eurazja-mapa

Dzień 41 – piątek – 25 sierpnia 2017r

Kończymy przygodę z Chinami i już o 8.00 jesteśmy na granicy. Odprawa jak na chińskie układy nad wyraz sprawna. Po mongolskiej stronie trochę zamieszania z dokumentami celnymi na auta, ale już o 13.00 jedziemy dalej przez tereny tego rozległego kraju na pn-zach w kierunku Ułan Bator. Tu następuje dawno oczekiwane przez nas i Jacków odłączenie się od organizatora i reszty ekipy. Maciek z Arkiem chcą asfaltem powrócić, jak najszybciej przez Rosję do Polski, my w planie mamy przejazd bezdrożami Mongolii, wjechać do Ałtajskiego Kraju i powłóczyć się po Syberii i Rosji. Już w spokoju i w naszym tempie przemierzamy pustynne tereny Gobi. Pustynia, stepy, ma przemian tworzą nudę, totalny brak krajobrazów do zrobienia choćby jednej dobrej fotki.

Po 400km takiej jazdy nieco wcześniej pozostajemy, na nocleg na zielonej łące tuż obok trasy. Wreszcie mamy trochę relaksu i odpoczynku po trudach dnia, którego to w Chinach tak bardzo brakowało. Plan wyznaczony przez organizatora wyprawy był zbyt napięty, nie uwzględniał żadnego zapasu na pewne ewentualności, które mogą się przydarzyć w tak długiej podróży. Jesteśmy 280 km przed stolicą Mongolii.

17-08-25-map

Dzień 42 sobota – 26 sierpnia 2017r

Rano szybki dojazd od Ułan Bator gdzie wreszcie przyszedł czas o pomyśleniu nad stanem naszych sprzętów. Nam poszły totalnie tylne amortyzatory, wyciekł cały olej, Jacek od 9tys km jedzie tylko na przednim napędzie w swoim Defenderze. Znajdujemy odpowiednie serwisy, jednak wynik nie jest zbyt pozytywny, można by powiedzieć, połowiczny. Półosi do Defendera nie ma i musieli by ją sprowadzać z Wielkiej Brytanii, natomiast nam udaje się wymienić amortyzatory i zrobić przegląd wraz z wymianą oleju. W takim wypadku następuje również ten moment, gdzie nasze wspólne plany co do przejazdu przez północne tereny Mongolii, legły w gruzach. W związku z taką sytuacją Jacki pojadą spokojnie asfaltem przez Ulan Ude i Rosję, wzdłuż trasy Kolei Transsyberyjskiej, my, niestety sami będziemy realizować dalszy plan, który został wcześniej przez nas przygotowany, zakładający, że w tych stronach jesteśmy po raz ostatni. Po 42 dniach wspólnej podróży pożegnanie i rozstanie. Po czynnościach serwisowych dokonanych na naszej Toyocie, zwiedzamy jeszcze pozostałości po starym centrum Ulan Bator.

Za datę założenia Ułan Bator przyjmuje się rok 1639r. Była wówczas ruchomą, koczującą siedzibą Dzanabadzara i jego następców. Nazywana była Örgöö (jurta pałacowa) – stąd też przyjęta w literaturze europejskiej nazwa Urga. W 1778 roku osiadła na miejscu dzisiejszej stolicy Mongolii. Początkowo Urga była właściwie wielkim klasztorem, dopiero w XIX wieku stała się najważniejszym w kraju centrum handlowym położonym na szlaku herbacianym poprowadzonym pomiędzy Chinami i Rosją. Obecną nazwę nadano w 1924r w hołdzie komunistycznemu przywódcy, Suche Batorowi. W 1938 roku zniszczono prawie wszystkie z 500 lamajskich świątyń stolicy wraz ze zbiorami sztuki oraz trzy z czterech pałaców Bogd gegeena.

Mamy więc okazję zwiedzić ten jeden, który pozostał i ulokowany jest w samym centrum miasta. Buddyjski klasztor Gandan uważany jest za najważniejszy ośrodek religijny w tym kraju. Za datę założenia klasztoru przyjmuje się 1838 rok, choć już wcześniej, w 1809 roku na miejscu tym powstać miała świątynia Szar süm. W 1938 roku podczas represji antybuddyjskich w Mongolii klasztor zamknięto. W 1944 roku wznowił działalność religijną, aż do 1990 roku pozostając jedynym czynnym klasztorem Mongolii. Klasztor stanowi unikatowy zespół dawnej architektury w którym widoczne są style: mongolski, tybetański i chiński. We wnętrzach świątyń przechowywane są bezcenne rękopisy i ksylografy, m.in. mongolskie, tybetańskie, sanskryckie, mandżurskie i chińskie, liczne rzeźby, zabytki malarstwa religijnego i rzemiosła artystycznego.

Po zwiedzeniu całego kompleksu objeżdżamy specyficzne, jurtowe dzielnice na północnych zboczach, opuszczamy Ułan Bator i jedziemy na północ w kierunku Darkhan. Potworny ruch na drodze, robi się ciemno, więc 60km za miastem, tuż obok trasy urządzamy obozowisko. Zimno, tylko 9ºC.

17-08-26-map

Dzień 43 niedziela – 27 sierpnia 2017r

Rankiem zimno, nawet bardzo zimno, tylko 4ºC. Nad ranem musieliśmy po raz pierwszy w tej podróży uruchomić ogrzewanie. Jedziemy na północ do miejscowości Darkhan, gdzie będziemy odbijać na zachód w kierunku jeziora Chuwsgul Nuur. Na trasie do miasta spotykamy jeszcze raz Mirkę i Jacka, którzy spali przy drodze 72km dalej. Tu już definitywne rozstanie, oni na granicę z Rosją, my dalej w mongolskie stepy. W Darkhan uzupełnienie kasy i podążamy drogą A1001 do położonego dalej na zach. o 170km kopalnianego miasta Erdenet. Droga super, natomiast miasto to istny koszmar, infrastruktura przemysłowa jak za czasów komunistycznego ZSSR. Nasza mapa wskazuje, że tu się miał skończyć asfalt, jednak tego nie zauważamy i nadal super drogą mkniemy w kierunku Bulgan.

Przepiękne krajobrazy, malownicze, zielone doliny rozpostarte pomiędzy wzgórzami, a na nich jury i pasące się barny, kozy, konie, jaki i krowy. Ku naszemu zaskoczeniu w Bulgan również nie skończył się asfalt i nadal w szybkim tempie przemieszczamy się przez kolejne osady: Unit, Khutag-Ondor, Ikh-Uul, aż do Moron, które oddalone było aż o 720km od dzisiejszej bazy. Ponieważ czas był na tyle dobry postanowiliśmy jeszcze dzisiaj dotrzeć do oddalonego o 100km od tego miasta jeziora Chuwsgul Nuur, takiego mongolskiego Bajkału. Droga nadal asfaltowa pozwoliła nam tam dotrzeć w niespełna godzinę. Przed wjazdem do Khatgal, miasteczka ulokowanego na południowym krańcu jeziora, płacimy za wstęp do P.N. Khovsgol Nuur po 3000 tugrików.

Dzisiejszą bazę noclegową założyliśmy na skraju osady, na zielonej łące, tuż nad brzegiem jeziora Chuwsgul Nuur. Takiego obrotu sprawy z tempem naszej podróży nie spodziewaliśmy się, więc natychmiast postanowiliśmy uhonorować ten sukces stosownym toastem i to w atmosferze zachodzącego słońca. Cóż za wspaniałe miejsce… Przecież zakładaliśmy, że dojazd do tego miejsca zajmie nam co najmniej dwa do trzech dni.

17-08-27-map

Dzień 44 poniedziałek – 28 sierpnia 2017r.

Noc była niezwykle zimna, musieliśmy włączyć ogrzewanie, ale mimo wszystko rankiem zaskoczyła nas temperatura, 0ºC i szron osiadł na łąkach. Poranne słońce szybko robi cudowny nastrój i mimo że temperatura niezbyt wzrasta, to ciepło promieni słonecznych robi swoje. Jedziemy zwiedzać pobliskie wybrzeże jeziora. Woda kryształ, toń przypomina Bajkał i wzbogacona jest jeszcze innymi barwami. Dopiero teraz uświadamiam sobie, że tak wiele łączy te dwa słodkowodne akweny. Jezioro Chuwsgul zasila 96 dopływów w postaci rzek i strumieni , wypływa z niego tylko jedna rzeka o nazwie Egijn, która zasila wody Selengi, a która na końcu swego biegu wpada do Bajkału. Następnym elementem łączącym te dwa akweny jest pasmo górskie Sayanów, które od północy zahacza o Bajkał, a kończy się na południu przy brzegach jeziora Chuwsgul. Pamiętajmy również, że te dwa jeziora gromadzą prawie 22% słodkiej wody na naszym globie, Bajkał 20%, Chuwsgul 2%. Atmosfera wioski Khatgal, niepowtarzalna choć to już po sezonie, kolorowe drewniane domki lśnią w słońcu. Zaglądamy do portu i na zamierający o tej porze roku bazar, jedyne co nas zainspirowało do zakupów to jagody. Za litrowy słój tych owoców płacimy około 3zł. Oczywiście nie obyło się bez rybki z jeziora „Chuwsgul Nuur”, zwanej tu lenok (gatunek rodzimych rzek i jezior w Mongolii).

Jadąc dalej wzdłuż zachodniego brzegu na północ zaglądamy do ekskluzywnych resortów, od wielu tygodni pijemy wreszcie kawę z ekspresu i delektujemy się tutejszymi krajobrazami. Przebywszy kilkadziesiąt kilometrów wybrzeża bardzo kiepskimi drogami, po południu opuszczamy to niezwykłe miejsce i wracamy 100km do Moron. Tu kończy się nasza przygoda z asfaltową Mongolią, od tego miasta następne 1200 km będziemy się przemieszczać drogą o nr A16, zwaną północną (Northern road). Musimy się przestawić na inny styl jazdy i przeciętną max rzędy 30km/h.

Poprzez Turen ToghTokh, Tsagaan Uul podążamy na zachód w krajobrazach jakich nie sposób opisać – bajkowe kolory i nieskażona cywilizacją natura. Na 30km przed Tsetserleg w miejscu, gdzie przekraczamy strumyk, w rozlewisku utknął Mongoł swoim Nisanem. Postanowiliśmy mu pomóc, jednak skutek był dla nas niestety niepomyślny, nieszczęśnika wydobyliśmy z opresji, niestety podczas tej operacji w naszej Toyocie pękło główne pióro nośne w resorze. Tylny most przesunął się z lewej strony o dobra 10cm do tyłu, na szczęści awaryjnie mamy możliwość dalszej jazdy.

Mozolnie przebywszy następne 30km dotarliśmy do osady Tsetserleg, gdzie już po zmroku rozbiliśmy obozowisko na łące tuż przed wjazdem. Jest kiepsko, ale mam już w głowie pomysł naprawy. Krótki drink i nyny, jednak stres powoduje bezsenność, no cóż to są również elementy podróży.

17-08-28-map

Dzień 45 wtorek – 29 sierpnia 2017r.

Po mało przespanej nocy, już po 8.00 szukamy pomocy w tej małej osadzie. Już pierwszy kontakt był trafny i napotkany młody, uczynny Mongoł prowadzi nas swoim motocyklem do zagrody mieszczącej skromny podwórkowy warsztat, który w swojej ofercie ma usługi spawalnicze. Jesteśmy na tyle wcześnie, że gospodarzy tego obiektu zastajemy jaszcze w pościeli. Po wyjaśnieniu na migi i obrazkowo sprawy, ustalamy zakres naprawy i jej technologię. Główne pióro zostało zespawane i wzmocnione „łatą”, pomocnicze zastosowaliśmy ze starego resoru Uaza. W trzy godziny usterka została naprawiona i ruszyliśmy na trasę.

Podążając na zachód północnymi kresami Mongoli, przemieszczamy się przez kolejne osady, Bayantes, Tes, aby na 37km przed Baruunturuun pozostać na nocleg przy wyschniętym strumieniu. Jak na razie pomimo trudnego terenu resor daje rade i wszystko jest ok. Na trasie widoki nie do podrobienia, nawet trudno je opisać. Bóg właśnie w tym miejscu brał wzorce dla „raju”. Przejechaliśmy sporo w naszej podróży po świecie, ale właśnie tu można spotkać najpiękniejsze krajobrazy, nieskalane postępującą cywilizacją.

Za Tes ukształtowanie terenu całkowicie się zmienia, wjechaliśmy w typowy step, mało ciekawe równiny, łąki z których zbiera się siano sprzętem jeszcze pozostałym z czasów mongolskich kołchozów. W dolinie przez który przepływa okresowa rzeczka urządzamy dzisiejsze obozowisko, podziwiając zachód słońca.

17-08-29-map

Dzień 46 wtorek – 30 sierpnia 2017r.

Po kilku nocach wyjątkowo chłodnych, wreszcie było całkiem przyjemnie. Startujemy dalej na trasę, przemieszczając się dalej drogą A16 zwaną „Północna drogą Mongolii”. Droga to szumne słowa, jest to jedynie wytyczony przez miejscowych szlak na stepie, a jego zarys tworzą koleiny wyjeżdżone przez „Uaziki” i inne pojazdy używane przez mongolskich pasterzy. Przejeżdżamy przez osadę Baruunturuun, a następnie Zuungov. Jedno co możemy o tych miejscowościach mijanych na trasie powiedzieć, to, to, że są uporządkowane, czyste, mają nawet banki, stacje paliw, małe szkoły i szpitale.

Za ostatnią z wymienionych osad postanowiliśmy zboczyć z wytyczonego przez GPS szlaku i poprzez step dotrzeć do niezwykłego jeziora jakim jest największe z nich w Mongolii o nazwie Uvs Nuur. Leży na wysokości 753 m n.p.m. w Kotlinie Uwskiej, która stanowi północną część Kotliny Wielkich Jezior. Jego długość wynosi 84 km, szerokość 79 km, głębokość maksymalna wynosi jedynie 20 m. Jest pozostałością dawnego wielkiego zbiornika o powierzchni 16 tys. km². Brzegi jeziora są niskie i zabagnione. Okolice jeziora należą zarówno do najzimniejszych jak i najgorętszych obszarów w Mongolii, latem ponad 40ºC, zimą nawet do -57ºC. My dzisiaj mieliśmy temperaturę 29ºC. Północny skrawek jeziora leży na terenie rosyjskiej Republiki Tuwy, gdzie poprzez jezioro przebiega granica. Jezioro bezodpływowe, ma wody pięciokrotnie bardziej słone od oceanów. Nie występują tu żadne gatunki ryb, jednak z powodów ważnych dla migrującego ptactwa wodnego, w szczególności ptaków morskich w 2003r cały obszar „Uus Nuur Strictly Protected Area” wpisano na światową listę UNESCO. Góry od północnej strony są ważnym schronieniem dla globalnie zagrożonych śnieżnych lampartów i górskich owiec (argali). My po dotarciu do brzegów tego mongolskiego morza, byliśmy nieco rozczarowani, jeszcze z kilkuset metrów wyglądało ślicznie, jednak na brzegu jedynie smród i bagno wymieszane z ptasim guano. Czym prędzej oddaliliśmy się od jego brzegów i powróciliśmy na trasę do stolicy regionu Uvs, jakim jest niewielkie miasto Ulaangom. Mimo że powstało ono jeszcze w XVII wieku, to na próżno szukać tutaj zabytków z tego czasu. Jest ono natomiast przykładem idealnie zachowanej architektury socrealistycznej z czasów sięgających komuny.

Drogi stepowe były dla nas na tyle sprzyjające, że dzisiejszą odległość 240km pokonaliśmy dość szybko i już o trzeciej meldujemy się w recepcji hotelowej, aby od Pekinu zaznać ponownie komfortu hotelowego. Nasz wybór padł na „Czingiz Zoczit”, gdzie za nocleg w luksusowym pokoju płacimy 60tys.tugników (90zł).

17-08-30-map

Dzień 47 środa – 31 sierpnia 2017r.

Wczesnym rankiem opuszczamy hotel i ruszamy na trasę. Prawdopodobnie zmienił się czas, gdyż po wyjeździe wszędzie cicho i sklepy jeszcze pozamykane. Pierwsze 37km pokonujemy asfaltem, aby dalej zboczyć w stepową trasę prowadzącą nas z poziomu jeziora Uus na przełęcz „Ulaan Davaa” (1970m.n.p.m.). Pogoda wzorcowa, kryształowe powietrze i lazur nieba. Droga całkiem przyjemna, stromy, prosty podjazd, Toyota na dwójce dziarsko mknie w górę w tempie 60km/h. Po pokonaniu w tym tempie 20km wjeżdżamy pomiędzy skaliste zbocza, które przybierają kolory odcieni czerwieni. Krajobrazy nieziemskie. Dalej zjeżdżamy z przełęczy łagodnymi górskimi stokami, porośniętymi aksamitną, wyschniętą trawą. W oddali ukazuje się atramentowa toń jeziora Uureg Nuur, a w tle ośnieżone szczyty góry Tsagaan Shivet Uul (3496m.n.p.m.). Mimo że mamy z nim kontakt wzrokowy to aby dojechać nad jego brzegi musimy pokonać jeszcze 60km. Po dotarciu roztaczają się bajeczne widoki. Piszą w przewodnikach, że woda jeziora jest słona, próbowałem i wydaje się być słodka, to dziwne. Po 30km objazdu jeziora Uureg Nuur (1470m.n.p.m.) jedziemy dalej na zachód drogą A16 i pniemy się skalnymi gołoborzami na następną przełęcz „Ogotor Khamar Davaa” (2339m.n.p.m.). Im bliżej przełęczy gołoborza zamieniają się w łąki.

Oczywiście droga to jedynie wyjeżdżony i to niezbyt wyraźny szlak, widząc po śladach to dawno nie przemierzany. Zjeżdżany z przełęczy wąwozem, gdzie po wyjeździe ukazuje się nam otwarty krajobraz na kilkadziesiąt kilometrów. Wielki płaskowyż lekko schodzący w dól w stronę następnego jeziora „Achit Nuur”. To bezkresne gołoborze gdzie naszą trasę wytycza jedynie kierunek nadany przez mapę GPS-a. gdyż wyraźnych śladów brak. Tak pokonujemy następne 60km. Tu wreszcie napotykamy na pierwsze oznaki cywilizacji, pojedyncze jurty i stada kóz i owiec. Wjechawszy na równiny, widzimy, że musiało tu niedawno obficie padać, kałuże osiągają rozmiary małych jezior. Te nasza Toyota pokonuje bez trudu, ale za osadą Bokhmoronna na naszej drodze po raz pierwszy staje regularna rzeka. Po sprawdzeniu dna własnonożnie, biorąc wodę na maskę przeprawiliśmy się na drugi brzeg. Dalsza trasa biegnie rozlewiskami, gdzie meandrujemy pomiędzy wielkimi kałużami i okresowymi jeziorkami. Na 40km przed osadą Tsaagaannuur trasa przybiera postać wytyczonej drogi biegnącej na kolejną przełęcz. Po drodze spotykamy Amerykanina na BMW 1200GS, który podróżuje wokół świata, a Mongolię potraktował jako zaliczenie tematu, wjechał od Tashanty z Rosji na odległość 100km i już wraca, gdyż jego celem jest Irkuck i Władywostok.

Ponownie pniemy się rozległym zboczem, aby w efekcie wjechać w wąwóz prowadzący w surowej atmosferze gór, pozbawionych roślinności na przełęcz 2100m.n.p.m. Szybki i krótki zjazd do osady Tsaagaannuur, wydajemy ostatnie tugriki na tanie mongolskie paliwo i jedziemy następne 30km asfaltem do granicznej osady gdzie chcemy się jeszcze dzisiaj przeprawić do Rosji. Przejście jak wiemy z naszego poprzedniego przejazdu w 2015r jest tylko czynne do 18.00. Na 20km przed granicą ponownie kończy się asfalt, ale cóż to dla tych bezkresów które pokonaliśmy już w Mongolii. Na przejściu meldujemy się o 15.30 i już po 50min. jesteśmy odprawieni i jedziemy do granicy rosyjskiej, która jest oddalona od przejścia o 15km. Faktyczna granica z Rosją usytuowana jest na przełęczy „Durbet Daba” 2481m.n.p.m. Zjeżdżamy do rosyjskiego punktu granicznego i tu utknęliśmy na następne 2,5h. Wystawienie „wremiennego wwozu”, było sprawą prawie nie do przejścia. Kiedy w tej podróżny wyjeżdżaliśmy z Kirgistanu do Chin, opuszczając wspólny obszar celny w którym jest również Kirgizja, celnicy nie wymeldowali naszej Toyoty i w tym tkwił problem. Celnik wreszcie dał się przekonać, że skoro auto, które stoi przed nim przybywa od strony mongolskiej, to musiało wcześniej opuścić Kirgizję i wyjechać ze wspólnego obszaru celnego. Już po czasie i zamknięciu przejścia mamy nowy dokument w ręce i możemy dalej jechać przez terytorium tego kraju. Bazę „Toyota Inn”urządzamy tuż po przekroczeniu granicy, na rogatkach granicznej osady Tashanta. Mamy wieści od Jacka i Mirki, dotarli do w Irkucka.

17-08-31-map