Pomysł motocyklowego wyjazdu, który mieliśmy wykonać późną wiosną, powstał na początku tego roku w styczniu. Zamierzaliśmy odbyć podróż po Ukrainie, obejmującą przedwojenne, nasze Kresy Wschodnie, następnie mieliśmy dotrzeć do Odessy i powrócić przez Deltę Dunaju, Rumunię, Karpaty Południowe, Węgry i Słowację do kraju. Już od końca kwietnia, pilnie śledziliśmy covidove informacje dotyczące przekraczania europejskich granic i przygotowywaliśmy się do wyjazdu. Tymczasem covidove komunikaty dotyczące wjazdu na Ukrainę, okazały się niepomyślne, bez testu PCR nie wpuszczą nas na terytorium tego kraju, a to koszt ok.450zł od os.

Toteż jako organizator wyjazdu, spodziewałem się takiej sytuacji i błyskawicznie przygotowałem alternatywną trasę przez Słowację (tranzyt), Węgry (tranzyt), Rumunię (od 21czerwca zniosła cowidove ograniczenia dla Polaków), Karpaty Południowe, Serbię (tranzyt), Macedonię (wjazd pobytowy bez testów) do Albanii (wjazd pobytowy bez testów). Drogę powrotną ustaliłem przez Czarnogórę, Bośnię i Hercegowinę, Serbię, jedynie orientacyjnie w zależności od rozwoju covidowej sytuacji.

Zgodnie z planem, przedwyjazdowe spotkanie ustaliliśmy w naszej „Chałupie na Górce”, w niedzielny wieczór 6 czerwca. Tego dnia przybyli Przemek z Basią z Długosiodła i Grzegorz z Zabrza. Iwonka, mieszkająca w Bielsku, dołączyła do nas następnego dnia, na trasie wyjazdowej z Bielska Białej.

Mapa Fizyczna Świata - Kontynenty

Obraz 1 z 1

"Mapa Fizyczna Świata - Kontynenty" - Data: 2019.05.05 - Autor: Sławomir Dmowski

7.06.2021-poniedziałek - Bielsko-Biała > Korbielów > Jabłonka > Jurgów > Poprad > Koszyce > Zamek „Boldogko Vara”, Boldogkovaralja, kulterulet, 3885 Węgry > Tarcal - 400km

Rankiem ruszamy na wyprawową trasę, na południe, konkretnie na Bałkany. Pogoda wspaniała, iście motocyklowa. Przez Bielsko, Korbielów, Jabłonkę, docieramy do Jurgowa, gdzie w krajobrazie widoku na surowe szczyty Tatr, jeszcze gdzieniegdzie w śniegu, opuszczamy Polskę.

Dalej urokliwymi, słowackimi, bocznymi drogami przez Keżmarok, Spiską Novą Ves, Kosice, Satoraljaujhely, docieramy na Węgry. Na trasie podjeżdżamy pod okazały średniowieczny zamek „Boldogko Vara”. Zarezerwowaliśmy nocleg 6km przed Tokajem w wiosce Tarcal. Pensjonat, okazał się typowym madziarskim domem z piwnicą win. Sympatycznie i bardzo naturalnie, taki mały skansen – czysto i schludnie. Oczywiście posmakowaliśmy „Tokaj Furmint” z piwnicy właścicielki. Piwnica, to za mało pomiestne słowo, to raczej rozległe lochy, gdzie urządzono kilka biesiadnych sal i ulokowano spory skład win.

07-06-2021-trasa-b-b-tarcal

Nocleg – Pataky Borporta Adres: 3915 Tarcal, Klapka ut 20, Węgry Telefon: +36 30 903 6141 GPS: N 048° 8.009, E 21° 20.653. Grupa za 3 pokoje (6 gości) 63,50 €

8.06.2021-wtorek - Tarcal, 3915 Węgry > Maeriște, 457235, Rumunia > Valcau de Jos, 457345, Rumunia > Beliș, 407075, Rumunia > Campeni, 515500, Rumunia > Brad, Rumunia - 430km

Ranek ponownie przywitał nas wspaniałą pogodą i już o 9.00 jesteśmy na trasie. Z Tarcal kierujemy się na przejście graniczne z Rumunią. Naszym dzisiejszym planem, jest przebycie karpackiego pasma górskiego „Muntii Gilau”, trasą zwaną „Transursoa”. Najpierw jedziemy do Belis, położonego nad jeziorem „Lucului Fantanelelor”, ale by tam dotrzeć, pokonujemy pierwszą przełęcz na wys. 1066m n.p.m.

Widoki, tylko te z górnej półki, rumuńskie dziewicze krajobrazy, zapierają dech w piersiach, a całość efektu wzmaga świetna pogoda. Nad jeziorem zaserwowaliśmy sobie krótką przerwę, wspartą mała sesją fotograficzną. Dalej brzegiem jeziora, dotarliśmy do Poiana Horea, aby dalej poprzez przełęcz na 1360m n.p.m, dotrzeć do miejscowości Horea. Jeszcze kilka lat temu jechaliśmy tą trasą po szutrze. Spory fragment całego dzisiejszego przejazdu, to droga, dla której warto było jechać do Rumunii, biegające swobodnie konie, pracujący siekierami i końmi drwale, zapyziałe wioseczki i blask zachodzącego słońca. Tak można sobie wyobrazić i zrozumieć, jak wygląda motocyklowy raj dla posiadacza turystycznego enduro. Te przelotne mgnienia, te chwile beztroski, zaowocowały sporym spóźnieniem co do planu podróży i wobec dalszej bardzo krętej drogi przez Campeni, do Brad dotarliśmy już pod wieczór, czyli o 19.30, do zarezerwowanego wcześniej przez booking, miejsca naszego dzisiejszego noclegu.

08-06-2021-trasa-tarcal-brad

Nocleg – Pensiunea Cetina Adres: Str. Poienita, Nr. 2, 335200 Brad, Rumunia Telefon: +40 741 362 698 GPS: N 046° 7.112, E 22° 47.364. Grupa 6os. 3pok. 2os po 140lei (śniadanie w cenie)

9.06.2021-środa - Brad, Rumunia > Deva > Sebes, Rumunia > „Transalpina” DN67C > Ranca 215300, Rumunia > DN67, Colibasi > Orszowa > Baile Herculane - 350km

Z Brad przez Devę i Sebes kierujemy się na trasę 67C zwaną potocznie„Transalpiną”. Drogą tą przemierzamy pasmo Południowych Karpat. Najwyżej położona droga Rumunii osiąga wysokość 2145 m n.p.m. na przełęczy „Pasul Urdele”. Przecina z północy na południe góry „Muntii Parang” – drugie co do wysokości pasmo górskie rumuńskich Karpat. Łączy miasta Sebes w Siedmiogrodzie i Novaci po południowej stronie gór. „Transalpina” jest nieprzejezdna w miesiącach zimowych. My wiemy, że dzisiaj jest jeszcze formalnie zamknięta, ale mimo to spróbujemy ją pokonać.

Od roku 2012 droga ma asfaltową nawierzchnię, przez co stała się ogólnodostępna i bardzo popularna wśród zmotoryzowanych turystów, a w szczególności motocyklistów. Jechaliśmy nią, końcem lata 2010r., kiedy trwały pierwsze prace budowlane, a wtedy w większości były to jeszcze górskie ścieżki i dukty leśne.

Przy wjeździe na przełęcz, dostajemy wiadomość od miejscowych straganiarzy, że mimo znaków zakazu ruchu, jest już przejezdna. Obecnie trwają prace (odśnieżanie, oczyszczanie z kamieni) przed oficjalnym jej otwarciem. Śmiało, bez obaw możemy wjechać, policji nie ma, a wjazdu nikt nie kontroluje. Tak też zrobiliśmy i było niezwykle (sporo śniegu), przestrzennie (brak turystów) i spokojnie (bez pośpiechu). Po południu kończymy przygodę z krajobrazami surowych i monumentalnych Karpat, konsumując miejscowe specjały… ciorba de burta, ciorba de fasole, mici itp… Chociaż „Transalpina” o tej porze roku była jeszcze zamknięta, mimo zapór na wjeździe i zakazu, przejechaliśmy ją na całej długości z północy na południe. W wielu miejscach maszyny odgarniały śnieg, oficjalnie otwierają ją dopiero po 15 czerwca.

Dalej równie piękną trasą, prowadzącą wzdłuż Południowych Karpat, docieramy przez Targu Jiu, Baia de Arama do Baile Herculane. Na wjeździe do miejscowości z marszu wynajmujemy pokoje w „Pensiunea Dumbrava” i zostajemy na nocleg w tej historycznej miejscowości, znanej już od czasów rzymskich.

09-06-2021-trasa-brad-drobettaturnuseverin

Nocleg – Pensiunea Dumbrava, Str:Valea-Cernei, DN67D Km12, Caras-Severin, Mehadia, Rumunia -140lei pok.2os. (śniadanie w cenie)

10.06.2021-czwartek – Drobeta-Turnu Severin, Rumunia > Tekija, Serbia > Visocka Rzana, Serbia > Dimitrovgrad, Serbia – 330km

Rano zwiedzamy to stare uzdrowisko. Nazwa kurortu pochodzi od herosa Herkulesa, uważanego w rumuńskiej mitologii za patrona źródeł termalnych i symbol władzy. W 1852 r. Baile Herculane, położone w dolinie rzeki Cerny, okrzyknięte zostaje najpiękniejszą miejscowością kuracyjną w Europie. Bywała tu słynna Sissi, księżniczka Bawarii, austriaccy książęta i francuscy generałowie. W okresie II wojny światowej byli tu internowani członkowie rządu II Rzeczypospolitej, z premierem F. Sławojem-Składkowskim na czele. Bije tu kilkanaście źródeł z wodą termalną i mineralną. Położona w płd.-zach. części kraju miejscowość, szczyci się korzystnym dla zdrowia klimatem, a gabinety zabiegowe specjalizują się w leczeniu dolegliwości reumatycznych, schorzeń układu oddechowego i nerwowego, ginekologicznych, zatrucia metalami ciężkimi i chorób oczu. Temperatura wody 38,5 – 53,5 °C. Dziś po wytwornym uzdrowisku, pozostały opustoszałe i zrujnowane iście cesarskie budynki. Elewacje ich są bogato zdobione, a kolumny i pilastry nadają im monumentalnego wyglądu. Dostojne hotele są jednak w większości opuszczone i mocno zniszczone. W czasach reżimu komunistycznego, uzdrowisko zostało trochę oszpecone betonowymi hotelami i budynkami typowymi dla tego okresu. Jednak najbardziej oryginalnym i chyba największym budynkiem jest Dom Zdrojowy„ Łaźnie Neptuna”. Niestety pozabijany deskami ze względu na zły stan techniczny, z zewnątrz szalenie imponujący, choć przejście jest na tyle mocno odrutowane, że przysłania jakże odległą już elegancję .Niegdyś perła uzdrowisk, dziś obraz nędzy i rozpaczy.

Z Baile Herculane przez Orsovę docieramy do Dunaju, miejsca gdzie jego przełom zwany „Żelazne Wrota”, tutaj też rzeka jest granicą pomiędzy Rumunią i Serbią. Ten przełomowy odcinek doliny Dunaju, oddziela Karpaty i Góry Wschodnioserbskie. Dawniej żeglugę poprzez „Żelazną Bramę” utrudniały progi skalne, wysadzone w latach 1890-1896. W rejonie tym, znajduje się zapora wodna ze śluzą i hydroelektrownią. Konsekwencją powstania zapory stało się wysiedlenie z miejsca dotychczasowego zamieszkania ponad 23tys. okolicznych mieszkańców. Na zaporze wybudowanej w latach sześćdziesiątych, wspólnymi siłami byłej Jugosławii i Rumuni, przekraczamy granice i docieramy do historycznego miejsca, gdzie znajduje się „Tabula Traiana” (rzymska tablica z łacińskim napisem, upamiętniająca budowę drogi wzdłuż Dunaju przez cesarza Trajana (53–117), wykuta w skale „Żelaznej Bramy” w Serbii).

Most Trajana został zbudowany w 105r. przez greckiego architekta Apollodoros z Damaszku, a jego budowa trwała dwa lata. Zamówił go Cesarz Trajan, aby umożliwić legionom walczącym z Decebalem szybką przeprawę przez rzekę i niezbędne zaopatrzenie. Był częścią strategicznej drogi przez wąwozy i wraz z nią był kluczem do zwycięstwa w wojnie z Dacją. Powstał na dwudziestu filarach zbudowanych z kamienia, cegły i cementu. Na tych filarach zostały oparte 38m drewniane łuki, a na nich oparta właściwa droga. Do budowy filarów użyto kesonów. Nieprawdopodobne… 2000 lat temu !!! Miał ponad 1100m dł., 15m szer. i był położony aż 20m nad lustrem wody. Dunaj ma w tym miejscu 800m szer., a na każdym końcu zbudowany był fort z bramą tzw. „castrum”. Był to najwcześniej wybudowany, najdłuższy, powstały nad dolnym Dunajem, segmentowy most łukowy. Mimo upływu niemalże dwóch tysięcy lat, w 1856 roku widoczne były jeszcze wszystkie filary. W 1906 roku Międzynarodowa Komisja Dunaju postanowiła zniszczyć dwa, gdyż uznano je za niebezpieczne dla żeglugi. Dziś jest reliktem przeszłości rzymskiej epoki, znajdującym się w parku narodowym Djerdap , niedaleko Kladovo, w Serbii. Tymczasem z odległej, rumuńskiej strony, spogląda na nas groźnym wzrokiem, wyrzeźbiona w skale wojownicza twarz Decebala (Chipul lui Decebal, Dubova) i ma 42,9 m wys. i 31,6 m szer., a więc nie sposób jej przeoczyć, podążając tą trasą nad Dunajem. W roku 2000, pod olbrzymim wizerunkiem Decebala, stanęła pamiątkowa płyta z łacińską inskrypocją: „DECEBALUS REX DRAGAN FECIT”, który oznacza: „Król Decebal, stworzony przez Dragana”.

Warto dodać, że pomnik był wyrazem nacjonalistycznych poglądów Iosifa Constantina Dragana, dla którego Rumunia była kolebką cywilzacji; podobnie jak Sumer, Egipt, Turcja czy Grecja. Wg tych poglądów, Decebal jest bohaterem narodowym, a obecni Rumuni są jego potomkami.

Dalej nasza trasa prowadziła przez Klokocevac, Zajecar, Poracin, Knjażevac do Pirot. Tam, po wspaniałym objedzie, udaliśmy się na objazdową trasę „Pirocki Krug”, przez wioski, Rsovci, Slavnija, Izatovci, Smilovci do Dimitrovgradu. Droga prowadzi górami, wzdłuż granicy z Bułgarią… to taki naturalny serbski skansen, a bardzo kiepski stan drogi, dodaje trafnego uroku.

Doskonałe, gospodarskie okoliczności, a na końcu panoramiczny widok na zielone doliny wokół Dimitrovgradu.

10-06-2021-drobettaturnuseverin-dimitovgrad

Ze względu na przekraczanie granicy z Serbią, nie rezerwowaliśmy bazy noclegowej, lecz bez problemu znajdujemy takową w samym centrum miasta. Nocleg – „Hotel Sax Balkan”, Balkanska 18, Dimitrovgrad 18320, Serbia pokoje 2os. po 20€ (śniadanie w cenie)

11.06.2021-piątek -Dimitrovgrad, Serbia > Vlasina Rid, Serbia > Bosilegrad, Serbia > Kumanowo, Macedonia (BJRM) > Skopje, Macedonia (BJRM) - 320km

Rano kontynuujemy jadę po „Pirocki Krug”, tym razem po jego południowej części przez wioski Trnski Oodorovci, Zvonce, Studena, Strelac. Na trasie, przemierzając kanion rzeki Jerma, podjeżdżamy pod XIV wieczny „Klasztor św. Jana Teologa w Poganowie” („Manastir Poganovo Sv. Jovan”). Został ufundowany przez serbskiego wielmoża Konstantina Dejanovic i jego córkę Jelenę. Niestety Konstantin wkrótce potem zginął, a jego córka wyszła za mąż za biznatyjskiego cesarza. W efekcie świątynia przez ponad 100 lat pozostała niewykończona. Przepiękna budowla położona w malowniczym terenie pośród skał. Największą wartość przedstawiają freski okalające wnętrza, wg niektórych źródeł, wykonali je mistrzowie z północnej Grecji

Po dotarciu w Leskovac do głównego traktu, drogi E75, kontynuujemy jazdę w kierunku granicy z Płn. Macedonią i dalej do jej stolicy Skopje. Ponownie na dzisiejszą noc nie mamy rezerwacji hotelowej, lecz po krótkich poszukiwaniach znajdujemy ją kilometr od ścisłego centrum. Szybkie zakwaterowanie i do razu ruszamy w miasto.

W tym miejscu wtrącimy nieco teraźniejszej historii… Macedonia? Nie ma takiego kraju….? Wiele mówiący napis po angielsku przy jednej z głównych ulic prowadzących do głównego placu Macedonii głosi „Tak dla Unii Europejskiej, ale tylko jako Macedonia i Macedończycy”. I wbrew pozorom nie chodzi tu o postulaty ichnich „eurorealistów” pokroju PiS, tylko o rzecz absolutnie fundamentalną – nazwę kraju, który formalnie na arenie międzynarodowej nazywa się Była Jugosłowiańska Republika Macedonii. Czemu tak dziwnie? To efekt ciągnącego się od ponad 20 lat sporu z Grecją, która uważa, że Macedonia to nazwa jej północnej prowincji, a jej sąsiad nie ma do niej żadnych praw. Macedonia też nie ustępuje – władze w Skopie doskonale pamiętają sytuację sprzed kilku lat, gdy w odpowiedzi na łagodną propozycję ONZ-owskiego mediatora, by do nazwy Republika Macedonii dodać słowo „Demokratyczna” doszło do skandalu. Bo nawet ta nazwa nie zyskała akceptacji Aten, a w odwecie rozwścieczeni macedońscy studenci obrzucili kamieniami grecką ambasadę. Macedończycy twierdzą, że są potomkami Słowian i wywodzą się od starożytnego władcy Aleksandra Wielkiego, zwanego przecież Macedońskim. Zaczęło się od niewinnych dziwactw – gabinet premiera zatrudnił rzeszę archeologów, by naukowo potwierdzili starożytne pochodzenie narodu, a macedońska Cerkiew zamierzała ogłosić Aleksandra świętym. Do Skopie zaproszono nawet delegację jednego z pakistańskich plemion. „To bezpośredni potomkowie armii Aleksandra, którzy nie mogąc walczyć dalej, osiedlili się w Himalajach” . Co ciekawe… my możemy to potwierdzić, gdyż jadąc przez Karakorum, napotykaliśmy ludzi o słowiańskiej urodzie i blond włosach. Jak na razie końca sporu nie widać.

Wróćmy jednak do stolicy Skopje. Najważniejsze co stało się w ostatnich latach, to realizacja projektu „Skopje 2014”, w ramach którego w centrum powstało 20 gigantycznych budowli i 40 pokaźnych pomników. Wszystko po to, by pokazać się jako wielki kraj, zachęcić turystów i… dać kolejnego prztyczka Grekom. Dobrym przykładem jest monumentalny 25m pomnik Aleksandra Wielkiego, który stanął na środku placu Macedonii. Oczywiście, Grecy się wkurzyli, ale Macedończycy postanowili przed nimi… udawać Greków… gdyż w urzędowych dokumentach pomnik funkcjonuje jako „Wojownik na Koniu”. Dzięki temu oficjalnie (to bardzo ważne słowo w grecko-macedońskich relacjach) twierdzi, że wszelkie skojarzenia z Aleksandrem… to dzieło antymacedońsko nastawionych Greków. Pomnik jest oczywiście imponujący… ustawiona na 10m cokole otoczonym fontanną postać Olka… tzn. Wojownika ma 14,5m wys. Dodatkowo strzeże go 8 figur żołnierzy (każdy wysoki na 3m) i 4 lwy (każdy po 2,5m). Wszystko wykute w brązie, co dodatkowe potęguje majestat tego arcydzieła. Jedyny problem to koszty… kontrowersyjny pomnik kosztował ponad 10mln €, choć początkowo szacowano, że będzie o ponad 3mln € tańszy.

W bezpośredniej okolicy pojawiły się ważne postacie w historii kraju i regionu m.in. cesarz bizantyński Justynian I, car bułgarski Samuel, Cyryl i Metody i inni prawosławni święci, król Filip II – ojciec Aleksandra, jak i sam Aleksander w kilku wersjach np. dziecięcej i młodzieńczej. Jest też wielu bohaterów walk o niepodległość z Turkami, czy ważniejsi działacze socjalistyczni z XX wieku… razem w ostatnich latach pojawiła się już ponad setka pomników. Choć gabarytowo żaden z nich nie dorównuje „Wojownikowi na koniu”, to i tak ich rozmiary kilkukrotnie przewyższają wielkość swoich pierwowzorów. Wrażenie przytłoczenia historią potęguje niestandardowe zgęszczenie postaci. O ile w innych miastach normą jest jeden, dwa pomniki na plac czy skwer, tutaj z braku miejsca upycha się je dosłownie, gdzie popadnie. Na rzece, wybudowano kilka nowych mostów. Wśród nich największą osobliwością jest „Most Sztuki” z fontanną na samym środku. Poza nią na moście zobaczymy aż 29(!) rzeźb znanych macedońskich artystów i latarnie z olbrzymimi kandelabrami. Na bulwarach posadzono też palmy i „zacumowały” przy nich ogromne galeony, w których działają restauracje, a całość zwieńczył gigantyczny łuk triumfalny nazywany „Bramą Macedonii”. Wydaje się, że wzorcem dla autorów projektu „Skopje 2014” mógł być starożytny Rzym lub Ateny, jednak zamiłowanie do przesytu i fantazja typowa dla Bałkanów… poniosły ich bardziej w kierunku baroku. Mamy mieszane wrażenia… śmiała wizja architektoniczna na przemian zachwyca, śmieszy i przeraża… kuriozalny zlepek monstrualnych rzeźb i budowli… czy to symbol podziału narodu?… czy raczej park tematyczny, gdzie głównym motywem jest starożytność?…

Mimo to, odnowione centrum, to dziś największa atrakcja Skopje i budowanie narodowej dumy. Tyle tylko, że wg oficjalnej państwowej doktryny, korzenie macedońskie ma połowa władców regionu. Natomiast my, podziwiamy te monumentalne budowle, raczymy się miejscowym piwem i chłoniemy atmosferę tego zadziwiająco specyficznego miejsca.

11-06-2021-dimitowgrad-skopje

Nocleg – „Hotel Premier” ul.Josif Josifovski 36, 1000 Skopje, Makedonija 45€ pok.2os.

Po pięciu dniach podróży przez Słowację, Węgry, Rumunię, Serbię, dotarliśmy do Skopje w Macedonii. Na granicach nie padło ani jedno pytanie, dlaczego, po co, czy tranzytem, czy mamy testy covidowe, kompletnie nic. Przez Serbię jechaliśmy dwa dni, przy wjeździe i wyjeździe bez żadnych problemów – nikt, nawet w najmniejszym stopniu, nie porusza sprawy covidu.

12.06.2021- sobota – Skopje, Macedonia (BJRM) > Ochryda, Macedonia (BJRM) > Pogradec, Albania - 220km

Dzisiaj szybki wyjazd ze Skopje i dość bystro, malowniczą trasą docieramy nad „Jezioro Ochrydzkie”, rozdzielone granicą między Albanię i Macedonię Północną. Słodkowodne jezioro liczy 358 km² powierzchni i wraz z otaczającym je regionem, od 1979r. figuruje na liście UNESCO. Na brzegach jeziora zachowało się wiele zabytków przeszłości, m.in. sięgająca okresu średniowiecza, „Forteca cara Samuela”, zabytkowe centrum miasta w Ochrydzie, klasztor św. Nauma,starożytny amfiteatr, liczne niewielkie cerkiewki („Cerkiew Bogurodzicy Pariwlepty”), a jednym z największych zabytków Ochrydyjest sobór św. Zofii. Świątynia powstała w XI wieku i wielokrotnie przebudowywana, jest wypadkową prac wielu architektów na przestrzeni setek lat.

Dłuższy postój wraz z czasem na obiad, urządzamy po macedońskiej stronie w miejscowości Ochryd. Mamy też czas, aby spokojnie obejść urokliwe miasteczko. Główna aktywność turystów koncentruje się wzdłuż „Bulwaru Macedońskiego”. Wzdłuż uliczki, co chwilę znajdziemy jakąś restaurację czy kawiarnię. Największe nagromadzenie lokali, znajduje się jednak tuż przy jeziorze, gdzie możemy usiąść na tarasie z widokiem na „Jezioro Ochrydzkie” i wypić kawę… lub zwyczajnie poleżeć na kurtce motocyklowej.

Po południu, przejeżdżamy płd.-wsch. brzegiem do granicy z Albanią i po kilkunastu kilometrach, docieramy do naszej dzisiejszej bazy noclegowej w albańskim Pogradcu. Mamy apartamenty tuż przy nadbrzeżnym bulwarze z widokiem na jezioro.

„Jezioro Ochrydzkie” kojarzone jest przede wszystkim z Macedonią, ale nie należy zapominać, że 30% jego powierzchni znajduje się na terytorium Albanii. Głównym miastem po tej stronie jest 30 tys. Pogradec, największa miejscowość wypoczynkowa w tej części krainy orłów. Kurort położony jest nieco ponad 100km od stolicy, Tirany.

12-06-2021-skopje-pogradec-albania

Nocleg – Apartment Plaisir Adres: Rruga 10 Deshmoret e Pojskes, 7300 Pogradec, Albania Telefon: +355 69 844 7772 GPS: N 040° 54.119, E 20° 39.719. Grupa 6 dorosłych, 2 apartamenty 56,70 €

13.06.2021- niedziela – Pogradec, Albania > Gjirokastra, Albania > Orikum, Albania – 240km

Opuszczamy urokliwe miasteczko i kierujemy się w stronę Tirany, Pierwsze kilometry trasy prowadzą brzegami „Jeziora Ochrydzkiego”. Później droga wije się na przełęcz, z której to roztacza się panoramiczny widok na ogromne jezioro. Dalej, świetna droga prowadzi nas górami do Elbasan, gdzie odbijamy do nadmorskiej trasy, prowadzącej wzdłuż Adriatyku. Kolejno przejeżdżamy przez Lushnje, Fier, Vlore, aby zakończyć dzisiejszy przejazd w małej osadzie Orikum.

W 2004r. byłem w tej okolicy, prowadziła tu wówczas szutrowa droga, a zewsząd wystawały czapy bunkrów, dzisiaj to jeden niekończący się kurort z nowymi hotelami i restauracjami.

Po tygodniu jazdy i pokonaniu 2150km dotarliśmy do Albanii, gdzie bazę końcową na kolejne dwa dni, usytuowaliśmy nad Adriatykiem w tym małym kurorcie. Pogoda wspaniała, humory dopisują, jest nad wyraz pozytywnie, a może jeszcze lepiej…

No cóż, był to również stosowny czas, aby uczcić tą sytuację stosowną biesiadną zabawą. Oglądając następnego dnia zdjęcia, sami byliśmy zdziwieni, że wypadła aż tak spontanicznie i zarazem plastycznie.

13-06-2021-pogradec-orkum-albania-adriatyk

Nocleg – Ann’Apartment Adres: Rruga Demokracia, 1001 Orikum, Albania Telefon: +355 69 627 4707 GPS: N 040° 19.551, E 19° 28.353 6 dorosłych 1 apartament 120 € za dwie noce

14.06.2021- poniedziałek – Orikum – pobyt nad Adriatykiem

Mamy jeden dzień bez wsiadania na motocykle. Myśleliśmy, że spędzimy go w całości na plaży, jednak potężny wiatr przypominający „borę”, skutecznie te plany pomieszał.

Natomiast wczorajsze i dzisiejsze kulinaria smakowały doskonale. Właściwie cały czas mamy szczęście kosztować smacznych, regionalnych potraw. Ceny nie zniechęcają, a wręcz kuszą, gdyż solidna porcja baraniny z grilla (400gram), kosztowała 600leków, ok. 22zł.

15.06.2021-wtorek – Orikum, Albania > Shkodra, Albania > Hotit > Tamare, Albania – 310km

Rankiem opuszczamy nasze lokum w Orikum i ruszamy w powrotną drogę do Polski. Pierwsze kilometry przemierzamy nadmorską trasą w stronę stolicy, Tirany. Nie wjeżdżamy jednak do miasta, tylko omijając portowe miasto Durres, jedziemy bezpośrednio do miejscowości Shkodra, położonej nad „Jeziorem Shkoderskim”. Tam urządzamy sobie krótką przerwę, mamy czas na obejście niewielkiego centrum i zjedzenie posiłku.

W tym miejscu małe wtrącenie. W Albanii mieszka duża ilość obywateli Włoch, podobny klimat, a ceny życia zdecydowanie niższe. Stąd też kuchnia włoska jest tu bardzo popularna, a co za tym idzie, mamy okazję degustować bardzo smaczne pizze. Przemek poszedł po bandzie, zamówił wersję „rodzinną”, jednak jej wielkość przerosła również naszą wyobraźnię.

Dalej ruszamy wzdłuż brzegów jeziora na północ, aby w miejscowości Hotit, wjechać na słynną drogę SH20, czyli trasę widokową, prowadzącą przez albańskie„Góry Przeklęte”. Miejscowi nazywają je „Bjeshket e Namuna”. Nazwa wzięła się prawdopodobnie z trudności w pokonywaniu górskich przełęczy, aby dostać się do ciasnych, zamieszkanych dolin. Ale też jest tu niewiele ziemi uprawnej, niewiele chce na niej rosnąć, a zimą miejscowa ludność była odcięta od reszty Albanii i świata. Innego zdania jest legenda… głosi, że nazwę „Góry Przeklęte” zawdzięczają dwóm synom myśliwego, którzy pewnego dnia spotkali na swojej drodze przepiękną dziewczynę. Bracia pokłócili się o jej wdzięki i pozabijali się wzajemnie. Ich matka, kiedy znalazła martwe ciała swoich najukochańszych synów, przeklęła piękną dziewczynę, a jej krzyk, pełen bólu, żalu i nienawiści – „prokleti-je, prokleti-je!” – „przeklinam Cię, przeklinam Cię”… niósł się jeszcze długo po dolinach, powtarzany przez echo setki razy.

Ten trakt, to również najkrótsza droga z Albanii do czarnogórskiego P.N.” Durmitor”, zaczyna się Hotit, niedaleko przejścia granicznego z Czarnogórą i kończy, przy lokalnym przejściu granicznym, też z Czarnogórą, Vermosh – Guci. Jeszcze kilka lat temu, trasa SH 20, była ulubioną szutrową drogą większości motocyklistów, preferujących jazdę po nieutwardzonych drogach. Dlaczego była? Bo od końca grudnia 2016r. prawie w całości jest pokryta asfaltem. Podobno na jej szczycie niebo spotyka się z ziemią. Stwierdzić tego nie byliśmy w stanie, ale z pewnością możemy powiedzieć, że to prawdziwy albański raj dla motocyklistów.

Wije się powoli wzdłuż zboczy gór, surowych i majestatycznych, czasami obok strumieni i górskich rzek, żeby nabrać tempa przed ostatecznym podjazdem na albańskie Stelvio. Ta nazwa idealnie pasuje, bo widok z tarasu na szczycie przełęczy, łudząco przypomina sławny zyg zag z „Passo Dello Stelvio”, znajdującą się kilkanaście kilometrów przed miejscowością Tamare. Ma ona wszystkie walory krajobrazowej, świetnej drogi… serpentyny, parkingi, punkty widokowe.

Dzisiejszą bazę noclegową wyznaczyliśmy w małej osadzie Tamare. Wspaniałe lokum, warte polecenia… czysto, schludnie, a z tarasu widoki na rzekę i okalające nas zewsząd góry.

15-06-2021-orkum-sh20-tamare-albania

Nocleg – Sofra Kelmendit – SH20, 4304 Tamare, Albania Tel: +355 69 301 9810 GPS: N 042° 27.911, E 19° 33.879 Grupa 6 dorosłych, 3 pokoje 363 zł ok. 81€

16.06.2021-środa - Tamare, Albania > granica z Czarnogórą Vermosh – Guci > Plav, Czarnogóra > „Kanion Tary” > Zabljak > P. N. „Durmitor” > Pluzine, Czarnogóra – 270 km

Jeszce o 9.00, kiedy ruszamy w dalszą trasę, słońce nieznacznie penetruje wnętrze wąskiej doliny, którą prowadzi droga do czarnogórskiej granicy. Tuż przed przejściem, jako akcent końcowy, mamy okazję wykonać sesję zdjęciową z albańskimi bunkrami. W niegdysiejszej, komunistycznej Albanii, każda rodzina miała taki schron na wyłączność. Zaczęto je budować za czasów Envera Hodży, który w latach 1944-1985 był I sekretarzem Albańskiej Partii Pracy. Dyktator miał obsesję na punkcie bezpieczeństwa kraju, dlatego z jego polecenia na terenie całego państwa, powstało ponad 750 tys. kopuł, pod którymi 3mln Albańczyków, mogłoby się schronić na wypadek ataku atomowego. Jak na kraj wielkości województwa wielkopolskiego, była to imponująca inwestycja. Do tej pory są często spotykanym elementem krajobrazu tego kraju, będących pozostałością po poprzednim ustroju komunistycznym. Na każdy schron miało przypadać czterech obywateli Albanii. Jednak żaden wrogi najazd ze strony wroga nie nastąpił, zimna wojna się skończyła, a betonowe relikty przeszłości wciąż trwają i to niekiedy w bardzo zaskakujących miejscach… w pięknych dolinach, górach, czy nad morzem. Dla wielu mieszkańców są szpetną pamiątką po zimnej wojnie, a dla innych… to część spuścizny kulturowej, którą warto zachować.

Granicę przekraczamy dość sprawnie (żadnych pytań) i dalej podążamy przez czarnogórski Plav, w stronę Berone do Mojkovac, gdzie wjeżdżamy w przełom rzeki Tary. To najgłębszy w Europie kanion, dochodzący nawet do 1300m gł.i 82km dł. Całość znajduje się na terenie P.N. „Durmitor”, którego nazwa oznacza rzekę płynącą z gór i jest jak najbardziej adekwatna do tego regionu. „Durmitor” to góry wapienne, pełno tu więc zjawisk krasowych, niezwykle głębokich kanionów, jaskiń, źródeł wypływających wprost ze skał i rzek tajemniczo znikających pod ziemią.

Turystycznym centrum „Durmitoru” jest Zabljak, niewielkie miasteczko u podnóża gór, ponoć zawdzięczające swoją nazwę niezwykle głośno kumkającym żabom, które upodobały sobie pobliski strumień. Wieczorem, ten dźwięk wypełnia całą dolinę. Jadąc od Mojkovac, wzdłuż rzeki, 20km przed Zabljakiem znajduje się jeden z najwyższych mostów Europy „Most Durdevica”, wznosi się 172 m ponad dnem kanionu i ma 365m dł. Wzdłuż mostu można zjechać na Zip-line, a na samej Tarze organizowane są cieszące się ogromną popularnością raftingi. Rzeka Tara ma swój początek w górach Komovi, które znajdują się na wschodzie Czarnogóry. Następnie płynie przez około 140km przez Czarnogórę, aż do granicy z Bośnią i Hercegowiną gdzie łączy się z rzeką Pivą. Razem tworzą rzekę Drinę, która płynie dalej na północ wpadając do Sawy, a ta w Belgradzie wpada do Dunaju. Tereny te porastają gęste bory sosnowe i świerkowe. Żyje tu wiele gatunków dzikich zwierząt – (rysie, niedźwiedzie), a także wiele gatunków ptaków. Tereny parku narodowego zostały w 1980r. wpisane przez UNESCO na listę światowego dziedzictwa kulturalnego i przyrodniczego. W Zabljaku uzupełniamy zapasy i mamy czas na obiad, konsumując doskonałą baraninę. Po obiedzie, ociężale dosiedliśmy nasze blaszane rumaki i puściliśmy się krętymi wąskimi dróżkami, wewnątrz urokliwego parku.

Po wjeździe na pierwszą z przełęczy zaskakuje nas ilość śniegu, który jęzorami wędruje z gór na drogę. Tylko wąskie przesmyki przypominające tunele, dają możliwość przejazdu. Niektóre ciągną się do kilkuset metrów. Co rusz, robiliśmy przystanki, nikt nam nie przeszkadzał, gdyż turystów nie ma.

Trasa widokowa P14 stanowi obowiązkowy punkt wizyty w tym miejscu. Prowadzi z Zabljaka do Pluzine, ale jej najlepsze i jednocześnie najładniejsze fragmenty, przebiegają przez park narodowy. W najwyższym miejscu na przełęczy (Prevoj Sedlo) osiąga wysokość 1907m n.p.m. Droga nie jest zbyt szeroka, a jakieś 10lat temu była szutrową ścieżką. Przed wjazdem należy pamiętać, że stacje benzynowe są jedynie w Zabljaku i Pluzine. Na trasie są małe zatoczki, ławki i punkty widokowe. Należy uważać, gdyż już przy zjeździe, po drodze chodzą krowy, owce, psy pasterskie. Obecny brak turystów nam sprzyja, minęliśmy zaledwie kilka samochodów… cała przestrzeń dla nas.

W niższych partiach parku, wjechaliśmy w obszar rozległych, kolorowych łąk. Ostatni fragment trasy, to ostry zjazd w dół, poprzez szereg naturalnych, skalnych tuneli, gdzie z ostatniego wjeżdżamy prosto na drogę prowadzącą wzdłuż „Jeziora Pivsko” („Pivsko Jezero”). Stąd mamy już tylko kilka kilometrów do miejscowości Pluzine, gdzie przez booking zarezerwowaliśmy dzisiejszy apartament. Gospodarze witają nas domową rakiją, serowymi placuszkami i ciastem orzechowym. Z tarasu mamy piękny widok na jezioro i okalające go góry. Śnieg, krokusy, kolorowe łąki i góry…oto „Durmitor”, czyli „Śpiący”, czy też wg innej koncepcji, z celtyckiego: „Góry ociekające wodą” lub „Rzeka płynąca z gór”…

Albania i Czarnogóra… kolejne dwa dni wspaniałej jazdy… kumulacja jednych z najwspanialszych tras motocyklowych w Europie – droga SH20 w Albanii, „Kanion Tary” oraz Park Narodowy „Durmitor „w Czarnogórze. Wspaniała pogoda, spektakularne krajobrazy, niezapomniane wrażenia. Poziom doznań spieszy tylko wzwyż.

16-06-2021-tamare-sh20-dormidor-pluzine

Nocleg – „Apartment Osmajic” Adres: Rosulje bb, 81435 Pluzine, Czarnogóra Telefon: +382 69 847 137 GPS: N 043° 9.190, E 18° 50.368 Grupa 6 dorosłych około 242 zł 54 € Podatek miejski (PLN 4,49 × 6 gości × 1 noc) 27 zł. Cena końcowa (podatki wliczone w cenę) około 269 zł. Zapłacisz 60 w €.

17.06.2021-czwartek - Pluzine, Czarnogóra > Granica z BiH > Mostar, 88000, Bośnia i Hercegowina > 88400 Konjic, Bośnia i Hercegowina > Lisićići - 260km

Z Pulzine do granicy jedziemy wzdłuż jeziora „Jezero Pivsko”, piękne krajobrazy, cudowna pogoda, wspaniałe widoki. Szczególnie na głęboki kanion z brzegów wielkiej tamy rozpiętej pomiędzy stromymi skałami. Nieco dalej, dosłownie z marszu, pokonujemy granicę z BiH. Żadnych pytań, dosłownie w minutę jesteśmy po drugiej stronie.

Do Mostaru jedziemy wysokimi górami przez urokliwy P. N. „Sutjeska”. Teren parku zajmują góry z najwyższym szczytem Bośni i Hercegowiny „Maglić”, wznoszącym się na 2386m n.p.m. Nazwa parku pochodzi od przepływającej przez jego teren rzeki Sutjeska. Obecnie przełęcz pokonuje się nowym tunelem liczącym ponad ponad 2km dł. Gdyby nie złapana guma, to czulibyśmy się jak w raju. Na szczęście, był to jedynie gwóźdź i po uleczeniu opony uszczelniającym sznurem, po 15min. jedziemy dalej.

Wczesnym popołudniem jesteśmy w Mostarze. Pierwsze co zaskakuje, to kompletny brak turystów. Ostatnio byliśmy tu w 2018r. i dosłownie chodziło się gęsiego, a dziś?… spokój przechadza się to tu, to tam… a my razem z nim.

Miasto położone nad rzeką Neretwą, to nieformalna stolica Hercegowiny oraz jeden z największych ośrodków miejskich tego kraju. Nazwa pochodzi od słowa mostari („strażnicy mostu”). Najważniejszym zabytkiem jest położony w centrum XVI-wieczny kamienny Stary Most, który 9 listopada 1993 r., w wyniku działań wojennych został zburzony przez Chorwatów. Od marca 1992r. Mostar znajdował się w granicach niepodległej Bośni i Hercegowiny. Jednak w maju tego samego roku, rozpętały się bratobójcze walki. W mieście toczyły się najpierw walki Bośniaków i Chorwatów przeciwko Serbom. W jej trakcie zniszczony został zabytkowy „Sobór Trójcy Świętej” z 1873 r. Następnie, od maja roku 1993, Chorwatów z Bośniakami. Przez 10 m-cy, Chorwaci oblegali wschodnią część miasta, zamieszkaną przez bośniackich muzułmanów. Została ona niemal doszczętnie zniszczona. Zburzono większość zabytków architektury, w tym wszystkie meczety z XVII–XVIII w. Zawieszenie broni pomiędzy Chorwatami i Bośniakami podpisano 25 lutego 1994 r. Od tego czasu miasto, pod nadzorem międzynarodowym, pozostaje podzielone na dwie niechętne sobie części – bośniacką (muzułmańską) i chorwacką.

Jeszcze pięć lat po wojnie, miasto nie było bezpieczne. Wciąż dochodziło do utarczek między mieszkańcami obu jego części. Obecnie sytuacja się ustabilizowała, Mostar znów zaczynają odwiedzać turyści, otwiera się restauracje i sklepy z pamiątkami. Od zakończenia wojny w roku 1995, miasto jest odbudowywane, głównie przy pomocy finansowej UNESCO i Unii Europejskiej. Zniszczenia i ślady wojny są jednak wciąż wyraźnie widoczne. Odbudowę mostu zakończono dopiero 23 lipca 2004 r.

W lipcu 2005 Stary Most i jego najbliższe otoczenie, zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa kulturowego UNESCO. Miasto tak nas zauroczyło swym klimatem, że spędziliśmy tam prawie trzy godziny.

Dalej jedziemy w kierunku Sarajewa. Przepiękna trasa prowadzi najpierw przełomem rzeki Naretwa, a później brzegiem „Jeziora Jablanicko”, sztucznie utworzonego na tej rzece. Krajobrazy niepowtarzalne, wokół przepiękne góry… jedyne co przeszkadza to przelotny deszcz, ale za to mamy widok na cudowną tęczę. Niestety mamy również „zonga” , okazuje się, że adres podany przez pensjonat jest nieprawidłowy, lokalizacja jest nie w Konjic tylko w wiosce Lisicici, 12 km od miasta. Straciliśmy 1,5 godziny na szukanie, uzyskanie informacji i dojazd. Gdyby nie te perypetie, to miejsce warte polecenia.

17-06-2021-pluzine-mostar

Nocleg „Big mama’s Apartments” Adres: Lisicici bb, 88400 Konjic, Bośnia i Hercegowina Telefon: +387 62 074 222 GPS: N 043° 39.056, E 17° 57.810 Grupa 6osób 2 apartamenty 231 zł + 1,30 € podatek miejski za osobę. Razem około 279 zł 61,46 €. Nieprawidłowe koordynaty, nieprawidłowy adres. Lokalizacja jest nie w 88400 Konjic, tylko w wiosce Lisicici GPS N 43º 69.855 E 17º 87.125

Obowiązującą walutą w Bośni i Hercegowinie jest marka zamienna, czyli tzw. marka konwertybilna – w skrócie KM. Przeliczana jest wg stałego kursu do euro, który wynosi 1€ ~ 1,956 KM. Dla nas, turystów z Polski, będzie to oznaczało przelicznik mniej więcej jedna marka to pół euro.

18.06.2021-piątek - Lisicici > Konjic > Sarajewo, Bośnia i Hercegowina > Tuzla > Bijeljinka > granica z Serbią > Sabac > Nowy Sad, Serbia – 380km

Krótki przejazd i już po godzinie jesteśmy w Sarajewie. Motocykle zostawiamy na skwerku w centrum i spacerujemy po orientalnym Starym Mieście, zdominowanym przez społeczność muzułmańską. Ponownie „0” turystów, uliczki świecą pustkami. Jednak i tak czujemy się wręcz jak w jednym z historycznych miast tureckich, takich jak Edirne, czy Safranbolu.

Nie sposób być w Bośni i Hercegowinie i nie zajrzeć do Sarajewa. Takie przekonanie towarzyszyło nam od początku podróży, było jednym z pewnych punktów na naszej mapie, jednym z „must see”. Jest to również kolejne miejsce, które nie kojarzy się zbyt dobrze… ile razy słyszeliśmy w radiu, czy w telewizji o wojnie w Sarajewie, o wybuchających bombach, o śmierci?

Sarajewo to stolica Bośni i Hercegowiny zamieszkana przez prawie 400tys. mieszkańców. Założone został w 1462r. przez Turków Osmańskich. Tu 28 czerwca 1914 r. dokonano zamachu na arcyksięcia Franciszka Ferdynanda przez bośniackiego Serba Gawriło Principa, członka serbskiej nacjonalistycznej organizacji „Młoda Bośnia”, powiązanego z serbską tajną organizacją „Zjednoczenie lub śmierć”, popularnie nazywaną „Czarna Ręka”, którą kierował Dragutin Dimitrijević pseudonim „Apis”, szef serbskiego wywiadu wojskowego. W konsekwencji był on przyczynkiem do wybuchu I wojny światowej. W 1984 r. odbyły się tu Zimowe Igrzyska Olimpijskie. Po rozpadzie byłej Jugosławii, miasto zostało silnie zniszczone w rezultacie działań wojennych 1992-1995 r. Podczas wojny w Bośni, było oblegane przez Bośniackich Serbów, rozpoczęło się 6 kwietnia 1992 r. i trwało do końca października roku 1995. Podczas oblężenia, było cały czas ostrzeliwane z otaczających gór, odcięte od dostaw wody i prądu, a żywność dostarczano nieregularnie. Zginęło ponad 10500 osób, praktycznie wszystkie budynki zostały zniszczone lub uszkodzone. O walkach i związanych z nimi tragicznych dla mieszkańców skutkach opowiadają m.in. film dokumentalny „Miss Sarajevo” (1995), dramat wojenny „Aleja snajperów” (1997) i dramat społeczny „Grbavica” (2005). Powstały także piosenki „Miss Sarajevo”, opowiadająca o tragedii w tym mieście, autorstwa U2 i Luciano Pavarottiego. Od zakończenia wojny i zawarcia w listopadzie 1995r. układu z Dayton, Sarajewo jest odbudowywane, głównie przy wsparciu finansowym Unii Europejskiej. Ślady wojny są jednak cały czas wyraźne, a tereny położone bezpośrednio wokół miasta, są wciąż zaminowane.

Ślady ostrzału na budynkach, to wciąż żywe dla wszystkich wspomnienie wojny. Bośnia dała światu ważną lekcję, z której chyba niewielu wyciągnęło wnioski. Zaledwie osiem lat po międzynarodowym sukcesie, jakim była organizacja Zimowych Igrzysk Olimpijskich ’84, wybuchła krwawa etniczna wojna, która najbardziej dotknęła właśnie Sarajewo. Z reportaży na ten temat, z opowieści, wspomnień ludzi, którzy to przeżyli… niezależnie od tego, po której stronie stali… zawsze przebija się dojmująca refleksja, że nikt nie mógł sobie wyobrazić takiego rozwoju wydarzeń. Nie w Sarajewie! Mieście tak bardzo kosmopolitycznym, tak bardzo rozwiniętym społecznie. Nikt z mieszkańców sobie nie uzmysławiał, że coś może ich podzielić. Że może dojść do masakry. Gdzieś daleko, gdzieś na peryferiach, na krańcu świata… to może i tak… ale tu, u nas? Na pewno nie… a jednak!

Spacerujemy po zaułkach Starego Miasta, wzdłuż wąskich uliczek sklepiki i zakłady rzemieślników, głównie kowali, którzy na oczach przechodniów wyrabiają przeróżne cuda, w tym głównie dzezvy (naczynka do zaparzania miejscowej kawy), którą to w takim właśnie wydaniu wypiliśmy, oczywiście z tradycyjnym deserem rahat lokum (rachatłukum). Jednym z charakterystycznych punktów Sarajewa jest studnia „Sebilj”, to dość nietypowa studzienka, będąca pozostałością podobno jednego z pierwszych wodociągów w Europie… legenda głosi, że ktokolwiek napije się z niej wody… nigdy nie zapomni Sarajewa… nie napiliśmy się, więc kiedyś tam powrócimy, bo przecież zapomnimy.

W Południe opuszczamy Sarajewo i kierujemy się w stronę granicy z Serbią w kierunku Nowego Sadu. Mamy rezerwację w starej części miasta, więc z marszu kierujemy się w to miejsce. Praktycznie tuż po wjedzie w starą zabudowę, znajdujemy sympatyczny pensjonat „Nasa Tvrdava Guest Accommodation”. Po meczącej upałem jeździe, pierwszą czynnością jaką jesteśmy skłonni wykonać bez sprzeciwu… jest wypicie zimnego piwa, które zaoferował właściciel lokalu.

Później szybkie przepakowanie i od razu idziemy do ulokowanej nad Starym Miastem, ogromnej warowni za murami. To potężna, druga pod względem wielkości w Europie „Twierdza Petrovaradin”, położona dosłownie na rogatkach Nowego Sadu, zaraz za „Mostem Wolności”, po wschodniej stronie rzeki. Forteca robi rzeczywiście kolosalne wrażenie, ani internet, ani Youtube, ani nasze zdjęcia, nie oddają jej ogromu. Górująca nad stolicą regionu budowla, była warownią już w czasach rzymskich. W średniowieczu władało nią Bizancjum, potem była w rękach węgierskich, a od 1526r., rządzili nią Turcy. Pod koniec XVII stulecia, przeszła pod panowanie Habsburgów i wtedy to rozpoczęła się jej ogromna rozbudowa. W ciągu kolejnych stu lat trwały prace, a po ich zakończeniu, fort zyskał przydomek „Naddunajskiego Gibraltaru”.

Kolejny spacer na forteczne wzgórze uskuteczniamy już po zmroku… z odpowiednim ekwipunkiem.

18-06-2021-mostar-sarajewo-nowysad

Nocleg – „Nasa Tvrdava Guest Accommodation” Adres: Prote Mihaldžića 2a, 21131 Nowy Sad, Serbia Telefon: +381 64 2663523 GPS: N 045° 15.322, E 19° 51.640 6 dorosłych 3 pokoje 381 zł około 419 zł € 92,80. Opłaty dodatkowe Podatek miejski (PLN 5,64 × 6 gości × 1 noc) 34 zł .Cena końcowa (podatki wliczone w cenę) około 453 zł. Zapłacisz 100,30 w €. Doskonała lokalizacja i warunki bytowania, w cenie jest śniadanie.

19.06.2021- sobota – Nowy Sad, Serbia > Subotica > graanica z Węgrami > Dunauvaros > Gyor > granica ze Słowacją > Velky Meder, 932 01, Słowacja – 390km

Gdzieś na trasie w przydrożnej, hotelowej restauracji robimy przerwę na obiad (zupa gulaszowa) i jedziemy dalej. Jedyne, co przeszkadza w jeździe, to lejący się żar z nieba 33ºC. Jadąc przez mało ciekawe tereny Węgier, na każdym kroku dostrzegamy, że ten kraj tkwi w jakiejś apatii, brak inwestycji, wszystko zapyziałe, odrapane, jakby nie remontowane od czasów komuny. Drogi z koleinami jak krawężniki, płoty i bramy zardzewiałe, przy wielu domach stoją nadal Łady i stare Skody. Zadaliśmy sobie trud i w wioskach szukaliśmy wybrukowanych kostką podjazdów do posesji, naliczyliśmy zaledwie kilka. Czy to ma być wzór obecnej władzy, co do kraju mlekiem i miodem płynącym…? Tragedia… ten kraj zatrzymał się na etapie komuny i tkwi po dziś dzień w tym marazmie z tamtych lat… zewsząd emanuje dekadencja i specyficzny obraz niemocy… i choć my rozwijamy się wzorowo, to jest coś co nas łączy… można by rzec… Polak, Węgier, dwa bratanki… mamy najwyższą inflację w UE.

Późnym popołudniem przekraczamy tuż za Gyor granicę ze Słowacją i po 20km docieramy do Velkygo Mederu, gdzie wcześniej telefonicznie powiadomiliśmy Laurę i Andreasa, że potrzebujemy lokum na dzisiejszą noc, a ponadto to już tradycja, że wracając z wypraw po płd.-wsch. Europie zatrzymujemy się w ich progach. Andreas dopiero co odebrał nowego GS-a 1250 w wersji Adventure, więc była prezentacja i wspaniała morelówka na powitanie.

Był również czas, na kolejną wieczorną biesiadę i małe podsumowanie naszego obecnego przejazdu. Stwierdziliśmy iż była to jedna z najlepszych motocyklowych wypraw…zapomnieliśmy o covidowych mrokach, przez co atmosfera była taka przestronna.

19-06-2021-nowysad-wegry-welkymeder

Nocleg w pensjonacie „Ubytovanie u Andreasa & Laura Villa” www.lauramed.sk Velki Meder ul.Polovnicka 2466/66 lub ul.P.O.Hviezdoslava 24 tel +421 905 425338

20.06.2021- niedziela - Velky Meder, 932 01, Słowacja > Międzyrzecze Górne – „Chałupa na Górce” – 320km

Laura i Andreas ugościli nas wspaniałym śniadaniem. Wszystkie wyroby wędliniarskie przygotowują sami. Po wczorajszej biesiadzie, daliśmy sobie nieco więcej czasu na poranne czynności i dopiero o 10.00 opuściliśmy gościnne progi naszych motocyklowych gospodarzy.

Na trasie, odwiedziliśmy jeszcze urokliwą wioskę Cicmany. Słynna malowana wieś, położona jest w „Dolinie Rajeckiej” na Słowacji. Turystów, którzy zazwyczaj zatrzymują się tu będąc przejazdem w okolicy pobliskiej Żyliny lub Trenczyna, przyciąga ponad sto niezwykłych malowanych domów. Zwiedzanie wioski jest bezpłatne, a ogromna liczba malowanych domów, wywołuje zadziwiający efekt wizualny. Na początku XIX w. domostwa i zabudowania gospodarcze w Cicmanach nie wyglądały jednak tak jak teraz – zdobiono zazwyczaj jedynie narożniki domów, z czasem geometryczne motywy zaczęły jednak pojawiać się także obok okien i drzwi. Swój obecny wygląd Cicmany zawdzięczają ogromnemu pożarowi w 1921r. oraz słowackiemu architektowi Dusanowi Jurkovicowi. W pożarze zostało zniszczonych 49 domów w dolnej części wsi, a nad ich tradycyjną odbudową czuwał właśnie Jurkovic.

W jednej z regionalnych karczm, posmakowaliśmy miejscowych przysmaków (bryndzove halusky, palacinky i ćesneková polévka). Dalej przez Żylinę, Czadcę, Jablonków, Goleszów dotarliśmy do naszej „Chałupy na Górce”, gdzie zakończyła się motocyklowa przygoda. Był czas na stosowne toasty i podsumowanie.

20-06-2021-velkimeder-miedzyrzeczeg

No cóż, wszystko co piękne, kiedyś się kończy i po 14dniach podróży i przebyciu 4060km, przyszedł czas na zakończenie kolejnej przygody. Przemek z Basią następnego dnia dotarli szczęśliwie do Długosiodła, pokonując w tej wyprawie równe 5tys.km.

Przyszedł również czas na małe odsumowanie:
Kolejna odbyta wyprawa w czasie covidu. W zeszłym roku był to atlantycki brzeg, tym razem Karpaty i Bałkany. Jakże odstręczano nas od tego ostatniego wyjazdu, granice pozamykane, bez testów nie wjedziecie itp… Z zasady lubię trudne sytuacje, przecież w tym naszym objeździe świata z pewnością ich nie brakowało… Cóż tam testy w Europie, kiedy wizy, karnety, zezwolenia, malaria, denga i inne dziadostwa czekały na nas w Afryce, Azji, czy też w Ameryce Południowej i Środkowej… Sumarycznie okazało się, że były to „strachy na lachy” i praktycznie bez żadnych zapytań w tym temacie pokonaliśmy dziewięć europejskich granic. Osobiście nie użyłem w tym czasie maseczki ani raz, a o covidzie w ogóle podczas podróży nie słyszeliśmy… co za ulga…!
Ponadto była to jedna z najciekawszych wypraw pod względem przebytych parków narodowych i przejechanych motocyklowych dróg o charakterze widokowym… zakręty, przełęcze, strome podjazdy i zjazdy… miejscami było również trochę szutrowych traktów.
Kolejną sprawą na takich wyjazdach jest towarzystwo… Przemo, Basia i Iwonka okazali się niespożyci w tym temacie, co owocowało świetną zabawą i chwilami rozprężenia po trudach podróży… Już czekamy na kolejny, przyszłoroczny wyjazd. Może w końcu wypali to co zaplanowaliśmy wcześniej na ten rok…? Ukraina, nasze Kresy Wschodnie, Odessa i jak zwykle powrócimy przez Rumunię…

Wiola i Wojtek