Bez względu na stałe braki i bardzo skromne warunki życiowe, dzieci mają zapewnione, dzięki ojcu Darkowi, miejsce do spania, jedzenie i szkołę. Pod opieką jest 40 dzieci w dwóch sierocińcach (oba domy stworzyliśmy specjalnie dla nich) i ok. 350 mieszkających z rodzicami, dzięki naszemu wsparciu chodzących do szkoły (zamiast od najmłodszych lat pracować).

Działalność Misji-Kamerun jest finansowana tylko dzięki hojnemu sercu ludzi dobrej woli, głównie z Polski. Cały czas poszukujemy nowych przyjaciół, którzy wspomogą rzeszę biednych afrykańskich dzieci, którym możemy razem poprawić warunki życiowe i dać nadzieję na lepsze życie https://misja-kamerun.pl/ . Zawsze w tej sprawie można skontaktować się z ojcem Darkiem poprzez e-mail dariusz@misja-kamerun.pl lub WhatsApp +237 696615551

misja-kamerun

Wystarczy systematycznie wspomóc symbolicznymi 10zł miesięcznie aby zapewnić stały dopływ środków na utrzymanie sierocińca. Można pomagać, wpłacając na polskie konto w Banku PKO: Misja-Kamerun Dariusz Godawa – INTELIGO Nr. 50 1020 5558 1111 1209 2800 0024

Można też dokonać darowizny w postaci 1% odpisu od podatku na konto Stowarzyszenia Przyjaciół Dzieci Słońca, KRS 0000313743 Nr konta PKO: 03 1020 2498 0000 8002 0268 4942

Jeśli ktoś zdecyduje się na takie skromne wsparcie będziemy wdzięczni… i z góry dziękujemy…

Oczywiście był czas na wiele opowieści, gdyż lata lecą, a rożnych wydarzeń mnóstwo… Z pewnością napiszemy o tym coś więcej w następnych dniach…

20.01.2023 – piątek – Yaounde > Mbalmayo > Ebalowa > Ambam > Kye-Ossi > granica Kamerun – Gwinea Równikowa > odwrót – nie zostaliśmy wpuszczeni pomimo ważnej wizy > Ambam > Mbout > D’Alen – nocleg obok kościoła katolickiego na posesji parafialnej – 380km

Przed ósmą opuszczamy teren Misji- Kamerun, powrócimy do ojca Darka za kilka dni, kiedy zakończymy wizytę w Gwinei Równikowej. Wyjazd ze stolicy zajął nam trochę czasu, gdyż zaraz za miastem napadła na nas brygada Nadzoru Transportu Drogowego i chcieli na nas wymóc mandat za przekroczenie prędkości. Nic takiego nie miało miejsca, gdyż w sznurze aut jechaliśmy kilkanaście km za autobusem. Na siłę chcieli wyrwać kasę, a na potwierdzenie przekroczenia prędkości nie mieli nic, jedna wielka banda… Skończyło się na wyzwiskach, niepotrzebnej pyskówce i kupie niesmaku. Po kilku minutach oddali dokumenty i jeden z kontrolujących przeprosił za zamieszanie… taka jest Afryka, czasem należy się postawić i krzyknąć…

Droga prowadząca przez dżunglę w dobrym stanie jedynie za Ebolowa, kilkadziesiąt km z dziurami. Na granicy w Kye-Ossi jesteśmy w południe. Szybko na posterunku policji załatwiamy pieczątki wyjazdowe z Kamerunu, zamykamy karnety CPD w miejscowym Urzędzie Celnym położonym w centrum miasteczka i podjeżdżamy pod graniczny szlaban do Gwinei Równikowej. Jednak kameruński pogranicznik nie otwiera szlabanu, każe nam iść najpierw na piechotę do gwinejskich służb granicznych, aby potwierdzić, że nas wpuszczą do tego kraju. Nieco zdziwieni takim obrotem sprawy idziemy z paszportami na gwinejską stronę…? Jakież było nasze zdziwienie, że nawet nie przepuszczono nas do budynku odpraw, tylko naczelnik urzędu bez oglądania wiz, bardzo nieuprzejmie, przez metalową zaporę krzyknął, że nie wpuszczą nas przez to przejście do tego kraju. Żadne tłumaczenia, że mamy aktualne turystyczne wizy nie miało sensu… potraktowano nas jak, za sowieckich czasów wyganiając z granicy, nie ma gadania i koniec… nikt nawet nie zaglądnął do paszportów i nie pooglądał wiz…? Co to za kraj…? Słyszeliśmy, że to druga Korea Północna, ale nie wyobrażaliśmy sobie takiego chamstwa… Kompletny brak szacunku do ludzi i urzędu…

Cóż, nie mamy szansy nic więcej zrobić, jak anulować pieczątki świadczące o opuszczeniu Kamerunu, na nowo otworzyć karnet CPD w U.C. i udać się w drogę powrotną do Yaunde. Dnia starczyło nam jedynie na pokonanie połowy powrotnej trasy i w małej wiosce D’Alen, podjechaliśmy na grodzony teren parafii katolickiej, gdzie za zgodą miejscowego, kameruńskiego księdza pozostaliśmy na dzisiejszy nocleg. Ksiądz był niezwykle miły i zadowolony, że może nam udzielić schronienia… Pomimo że my ni w ząb po francusku, a on skromnie po angielsku, dowiedzieliśmy się sporo o miejscowym społeczeństwie. Przede wszystkim dominują tu mieszkańcy wyznania protestanckiego, a katolików jet zaledwie niewielka grupa…

21.01.2023 – sobota – D’Alen > Ebalowa > Mbalmayo > Yaounde – ponownie w sierocińcu prowadzonym przez ks.Darka – 170km

Dziś szybki powrót do stolicy, na posesję Misji-Kamerun. W powrotnej drodze zajeżdżamy do przydrożnych wytwórni; koszy plecionych, łóżek, drewnianych moździerzy i wszelkiego rodzaju grzechotek i bębnów. Wczoraj jedynie oglądaliśmy te wyroby z okien auta, śpiesząc się na granicę z Gwineą Równikową. Przed południem docieramy ponownie w progi sierocińca prowadzonego przez ojca Darka. Nieco zdziwiony i zaskoczony wita nas słowami: trzeba zawsze słuchać polskich misjonarzy, na 99% wiedziałem, że Was do tego kraju nie wpuszcza, pomimo że macie wizy…? To prawda, przed wyrobieniem wiz do tego kraju, Darek mówił nam, że wjazd do tego kraju jest niemożliwy…

Resztę dnia spędzamy z dziećmi, które chętnie uczestniczą we wszystkich zabawach i tańcach…

22.01.2023 – niedziela – Yaounde- pobyt w Misji-Kamerun

Prawie dotarliśmy do mety, naszej obecnej podróży… Miała się zakończyć w RPA, niestety kończy się w Kamerunie. Miało być 29tys.km, jest tylko 21tys.km. Ponownie, powodem niespełnienia naszych planów była niemożliwość pozyskania sudańskiej wizy… Spełniliśmy jednak podstawowy cel naszej wyprawy, czyli dotarcie do Czadu i wyjazd na saharyjską część tego kraju, na wyżynę Ennedi i nad jeziora Ounianga.

Jutro rano jedziemy do kameruńskiego portu Douala i będziemy się starać zapakować nasze auta do kontenera, aby wysłać je droga morską do kraju. Pomaga nam w tym firma C.Hartwig SA z Gdyni…

23.01.2023 – poniedziałek – Yaounde – pobyt w Misji-Kamerun

24.01.2023 – wtorek – Yaounde > Douala – 250km

Wcześnie rano wyjeżdżamy wraz z ojcem Darkiem do Douala, głównego portu w Kamerunie, położonego nad Zatoką Gwinejską. Droga wąska, trasa mocno zatłoczona wszelakimi tirami, w szczególności wielkimi dłużycami załadowanymi potężnymi balami tropikalnych drzew. Przejazd 250km odcinka zajął nam prawie pięć godzin. Dwudziestokilometrowy wjazd do Douala, to pasmo korków i szaleńczego ruchu. My kierujemy się do biura firmy spedycyjnej Agora Shipping & Logistics www.agora-logistics.com , która kooperuje z polskim spedytorem C.Hartwig Gdynia SA ( www.chg.pl ul. Kielecka 2, 81-303 Gdynia. Sprawami wysyłek zajmuje się pani Anna Zadroga mobile: +48 502 012 532 e-mail: a.zadroga@chg.pl . W biurze, panią Rosiane Tantchou +237 650845405 e-mail: logistics.assistant@agora-logistics.com ustalmy procedurę wysyłki naszych aut do Polski. Prawdopodobnie jest to tutaj na tyle rzadka sprawa, że musimy przecierać transportowo-logistyczne szlaki. Na początek zebrano wszystkie dokumenty i pani Rosiane z całym ich plikiem, oczywiście również z karnetem CPD pojechała do portowego Urzędu Celnego. My w tym czasie w lokalnej knajpce mięliśmy czas na małą przekąskę i zimne piwko. Po 16.00 są wieści… mamy skopiować jeszcze wszystkie ostemplowane strony paszportów i możemy odstawić auta na parking, który firma wynajmuje przy międzynarodowym lotnisku. Już wspólnie z pracownikami Agora Shipping & Logistics kontrolujemy i przekazujemy obie Toyoty wraz z kluczykami pod ich jurysdykcję, kontener 40stopowy do którego mają być załadowane wypłynie najprawdopodobniej w przyszłym tygodniu. My aua zdaliśmy, nad resztą będzie czuwała polska firma spedycyjna C.Hartwig Gdynie SA, gdzie uiścimy wszystkie należności… na razie wiemy, że będzie to koszt za całą 40-stkę, 6200€ + opłaty portowe w Gdyni.

Nam jedynie pozostało zrobić pożegnalne zdjęcie z autami wraz pracownikami firmy której je przekazaliśmy i podjechać do najbliższego hotelu, aby gdzieś spędzić dzisiejszą noc. Udało się znaleźć przyzwoity hotel 5km od lotniska w Douala – Saffana Hotel, 20tys.CFA pok. 2os. ze śniadaniem i klimą.

rca-kamerun

Jeszcze tego dnia wieczorem wyszukujemy możliwości szybkiego powrotu do kraju. Nie mogliśmy tego zrobić wcześniej, gdyż tak naprawdę nie wiedzieliśmy ile dni zajmie nam pozostawienie naszych aut do wysyłki w porcie. Wszystko poszło nadzwyczaj szybko, więc i szybko teraz należy znaleźć najlepsza opcje zakupu biletów lotniczych z Youande do Polski. Niestety tak na szybko skazani jesteśmy na niewielką ilość opcji, które cenowo w ogóle są do zaakceptowania. Już mieliśmy zarezerwowany lot przez Addis Abebę, Ethiopian Airlines za 3100zł od os, lecz z powodu nie akceptacji naszych kart płatniczych całą procedurę musieliśmy przenieść do Polski i o zapłatę poprosić żonę Zbyszka, Danusię. Niestety w trakcie kolejnego zakupu biletów zmieniła się cena na ponad 5tys. od os. i wyszukiwanie musieliśmy przenieść do innej linii lotniczej…? W końcu za cenę 3900zł udało się zakupić bilety w Brussels Airlines, lecz lot jest już jutro o 22.10 z Yaounde do Brukseli, a później po 10godz. oczekiwania, do Wiednia. Z Wiednia do swych domów musimy się dostać FlixBusami.

25.01.2023 – środa – Douala > Yaounde – powrót autobusem do Misji-Kamerun – wylot do Polski z lotniska w Yaounde – 22.10 wylot do Wiednia przez Brukselę

Dzisiaj czeka na nas bardzo intensywny dzień… Zaraz po hotelowym śniadaniu jedziemy na dworzec autobusowy w Douala, aby jak najszybciej powrócić do stolicy, Yaounde i do Misji-Kamerun. Transport autobusowy w Kamerunie jest bardzo dobrze zorganizowany i podzielony na kategorie. My wybieramy wersje Vip, jest dwa razy droższa, ale autobusy są naprawdę bardzo luksusowe, dużo miejsca, klimatyzacja, kawa, napoje, kanapki. Bilet na trasie Douala > Yaounde (250km) kosztuje 7tys.CFA od os. (ok.50zł), a autobus wyjeżdża wtedy, kiedy uzbiera się komplet pasażerów…? Na szczęście czekamy tylko 15min i już jesteśmy na trasie. Przed 14.00 jesteśmy już z powrotem w sierocińcu u Darka.

Teraz szybkie pakowanie, wielkie podziękowania, pożegnanie z dziećmi i z ojcem Darkiem i już przed 19.00 jedziemy taksówką na lotnisko. Wszystko przebiega bezproblemowo i o czasie. Po spokojnym locie, przebiegającym prawie dokładnie na północ, na brukselskim lotnisku jesteśmy przed piątą nad ranem następnego dnia.

26.01.2023 – czwartek – Lot z Brukseli do Wiednia – później FlixBas do Bielska Białej

Jednak to nie koniec naszych przygód… gdyż kolejny lot który mieliśmy mieć z Brukseli do Wiednia o 15.35 został odwołany po ogłoszeni otwarcia jego bordingu…? Czegoś takiego jeszcze nie mieliśmy…? Zamiast pakować nas do samolotu, odbieramy bilety na zastępcze połączenia… Dala nas przypadł kolejny lot z Brukseli do Wiednia o 17.45 w wykonaniu Austrian Airlines. Szybko liczymy czas… jest szansa, że zdążymy na FlixBasy, na które mamy już wykupione bilety z Wiednia do naszych rodzimych miast. Niestety kolejny lot jest opóźniony o kwadrans, co powoduje kolejny stres… W rezultacie po wylądowaniu w stolicy Austrii, z powodu napiętego czasu, z lotniska na dworzec musimy wziąć taksówkę (40€). Takim to sposobem mieliśmy jeszcze 15min na zakup kanapek na stacji BP, pożegnanie ze Zbyszkiem i wejście do autobusów…

To nie koniec przygód, gdyż nam na trasę do Bielska przydzielono jakiś zastępczy autobus, z siedzeniami chyba przystosowanymi dom przewozu dzieci, gdyż nie było możliwości, wsunięcia nóg pomiędzy poprzedzające oparcie…? Cała drogę, ponad sześć godzin jazdy do Bielska Białej przesiedzieliśmy w pozycji poprzecznej do kierunku jady… Pusty śmiech i wkulenie nas ogarnęło, kiedy porównaliśmy niedawny luksusowy przejazd autobusem w Kamerunie i ten w cywilizowanej Europie…?

27.01.2023 – piątek – Międzyrzecze Górne – Chałupa na Górce – na miejscu jesteśmy po czwartej nad ranem…

Autobus na szczęście dotarła na dworzec do Bielska Białej punktualnie pięć po czwartej i szybko taksówką dotarliśmy do naszej Chałupy na Górce w Międzyrzeczu Górnym 10km od centrum miasta. Patrzymy na kalendarz, minęły dokładnie trzy miesiące, gdyż w podróż ruszyliśmy z tąd 28 października 2022r.

afryka_trasa

Na podsumowanie przyjdzie czas niebawem, tymczasem musimy nieco odpocząć do podróżniczej codzienności… To jest ten czas, kiedy docenia się walory swojego domu i lokalne przyzwyczajenia… zobaczymy jak długo nas będzie cieszyć taki stan i znowu zatęsknimy za kolejną podróżą…? Z doświadczenia wiem, że z pewnością będzie to już niebawem…

<<<< POPRZEDNIA