eurazja-mapa

Dzień 48 piątek – 1 września 2017r.

Noc zimna i deszczowa, 8ºC, poranek na wysokości 2100m.n.p.m. bardzo ponury, ołowiane chmury snują się po ziemi. No cóż, nie zawsze świeci słońce, a i tak nie mamy co narzekać, wszak całą Mongolię przejechaliśmy jego w blasku. Ruszamy poprzez Republikę Ałtaju na półn-zach drogą nr M52 zwaną „Czujskim Traktem” w kierunku Byjska. Nawałnice deszczowe zmywają z naszej Toyoty mongolski pył. Po dwóch godzinach jazdy zaczyna się przejaśniać. W Kuray, malej osadzie znajdujemy bank i wymieniamy kasę, widzimy, że po miesiącu dolar spada, za 1$ płacą obecnie 57,04 rubla, co daje przelicznik, że przy obecnej cenie dolara w Polsce, który jest na poziomie 3,60zł, 100 rubli to około 6.60zł. Z każdym kilometrem robi się cieplej i słoneczniej. Wreszcie możemy podziwiać prawdziwe ałtajskie krajobrazy, tak nam znane i wspaniale zapamiętane z poprzednich przejazdów przez ten region. Kolorowe wioski, drewniane domki, jurty i ta przyroda emanująca najwspanialszymi krajobrazami. Co rusz podziwiamy wartką rzeką Katuń meandrującą wzdłuż trasy. Docieramy do maleńkiej osady „Czuy-Oozy”, gdzie mieści się regionalny kompleks z gostinicą i dużą jurtą mieszczącą regionalne muzeum. Teren ten znajduje się na obszarze Narodowego Parku, gdzie znajdują się naskalne wizerunki przedstawiające całe obrazy polowań, które powstały 3-4 tys. lat temu! Dziś ledwie widoczne, przynajmniej te, po których chodziliśmy. Wokół spokój i piękno, to Ałtaj. W Chuy-Oozy można dobrze zjeść i to regionalne, ałtajskie potrawy. W atmosferze wkraczające szybkimi krokami jesieni podążamy dalej aż na przełęcz Seminskiy (2560m.n.p.m.). Oczywiście jak to bywa w takich miejscach na „pierewale”(przełęczy) duże targowisko. Nas najbardziej zainteresował, przyjemny człowiek sprzedający żeń-szeń. Przekazał kilka receptur, a my za 200 rubli zakupiliśmy sporą porcję tego specyfiku, którą mamy zamiar użyć do sporządzenia nalewki wg przepisu sprzedawcy. Dzisiejszego dnia postanowiliśmy w tej przepięknej atmosferze nieco wcześniej zakończyć jazdę i pozostać nad rzeką. Udaje nam się znaleźć takie miejsce w wiosce Muny, 130km przed Biyskiem. Mamy tu także sposobność pozbycia się nadmiaru mongolskiego błota, kurzu i pyłu, oraz doprowadzić naszą Toyotę do błysku. Miejsce do biwaku wzorcowe, zawsze o takim marzymy szukając następnego miejsca noclegowego na dziko – piękna rzeka, spokój i wspaniałe krajobrazy. Od wyjazdu z domu przebyliśmy już 17tys. km.

17-09-01-map

Dzień 49 sobota – 2 września 2017r.

Założenie był wspaniałe, wieczorem przyszło paru rybaków i spokojnie oddawali się swojej pasji. My do snu, aż tu przed północą ktoś puka, po aucie i zagaduje łamaną angielszczyzną, przez niemiecczyznę – a kto wy? turisty? i raczy nas zapraszać do picia ruskiej wódki… Po przejściu na rosyjski, z małym oporem przekonaliśmy bez kontaktu wzrokowego, przez ściany naszego domku na kółkach, że chętnie, ale jutro rano po 9.00, gdyż teraz jesteśmy zmęczeni i śpimy. Z małym rozczarowaniem dał się po paru minutach konwersacji przekonać i przestał nas dalej nagabywać. Rankiem ruszamy dalej, o tej porze roku okolica zasnuta poranną mgłą. Mocno poprawiono stan dróg od poprzedniego przejazdu po tej trasie dwa lata temu. Docieramy po 140km do Biyska i kierujemy nasze kroki do katolickiej parafii, gdzie urzędował ks. Andzrej Obuchowski. Okazuje się, że tak jak zapowiadał dwa lata temu, opuścił po parunastu latach syberyjską parafię i właśnie niedawno wyjechał na stałe do Polski. Andrzeja znam już od 2007r., kiedy pierwszy raz gościłem w progach jego parafii. Był pełen zapału, organizował wycieczki i całe pobyty obozowe dla miejscowej młodzieży, a na terenie obok kościoła udostępniał miejsca turystom w skromnej turbazie, prowadził radio i był redaktorem naczelnym „Syberyjskiej Katolickiej Gazety”. Wypaliła się chyba jego energia oraz postawa miejscowych parafian, tych rosyjskich, spowodowana sytuacja polityczna, jaka panuje w Rosji w ostatnim czasie, traktująca obcych, tych z zachodu jak „szpiony”. Obecnie stoi tu wybudowany i konsekrowany w 2014 roku, nowy kościół pw. św. Jana Chrzciciela. Sympatyczne siostrzyczki, Koreanki, dokładnie wyjaśniły nam całą sytuację. Kto go zastąpi jak na razie nie wiadomo, kuria postanowi. Pozostawiamy w parafii naszą ostatnią książkę, w której był ujęty również ałtajski fragment podróży. Naprzeciwko kościoła w uzbeckiej knajpce, jemy wspaniałego cziburaka, swego rodzaju pieroga, smażonego na głębokim tłuszczu z mięsem, grzybami, warzywami i serem… o wielkości „pirogu” noszonego przez Napoleona i jedziemy dalej na północ w kierunku Barnaul. W centrum Biyjska przekraczamy rzekę Biya, która tuż obok miasta wpada do Obu. Tu też dla nas kończy się przejazd po „Czuckim Trakcie”, po którym przemieszczaliśmy się od Taszanty, gdzie przekroczyliśmy granicę mongolsko-rosyjską. Tuż za mostem, przy rozległym placu mieści się muzeum tej drogi, tym razem go nie zwiedzamy, gdyż byliśmy w nim dwa lata temu. Możemy jedynie wspomnieć, że droga została uruchomiona już w 1903 r. (budowana przez więźniów z gułagu), a była ona istotna jako zaopatrzeniowa dla Mongolii i Ałtajskiego kraju. Obecnie to doga nr.M52 o dobrej nawierzchni, przebiegająca przełęczami i wąwozami, wśród pięknych krajobrazów, gdzie w oddali widać największe szczyty Ałtaju: Aktru (4044 m n.p.m.), Maaszej (4177 m n.p.m.) i ten najwyższy Biełucha (4506 m n.p.m.). Podobno za komunistycznych czasów, jechała tu ciężarówka za ciężarówką, a przepływ handlowy towarów był wzmożony. Obecnie źródła zaopatrzeniowe Mongolii mają różne kierunki, nie tylko z Rosji, więc i ruch niewielki.

Wokół Barnaul uruchomiono wspaniałą obwodnicę, tak, że już o 15.00 jesteśmy na rogatkach Novosybirska. Mamy dużo czasu, więc postanowiliśmy się zapoznać bardziej z tym miastem. Cóż, ta licząca obecnie 1,5mln mieszkańców stolica regionu, leżąca nad rzeką Ob, ma zaledwie 130letnią historię, jest młodsza od naszej „Chałupy na Górce” (1863r.). Miasto wyrosło wraz z budową „Kolei Transyberyjskiej”. W pierwszych swych latach, do 1925r. nosił nazwę Nowonikołajewsk, na cześć ostatniego cara Rosji. Położone jest na południe od Tomska, byłej stolicy Syberii, o ponad 410 letniej historii, którą ominęła kolejowa trasa. Nowosybirsk z małej wioski, rozrósł się do wielkiego syberyjskiego miasta. Z ciekawostek, to tu zesłano w czasie II wojny światowej większość Niemców z nad Wołgi i Donu gdzie mieszkali od 200 lat po zaproszeniu do osiedlenia się tam przez carycę Katarzynę II. Obecnie prawie wszyscy wyjechali do swej ojczyzny leżącej w Europie.

Na wjeździe do miasta mieści się sporych rozmiarów skansen kolejowy, który zwiedzamy. Dojeżdżamy do śródmieścia i przechadzamy się po centrum, gdzie jedynym zabytkowym obiektem, o wyjątkowym syberyjskim smaku jest dom kupiecki. Główny plac przy którym stoi „Teatr Opery i Baletu”, zdobi również wielki pomnik Lenina. Chłoniemy atmosferę tego miast, które w to sobotnie popołudnie tętni kulturalnym życiem. Wokół, festyny, pokazy i inne atrakcje, które organizuje się dla miejscowej społeczności. Tu też w centrum znajduje się mała cerkiew pod wezwaniem Św. Mikołaja, wyznaczająca geograficzny środek Syberii. Zaspokoiwszy swą wiedzę o mieście przekraczamy rzekę Ob i kierujemy się na zachód w kierunku Omska. Porównawcze wrażenia w odniesieniu do wizerunku zapamiętanego przeze mnie na przestrzeni ostatnich piętnastu lat – Syberia rozwija się w tej części niezwykle dynamicznie i zatraciła już swój niegdysiejszy dziki wizerunek, dla nas i wybierających się w te strony podróżników ta wiadomość będzie zapewne smutna, myślę że dla jej mieszkańców, to powód do dumy… Po 100km zatrzymujemy się przy kompleksie hotelowo-gastronomicznym „Łada” i na „stajance”, płacąc 100rubli urządzamy sobie obozowisko, typu „Toyota Inn”. Przebywszy dzisiaj 600km, ponownie przeżyliśmy wspaniały dzień.

17-09-02-map

Dzień 50 niedziela – 3 września 2017r.

Noc chłodna, tylko 8ºC. Natomiast miejsce okazało się być wspaniałym, prawie jak kemping. Daleko od ruchliwej i głośnej trasy, toalety i prysznic oraz przyzwoity obiekt gastronomiczny. Ruszamy dalej na zachód drogą nr M51 zwaną potocznie „Federalką”, czyli drogę łączącą część europejską Rosji z Władywostokiem. Mimo, że dziś niedziela, potworny ruch ciężarówek, ale nie tych Gazów, Mazów, Krazów, Kamazów i Ziłów, lecz najnowszych Man-ów, Reno, Mercedesów, Volvo, Scanii i innych „Gruzawików z Ameryki”, które popieprzają prawie do setki. Pogoda wspaniała, więc pochłaniamy „setkę km” w niespełna godzinę. Po przejechaniu 520km, już o trzeciej jesteśmy w centrum Omska. Postanawiamy temu miastu leżącemu nad rzeką Irtysz, poświęcić całe popołudnie, zwiedzić kompletnie i zapoznać się z jego 300 letnią historią. Założony został jako stanica kozacka w 1706r. W 1824r. przeniesiono doń z Tobolska siedzibę generał-guberni Syberii. Podczas wojny domowej, związanej z rewolucją, aż do odbicia przez Armię Czerwoną w 1919r. był siedzibą „Białego Rządu Kołczakowa”. Właśnie tu w latach 1918-1919 mieściła się siedziba antybolszewickiego rządu, zwanego też Rządem Syberyjskim. Warto tylko wspomnieć, że ów admirał stworzył armię, która zajęła Syberię aż po Ural, a w 1919 roku dotarła do Wołgi. Zdradzony przez własnych ochroniarzy został schwytany i rozstrzelany w roku 1920. Przez krótki czas pod Rewolucji Październikowej istniało jednak państwo rosyjskie, antysowieckie ze stolicą w Omsku. Najbardziej intensywny rozwój miasta rozpoczął się oczywiście od momentu budowy Magistrali Transsyberyjskiej. Teraz jest wielkim centrum przemysłowym, kulturalnym i naukowym. Ma swój uniwersytet, 10 innych wyższych uczelni i wiele instytutów. Nie ustrzegło się wprawdzie przed socrealistycznymi budynkami, szerokimi ulicami i całym tym komunistycznym rozmachem, ale jego zakątki są tak zagospodarowane, że nie czuje się ogromu betonu. Dreptany pomiędzy główną rzeką Omska, Irtyszem, a małą rzeką Om wpływającą do niej. Tu ulokowało się główne, stare i nowe centrum Omska, które przebiega wzdłuż dwóch głównych ulic, Lenina i Marksa. Najokazalszą budowlą jest „Sobór sw. Mikołaja” oraz odrestaurowana część starego miast przy ul. Lenina. Rejon Omska, tak za caratu, jak i za sojuza był tradycyjnym miejscem zsyłek. W latach 1849÷1853 odbywał tu katorgę Dostojewski, a w domu w którym mieszkał urządzono małe muzeum. Pod wieczór wyjeżdżamy z miasta w kierunku Ishimia, aby po pokonaniu 100km pozostać na nocleg w przydrożnym „Cafe” na „stajance” za 50rubli (3.30zł). W cenie mamy toalety, odpłatny prysznic i ochronę.

17-09-03-map

Dzień 51 poniedziałek – 4 września 2017r.

Po paru dniach, ta noc była wyjątkowo ciepła, rankiem odnotowaliśmy 14ºC. Po dwukrotnej zmianie czasu jakoś wyjątkowo wcześnie zrywamy się do życia. Już po ósmej jesteśmy na trasie w kierunku Ishimia. Przed rozpadem ZSSR, główny trakt M51 wiódł przez Pietropawłowsk, ale kiedy pozostał on na terenie Kazachstanu, właśnie przez Ishim poprowadzono drogę w kierunku Kurganu, względnie Tyumenia, okrążającą ten obszar. Pierwszy raz, kiedy tędy jechałem w 2002r na motocyklu, droga była jeszcze w większości szutrowym, kiepskim traktem, obecnie mknie tędy tysiące ciężarówek, a nawierzchnia wspaniała. Pomykamy połykając szybko kilometry, przeciętna wynosi ponad 100km/h. Mijamy Ishim i 70km za miastem skręcamy na północ w drogą zwaną „Vagajskim Traktem”, w kierunku Tobolska. Ponownie dla mnie to przejazd sentymentalny, gdyż 15lat temu, jechałem tędy w przeciwnym kierunku w pierwszej mojej, motocyklowej podróży nad Bajkał. Po błotach i szutrach ani śladu, świetna asfaltowa droga i do tego mało uczęszczana. Niestety pogoda lekko się załamała i cały dystans do Tobolska pokonujemy w deszczu i zimnie. Na 20km przed miastem wpadamy na drogę nr P404 i już o 14.30 po pokonaniu 590km jesteśmy na starym mieście. Pomimo opadów staramy się w miarę dokładnie spenetrować tą niegdysiejszą stolicę Syberii założoną w 1587r. Miasto jest malowniczo położone w dorzeczu dwóch rzek, Irtysza i Toboła. Bogatą historią i ciekawymi zabytkami obecnie przyciąga wielu turystów z Rosji i z innych państw.

Po zdobyciu w 1582 r. twierdzy tatarskiej „ Sibir”, ataman kozackich najemników Jermak Timofiejewicz opanował tereny obecnego Tobolska i po pięciu latach wzniósł warownię. Strategiczne położenie powodowało, że miast było polityczno-wojskowym centrum regionu. Od momentu powstania Tobolsk szybko rozwijał się i stał się centrum administracyjnym, kulturalnym i duchowym Syberii. Od 1708 do 1839 mieścił siedzibę gubernatorów, a stracił swój statut, gdy w 1860r ominął go „Wielki Trakt Syberyjski”, zwany również „Drogą Pocztową”. Jednak do końca XIX w był ważnym ośrodkiem nauki i kultury, szczególnie gdy w 1830r. osiedlili się tu wykształceni dekabryści. Mieszkał tu Mendelejew, był tu Dostaojewski zesłany na katorgę pod Omskiem, a zdetronizowany car Mikołaj II spędził tu wraz z rodziną kilka miesięcy w 1917r, przed straceniem w Yekaterenburgu.

Dzisiaj Tobolsk nazywany jest „perłą Syberii”, również za sprawą mieszkających tu przed wiekami Polaków. W wyniku różnych „zawieruch historycznych” przez Tobolsk przepłynęło ich tysiące. Byli oni zsyłani na Syberię., ale nie tracili mężnego ducha i jak ich potomkowie aktywnie brali udział w życiu miasta. Do dzisiejszego dnia ozdobą Tobolska są piękne budynki: gimnazjum żeńskiego, gdzie obecnie mieści się szkoła podstawowa oraz medycznej szkoły, dziś filia Uniwersytetu Tiumieńskiego, zbudowane według projektu głównego architekta guberni, Leopolda Stokalskiego. Zachował się też budynek Polskiego Domu Dziecka z tablicą pamiątkową w języku polskim. W centrum miasta znajduje się ocalały fragment cedrowego parku zasadzonego przez Polaka Żurawskiego i noszący jego nazwę. Przez „słynne więzienie” w Tobolsku przeszła ogromna liczba naszych rodaków. Tu zachowała się fotografia ołtarza z obrazem Matki Bożej Częstochowskiej, gdzie raz w tygodniu była odprawiana Msza św. dla katolików. Polacy w Tobolsku założyli pralnie, zakład ślusarski, kotłownię, pracownię obuwia, pracownię kapeluszy, piekarnię oraz wiele innych – dziś już niestety nieistniejących. Wśród gubernatorów Tobolska byli także wysiedleńcy z Polski – Krzysztof Powało-Szwejkowski, Wiktor Arcymowicz, Aleksander Despot-Zenowicz, Aleksander Łappo-Starżeniecki, Andrzej Stankiewicz. Mieszkańcom Tobolska najbardziej z Polakami i Polską kojarzy się kościół rzymsko-katolicki p.w. Przenajświętszej Trójcy, który w miejscowym środowisku nazywany jest „kościołem polskim”.

Odwiedzamy wszystkie istotne i historyczne miejsca. Zwiedzamy ponadto miejscowy kreml, który jest najokazalszy ze wszystkich syberyjskich miast. Ze wzgórza kremlowskiego podziwiamy piękną panoramę roztaczającą się na stary Tobolsk i rozlewiska rzeki Irtysz – niestety dzisiaj te wspaniałe widoki podziwiamy przy kiepskiej pogodzie! Objeżdżamy jeszcze bardzo szczegółowo stary Tobolsk z wielką ilością cerkwi, i drewnianych domów, oglądamy miejsce, dom gdzie rodzina carska Romanowów spędziła ostatnie miesiące swojego życia. Dopiero pod wieczór opuszczamy to niezwykle ciekawe miasto i wyjeżdżając na zachód w kierunku Yakatierenburga, na rogatkach miasta, przy „Kafe” zostajemy na bezpłatnym parkingu na nocleg.

17-09-04-map

Dzień 52 wtorek – 5 września 2017r.

Miejsce na nocleg świetne w „Kafe”, był nawet bezpłatny prysznic. Dalej to przejazd do Tyumienia. Jedynie co utrudnia dziś jazdę to paskudna pogoda, rankiem tylko 8ºC, później w porywach do 10ºC, ołowiane chmury tworzą atmosferę jakby był półmrok i cały czas leje, co czasami sprawia wrażenie późno jesiennej szarugi… brrr. Tyumień w takiej aurze sprawia smutne wrażenie. Założony w 1586r, rok wcześniej od Tobolska, był pierwszą moskiewską warownią utworzoną za Uralem. Obecnie jest to stolica bogatego obwodu sięgającymi swymi granicami poza koło podbiegunowe. My odczuwamy to po zatłoczonych ulicach i niesamowitych korkach. Centrum zawiera się pomiędzy dwoma ulicami, Lenina i Republiki, biegnąc równolegle do rzeki, gdzie u zbiegu tych ulic położony jest najokazalszy monastyr św. Trynity. Wracamy na trasę i z Tyumienia w potwornej pogodzie podążamy następne 350km do Jekaterynburga. Do celu docieramy dopiero późnym popołudniem, a powód to wielki ruch ciężarówek, stan drogi i jej remont. W samym mieście w potwornym ruchu kierujemy się do centrum, pod „Chram na Krowi”, który stoi na miejscu domu Ipatiewa w którym 18.07.1918 zamordowano całą rodzinę Romanowów. Okazałą cerkiew wykonano w stylu starocerkiewnym i to z wielkim rozmachem, sporo złota, a obok, pod prawosławnym krzyżem, stosowny pomnik rodziny carskiej, umęczonej i zamordowanej. Obecnie uświęceni, wokół których tworzy się religijną i narodową legendę. W podwałach obiektu utworzono małe muzeum z wieloma fotografiami i artykułami prasowymi dotyczącymi życia i działalności Mikołaja II. Opuszczamy w potwornych korkach centrum miasta i kierujemy się na przedmieścia do miejscowości Szuwalisz, gdzie w jej obrębie znajduje się „Ganina Jama” miejsce gdzie złożono i zbezczeszczono zwłoki carskiej rodziny. Obecnie znajduje się tu klasztor prawosławny. Na parkingu obiektu zostajemy na nocleg. Mamy przyzwolenie ochrony, a obok znajduje się super wyposażony obiekt z toaletami i umywalkami, nawet jest ciepła woda, mydło i papier, co w Rosji zdarza się bardzo rzadko.

17-09-05-map

Dzień 53 środa – 6września 2017r.

Ranek przywitał nas wreszcie wspaniałą pogodą i właśnie w takiej aurze rozpoczęliśmy zwiedzani kompleksu cerkwi i innych obiektów „Ganina Jama”. Oficjalna nazwa brzmi również „Monaster Świętych Cierpiętników Carskich”, męski klasztor prawosławny w uroczysku Ganina Jama położonym 15km od Jekaterynburga. Został założony na miejscu, gdzie 17 lipca 1918 czekiści jekaterynburscy ukryli szczątki zamordowanego cara Mikołaja II Romanowa, jego rodziny i służących. W nocy z 16 na 17 lipca 1918 w domu Ipatiewa w Jekaterynburgu zostali zamordowani, ostatni car Rosji Mikołaj II, jego żona Aleksandra, córki Olga, Tatiana, Maria i Anastazja, syn Aleksy, członkowie ich służby i lekarz rodzinny. W celu ukrycia tego faktu zwłoki rozstrzelanych wrzucono do uroczyska Czterech Braci w okolicy miasta. Według oficjalnej witryny monasteru już w latach 70-tych XX wieku pojawił się nieformalny kult zamordowanej rodziny carskiej. Wierni przychodzili na miejsce pochówku Romanowów, traktując je jak grób świętych. W lecie 1991 w uroczysku ustawiono pamiątkowy krzyż, a miejsce to stało się celem oficjalnych procesji i nabożeństw. W 2000r. kult rodziny carskiej został usankcjonowany przez Sobór Biskupów Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, który zaliczył Romanowów w poczet świętych z tytułem świętych cierpiętników i wyraził myśl, iż najlepszym upamiętnieniem miejsca ich pochówku byłoby wzniesienie monasteru. Już w październiku wmurowano kamień węgielny pod budowę głównej cerkwi Świętych Cierpiętników Carskich. W następnych latach w kompleksie zabudowań klasztornych wzniesiono kolejne świątynie. Przy monasterze działa muzeum poświęcone Mikołajowi II i jego rodzinie, eksponujące m.in. przedmioty należące do Romanowów w okresie uwięzienia w Jekaterynburgu. Tak do końca nie ustalono, czy aby wszystkie szczątki i to całej rodziny carskiej Romanowów znaleziono w jamie w pobliskim lesie. Podobno dwie z córek znaleziono w odległości 150km od Jekaterynburga w głębi Syberii. Przepiękny las, malownicze cerkwie, cudowne ikony… Kiedy turysta, a właściwie pielgrzym, odwiedza uroczysko Ganina Jama, emanuje pięknem… miejsce pełne estetycznego uroku, lecz w swej historii okrutne. Podjeżdżamy jeszcze pod faktyczne mogiły położone 4km dalej i ruszamy na trasę, przez Ural do Perm.

Przejazd rozpoczął się totalną blokadą obwodnicy Jekaterynburga, którą udało się objechać pobliskim lasem wzdłuż torów „Kolei Transyberyjskiej”. Po 10km jesteśmy uwolnieni i kontynuujemy jazdę przez Ural. Mimo, że z uwagą śledziliśmy drogę, gdzieś umknął nam, lub go w ogóle nie było, obelisk wyznaczający granicę pomiędzy Azją, a Europą, a miało to miejsce, tuż za miastem Revda. No cóż wracamy do naszej starej Europy. Na wysokości miasta Krasnofimsk, nasz GPS wyszukał nieco krótsza (200km) drogę do Kazania, która omija Perm. Skuszeni tą propozycją daliśmy się wyprowadzić w przysłowiowe „maliny”, a próby przejazdu skończyły się na wyboistej gliniance, która prowadziła donikąd. Suma strat, dołożyliśmy 60km i 1,5h w plecy, a zespawany w Mongolii resor ponownie na tych dołach pękł, jednak podtrzymywany przez solidne pióro pomocnicze powoduje, że możemy jechać dalej. Po 360km jazdy, obwodnicą objeżdżamy przemysłowe miasto Perm i kierujemy się w stronę stolicy Tatarii, Kazania. Cała dzisiejsza trasa to walka o przetrwanie w ciągu mknących ciężarówek. Zastanawiamy się jak dynamicznie pracuje gospodarka Rosji, aby totalnie zakorkować międzymiastowe, główne drogi, to istna lawina towarów przelewająca się poprzez żyły systemu drogowego, której nośnikiem są setki tysięcy TIR-ów. Sto km za Perm mamy następnego „zonga”, stoimy w potwornym korku i tak naprawdę nie wiadomo co jest jego powodem? Zachęceni co poniektórymi zachowaniami miejscowych, tych z wypasionych terenowych aut, jedziemy rowami i poboczami do początku korka i to dobre 10km. Co widzimy, kraksa, wywrócona cysterna leży w poprzek drogi. Zachowując postawę Szwejka, czyli jak cię nie wyrzucą to kontynuuj swój zamiar dalej, rowem objechaliśmy teren kolizji. Tak na oko odrobiliśmy dzisiejszy czas straty z błędnego przejazdu. Dzisiaj też po ostatnim pobycie w mongolskim hotelu w Ulangom, zaserwowaliśmy sobie następny luxus i śpimy w przydrożnej „gostinicy”. Wreszcie porządny prysznic i lekkie opranie się. O resorze pomyślimy jutro, jak by powiedziała Skarlet Ohara.

17-09-06-map

Dzień 54 czwartek – 7 września 2017r.

W porannej mgle ruszamy na trasę w kierunku Kazania z myślą, że ponownie musimy zespawać resor. Brzmi dziwnie, gdyż to element, który nie należy spawać. Jednak w naszej sytuacji, kiedy poprzednie spawanie wytrzymało 4tys km, to następne pozwoli nam prawdopodobnie dojechać do Polski. Po przejechaniu 100km w kompleksie przydrożnym, gdzie dosłownie oferuje się wszystko, znajdujemy siermiężny warsztat, który ma podnośniki i spawarkę. Ponownie, podobnie jak w Mongolii, wg mojego scenariusza, krok po kroku oczywiście z moją pomocą i technologią dobrnęliśmy do celu naprawy i po trzech godzinach powracamy na trasę. Droga do Kazania to istna męka, ciężarówka za ciężarówką, potworny ruch drogowy i co rusz roboty drogowe, lub przebudowa i modernizacja. Tak sobie myślę, że kiedyś, 15 lat temu jechałem tu na motocyklu (BMW R 650GS Dakar) i narzekałem tylko na jamy w asfalcie gdyż ruch był zerowy. Magiczna Rosja „za kurtyną” nie pozwalała myśleć o niewygodach, wszystko było przygodą i to na maxa. Teraz nuda i zmęczenie, krajobrazy żadne i tylko potworny ruch na drodze, tysiące tirów (to nie przesada, są ich obecnie tysiące), to wszystko powoduje, że po kilkuset kilometrach przemierzonej trasy czujemy potworne znużenie i zmęczenie. W końcu po całym dniu walki i otrzymaniu godziny, która wynika z przekraczania kolejnych stref czasowych, późnym popołudniem po pokonaniu 550km dotarliśmy do centrum Kazania pod Kreml. Nad miastem w słonecznej pogodzie unosi się potworny smog i smród rafineryjnych spalenizn. Natomiast struktura urbanizacyjna zadziwia uporządkowaniem i czystością. Ponieważ byłem tu ostatnio 15lat temu mam porównanie jak bardzo zmieniło się to miasto i jak odrestaurowano historyczne miejsca. Zastanawiamy się nawet jak wielką „kasę” wpompować musiano aby wizerunek obecnego Kazania tak właśnie wyglądał. Szerokie dojazdowe arterie, wspaniałe ulice w centrum, czyściutko, wszystko uporządkowane i tylko ten smog robi przykre wrażenie. Zwiedzanie zostawiamy na jutro, a za bazę noclegową wybraliśmy wielki parking pomiędzy miejscowym stadionem, a cyrkiem i który umiejscowiony jest na obrzeżach przyległych do historycznej części stolicy Tatarstanu, Kazania

17-09-07-map

Dzień 55 piątek – 8 września 2017r.

Niestety ranek przywitał nas deszczem i ponurą pogodą. Zwiedzamy pod parasolem rozległy obszar Kazańskiego Kremla położonego za murami. Został wzniesiony przez cara Iwana Groźnego na zgliszczach dawnego zamku Chanatu Kazańskiego. W 2000 roku został umieszczony na liście światowego dziedzictwa UNESCO. W jego murach znajduje się wiele starych budynków, pośród których najstarszą budowlą jest sobór Zwiastowania, który został wzniesiony w latach 1554-1562. Uważa się, że architektem tej budowli był Postnik Jakowlew, twórca słynnej Cerkwi Wasyla Błogosławionego znajdującej się na Placu Czerwonym w Moskwie. Najbardziej zauważalnym obiektem kazańskiego Kremla jest krzywa „Wieża Soyembika”, która prawdopodobnie została wybudowana podczas panowania Piotra Wielkiego. Wśród budowli Kremla znajdują się śnieżno-białe wieże i ściany, wybudowane w XVI i XVII wiekach (później remontowane), meczetu Kul Szarif, Dom Gubernatora (wybudowany 1834-1853), który współcześnie spełnia rolę Pałacu Prezydenta Tatarstanu. Uważano, że miejsce współczesnego Pałacu Prezydenckiego jest miejscem, gdzie dawniej znajdował się pałac Chana. Pomiędzy Pałacem Prezydenckim a Wieżą Soyembika znajduje się pałacowa cerkiew, która została wybudowana na fundamentach dawnego meczetu. Wieża obronna zwana „tajemniczą” znajduje się w północnych murach Kremla. W deszczowej aurze przemierzyliśmy kremlowskie wzgórze w szerz i dłuż. Postanowiliśmy jeszcze uzupełnić zapasy w miejscowym „uniwermagu” i dopiero wtedy wyszło na jaw, że żyjemy w innym świecie czasowym. Czas cofnął się w Tatarii o dwie godziny, a my dzisiaj zwiedzaliśmy Kreml już o siódmej rano, dziwiąc się, że wszędzie takie pustki. Dobrze, że tak uczyniliśmy, gdyż później nastąpiło totalne załamanie pogody i w takim klimacie ruszyliśmy na trasę do Moskwy. A jazda w ulewnym deszczu pośród pędzących tirów i drogi pełnej kolein nie należy do przyjemności, to pewien rodzaj walki o przetrwanie. Tak w ogóle od wjazdu na „federalkę” w Nowosybirsku, cały czas zmagamy się z potokiem tych pojazdów w ilościach wręcz niewyobrażalnych. Pod Niżnym Nowgorodem doszły do tego totalne remonty drogi, które mogły nas uziemić na kilka godzin. Ponownie jak czynił Szwejk, przepchnęliśmy się poboczem do przodu i uratowaliśmy tempo podróży. Za Dzierżyńskiem wreszcie stan drogi pozwolił nam na sensowną jazdę i po przejechaniu dzisiejszego dnia 650km na rogatkach Władimira zostajemy na nocleg, na parkingu skromnego motelu.

17-09-08-map

Dzień 56 sobota – 9 września 2017r.

Ranek ponury i zimny, nie zachęca do zwiedzania. Cóż zrobić, nie zawsze świeci słońce, szybko dojeżdżamy do historycznego centrum Władimira. Zachowała się tu znaczna część budowli z czasów świetności księstwa włodzimiersko-suzdalskiego (1157÷1328r.), toteż jest to jedno z najciekawszych turystycznie miast Rosji. Zalicza się go do tzw. Złotego Pierścienia, czyli około dziesięciu miast centralnej Rosji o unikalnej architekturze i historycznym znaczeniu w dziejach kraju. Z ciekawostek, w czasie trwania wojny polsko-rosyjskiej, w 1614 pod miasto podszedł polski oddział pod dowództwem Aleksandra Lisowskiego, zniszczył on przedmieścia jednak samego grodu nie zdobył.

Auto zostawiamy na parkingu obok „Złotej Bramy, najcenniejszego historycznego obiektu miasta, wpisanej na listę UNESCO i ruszamy zwiedzać miasto. Stan zabytków w ostatnich 10-ciu latach mocno uległ zmianie, wiele domów i cerkwi zostało pięknie odrestaurowanych, tak, że obecnie sprawia bardzo korzystne wrażenie. Najokazalszy to Sobór Zaśnięcia Matki Bożej, który powstał w latach 1158-60 zbudowany przez mistrzów z Niemiec, przebudowany po wielkim pożarze w latach 1185-1189, od tego czasu zachował się praktycznie bez większych zmian. Obchód wzgórza kończymy w miejscowej kafejce, na porządnej kawie i prawdziwym strudlu. W początkowym zamyśle mieliśmy przejechać jeszcze do Suzdala, jednak pogoda i fakt, że byliśmy tam zaledwie dwa lata temu, zwiedzając kompleksowo tę stolicę ruskiego prawosławia, odstręczył nas od tego pomysłu. http://www.wojtektravel.pl/index.php/wyprawy/18-azja-2015/06-rus-kraje-baltyckie-pl/

Jedziemy do następnego obiektu, który postanowiliśmy zwiedzić, czyli ławrę w Sergiejew Posad, znajdująca się również na trasie Złotego Pierścienia. Połączone drogami, tworzą symboliczny okrąg, w którym każde miasto posiada bogatą historię i bezcenne zabytki, tworzące skarbnicę rosyjskiej kultury. Musimy w tym celu objechać Moskwę północną jej stroną. Nie chciałbym się powtarzać, ale ponownie walczymy z drogami, ich remontami i tysiącami wielkich tirów, które totalnie tarasują możliwość sprawnego przejazdu. Po drodze zbaczamy jeszcze nieco na wysokości Aleksandrowa do innego obiektu cerkiewnego „Swiato-Troicki Żeńskij Monastyr”, który miejscowiony jest nieco na południe, za Karabanowem.

Po południu dotarliśmy do Sergiejew Posad, gdzie zaskoczyła nas wielka ilość turystów i pielgrzymów. Trudno znaleźć parking ale tuż obok wejścia znajduje się teren „Kafe Blinnaya Gora” z kempingiem, gdzie udało się zostawić nasz pojazd. Kierujemy się do „Swiato-Trickiej Sergiejewa Ławry”. W 1993 roku odrestaurowana ławra została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Już sam widok z dala robi niesamowite wrażenie. Wiele obiektów sakralnych i cerkwi położonych jest za solidnymi murami, a ich forma i architektura, zadziwia. Bajkowe kolory, mnóstwo złota, niezwykła atmosfera – pięknie. Zespół świątyń w 1744 r otrzymał od carycy Elżbiety I, zaszczytny tytuł ławry. Wtedy to Siergijew Posad stał się drugim w Europie Wschodniej, po Ławrze Kijowsko-Pieczerskiej monasterem o tak wysokiej randze. Po rewolucji październikowej, w 1920, ławra została zamknięta, a jej budynki oddane na cele administracyjne lub zamienione w muzea sztuki. W tych czasach zniszczeniu uległo wiele elementów cennego wyposażenia klasztornych cerkwi, w tym wszystkie dzwony. Główną cerkwią kompleksu jest sobór Trójcy Świętej, w którym przechowywane są relikwie św. Sergiusza. Monaster założony został w 1345 roku przez pustelnika Sergieja Radoneżskiego (świętego patrona Rosji), który na Wzgórzu Makowieckim wzniósł pierwszą drewnianą cerkiew i zgromadził wokół niej wspólnotę monastyczną. Ten mistyk i asceta miał ogromny wpływ na współcześnie mu żyjących. Sława o uzdrowieniach przez niego uczynionych rozeszła się po całej Rusi, a do monasteru zaczęli zewsząd przybywać wierni. Z ciekawostek, twierdzę tę, jaką była w ówczesnych czasach, podczas trwania wojny polsko-rosyjskiej w latach 1608-1610 bezskutecznie oblegała 30 tysięczna armia polsko-litewska.

Pod wieczór opuszczamy to niezwykle miejsce i jedziemy w kierunku Tveru i dalej do Miednoje, pod cmentarz pomordowanych polskich żołnierzy i policjantów internowanych w 1939r w Ostaszkowie i uśmierconych poprzez strzał w tył głowy, rozkazem Stalina, w budynku NKWD w Tverze, Obok Miednoje w lesie złożono ich zwłoki w zbiorowych dołach. Obok cmentarza nocujemy na parkingu, niestety obiekt muzealno-administracyjny jest w totalnym remoncie i tak do końca nie wyjaśniono nam, czy był ukończony i popadł w ruinę, czy nie dokończona inwestycja będzie miała dopiero teraz po 15latach swój finał. Ja odwiedziłem to miejsce po raz pierwszy w 2001r wraz z pierwszym, motocyklowym Rajdem Katyńskim.

17-09-09-map

Dzień 57 niedziela -10września 2017r.

Rankiem odwiedzamy Polski Cmentarz Wojenny w Miednoje. Położony jest około 30 km od Tweru, w pobliżu drogi do Petersburga, w miejscu gdzie w 1991 roku odnaleziono zbiorowe mogiły Polaków zamordowanych w 1940 roku przez NKWD w piwnicach Obwodowego Zarządu NKWD w Kalininie, obecnie noszący nazwę Twer. W 1991 roku w ramach prowadzonego przez Naczelną Prokuraturę Wojskową Związku Sowieckiego śledztwa w sprawie ustalenia losu polskich jeńców, którzy w latach 1939-1940 trafili do sowieckiej niewoli i byli przetrzymywani w trzech obozach specjalnych w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie, na wskazanym terenie przeprowadzono czynności ekshumacyjne. Prowadzone w bardzo ograniczonym zakresie prace doprowadziły do odnalezienia zbiorowych mogił ze szczątkami zamordowanych jeńców. Jednak dopiero przeprowadzone w latach 1994-1995 przez specjalistów Rady OPWiM badania pomiarowe, sondaże i prace ekshumacyjne pozwoliły na odkrycie i precyzyjne zlokalizowanie znajdujących się na tym terenie masowych mogił. Prace ekshumacyjne przyniosły też wiele cennego materiału dowodowego w postaci przedmiotów osobistych odnalezionych przy zamordowanych policjantach, w tym dokumentów i zapisków świadczących o ostatnich chwilach życia ofiar zbrodni. Wszystkie te przedmioty po konserwacji wzbogaciły ekspozycję Muzeum Katyńskiego w Warszawie.

11 czerwca 1995 roku na przyszłym cmentarzu w Miednoje uroczyście wmurowano akt erekcyjny oraz kamień węgielny poświęcony przez papieża Jana Pawła II. W lipcu 1995 roku rozpisano konkurs na projekt zagospodarowania przestrzennego katyńskich cmentarzy. Na konkurs wpłynęły 32 projekty; ostateczny projekt, autorstwa Zdzisława Pidka i Andrzeja Sołygi oraz Wiesława i Jacka Synakiewiczów, wybrano w październiku 1995 roku. Decyzja i formalne pozwolenie na budowę po uzgodnieniu z władzami rosyjskimi wydano dopiero 1 czerwca 1999 roku. Prace budowlane wykonały firmy polskie – odbiór nastąpił 9 sierpnia 2000 roku. Człowiekiem, który w wielkim stopniu przyczynił się do powstania cmentarzy w Miednoje, Katyniu i Charkowie, był poznany prze zemnie podczas pierwszego Rajdu Katyńskiego, ks. prałat Zdzisław Peszkowski, jeden z nielicznych więzionych i ocalałych. Na cmentarzu, o łącznej powierzchni 1,7 ha, zlokalizowano 25 zbiorowych mogił ponad 6300 jeńców obozu specjalnego w Ostaszkowie. Centralnym punktem cmentarza jest brama pamięci, na której w porządku alfabetycznym możemy przeczytać imiona i nazwiska Pomordowanych. Pod bramą zawieszono dzwon, którego stłumiony dźwięk wydobywa się spod ziemi, co ma symbolizować prawdę niemożliwą do ukrycia nawet pod ziemią. Na powierzchni dzwonu widnieje tekst Bogurodzicy i nazwa „Miednoje”. Wokół polskiej części cmentarza znajduje się trakt pieszy, gdzie każdy ze zmarłych posiada tabliczkę z imieniem, datą urodzenia, miastem pochodzenia, miejscem pracy lub służby w czasie aresztowania oraz rokiem śmierci – 1940. Tabliczki ułożono tak, jakby były pozostałością archeologicznej odkrywki, które ujawniają skrywane przez dziesięciolecia miejsce zbrodni. Bardzo łatwo każdy członek rodziny odnajdzie nazwisko bliskiej mu osoby. To wielkie, zbiorowe epitafium Ofiar. Każda z mogił zbiorowych ma formę kurhanu, na którym postawiono krzyż. Obrysy mogił zaznaczone są nakładającymi się na siebie żeliwnymi płytami. Wysokie krzyże są jakby wtopione w korony drzew. Na każdej z 25 mogił jest postawiony krzyż. Znajdują się tam także m.in. krzyże, tabliczki lub napisy przywiezione przez rodziny. Ciąg inskrypcji indywidualnych zakończony jest płaskorzeźbami, przedstawiającymi Krzyż Kampanii Wrześniowej 1939 i Krzyż Virtuti Militari.

Realizuję w tym miejscu rodzinny aspekt mojego pobytu, dziadek mojego kuzyna spoczywa na tym cmentarzu. Jan Lubowski, przodownik Wydziału Śledczego PWSI Bielsko, którego w wieku 45lat zamordowali Sovieci. Po chwilach refleksji i zadumy, jedziemy dalej w okolice Ostaszkowa, gdzie utworzony został w 1939r jeden z obozów internowania Żołnierzy Polskich. Był największym obozem specjalnym, podległym Zarządowi ds. Jeńców Wojennych NKWD i zgromadzono tu głównie funkcjonariuszy Policji Państwowej i Policji Województwa Śląskiego, Straży Granicznej i Straży Więziennej, żołnierzy i oficerów Korpusu Ochrony Pogranicza i innych formacji wojskowych, pracowników administracji państwowej i wymiaru sprawiedliwości II Rzeczypospolitej, którzy po 17 września 1939 roku znaleźli się w sowieckiej niewoli. Funkcjonował na wysepce Stołbnyj jeziora Seliger, w zabudowaniach poklasztornych monasteru Niłowa Pustyń w odległości 11 km od miejscowości Ostaszków.

W XVI wieku na terenie wyspy Stołobnyj znajdowała się pustelnia późniejszego świętego mnicha Nilusa Stołobieńskiego. Pustelnik zmarł w 1554 i został pochowany w przygotowanym przez siebie grobie. W 1594 patriarcha moskiewski Hiob polecił założyć na tym miejscu męski klasztor, który funkcjonował w tym miejscu do 1928r, gdzie w klasztorze po raz ostatni została odprawiona Święta Liturgia. Następnie zbór został skasowany, zaś wspólnota zakonna zmuszona do rozproszenia. Po likwidacji monasteru w jego zabudowaniach znajdowały się kolejno: kolonia karna, zakład dla młodocianych przestępców. W czasie II wojny światowej znajdował się obóz jeniecki dla 6364 jeńców polskich (wrzesień 1939 – maj 1940r) – 44 z nich umarło w obozie, natomiast 6311 zostało zamordowanych w Twerze i pochowanych w jamach w Miednoje. Latem 1940r przywieziono tu jeszcze żołnierzy Wojska Polskiego z terenu Litwy i Łotwy, a w latach 1944–1945 zorganizowano tu obóz dla żołnierzy Armii Krajowej.

Kiedy byłem tu po raz pierwszy 16 lat temu były ruiny, obecnie pięknie odrestaurowany zespół monastyrów, z funkcjonującymi obiektami sakralnymi, pomieszczeniami klasztornymi i sklepikami z dewocjonaliami.

Na grobli łączącej klasztor z lądem zakupiliśmy rybkę z jeziora i jedziemy w kierunku granicy z Łotwą. Przez Peno, Andreapol, Wielkie Łuki, już o 18.00 stajemy na granicy. Myśleliśmy, że spędzimy tu pół nocy, a po dwóch godzinach jesteśmy ponownie po 57dniach w Unii Europejskiej. Jeszcze 20km i już śpimy w pierwszej wiosce Pasiene na parkingu obok kościoła.

17-09-10-map

Dzień 58 poniedziałek – 11 września 2017r.

Przejazd do Polski, najpierw przez Łotwę wzdłuż granicy z Rosją i Białorusią gdzie trafiliśmy jeszcze na szutrowe drogi w okolicy Daugaspilis. Tu małe wtrącenie, akurat dokładnie tego dnia, 11września, 16 lat temu wracając z pierwszym Rajdem Katyńskim do kraju, zaproszeni po drodze do Polskiego Konsulatu w tym mieście oglądaliśmy na ekranie telewizora tragedię „Word Trade Center”, cóż za zbieżność dat. Później Litwa, przez Kowno i na wysokości Suwałk wkraczamy do Polski. Zwiedzanie na trasie pomijamy, byliśmy w tych stronach dokładnie dwa lata temu. Rosyjskie zespawanie resora wytrzymało, po 23 tys.km i 58dniach podróżny, nasza Toyota dowiozła nas bezpiecznie do Polski. Tym razem zafundowaliśmy sobie nocleg w pensjonacie w centrum Augustowa nad samym jeziorem tuż przy przystani i śluzie.

Dzień 59 wtorek – 12 września 2017r.

Ponieważ na trasie przejazdu mamy Mazowsze, dzisiejszy dzień postanawiamy poświęcić na przygotowanie Zakończenia Sezonu Podróżników Motocyklowych „Brok 107”. Najpierw ustalamy w Ciechanowcu zwiedzanie skansenu i muzeum rolnictwa, w połączeniu z pokazowym, staropolskim wędzeniem kiełbasy, później dopracowujemy szczegóły pobytu w Treblince i na koniec w Broku uzgadniamy wszystkie sprawy z zakwaterowanie całego zlotu w ośrodku „Binduga”, położonym nad Bugiem. Wszystko udało się załatwić pomyślnie i późnym popołudniem docieramy do naszych przyjaciół, Basi i Przemka, mieszkających w Długosiodle, gdzie spędzamy wspaniały i rozprężający trudy podróży wieczór. Najbardziej zaskoczyło nas przywitanie, przebrani za chińczyków przywitali nas banerem „Witamy made in China”. Oczywiście nie obyło się bez toastów, dobrego, polskiego żarcia i serdecznej atmosfery spotkania, to bardzo miłe po wielkich trudach podróży.

Dzień 60 środa – 13 września 2107r.

Pierwotnie mieliśmy zamiar dzisiejszego poranka dotrzeć do naszej „Chałupy na Górce” jednak za namową Basi i Przemka postanowiliśmy pozostać u nich jeszcze jeden dzień, odpocząć od jazy i nieco się zrelaksować. Przy okazji rano odbyliśmy małe grzybobranie w pobliskim lesie z pozytywnym skutkiem. Kontynuując przygotowania do zlotu w Broku, odpyliliśmy jeszcze wycieczkę do Bielany-Wąsy, pod Sokołowem Podlaskim, aby dopracować ostatni punkt programy październikowego spotkania, czyli zwiedzenie Muzeum Techniki, Podlaskie Muzeum Techniki Wojskowej i Użytkowej. Wieczór to powtórka dnia poprzedniego z ograniczonym udziałem alkoholu.

Dzień 61 czwartek – 14 września 2107r.

Przejazd na trasie Długosiodło – Międzyrzecze Górne

Podsumowanie: