Skandynawia 2021 – opis trasy (04.07 ÷ 02.08.2021r.)

Nasza Toyota Hilux 4×4 przygotowana do drogi, choć przejechała pół świata, stuknęło już jej osiem lat i 180tys. na liczniku, to trzyma się dzielnie. Rowery zapakowane, rozpoczynamy kolejną wyprawę. Będzie to skrócona wersja dotarcia na Nordkapp, którą zaplanowaliśmy już dwa lata temu, a z przyczyn pandemicznych nie doszła do skutku. W zeszłym roku w ogóle, nawet w skromnej części nie była do wykonania, dzisiaj po dwóch latach w skromnej i mocno okrojonej skali… jedziemy. Miał być Kaukaz, kaukaskie republiki (Dagestan, Osetia, Inguszetia, Abchazja, Czeczenia), później góry Ural, Archangielsk, Karelia, Wyspy Sołowieckie, Murmańsk i dopiero Nordkapp i powrót przez Lofoty i Norwegię. Dzisiaj cieszymy się, że jest Finlandia, Norwegia, Nordkapp, Lofoty i Szwecja… Miało być ponad 20tys.km i prawie trzy miesiące podróży, jest miesiąc i może dobijemy do 10tys. W 2008roku, 13lat temu jechałem podobną trasą ale przez Rosję, Karelię i Murmańsk na motocyklu, niestety pogoda w rejonie Nordkappu była fatalna i przez tydzień w temp 5ºC oglądałem jedynie mgłę i deszcz, jest nadzieja, że teraz będzie inaczej.

Teraz obecna rzeczywistość i uproszczona wersja reportażu… niestety na razie bez zdjęć:

04.07.2021-niedziela – Międzyrzecze Górne „Chałupa na Górce” > Długosiodło – stacjonujemy „U Basi i Przema”- 470km

05.07.2021-poniedziałek – Długosiodło > Kowno > Ryga - 615km

Nocleg: kemping -Ķīpsalas iela 8, Kurzemes rajons, Rīga, LV-1048, Łotwa Telefon: +371 67 067 519 – 20€ za stanowisko z podłączeniem do prądu (są toalety, umywalki, nie ma prysznicu).

06.07.2021-wtorek – rowerowy objazd Rygi i dojazd nad Bałtyk u ujścia rzeki Ryga – 53km

Wczoraj dotarliśmy do Rygi. Granie z Litwą i Łotwą otwarte, przekraczamy bez zatrzymania, pusto żadnych kontroli. Stacjonujemy na kempingu opodal centrum (3,5km), jest jedynie kilka kamperów z Niemiec i Estonii. Rano zwiedzamy rowerowo miasto, stolicę Łotwy. Byłem tu kilka razy, ale tak „wymarłego” miasta jeszcze w życiu nie widziałem, no chyba że ostatnio Mostar. Bez przesady, ale chyba jesteśmy jedynymi turystami w Rydze…? Po skrupulatnym objechaniu zakątków miasta, przejechaliśmy dalej na rowerach nad Bałtyk, oddalony od centrum miasta o 22km. Super trasa, jednak po dotarciu na plaże, widzimy ponownie totalne puchy…? przecież to pełnia sezonu, żer leje się z nieba 30ºC. Ponadto przy brzegu morze zakwitło… Jutro przemieszczamy się do Talina, pojutrze prom do Helsinek.

07.07.2021-środa – Ryga > Tallin-320km

Krótki przejazd (320km) wzdłuż bałtyckiego brzegu z Rygi do Tallina. Granica bez pytań, bez zatrzymania. Na miejscu jesteśmy późnym popołudniem. Plaże w niczym nie przypominają tych naszych, pięknych rozległych i piaszczystych… błoto, kamienie, zarośla i sinice… Ponadto mamy tu Sycylijskie upały, dzisiaj w Tallinie 33ºC. Stolica Estonii pozbawiona turystów, oferuje dzisiaj nieco niższe ceny, na runku wypiliśmy piwo z 20% „skitką” za jedyne 5,20€, a nie za 6,5€. Oczywiście wysokie ceny nie odstręczają od zwiedzenia po raz kolejny tego przepięknego miasta.

Nocleg: parking przed przystanią promową, 500m od Starego Miasta – 6€ za 24h

08.07.2021-czwartek – prom Tallin > Helsinki – Wypłynięcie: Czw. 08 lipca 2021 godz.12:00

Przypłynięcie: Czw. 08 lipca 2021 godz 14:15 Czas trwania rejsu: 02godz. 15Min. – 87km przez Zatokę Fińską i kolejne 17km do kempingu. Rejs o czasie już o 15.00 jeteśmy na kempingu. Szybkie zajęcie stanowiska, zrzutka rowerów i jedziemy zwiedzać stolicę Finlandii. Do centrum prowadzą świetne ścieżki rowerowe – Helsinki zwiedzanie rowerami – 35km

Nocleg: Rastila Camping Helsinki adres: Karavaanikatu 4, 00980 Helsinki, Finlandia, Telefon: +358 9 31078517

09.07.2021-piątek – Helsinki > (droga nr.7 i później 6) > Porvoo > Lappeenranta > (droga nr.13) > Imatra > (dr.nr.62) > Puumala, 52200, > (dr.nr435 i 14) > Savonlinna – 410km

Na trasie 50km za stolicą zajeżdżamy do Porvoo, uroczego maisteczka z historią sięgająca XIVw. Dalej malowniczymi trasami (wybieramy tylko krajobrazowe drogi), poprzez niezmierzone lasy i niezliczoną ilośc jezior podążamy na pn-wsch. W stronę Karelii. Na nocleg zatrzymujemy się 6km przed miejscowością Savonlinna, nad brzegami jeziora. Super miejsce na dziko. Na trasie zaopatrzylismy się w produkty z miejscowego supermarketu, więc na kolacyjny stół powędrował kawał smażonego łososia.

10.07.2021-sobota – Savonlinna > (dr.nr 471 i 476) > Joensuu > (dr.nr.73 i 518) > Lieksa > (dr.nr.524 i 76) > Kuhmo, 88900, > (dr.nr.912) > Suomussalmi, – 600km

Dzisiejszy dzień rozpoczynamy zwiedzeniem miasteczka Savonlinna. Miejscowość słynna jest ze średniowiecznego zamku i wywózki drewna poprzez system jezior i kanałów. Do tej pory zachowało się wiele parowców, które dumnie stojąc przy nabrzeżu oferują dzisiaj w swych wnętrzach luksusowe restauracje. Dalej podążamy poprzez krainę „Tysiąca Jezior” na północ. Z tym tysiącem to mała przesada, gdyż musi ich być kilkanaście tysięcy, bo my przez te dwa dni widzieliśmy kilkaset. Jadąc tylko krajobrazowymi trasami ( te zaznaczone specjalnie na mapie) przemierzamy krainę zwaną „Karelia” i w większej mierze poruszamy się trasą „Via Karelia”. Biegnie wzdłuż granicy z Rosją, od Helsinek obok Petersburga na północ. Tu też możemy dowiedzieć się o dalszym ciągu II wojny św., gdyż jej dalszy ciąg miał miejsce właśnie na tych terenach 8.12.1939, kiedy to wg. ustaleń paktu Liventrop, Mołotow ustalono strefy wpływów we wschodniej Europie, a Sowiecka Rosja zaatakowała Finlandię. Docieramy pod wieczór do Suomussalmi i na przedmieściu miasteczka pozostajemy na nocleg przy miejscowej plaży. Syper miejscówka za „frii”, są toalety, można się wykąpać… super. Na kolację druga połowa wczorajszego łososia (960dkg – 14,50€) – smakował wybornie.

11.07.2021-niedziela – Suomussalmi (dr.nr.843) > Hossa > (dr.nr.843 i 5) > Park Narodowy Oulanka, Kuusamo > (dr.nr.81) > Posio > 96200 Rovaniemi, > Arktic Circle Santa Claus Village, 96200 Rovaniemi > Olkkajarvi – 410km

Miejsce biwakowe na dzisiejszą noc, można określić jako wzorcowe; WC, plaża, kapiele i ten nieprzeciętny widok na jezioro, wyspę i podbiegunowy zachód słońca. Nadal wyszukujemy tylko krajobrazowe drogi i takową wzdłuż granicy z Rosją („Via Karelia”) podążamy dalej na północ. W Kuusamo odbijamy w stronę Rovaniemi. Kilka słów o tresie, jeździe i krajobrazach. Generalnie na wszystkich drogach obowiązuje ograniczenie prędkości do 80km/h. Jedziemy bardzo wolno, bo radary czyhają co krok. Trasa przepiękna, acz monotonna, pofałdowany teren porośnięty lasami, przeważają sosny i brzozy. Jeśli ktoś jechał przez Syberię, to krajobraz bardzo podobny, jedynia różnica, to mijamy niezliczoną ilość jezior. Z rzadka można podziwiać ich toń bo zasłaniają krzaczory. Karelia, przez ktorą jedziemy, jest mało zamieszkała, więc od czasu do czasu przejeżdżamy przez małe osady, mają znamiona wioski lub miejscowości, gdyż posiadają nazwę, jednak czasem jest to zaledwie kilka domostw, rozsianych wzdłuż drogi. Jakiś sklep lub stację paliw, możemy napotkać jedynie w większych miejscowościach. Po tygodniu niespotykanych upałów 28 ÷ 33ºC, po raz pierwszy 50km przed Rovaniemi dopadła nas burza i w takiej to scenerii dotarliśmy do Kręgu Polarnego i Wioski Świętego Mikołaja. Generalnie wielkie rozczarowanie, większość atrakcji związanych z tym miejscem pozamykana, tak naprawdę to udało się zrobić z nim zdjęcie w reżimie covidowym (odgrodzeni byliśmy od Mikołaja płytą z plexi) i zwiedzić sklep. Dotarlismy również do Muzeum Polarnego w w centrum, również zamknięte. Ponoć ma wszystko działać do kolejnych Bożonarodzeniowych Świąt. Wyjeżdżamy z miasta i na nocleg zostajemy przy tasie nr.4 prowadzącej na pn. w osadzie Olkkajarvi, na parkingu nad jeziorem o tej samej nazwie. Ponownie świetne miejsce za „frii”, woda, plaża, las – jedynie temperatura spadła o 10ºC, ale i tak 20ºC za kręgiem polarnym to przyzwoity wynik.

12.07.2021-poniedziałek – Rovaniemi > (dr.nr.4) > Sodankyla > Ivalo > Inari > Kaamanen > (dr.nr.92) > Karigasniemi, 99950, Finlandia > granica z Norwegią > Karasjok, 9730, Norwegia > Lakselv, 9700, Norwegia – 520km

Nocą nieco padało, a mimo tego, że słońce za chmurami, to cały czas było jasno. Po raz pierwszy mamy mały problem z komarami, zastosowanie wewnątrz wkładanego do gniazdka odstraszacza firmy „Raid” rozwiązało całkowicie problem. Rankiem woda w jeziorze cieplejsza niż powietrze, przyjemnie dokonać porannej kąpieli. Ruszamy dalej na północ droga nr.4. Malownicze tereny, jednak krajobrazy mocno monotonne, pofałdowany teren, łagodne zakręty, lasy, jeziora, co jakiś czas przyjemnie wkomponowane w teren zajazdy. Właściciele za wszelką cenę chcą przyciągnąć do siebie turystów, oferując dodatkowo atrakcje w postaci mini skansenów, galerii, udziwnionych wystaw. Kolka km za miejscowością Kaamanen zjeżdżamy z głównej trasy nr.4 w stronę granicy z Norwegią w drogę nr.92. Na samej granicy granicy sprawdzają nasze „paszporty covidowe” i bez wysiadania i okazywania innych dokumentów jedziemy dalej. W miejscowości Lakselv docieramy do Atlantyku i nieco dalej nad fiordem Porsangen, na niewielkim cyplu, pośród kilku kamperów pozostajemy na nocleg. Niestety mamy załamanie pogody i cały czas leje, deja-vu sytuacji sprzed 13lat kiedy jechałem tu na motocyklu. Prognozy na jutrzejszy dzień równie nie zachęcające.

13.07.2021-wtorek – Lakselv > Olderfiord (baza wypadowa na Nordkapp) > Nordkapp, 9764, Norwegia > Olderfiord > Alta, Norwegia – 440km

O trzeciej nad ranem budzi nas palące słońce, rozglądamy się wokół lazur nieba dookoła głowy. Sprawdzamy pogodę, do 11.00 ma być „lampa” później znowu deszcz. Podejmujemy błyskawiczną decyzją pakujemy obóz i ruszamy na Nordkapp oddalony o jedyne sto km w linii prostej, drogą 190km. Widoki o poranku niezapomniane, wreszcie widzę to czego nie widziałem za poprzedniej bytności. Co raz zatrzymujemy się i strzelamy fotki. Okazuje się, że tunel podmorski tym razem jest bezpłatny, kiedyś płaciło się i to słono. Na 8km przed celem, czyli przed oficjalnym miejscem gdzie usytuowano północny kraniec Europy, zatrzymujemy się na parkingu. Stąd można pójść na przylądek sąsiadujący z oficjalnym, który tak naprawdę jest nieco dalej (ok1km) wysunięty w Atlantycki Ocean. My natomiast w tym miejscu zrzucamy rowery i ostatni kawałek dzielący nas od Nordkappu pokonujemy na dwóch kółkach, tym bardziej, że pogoda super, bezwietrznie i 16ºC. To okazuje się być nie tylko frajdą, ale i pewną formą oszczędności, gdyż przybywający tu na rowerach wstęp mają za „frii”, czyli po 260koron od os. (120zł) zostaje nam w kieszeni. Jak wynika z cennika na 2021r postój na parkingu jest obecnie bezpłatny, a kosztował kiedyś po 300koron od auta. Objeżdżamy cały, mocno rozległy teren robiąc fotki przy charakterystycznych obiektach, przede wszystkim przy wielkim globusie z uwidocznionymi namiarami geograficznymi (N.71º10′21”). Przylądek Północny, Nordkapp, uważany jest powszechnie za najdalej na północ wysunięty kraniec Europy i z tego powodu stanowi żelazny punkt wszystkich podróżników kierujących się w te odległe rejony Norwegii. Nie negując chęci dotarcia na krańce kontynentu, trzeba jednak pamiętać o kilku zastrzeżeniach. Po pierwsze tak naprawdę nie jest on położony na lądzie stałym Europy lecz na przybrzeżnej wysepce Magerøya, która została połączona z kontynentem podmorskim tunelem, tym samym cypel nie może być uznawany za jej najdalej wysunięty na północ punkt. Po drugie, przylądek ma sąsiada na tejże wysepce, w postaci położonego ok. 3 km. na zachód innego cypla – Knivskjellodden. Ten sięga na północ ok. 1,2 km. dalej niż Nordkapp i to jemu, jeśli już, powinno się przypisywać miano krańca Europy. Knivskjellodden widać dobrze z Przylądka Północnego (o ile nie ma mgły albo chmur, dzisiaj widać go doskonale). Wrażenia wielkiego nie robi, brzegi są niższe i mniej strome od urwisk Nordkappu.

Spotykamy tu przyjemnego Włocha, który dotarł na Nordkapp po 10dniach jazdy Vespą 150cm³, która liczy sobie już 59lat. Oczywiście najbardziej podziwiamy tu takich, którzy dotarli tu na rowerach, oczywiście nie tak jak my tylko 8km, ale prawie 3tys.km.

Po dwóch godzinach opuszczamy teren przylądka, wracamy na parking, zapinamy rowery i ruszamy w powrotną drogę. Do Olderfiord wracamy tą samą drogą, którą ty dotarliśmy, a dalej podążamy nieco na pd-zach w kierunku miejscowości Alta. Myśleliśmy, że zastaniemy w niej na kempingu, jednak takowego nie znaleźliśmy i kilkanaście km. dalej na nowo otwartym parkingu z toaletami, spustem fekaliów, wodą i stanowiskami parkingowymi pozostajemy na nocleg. Wszystko za „frii”, a w toaletach jest nawet ciepła woda.

14.07.2021-środa – Alta, Norwegia > Bjerkvik, 8530 > Bogen – 480km

Całą noc lało i to jak z cebra. Rano na szczęście już nie pada, jednak pgoda nie nastraja optymistycznie, chmury ścielą się nad fiordem. Ruszamy dalej na południe dr. nr.E06 w kierunku Narwiku do którego mamy prawie 500km. Po objechaniu pierwszego fiordu i przedostaniu się do następnego poprzez tunel długości prawie 5km, pogoda radykalnie się zmienia i do końca dzisiejszego dnie towarzyszy nam słońce. Cóż można napisać więcej, o widokach i krajobrazach…? powalające… może zdjęcia w minimalnym stopniu oddadzą rzeczywistość. Akurat na motocyklu nie jechałem tym fragmentem Norwegii, ale gdyby w owym czasie dane mi było w takiej pogodzie przejechać tę trasę, to nigdy bym nie narzekał na kapryśność skandynawskiej pogody, kiedy przez tydzień w deszczu i temp. 5ºC przemierzałem całą „Fiorlandię”.

Pod wieczór docieramy na rogatki Narwiku, gdzie co rusz historia II Wojny Światowej przypomina jej mroczne fragmenty. Historia tego miejsca jest związana również z walką Polaków, więc podjeżdżamy pod jeden z wielu memoriałów. Nie będziemy rozpisywać się o przeszłości, można poczytać o tym w internecie, my jedziemy dalej w kierunku Lofotów. Kilkanaście km. za Bogen, na przydrożnym parkingu pozostajemy na nocleg. Dzisiaj na trasie w supermarkecie zakupiliśmy krewetki, a więc na kolację była uczta kulinarna… 350gram krewetek, czosnek, pęczek świeżej pietruszki, białe wino…

15.07.2021-czwartek – Bogen > Lofoty > Ã (to jest jednoliterowa nazwa miejscowości, ostatniej na zachodniej stronie Lofotów – czyta się „o”) > Moloveien - 330km

Całą noc lało, rano już bez deszczu ale ponuro i pochmurnie, temp spadłą do 14ºC. Ruszamy w trasę w stronę Lofotów. Nasz cel to dotrzeć do ostatniej miejscowości na archipelagu o jednoliterowej nazwie Ã. Lofoty to jeden z najbardziej atrakcyjnych zakątków Norwegii. Surowe, ośnieżone szczyty, zielone doliny, białe plaże, szmaragdowe morze, kolorowe domki rybackie i charakterystyczne rzędy drewnianych żerdzi pełnych suszących się dorszy tworzą prawdziwie rajskie krajobrazy. Latem słońce prawie w ogóle nie chowa się tu za horyzontem, a zimą istnieje naprawdę duża szansa na upolowania tańczącej na niebie zorzy polarnej. Wszystkie wyspy połączone są ze sobą mostami i tunelami. Cały odcinek międzynarodowej drogi E10 biegnący przez Lofoty nosi miano Narodowego Szlaku Turystycznego przyznawane wyłącznie najbardziej malowniczym norweskim trasom. Lofoty ciągną się na długości 112 km od wąskiej cieśniny Raftsundet do maleńkiej wysepki Røst, a od stałego lądu oddzielone są cieśniną Vestfjorden. Na archipelag składa się pięć wysp, które między sobą połączone są mostami oraz podmorskim tunelem. Ich niesamowicie ukształtowane, to sprawa wulkanicznego pochodzenia, a strome, skalne ściany wystające z morza wraz z malowniczymi fiordami tworzą niesamowity krajobraz.

Na trasie mamy dzisiaj armagedon pogodowy, co jakiś czas wiatr chce nas zepchnąć z drogi, szkwały dopadają nas w przesmykach, a w innych miejscach, w kolejnych fiordach, raz za razem pojawia się słońce i nadaje krajobrazom niezwykłe barwy. Tuż za miejscowością Borg na wyspie Vestvågøya podjeżdżamy pod „Lofotr Viking Museum” (wstęp 225koron). To skansen-muzeum historyczne oparte na rekonstrukcji i wykopaliskach archeologicznych wioski jednego z wodzów Wikingów. Tu też napotykamy na naszego rodaka, Janka z Krakowa, który jako Wiking obwozi historyczną łodzią turystów. Pod wieczór docieramy do miejscowości Ã, robimy pamiątkowe zdjęcie i wracamy tą samą drogą, którą tu przyjechaliśmy 30km do upatrzonego wcześniej kempingu położonego przy kameralnej plaży, gdzie urządzamy bazę na dzisiejszy nocleg (280koron na za nasz zestaw). Armagedon pogodowy dopada nas i tutaj, a wiatr i szkwał chce nam auto wywrócić.

16.07.2021-piątek – Moloveien > Nusfiord (UNESCO-najlepiej zachowana wieś rybacka na Lofotach) > Kabelvag (akwarium i muzeum rybołówstwa) > Svolvaer (nieudana przeprawa promowa do Skutvik) > Lodingen (nieudana przeprawa promowa do Bognes) > Bjerkvik > Narvik – 330km

Dopiero noc była okrutna, a pogoda dała nam ostro popalić. Nie będziemy tu wspominać o tych co spali w namiotach, ich po prostu zwiało z łąki będącej przedłużeniem atlantyckiej plaży, my natomiast zmuszeni zostaliśmy schować się razem z autem za mały barak, będący magazynkiem dla surferów. Teraz możemy sobie wyobrazić „biały szkwał” znad jeziora Śniardwy, który zatopił jakiś czas temu kilkanaście żaglówek. To bomby wiatrowe i do tego niosące potworne masy wody przemieszczającej się w poziomie. Do czwartej walczyliśmy wytrwale, aby w krótkiej przerwie pomiędzy nawałnicami złożyć dach naszej sypialni na Toyocie i wreszcie w miarę spokojnie zasnąć. Po nocnych perypetiach wstajemy dopiero przed dziesiątą. Na szczęście wiatr nieco zelżał, zaledwie siąpi, natomiast mocno się ochłodziło, gdyż późny ranek przywitał nas temperaturą zaledwie 8ºC.

Ruszamy w powrotną trasę, rokowania pogodowe fatalne. Jadąc w stronę Narwiku po kilku km zbaczamy na zachód z drogi E10 i podjeżdżamy do pierwszej atrakcji, maleńkiej miejscowości Nusfiord, wg przewodników to najlepiej zachowana wieś rybacka na Lofotach (UNESCO). Rzeczywiście to lofocka perełka. Domki rybackie osadzone na palach, meandry fiordu, kameralny porcik i okalające go skały, tworzą niepowtarzalny nastrój. Na szczęście pogoda dała nam szansę na kompletne zwiedzenie tej nie lada atrakcji. Obchodzimy wszystkie zakątki, powracamy na szlak i jedziemy kolejne 80km do miejscowości Kabelvag, gdzie mieści się ciekawe muzeum rybołówstwa w połączeniu z akwarium gromadzącym większość gatunków ryb występujących w wodach okalających Lofoty (wstęp 130koron od os.).

Ponieważ pogoda nie nastraja do podziwiania krajobrazów próbujemy nieco skrócić trasę i z Lofotów przedostać się na stały ląd promem z Svolvaer do Skutvik, bezpośrednio do trasy prowadzącej w kierunku Trondheim z pominięciem Narviku. Przed przeprawą sporo aut i kamperów, prom za godzinę, nikt nie potrafi nam przekazać info ile zabiera jednorazowo pojazdów….? Czekamy… Okazuje się, że po przypłynięciu zabrał niespełna połowę oczekujących, więc zwijamy się błyskawicznie i jedziemy w kierunku następnej przeprawy w Lodingen, położonej 80km dalej na wschód. Tam podobna sytuacja, jeszcze więcej aut, natomiast jest obsługa i przekazuje nam info, że bez wcześniejszej rezerwacji, może załapiemy się na drugi prom wypływający o 19,45. Patrzymy na zegarek, jest dopiero 17,45, niepewność i mamy czekać dwie godziny…? Rezygnujemy i postanawiamy jechać wokół fiordu oddzielającego ląd od Lofotów przez Narvik. Na kilka km przed portem zatrzymujemy się przy trasie na parkingu z WC. Zimno, siąpi, ale już nie wieje… jest OK. Pomimo wszystko był to bardzo ciekawy dzień.

Mała informacja – na Lofotach tankowanie najtaniej 12,29korony (ok 5,50zł za litr oleju napędowego).

17.07.2021-sobota – Narvik > (dr.nr.E06) > Skarbergete > przeprawa promowa 20min > Bognes > Tommerneset (skały Steigen) > Centrum Kręgu Polarnego > Mo i Rana > Dalselv (nad fiordem Ranafjorden) – 480km

Rano szybki dojazd do Narviku. Cały czas jadąc na południe poruszamy się drogą E06. Odszukujemy pomnik i cmentarz związany z walkami naszych rodaków o Narwik w czasie II Wojny Światowej. Tu tez poznajemy Andrzeja i Anię, którzy tak jak my zwiedzają Norwegię. On mieszka w Oslo od 14lat, jego żona przyjechała na wycieczkę. Spotkanie daje kompendium wiedzy na temat życia w tym kraju… Po miłym spotkaniu my jesteśmy obdarowani dopiero co złowionym dorszem, natomiast oni w rewanżu otrzymują nasza ostatnią książkę „Z Polski na antypody”. Jedziemy dalej na południe w kierunku Trontheim. W Skarbergete przeprawiamy się promem do Bognes… całość zajmuje nam 45min. Po następnych 60km zatrzymujemy się tuż za osadą Tommerneset i ze specjalnie przygotowanego parkingu podziwiamy niezwykłe skały Steigen. Dalej na trasie docieramy do Centrum Kręgu Polarnego, tym razem opuszczamy tę strefę w którą wjechaliśmy w Finlandii w Rovaniemi. Oczywiście tu kilka fotek i jedziemy dalej. Na nocleg zostajemy nilkanaście km za miejscowością Mo i Rama, w małej osadzie Dalselv, nad fiordem Ranafjorden. Tu tż mamy sposobność usmażyć i skonsumować ofiarowanego dorsza. Niestety cały dień pogoda norweska, leje, wieje i piździ. W takiej aurze pod skromną wiatą był nam dane przygotowywać kolację.

18.07.2021 niedziela – Dalselv > (dr.nr.E06) > Grong > (dr.nr.74) Nordli > (dr.nr.765) granica ze Szwecją > Krokom > (E14) Ostersund > Brunflo - 550km

Całą noc lało, rano też leje… czy Norwegia dla nas nigdy nie będzie ze słońcem…? Ja jestem w tych regionach już trzeci raz, Wiola drugi i nigdy nie było nam dane przejechać „Fiordolandu” w przyzwoitej pogodzie… zimno, leje, wieje…! Mieliśmy wg. planu jechać poprzez fiordy, przez Trondheim, aż po Bergen, jednak sprawdzenie pogody na trasie daje powody aby to skorygować… Tam cały czas leje i to przez następny tydzień. Kolejnym powodem aby wobec takiej sytuacji trasę skorygować, jest to, że oboje byliśmy tam w 2013r. na motocyklu, a ja jeszcze kolejny raz kiedy również na moto objeżdżałem Bałtyk w 2007r. Decyzja zapadła, zbaczamy do Szwecji, unikamy tym samym płatnych dróg w Norwegii (auto pass – co 50km płacimy po 36 koron) oraz wkraczamy w obszar innej pogody. Planujemy, że dzisiaj dojeżdżamy do Ostersund, następnego dnia do stolicy Szwecji, a zamiast ponownie zwiedzać Trondheim i Bergen, zwiedzimy Sztokholm, w którym jeszcze nigdy nie byliśmy. I rzeczywiście po przekroczeniu granicy ze Szwecją przestało lać. Samo przejście bez kontroli, gdzieś w lesie nad jeziorem, jedynie tablica świadczy, że ją przekroczyliśmy… Na nocleg zostajemy kilkanaście km. za Ostersund, na super wyposażonym parkingu w Brunflo… ławeczki, stoliczki, woda, czyściutkie WC.

19.07.2021 – poniedziałek – Brunflo > (E14) > Ange > (dr.nr.83) > Halsingegard Bommars (UNESCO) zabudowania gospodarcze > Ljusdal (kościół ewangelicki z wierzą > Karlsgarden (stare zabudowania gospodarcze) > Orbaden (UNESCO) zabudowania gospodarcze > Halsingegard Traslottet (stare zabudowania gospodarcze) > Bollnas > (E04) > Stockholm – 530km

Pierwsza noc bez deszczu od paru dni, jednak nadal wieje, a temp. tylko 11ºC. Ruszamy na południe w stronę stolicy Szwecji, Sztokholmu. Po 85km zbaczamy z trasy E14 i kontynuujemy jazdę drogą nr.83. Praktycznie „zero” ruchu, puściuteńką drogą przemierzamy zalesione tereny upstrzone wieloma jeziorami, typowo rolnicze obszary. Po drodze zajeżdżamy do oznaczonych ciekawostek, które tak naprawdę są starymi osadami lub pojedynczymi siedliskami z zabudowaniami gospodarczymi z XVIIIw. Dwa z takich obiektów, Halsingegard Bommars i Orbaden wpisane na światową listę UNESCO. Kolejne dwa to równie ciekawe, historyczne zagrody w których to utworzono ogródki kawiarniane, mikro skanseny, sklepiki z rękodziełem, galerie. 50km za Bollnas wpadamy na trasę E04, która najpierw jako droga szybkiego ruchu (110km/h), a później jako autostrada (120km/h), szybko doprowadziła nas do Stockholmu. Tu też, 10km od centrum nad jeziorem Malaren wynajmujemy stanowisko na kempingu (300koron). Na trasie pogoda radykalnie się zmieniła, mamy wreszcie słońce, a temperatura skoczyła do 24ºC. Jutro zaplanowaliśmy zwiedzenie Sztokholmu na rowerach.

20.07.2021-wtorek – Sztokholm na rowerach.

Rano ruszamy do stolicy, która oddalona jest od naszej bazy, jaką jest kemping o 12km. Do Sztokholmu prowadzą świetnie oznakowane ścieżki rowerowe. Zwiedzanie rozpoczynamy od reprezentacyjnej budowli, jaką jest „Stadshus”. To właśnie tu corocznie wręczane są prestiżowe nagrody Nobla, to tu nasi rodacy, a ostatnio dwa lata temu odebrała tę nagrodę, świetna nasza pisarka Olga Tokarczuk. Objeżdżamy całą stolicę, która położona jest na kilkunastu wyspach. Stolica Szwecji to oczywiście największe, a jednocześnie najpiękniejsze miasto w kraju. Sztokholm położony jest częściowo na stałym lądzie nad jeziorem Mälaren, a częściowo na 14 wysepkach zatoki Saltsjön. Komunikację między wyspami zapewnia ponad 50 mostów oraz dobrze rozbudowany transport publiczny. Malownicze położenie na szkierowym wybrzeżu i wszechobecne kanały same w sobie stanowią atrakcję turystyczną, dzięki której miasto zyskało przydomek „Wenecji Północy”. I tak ją znajdujemy, bo skandynawska metropolia zachwyca nie tylko nietypowym ukształtowaniem terenu, ale także wspaniałą architekturą. Tu można by wymieniać kolejno widziane i objeżdżane przez nas obiekty, ale nie o to chodzi, chłoniemy niepowtarzalną urbanistykę i klimaty tego miejsca. Wspomnimy tu tylko, że w Sztokholmie jest 100muzeów i kilkadziesiąt galerii. My zwiedzamy zaledwie dwa, a drugim jest „Vasa Museum”, gdzie pod dachem, możemy oglądać szwedzki okręt, królewski galeon (wstęp 190koron od os.). Okręt Vasa przewrócił się i zatonął w Sztokholmie w czasie swojej pierwszej podróży w 1628 roku. Po 333 latach na dnie morza potężny okręt wojenny został uratowany i jego podróż mogła być kontynuowana. Dzisiaj Vasa jest najpiękniej zachowanym XVII-wiecznym okrętem na świecie i można go oglądać w specjalnie dla niego wybudowanym muzeum w Sztokholmie. Był jak na owe czasy imponujący. Miał wraz z bukszprytem 69 m długości i blisko 12 m szerokości. Wysokość jego kadłuba na rufie wynosiła 19,3 m. Top najwyższego masztu (grotmasztu) wznosił się prawie 30 m ponad górnym pokładem. Kadłub wykonano ze szlachetnego czarnego dębu. Na dwóch pokładach zainstalowano potężne uzbrojenie. Vasa był również bogato zdobiony. Zbudowany został między 1626 a 1628 w Sztokholmie na zlecenie króla Gustawa Adolfa, pod nadzorem budowniczego holenderskiego pochodzenia Henrika Hybertssona. Był przeznaczony m.in. do wzięcia udziału w wojnie z Polską. Vasa jest jedynym w swoim rodzaju skarbem sztuki. 98% statku jest wykonane z oryginalnych części, a zdobią go setki rzeźb. Ciekawostką jest to, że w owym czasie Szwedzi mieli swojego Maciarewicza i zwołana po katastrofie komisja nie obarczyła nikogo odpowiedzialnością, tylko o sabotaż oskarżono wówczas domniemanych polskich agentów, którzy mieli celowo zmienić dane konstrukcyjne okrętu, które w efekcie doprowadziły do jego zatonięcia.

Po objechaniu stolicy Szwecji, wracamy w stronę naszej bazy, ale nadkładamy jeszcze drogi do Rezydencji królewskiej w Drottningholm. Znajduje się na wyspie Lovön, w gminie Ekerö (4km od kempingu), na zachodnich przedmieściach Sztokholmu. Pałac należy do grona najlepiej zachowanych pałaców szwedzkich zbudowanych w XVII wieku. Aktualnie pałac jest rezydencją szwedzkiej rodziny królewskiej, dla której prywatnych celów zarezerwowano całe południowe skrzydło. Pozostała część pałacu oraz ogrody są otwarte dla zwiedzających. Oczywiście pałac został wpisany na światową listę UNESCO. My ze względu na porę (zbyt późno) możemy pałac oglądać jedynie zewnątrz.

Dopiero przed 18.00 docieramy ponownie do naszej bazy. Zwiedzając stolicę Szwecji przejechaliśmy dzisiaj 40km na rowerach. Piękny przejazd…

21.07.2021- środa – Sztokholm > Kopenhaga - 650km

Dzisiaj długi przejazd ze Sztokholmu do Kopenhagi. Jedynym ciekawym elementem dzisiejszej podróży jest ewentualne zwiedzenie pałaców królewskich i Pawilonu Chińskiego w kompleksie rezydencji królewskiej w Drottningholm. O tym drugim wczoraj o nim nie wiedzieliśmy, ale czego nie czyni internet… Niestety królewska rezydencja zamknięta z powodu covida, wszak rodzina królewska nadal zamieszkuje. Natomiast na wzniesieniu, na tyłach parku angielskiego, w dość dużej odległości od samego pałacu, znajduje się Pawilon Chiński (Kina Slott) – fantazyjna błękitno-złoto-czerwona budowla, będąca jedną z głównych atrakcji Drottningholm. Pawilon otrzymała w 1753 roku królowa Luiza Ulryka, jako prezent urodzinowy od swojego męża, króla Adolfa Fryderyka. Drewnianą budowlę wykonano w Sztokholmie, a w noc poprzedzającą urodziny przewieziono do Drottningholm i ustawiono kilkaset metrów od pałacu. Nie okazała się jednak zbyt trwała – po dziesięciu latach drewno przegniło i trzeba było ją rozebrać. W tym samym miejscu zbudowano drugi, obecny Pawilon Chiński, obłożony glazurowanymi płytkami, zaprojektowany przez Carla Fredrika Adelcrantza (1716-1796). Jako że w owym czasie bardzo interesowano się chińszczyzną, pawilon posiada wszelkie cechy, które w momencie jego powstawania uważano za typowo chińskie. Rezultatem tych fascynacji jest nieudolna kopia, a nawet nie tyle kopia, ile wyobrażenia i fantazje na temat chińszczyzny, niewiele mające wspólnego z rzeczywistością. Jedyne oryginalne elementy wystroju to kilka znajdujących się tu autentycznych przedmiotów, pochodzących z Chin i Japonii. Biorąc to wszystko pod uwagę trochę trudno uwierzyć, że Pawilon Chiński również znajduje się na liście światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO. Tu z kolei udaje się zapłącić bilet (100koron) i zwiedzić wnętrza.

Dalej to już jazda i jazda…. Droga w wielu miejscach w przebudowie, przypomina swym stanem budowę drogi pomiędzy Piotrkowem, a Częstochową. Najmniej miłą niespodzianka czekała jednak na nas w Malme, na moście łączącym Szwecję z Dania, płacimy za przejazd 128€, to jakieś 580zł -koszmarna cena, wartość dwóch przepraw promowych z Rygi do Helsinek. Po 10godz jazdy docieramy do stolicy Danii i rezydujemy na terenie koszmarnego kempingu, City Camp Adres: Forlandet 41, 2300 København, Dania. Telefon: +45 61 71 82 55. To nieogrodzony kawałek gruntowej drogi z trawiastym poboczem ulokowany nad cieśniną pomiędzy elektrociepłownią a ogromnym magazynem paliw, gdzie za postawienie naszej Toyoty żądają 30€ za dzień kempingowania wraz z prądem. Toalety i prysznice w przyciągniętych przyczepach sanitarnych. No cóż, jutro zwiedzamy Kopenhagę na rowerach, tak, że nas tu nie będzie i nie będziemy oglądać tych koszmarnych krajobrazów.

22.07.2021-czwartek - Kopenhaga na rowerach – 26km

Od rana włóczymy się na rowerach założoną trasą, aby odwiedzić najciekawsze miejsca tego portowego miasta. Kopenhaga to największy europejski konkurent Amsterdamu jeśli idzie o miano rowerowej stolicy Europy. Według danych statystycznych aż 36% Duńczyków jeździ do pracy, szkoły czy na zakupy rowerem. Aż trudno uwierzyć, że ilościowo przewyższają oni pod tym względem takiego giganta ludnościowego jak Stany Zjednoczone! Faktycznie łączna długość ścieżek rowerowych jest imponująca. Unikalność kopenhaskich ścieżek rowerowych polega także na tym, że są one zawsze 1-kierunkowe, tzn. że biegną analogicznie do pasów ruchu – między jezdnią a chodnikiem, zaś po drugiej stronie ulicy w kierunku przeciwnym. Zmniejszenie ryzyka kolizji jest zatem oczywiste. Na pasach w Kopenhadze można spotkać specjalne podpórki, o które rowerzyści mogą podeprzeć nogę, by czekając na zmianę świateł nie schodzić z roweru. Statystyki mówią, że przeciętny mieszkaniec Kopenhagi codziennie pokonuje rowerem odległość ok.3 km, czyli, że mieszkańcy każdego dnia na rowerach pokonują 1,400,000 km. Liczba kobiet-rowerzystek przewyższa liczbę mężczyzn. Jazda na rowerze w Kopenhadze może być nie tylko przyjemna, ale i szybka dzięki zielonej fali świateł. Kopenhaga staje się miejscem, o którym będzie marzyć każdy miłośnik jazdy na rowerze. Mamy w Polsce co prawda miejskie wypożyczalnie, ścieżki (lepsze lub gorsze) i coraz więcej fanów dwóch kółek, ale do Danii wciąż nam daleko.

Wracamy do zwiedzania, Kopenhaga jest jednym z najciekawszym kierunków turystycznych w Europie. Niestety, przez wielu omijana z powodu bardzo wysokich cen, wręcz abstrakcyjnych, czyniących z przeciętnego Polaka biedaka… np. gałka lodów 18zł, kawa z budy 25zł. Jeśli jednak zdecydujemy się odwiedzić to miasto, nie powinniśmy być zawiedzeni – każdy znajdzie tu coś dla siebie, a ja konkretnie jestem tu z miłej chęci kolejny raz. Kopenhaga jako miasto rozwinęła się przede wszystkim dzięki swojemu portowemu charakterowi, co szczególnie widać w dobrze zachowanych starych magazynach portowych. Były one budowane z bardzo dobrych materiałów, dzięki czemu stoją do dziś i służą jako siedziby muzeów, apartamenty czy luksusowe hotele. Historyczna część miasta zajmuje stosunkowo niewielki obszar. Po dojechaniu do centrum miasta zaledwie 2km, podjeżdżamy po kolei pod: ratusz, nabrzeża portowe z pięknymi kamieniczkami, pałac królewski, forty u wejścia do portu i niedaleko od nich obowiązkowo należy dotrzeć do kamienia gdzie ulokowała się kopenhaska syrenka. Odwiedzając Kopenhagę nie możemy pominąć XVII wiecznego obszaru Nyhavn, który słynie ze sztucznego kanału, który prowadzi wprost z morza do starego miasta. Znajdziemy tu wiele pięknych, kolorowych kamienic, zawsze cumuje tu również dużo statków. Niestety, jeśli chcemy usiąść w którejś z tutejszych kawiarni, powinniśmy szykować się na duży wydatek. Było jeszcze po drodze wiele kościołów, ciekawych budowli i nowych futurystycznych obiektów z teatrem, opera i biblioteką. Zaglądnęliśmy również do hipisowskiej dzielnicy, gdzie jej mieszkańcy wybudowali sobie specyficzne rezydencje. Warto jednak wcześniej przygotować sobie dokładny plan zwiedzania. Spacerując po historycznych uliczkach i kanałach możemy wręcz cofnąć się w czasie. Duńczycy w codziennym życiu nie śpieszą się specjalnie, miasto żyje więc swoim własnym spokojnym rytmem i jest jakby stworzone przez ludzi dla ludzi, gdzie rekreacja, poczucie wolności i nieograniczonej swobody dominuje na każdym kroku.

Włócząc się cały dzień po mieście najechaliśmy zaledwie 26km, jednak co kawałek należało zrobić postój, a z kempingu do dzielnicy hippisów mieliśmy tylko kilometr. Tak więc kemping kiepski, ale świetnie usytuowany…

23.07.2021-piątek - Kopenhaga > E20 > Rødbyhavn > prom do Niemiec (113€ – 45min)> Puttgarden, Niemcy > Lubeka > Rostok > Świnoujście – 550km

Już przed 9.00 jesteśmy na trasie. Tankujemy w Dani, gdyż o dziwo, olej napędowy jest w cenie 9,90korony, czyli ok 6,20zł za litr. Dość szybko pokonujemy dystans dzielący nas od przystani promowej w Rødbyhavn. Na bramkach płacimy 113€ za naszą Toyotę + dwie osoby i po 10min oczekiwania jesteśmy już na promie przez cieśninę do Niemiec, do Puttgarden. Po kolejnych 45min, wysiadka i dalej to już tylko jazda i jazda… Niemieckie autostrady w kiepskim stanie, co rusz jakieś przebudowy i remonty. Na jednym z nich z powodu awarii auta straciliśmy ponad godzinę. Przed 18.0 docieramy do Polski w Świnoujściu. Naszą bazę lokujemy na terenie mariny, Port Jachtowy Ośrodka Sportu i Rekreacji „Wyspiarz”. Próbowaliśmy wcześniej zostać na terenie campingu nr 44 “Relax” w Świnoujściu, ale ze względu na brak miejsc, polecono nam marinę.

24.07.2021-sobota -Bałtyk rowerowo – Świnoujście > Międzyzdroje > Świnoujście - 54km

Rano zrzucamy rowery i jedziemy do Międzyzdrojów. Rybka w porcie i wracamy. Możemy powiedzieć, że kurort jest oblężony wczasowiczami. Powracamy tą samą drogą do Świnoujścia,po drodze podjeżdżając pod latarnię morską i fort. Kolejno przejazd trasą rowerową do granicy z Niemcami. Tam symboliczna fotka, w końcu byliśmy również w tym roku na przeciwległej granicy z Rosją w Piaskach. Teraz pozostał powrót do bazy jaką jest marina w porcie jachtowym. Razem wyszło 53,5km Wczoraj zapoznaliśmy Kasię i bułgarskiego męża – dzisiaj przynieśli usmażonego dorsza i była biesiada – gdyby nie komary byłoby wspaniale…

c.d.n.

Poniżej dalszy plan, oraz przekazuję również kilka zdjęć z motocyklowego przejazdu w 2008 roku:

norwegia2021-trasa

25.07.2021-niedziela – Bałtyk rowerowo

26.07.2021-poniedziałek – Bałtyk rowerowo

27.07.2021-wtorek- Bałtyk rowerowo

28.07.2021-środa – Bałtyk rowerowo

29.07.2021-czwartek – Bałtyk rowerowo

30.07.2021-piątek - Kołobrzeg > Okoniny Nadjeziorne – 330km

31.07.2021-sobota - Okoniny Nadjeziorne

01.08.2021-niedziela – Okoniny Nadjeziorne – spływ po Brdzie

02.08.2021- poniedziałek - Okoniny Nadjeziorne > Międzyrzecze Górne „Chałupa na Górce” – 550km

RAZEM: 8600km

Podobną trasę przez Skandynawię i Nordkapp, tylko jadąc przez Petersburg, Karelię i Murmańsk, odbyłem na motocyklu w czerwcu 2008 roku.

Przedstawiam kilka fotek z tego okresu:

Niestety Nordkapp i północna Norwegia w owym czasie spowita była mglą i codziennie, przez sześć dni raczyła mnie rzęsistym deszczem. Widoki z Przylądka i z całego tego regionu mogłem oglądać tylko na folderach.